Tak przy okazji - artykuł na onecie nt. tego, iż IPN chce zbadać zestrzelenie w 1975 r. Antka którym pilot chciał uciec na zachód: http://wiadomosci.onet.pl/1698270,11,item.html
Wie ktoś może więcej na ten temat?
Tak przy okazji - artykuł na onecie nt. tego, iż IPN chce zbadać zestrzelenie w 1975 r. Antka którym pilot chciał uciec na zachód: http://wiadomosci.onet.pl/1698270,11,item.html
Wie ktoś może więcej na ten temat?
Zastanawiam się, jakie konkretnie prawo mógł złamać w 1975 r. dowódca WOPK i/lub dyżurny operacyjny CSD, aby ich oskarżono o zabójstwo w jakiejkolwiek postaci w powiązaniu z wydaniem "wbrew obowiązującym w Polsce regulacjom prawnym, za pośrednictwem Centralnego Stanowiska Dowodzenia Obrony Powietrznej CSRS w Pradze - zgody na zestrzelenie przez czeski myśliwiec polskiego samolotu cywilnego AN-2."
Wymienione przeze mnie dwie osoby na pewno wchodzą w rachubę w sprawie. Być może jeszcze jakieś inne. Na razie nic mądrego mi do głowy nie przychodzi. Coś karkołomna ta konstrukcja prawna.
Przyłączam się do przedmówcy. Czy ktoś może nam przybliżyć to zdarzenie? Kim był Dionizy B. i co to był za "Antek"?
JacekB
Ostatnio edytowane przez JacekB ; 15-04-2009 o 16:07 Powód: porządkowanie i łączenie postów
34 lata temu nad komunistyczną Czechosłowacją został zestrzelony cywilny samolot z Polski, którego pilot usiłował zbiec na Zachód. Według gazety "Mlada fronta DNES", rozkaz zestrzelenia mógł wydać ówczesny minister obrony narodowej PRL, generał Wojciech Jaruzelski.
Tragedia wydarzyła się 16 lipca 1975 roku. Przed godziną 15.00, 36-letni Dionizy B. z Opola przelatywał nad granicą z Czechosłowacją. Zaraz potem dostrzegła go obsługa lotniska wojskowego w Żylinie.
Do akcji ruszyły myśliwce. Pilot zignorował wezwania do lądowania i strzały ostrzegawcze. Samolot został zestrzelony, pilot zginął na miejscu. Maszyna spadła na pola koło miejscowości Kuty, osiem kilometrów przed austriacką granicą.
Pilot myśliwca Vlastimil N. po wylądowaniu usiłował się dowiedzieć, dlaczego musiał działać wbrew przepisom. - Nad tym się nie zastanawiaj; rozkaz wydał Jaruzelski - według czeskiej gazety "Mlada fronta DNES" usłyszał w odpowiedzi. Według dziennika, w czeskich archiwach znajduje się dokument z wnioskiem polskiego ministra obrony o zestrzelenie uciekiniera, ale brakuje na nim nazwiska Jaruzelskiego.
Czescy historycy zastrzegają, że rozkaz mógł zostać wydany w sztabie lotnictwa bez wiedzy generała. Śledztwo w sprawie wydarzeń sprzed 34 lat wszczęła słowacka policja. Sprawą od ponad roku zajmuje się również IPN. Najważniejszym celem śledztwa jest określenie odpowiedzialnego za wydanie rozkazu zestrzelenia maszyny. Instytut kwalifikuje zdarzenie jako komunistyczną zbrodnię.
Niestety do tej pory nie dotarły kluczowe w sprawie dokumenty z Pragi.
Jaruzelski odpowiada za zestrzelenie polskiego samolotu?
Pozdrawiam - Paweł
>> Lim przeleciał nad moją kołyską. I tak się zaczęło... >>
http://oels-nest.prv.pl/ * http://www.pokazy.yoyo.pl/ * http://www.lotowskie.yoyo.pl/
Gdzieś dzisiaj o tym oglądałem lub czytałem tylko nie wiem gdzie (fakty, na polsacie może nie wiem)
To był An-2 z aeroklubu zielonogórskiego tak?
Ponieważ pisaliśmy o tym swego czasu w wątku o lotnictwie PRL, przeniosłem tamte posty do nowego wątku, podczyściwszy je z uwag pobocznych, których słuszność życie potwierdza na każdym kroku
Tragedia wydarzyła się 16 lipca 1975 roku. Przed godziną 15.00, 36-letni Dionizy B. z Opola przelatywał nad granicą z Czechosłowacją. Zaraz potem dostrzegła go obsługa lotniska wojskowego w Żylinie. Do akcji ruszyły myśliwce. Pilot zignorował wezwania do lądowania i strzały ostrzegawcze. Samolot został zestrzelony, pilot zginął na miejscu. Maszyna spadła na pola koło miejscowości Kuty, osiem kilometrów przed austriacką granicą.
Merytorycznie troszeczkę się rozjaśniło, ale nadal oprócz daty i miejsca zdarzenia wiemy niewiele. W innym wczorajszym tekście (onet.pl za PAP-em) przeczytałem, że strzelał nie myśliwiec, lecz L-29. Z tą Żyliną coś pokręcili, bo tam jako żywo nie ma i nie było żadnego lotniska wojskowego.
A to już pachnie pomieszaniem idiotyzmu i nawiedzenia dziennikarzy. Polski "Antek" leci, czas mija, czeski pilot rozstrząsa w duszy dylematy moralne i zastanawia się nad bliżej nieokreślonymi przepisami, biurokracja ministerialna obu państw koresponduje między sobą, a na końcu i tak winny jest Jaruzelski, choć nie ma kwitu z jego podpisem. Gdyby rzeczywiście tak działali, to nigdy nikogo by nie zestrzelili. Ani polskiego An-2, ani wrażych "Phantom'ów" i "Starfighter'ów".Pilot myśliwca Vlastimil N. po wylądowaniu usiłował się dowiedzieć, dlaczego musiał działać wbrew przepisom. - Nad tym się nie zastanawiaj; rozkaz wydał Jaruzelski - według czeskiej gazety "Mlada fronta DNES" usłyszał w odpowiedzi. Według dziennika, w czeskich archiwach znajduje się dokument z wnioskiem polskiego ministra obrony o zestrzelenie uciekiniera, ale brakuje na nim nazwiska Jaruzelskiego.
Ostatnio edytowane przez JacekB ; 15-04-2009 o 20:37
Dlaczego w 1975 r. Czechosłowacy zestrzelili polski samolot
Słowacki IPN wznowił sprawę zestrzelenia w 1975 r. przez Czechosłowaków An-a 2, którym Polak Dionizy Bielański chciał uciec do Austrii.
Dwa lata temu 15 sierpnia słowackie myśliwce Mig-29 ćwiczą akcję przeciwko samolotowi cywilnemu. Ćwiczenie wprost z pokładu jednego z samolotów obserwuje słowacki minister obrony František Kašicky. Dziś na Słowacji, podobnie jak w Czechach, minister obrony ma prawo podjąć decyzję o zestrzeleniu porwanego samolotu pasażerskiego. Myśliwce najpierw starają się zmusić samolot do lądowania, potem grożą użyciem broni, a w skrajnym przypadku przygotowane są do zestrzelenia samolotu L-410 lecącego na wysokości 300 metrów z prędkością około 300 km/godz.
16 lipca 1975 r. Podobna sytuacja. Dwa czechosłowackie migi-21 i dwa poddźwiękowe samoloty L-29 śledzą polski cywilny dwupłatowiec An-2, który stara się przelecieć przez Słowację w kierunku Austrii. Nie są to żadne ćwiczenia. Polski pilot nie reaguje na polecenia lądowania.
Nad gminą Kuty na czesko-słowackim pograniczu niedaleko granicy z Austrią, pilot Vlastimil Navratil otrzymuje rozkaz otwarcia ognia. Upewnia się, czy dobrze zrozumiał, a kiedy oficer dowodzący z bazy w Brnie potwierdza, strzela. Samolot spada, ginie w nim Polak Dionizy Bielański. Był tylko 8 km od Austrii.
W roku 1975 nikt nie wiedział, jakie niebezpieczeństwo może stanowić porwany samolot, który w rękach terrorystów może się zmienić w narzędzie zagłady. Dlatego prawo w ówczesnej komunistycznej Czechosłowacji i Polsce nie umożliwiało zestrzelenia cywilnego samolotu. To, co z dzisiejszego punktu widzenia wydaje się zrozumiale i nawet zgodne z prawem, w konfrontacji z obowiązującym wówczas prawem jest przestępstwem, które dodatkowo z punktu widzenia polskiego porządku prawnego nie podlega przedawnieniu.
W roku 1975 ówczesna komunistyczna Czechosłowacja i Polska starały się wyciszyć sprawę An-2 Dionizego Bielańskiego, nazywając ją awarią.
- W dokumentach pojawiają się sformułowania takie jak "katastrofa", "upadek samolotu", "wypadek" - powiedział czeskiemu dziennikowi "Mlada Fronta Dnes" historyk Lubomir Morbacher ze słowackiego Instytutu Pamięci Narodowej, który ponownie otworzył sprawę. Już po roku 2000 sprawą zajmował się nią ówczesny czeski urząd ds. udokumentowania i zbadania zbrodni komunizmu (UDV).
- Doszliśmy do wniosku, że przypadek był niezgodny z ówczesnymi przepisami - mówi dyrektor UDV Pavel Bret. Urząd dowiedział się, kto po stronie czechosłowackiej wydał rozkaz zestrzelenia samolotu. Był to dowódca obrony przeciwlotniczej Jozef Marušak. Według dokumentów archiwalnych cytowanych przez "Mlada Fronta Dnes" rozkaz wydał, gdy oficer ds. kontaktów z zagranicą poinformował go, że strona polska zgadza się na zestrzelenie. W roku 2000 Marušak już nie żył, w czasie śledztwa zmarł również były komunistyczny szef lotnictwa Josef Remek, który miał związek ze sprawą. I USV sprawę odłożył.
Ale została wznowiona na Słowacji, gdzie zajął się nią bardzo aktywny tamtejszy Instytut Pamięci Narodowej we współpracy ze swym polskim odpowiednikiem.
Badają kluczową kwestię dziś, kto po polskiej stronie wydał zgodę na zestrzelenie. - Złożyliśmy akt oskarżenia o podejrzenie o popełnienie przestępstwa przeciwko ludzkości - powiedział w rozmowie z "Mlada Fronta Dnes" słowacki historyk IPN Lubomir Morbacher. Chodzi o część dokumentów, która obejmuje przypadki 42 osób zabitych w czasie próby przekroczenia żelaznej kurtyny, a którymi zajmuje się słowacka policja. W Polsce sprawy nie posunęły się tak daleko. Według rzecznika IPN Andrzeja Arseniuka Instytut "bada sprawę, nie jest ona jednak prowadzona przeciwko żadnej konkretnej osobie".
Dotychczasowe ślady prowadzą jednak do konkretnej osoby. Słowacki dziennik "Sme", który w środę upublicznił imię i nazwisko pilota, cytuje jego wyjaśnienie, opisujące to, co działo się po incydencie. "Na lotnisku (w Brnie) czekał na mnie szef sztabu dywizji, który powiedział mi: Nie zajmujcie się tym, na to zgodę wydał Jaruzelski" - powiedział Vlastimir Navratil. "Byłem żołnierzem, wypełniałem rozkaz".
Według obu wymienionych dzienników, także archiwalne dokumenty sprawy podają, że zgodę na zestrzelenie wydał "minister obrony narodowej PRL", którym wówczas był właśnie Wojciech Jaruzelski. Jeśli jednak nie uda się znaleźć kolejnych dowodów, chodzić będzie tylko o stwierdzenie. "Mlada Fronta Dnes" dodatkowo cytuje cenionego wojskowego historyka Petra Blažka, który mówi: - Nawet jeśli formalnie ponosi za to odpowiedzialność, nie jestem przekonany, że to Jaruzelski wydał taki rozkaz. Decyzja, z braku czasu, mogła być podjęta w sztabie polskiego lotnictwa.
Gazeta Wyborcza
EPRZ FM - czułe granie
Kiedy słyszę na EPRZ SOListy głos, na mej głowie płonie włos
** kup cegiełke na terminal EPRZ - 20 zł **
Jaruzelski: Nie pamiętam zestrzelenia samolotu
B. szef MON gen. Wojciech Jaruzelski oświadczył, że nie pamięta sprawy zestrzelenia polskiego samolotu w 1975 r. nad Czechosłowacją. Przypomniała to czeska prasa, pisząc, że zgodę na zestrzelenie miał wydać właśnie Jaruzelski.
"Oświadczam - faktu owego zestrzelenia ja, a także inne osoby z ówczesnego kierownictwa MON oraz Sztabu Generalnego - nie pamiętają" - napisał Jaruzelski w przesłanym w czwartek PAP oświadczeniu. Dodał, że "zupełnie niezrozumiałe są adresowane do mnie medialne "sensacje".
"A w ogóle jak można odnosić do MON rzekomo polską decyzję o zestrzeleniu owego samolotu? Ani pilot nie był osobą wojskową, ani samolot AN-2 nie należał do lotnictwa sił zbrojnych" - oświadczył Jaruzelski, podkreślając, że "zależy mu na pilnym wyjaśnieniu tej sprawy".
W lutym 2008 r. PAP opisała śledztwo pionu śledczego IPN w Warszawie w sprawie zestrzelenia w 1975 r. nad Czechosłowacją polskiego samolotu, którym pilot chciał uciec na Zachód. Dionizy B. zginął, gdy czeski myśliwiec zestrzelił jego maszynę - co miało nastąpić za zgodą polskich władz.
PAP pisała wtedy, że IPN chce wystąpić do strony czeskiej o materiały sprawy; poszukuje też jej dokumentów w archiwach wojska PRL. IPN ma nadzieję, że pozwoli to ustalić, kto z polskich władz odpowiada za przestępstwo przekroczenia uprawnień, które doprowadziło do śmierci pilota. IPN kwalifikuje ten czyn jako komunistyczną zbrodnię zabójstwa - za co grozi nawet dożywocie.
W czwartek rzecznik IPN Andrzej Arseniuk powiedział PAP, że "wniosek do czeskich władz jest w przygotowaniu". Przyznał, że "pewne opóźnienie" w całej sprawie zostało spowodowane przez zmianę prokuratora prowadzącego sprawę.
Śledztwo IPN toczy się "w sprawie przekroczenia w lipcu 1975 r. uprawnień przez nieustalonego funkcjonariusza publicznego z Dowództwa Wojsk Obrony Powietrznej Kraju". Według IPN, przestępstwo polegało na wydaniu - wbrew obowiązującym w Polsce regulacjom prawnym, za pośrednictwem Centralnego Stanowiska Dowodzenia Obrony Powietrznej CSRS w Pradze - zgody na zestrzelenie przez czeski myśliwiec polskiego samolotu cywilnego. IPN analizuje też procedury prawne całej sytuacji.
We wtorek praski dziennik "Mlada fronta Dnes" napisał, że "ówczesne organy władzy próbowały sprawę wyciszyć i przedstawić jako awarię. W dokumentacji używa się pojęć +katastrofa+, +upadek samolotu+, czy +wypadek+".
Według czeskiej gazety, pilot, który zestrzelił samolot wiedział, że rozkaz został wydany wbrew prawu i kilkakrotnie upewniał się, czy jest ważny. "Byłem żołnierzem i wypełniałem rozkazy" - powiedział. Po lądowaniu najprawdopodobniej mu przekazano, że zgodę wydał ówczesny polski minister obrony gen. Wojciech Jaruzelski. Z dokumentacji z tamtego okresu wynika, że dowódcy czechosłowackiej obrony powietrznej konsultowali atak na polski samolot z kolegami w Warszawie, a ci ostatecznie zgodzili się na zestrzelenie - napisał czeski dziennik.
PAP
EPRZ FM - czułe granie
Kiedy słyszę na EPRZ SOListy głos, na mej głowie płonie włos
** kup cegiełke na terminal EPRZ - 20 zł **
Pozdrawiam - Paweł
>> Lim przeleciał nad moją kołyską. I tak się zaczęło... >>
http://oels-nest.prv.pl/ * http://www.pokazy.yoyo.pl/ * http://www.lotowskie.yoyo.pl/
Na pasku Tvn24 właśnie leci info z ostatniej chwili, że to Gen. W.Jaruzelski wydał rozkaz zestrzelenia.
Już jest więcej:
Jaruzelski wydał rozkaz zestrzelenia samolotu
źródło: Tvn24.pl
Ostatnio edytowane przez macieju ; 02-07-2009 o 14:36
Dokumentem jest notatka służbowa oficera dyżurnego wrocławskiej milicji, który zanotował informacje dotyczące okoliczności śmierci Dionizego Bielańskiego. – Pilot ten był rozpracowywany przez wrocławską służbę bezpieczeństwa – mówi TVN24 dr Łukasz Kamiński, historyk z IPN. – Notatka podaje precyzyjną datę zestrzelenia samolotu i okoliczności, że dokonało się to na rozkaz generała Wojciecha Jaruzelskiego
No właśnie teraz się okaże, że gen Jaruzelski dowodził nie tylko Armią Czechosłowacji ale także naszą Milicją. Szukanie na siłę dowodów winy skądś to znam.
Dudek: Jaruzelski nie wydał rozkazu zestrzelenia samolotu- Onet.pl - Wiadomości -02.07.2009
Dudek: Jaruzelski nie wydał rozkazu zestrzelenia samolotu
Gen. Wojciech Jaruzelski. Fot. PAP/Tomasz Gzell
PAP
Zdaniem historyka Instytutu Pamięci Narodowej Antoniego Dudka, gen. Wojciech Jaruzelski nie mógł wydać rozkazu zestrzelenia samolotu nad terytorium czechosłowackim, bo nie miał takiej możliwości. W ocenie historyka, z odnalezionej notatki wynika, że Jaruzelski wyraził na to zgodę.
Polskim cywilnym dwupłatowcem An-2 na Zachód chciał uciec pilot Dionizy Bielański.
"Początkowo nie było jasne, jaka w tej historii była rola władz PRL, a w tej chwili na podstawie tej notatki możemy z dużym prawdopodobieństwem przyjąć, że czeskie dowództwo wojsk lotniczych skomunikowało się z polskim ministerstwem obrony narodowej, przekazało informację, że z terytorium Polski na terytorium czechosłowackie wleciał taki samolot i czy strona polska uważa, że należy go zestrzelić. W świetle tej notatki należy przyjąć, że gen. Jaruzelski jako minister obrony narodowej wyraził zgodę na zestrzelenie samolotu przez samoloty czechosłowackie" - powiedział PAP Antoni Dudek.
Dlaczego zestrzelono Dionizego Bielańskiego - zobacz materiały Onet.tv
"On nie mógł wydać rozkazu pilotom czechosłowackim, bo nie było takiej zależności. Była współpraca sojusznicza układu warszawskiego i częścią tej współpracy było dość bezlitosne zwalczanie prób opuszczania terytorium całego bloku radzieckiego przez obywateli. Służby graniczne całego bloku sobie pomagały" - powiedział Dudek.
Jak podkreślił, z Polski najczęściej uciekano przez Czechosłowację i dlatego tutaj ta współpraca była szczególnie rozwinięta. "Było znacznie więcej takich przypadków, tylko że dotyczyły ludzi, którzy uciekali na piechotę przez góry. Ta historia jest bardziej spektakularna, bo chodzi o samolot" - powiedział historyk.
Jak dodał, dla mechanizmów funkcjonowania układu warszawskiego nie ma w tym nic zaskakującego - władze czechosłowackie zapytały, bo chciały mieć pewność, a Jaruzelski "dał zielone światło do zestrzelenia".
Słowa z notatki, że zestrzelenia dokonano "na polecenie ministra obrony gen. W. Jaruzelskiego" są - według historyka - skrótem myślowym. "W tym sensie było to polecenie, że Jaruzelski odpowiedział stronie czechosłowackiej: tak, trzeba zestrzelić ten samolot. To odbyło się na telefon" - dodał.
Według Dudka trudno oceniać, czy notatka stanie się dowodem w ewentualnym procesie. "To kwestia prokuratury, czy ją zakwalifikuje jako dowód" - podkreślił.
P.o. dyrektor Biura Edukacji Publicznej Łukasz Kamiński poinformował, że znaleziono dokument, potwierdzający, że decyzję zestrzelenia polskiego samolotu w 1975 roku nad Czechosłowacją wydał ówczesny szef MON gen. Wojciech Jaruzelski. Jest to notatka służbowa oficera SB z Wrocławia, znaleziona w IPN we Wrocławiu.
Samolot został zestrzelony niedaleko granicy z Austrią. Pilot zginął. Ówczesne władze Czechosłowacji i Polski starały się wyciszyć sprawę zestrzelenia An-2 i śmierci Bielańskiego, nazywając to awarią.
Ostatnio edytowane przez Drzemi ; 02-07-2009 o 22:46
Kolejne bzdury - zanim połączono by się z Warszawą ten samolot już byłby w Austrii.
Przez cała Czechosłowację było do przebycia około 170 km w lini prostej.
An-2 lecąc z prędkością pomiędzy przelotową a maksymalną powiedzmy 215 km/h potrzebował okoł 48 minut..
Załóżmy że zobaczono go po 15 minutach od naruszenia granicy, więc zostało mu 33 minuty lotu. Rozkaz poderwania myśliwców, muszą one dolecieć. Powiedzmy że gdy zjawiają się koło niego pozostaje mu ok. 20 minut lotu "w komunie". Wystarczjąco dużo czasu aby go "namawiać" do lądowania, również wystarczjąco dużo do zestrzelenia, ale chyba zdecydowanie za mało aby otrzymać rozkaz z Polski. Pilot kontakuje się z jednostką i melduje (zostaje 15 minut) Ktoś musi się skontaktować z "najwyższymi" (zostaje 10 minut), telefon z Pragi do Warszawy, zakładamy że Jaruzelskiego mają natychmiast przy telefonie, przedstawiają sprawę. Jaruzelski jako że to cywilny samolot musi się trochę zastanawiać i dowiedzieć czy ten lot to aby napewno ucieczka a nie lot na opryski gdzies tam za granicę. .... samolot już jest w Austrii.
Jestem baaaaardzo daleki od bronienia Genarała ale.... to się poprostu kupy nie trzyma. Nie jestem w stanie uwierzyć że nawet zbrodnicza władza komunistyczna podjeła decyzję bez jakichkolwiek analiz.
W artykule w NTO piszą:
"Były szef Aeroklubu Opolskiego pamięta takie zdarzenie: - Pewnego dnia zadzwoniły do mnie służby operacyjne, żebym pilnie sprawdził, gdzie jest rodzina Dyzia. Ja wiedziałem, że on jest wtedy na opylaniu lasów pod Krakowem i trochę mnie ta prośba zdumiała. No ale rozkaz jest rozkaz. Zatelefonowałem do jego mieszkania i tam ktoś odebrał i powiedział, że żona z córkami jest w Jeleniej Górze. Sprawdziłem to też telefonicznie. I tak zameldowałem służbom operacyjnym.
Gdy potem Zbigniew Hoffman dowiedział się, co zaszło nad Słowacją, pomyślał, że władza, zanim podjęła decyzję o zestrzeleniu Bielańskiego, sprawdzała, czy na pokładzie AN-2 jest jego rodzina. Gdy się upewniła, że pilot leci sam - władza kazała zabić."
Cały artykuł:
http://www.nto.pl/apps/pbcs.dll/arti...RTAZ/277294842
Ostatnio edytowane przez Quantas ; 03-07-2009 o 00:40
Z tego co pamiętam to od chwili ogłoszenia alarmu dla pary dyżurnej do wdrapania się na 1000 m to czas 5 minut. Pozostaje jeszcze dolot do celu, rozpoznanie celu, ewentualnie nawiązanie kontaktu radiowego z celem a gdy to nie skutkuje podanie sygnałów lub salwa ostrzegawcza i dopiero zniszczenie celu. Taka była procedura a czas nieubłaganie ucieka.
W 1975 roku nie było numerów kierunkowych + 48 ( 22 ) tylko jeszcze kręciło się korbką lub prosiło ( bardzo uprzejmie zresztą ) o bardzo szybkie połączenie bo żona rodzi
To wszystko się kupy nie trzyma i widać jak to pan DR z IPN zna się na rzeczy. Wydaje mi się iż tutaj rządzi stara prokuratorska zasada - dajcie mi człowieka a paragraf zawsze znajdę.
Ale czy naprawdę o to tu chodzi. Karać a i owszem bo wszak zginął człowiek ale tych co zawinili a nie jednego bo był u szczytu władzy i trzeba mu za wszelką cenę dokopać - to nie ma nic wspólnego z DEMOKRACJĄ a na pewno nie ze SPRAWIEDLIWOŚCIĄ, która wreszczie zapanowała po obaleniu KOMUNIZMU
Nie no śmieszne. A dlaczego tylko ten jeden samolot zestrzelili? W telewizorni podali, że takich "ucieczek do wolności" było o wiele więcej, nawet z towarzyszeniem naszych samolotówczego nawet nie chcę komentować... A tak na serio, to należało się, podobnie jak każdemu, który zabiera nie swoje (w tym wypadku samolot), nielegalnie przekracza granicę (m.in. bez kontroli celnej), a później nie chce wylądować tu, gdzie mu każą. Policja państwa demokratycznego ma prawo użyć broni (podobnie jak inne formacje uzbrojone) w takich wypadkach. Żeby nie było, że TV jest zła, to muszę wspomnieć, że przekazali również wypowiedź kolegi tego gieroja, który stwierdził, że zanim ten "wybrał wolność", narobił jakiś przewałów.
Ostatnio edytowane przez Drzemi ; 06-07-2009 o 13:51
Żeby nie było, że TV jest zła, to muszę wspomnieć, że przekazali również wypowiedź kolegi tego gieroja, który stwierdził, że zanim ten "wybrał wolność", narobił jakiś przewałów
Kolego Z. to nie tak - on rozmontowywał ustrój komunistyczny a nie robił przewałów
Teraz okaże się że oddał życie za słuszną sprawę - w/g IPN
Ach, Grzegorz. Dobrze, że mnie poprawiłeś, a już zapomniałem, że sam "Waleza" przyznawał się w swoich ciężkich książkach, że buchał opony w POMie... I też tak to określił, że obalałNo cóż, większość tych "obalaczy" wyjada teraz ze śmietników. Bo w porę się nie pokapowali, że nikt nie będzie w demokracji zarabiał po 7 klasach szkoły podstawowej tyle, co UB-ek z dwoma fakultetami na renomowanych uniwersytetach...
![]()
Bookmarks