Ja pisałem i dlatego odpowiedziałem na post Bartosza987.Napisał wrzesinski1
Ja pisałem i dlatego odpowiedziałem na post Bartosza987.Napisał wrzesinski1
potwierdzam, ale mialem na mysli nick "O matko".Napisał Zwieroboj
Była niedawno story pt. "Nasi na Bornholmie", mam coś z tej samej beczki, jednak z odwróconymi rolami.
Cytat z niemieckiego forum, pisze jeden z jego uczestników (tłumaczenie moje):
"Podczas mojej służby w latach 80-tych opowiadano mi następującą historię (ponieważ po stronie NAL uczestniczyły w niej maszyny bez dopalacza, musiało to – jeśli było faktem – mieć miejsce w latach 60-tych. „Zły naruszyciel” na F-104G został przechwycony przez klucz dyżurny NAL (musiały to być MiG-15 albo MiG-17) i zmuszony do lądowania na jednym z lotnisk NAL. Już samo to miało być możliwe tylko z uwagi na znakomite umiejętności pilotów NAL. Gdy „przeciwnik” usiadł, piloci NAL popełnili zasadniczy błąd, ponieważ także wylądowali (zapewne aby obejrzeć swoją „zdobycz”). Pilot F-104 widząc to (i wiedząc, że maszyny przeciwnika nie mają dopalaczy) natychmiast zawrócił swoją maszynę, załączył dopalacz i tyle go widziano.
Nie mam pojęcia, czy rzeczywiście tak się wydarzyło, czy w przypadku MiG-15/17 rzeczywiście nie było wersji z dopalaczem – ale ponieważ była to historia, którą opowiadali piloci względnie osoby, które miały bliski kontakt z pilotami, mogła być w tym jakaś cząstka prawdy."
I odpowiedź innego uczestnika forum, tym razem Holendra:
„Pięknie się to czyta; tutaj, w Holandii krąży wśród byłych pilotów F-104 taka sama historia: F-104 z lotniska Volkel wszedł w przestrzeń powietrzną NRD, nie zauważył tego, aż zobaczył zbliżające się do niego 2 MiGi-17. Nieco zaniepokojony pilot dał pełny gaz, aż się znalazł nad Gütersloh (w linii prostej ok. 200 km od dawnej granicy NRD-RFN / przyp. mój – JB), gdzie wylądował na lotnisku RAF – ponieważ nie miał już paliwa. O lądowaniu na lotnisku NRD nie było mowy”
Podejrzanie podobne do siebie te historie o lądowaniu i wyprowadzeniu w pole przeciwnika przez natychmiastowy ponowny start na włączonym dopalaniu. Zbieg okoliczności czy jeszcze jedna "urban legend" z tamtych czasów?![]()
JacekB
I tu jest sprzeczność sama w sobie. Nie mogli być dobrzy, skoro popełnili taki błąd. Jeden z pary powinien lądować, drugi pozostać w powietrzu. Do zmuszonego do lądowania samolotu natychmiast podjeżdżają samochody, blokując mu drogę. No ale czy w ogóle opisane zdarzenie miało miejsce...Napisał JacekB
Na podobnej zasadzie inny uczestnik forum zapytał delikatnie, po jakiego diabła pilot F-104 miał lądować i ponownie startować, skoro już w powietrzu mógł wykorzystać przewagę prędkości i skutecznie dać nogęNapisał Zwieroboj
![]()
JacekB
Otóż to.Napisał JacekB
W marcowym numerze magazynu lotniczego "Aero" można poczytać dwa obszerne artykuły o tematyce "zimnowojennej". W jednym z nich Piotr Taras opisuje walki myśliwców odrzutowych we wczesnym okresie wojny koreańskiej (1950-1951), poświęcając wiele uwagi udziałowi w wojnie lotnictwa ZSRR. W drugim tekście Marian Mikołajczuk opisuje ucieczkę por. Bielenki do Japonii na MiGu-25 w 1976 roku. Wiele informacji, w tym szczegółowy opis lotu i uzasadnienie tezy, iż uprowadzenie MiGa-25 było wcześniej zaplanowaną i pomyślnie (chociaż nie do końca) zrealizowaną operacją amerykańskich służb wywiadowczych, autor zaczerpnął z materiałów opublikowanych jakiś czas temu w rosyjskiej prasie fachowej. Artykuł zawiera też sporo danych (aczkolwiek nie całkiem ścisłych) o strukturze radzieckich wojsk obrony powietrznej na Dalekim Wschodzie od 1945 do 1990 roku. Ciekawie się czyta, a odbiór uatrakcyjniają niezłe ilustracje i mapki.
JacekB
Na chwilę wrócę do katastrofy Pe-2 w Poznaniu w 1952r.
Pod tym adresem
http://poznan.naszemiasto.pl/inne/sp...5005_5994.html
26 zdjęć z miejsca wypadku.
Pozdrawiam - Paweł
>> Lim przeleciał nad moją kołyską. I tak się zaczęło... >>
http://oels-nest.prv.pl/ * http://www.pokazy.yoyo.pl/ * http://www.lotowskie.yoyo.pl/
A to ciekawe.
http://pl.youtube.com/watch?v=l3bijF2--os
To fragment filmu dokumentalnego "Bitwa nad Oceanem" o takich właśnie spotkaniach samolotów obu bloków. A niżej fragment mojego tłumaczenia dotyczący tego Tu-16 (o wspomnianym przez Drzemiego Tu-16 i Phantomie też tam jest):Napisał jj
Morze Norweskie, lotniskowiec "Essex", maj 1968 roku
Gdy "Essex" pojawił się u wybrzeży Norwegii, dowództwo Floty Północnej skierowało w ten rejon niszczyciel "Soznatielnyj" (Świadomy).
Rostisław DYMOW
wiceadmirał, dowódca niszczyciela "Soznatielnyj"
Wypłynęliśmy z Siewieromorska 3 maja 1968 roku z zadaniem pełnienia służby bojowej w rejonie północnego Atlantyku. Otrzymaliśmy rozkaz śledzenia lotniskowcowej grupy uderzeniowej "Essex" w celu informowania o ich poczynaniach na morzu.
Nikołaj WAŁUJEW
historyk lotniczy i morski
Wyobraźcie sobie obcy lotniskowiec u wybrzeży Norwegii. To były wrota głównej bazy Floty Północnej. To przykładowo tak, jak gdyby w podmoskiewskiej Małachowce nagle pojawiły się amerykańskie czołgi. I radzieckie okręty wojenne uważnie obserwowały ruchy takiego, za przeproszeniem, gościa, podrywaliśmy lotnictwo. Częstotliwość lotów samolotów lotnictwa morskiego w te dni wielokrotnie wzrastała.
Z tajnego meldunku dowódcy lotniskowca "Essex" do szefa sztabu marynarki: W dniu 22 maja trzynaście radzieckich odrzutowych i turbośmigłowych bombowców wykonywało obloty "Essexa" z różnych kierunków. Taka sama częstotliwość lotów utrzymuje się w ciągu wszystkich kolejnych dni. 25 maja lotniskowiec został utracony. O godzinie szóstej rano na lotnisko powraca załoga Migdata SZAKIROWA, której nie udało się wykryć "Essexa".
Leonid POPOW
pułkownik lotnictwa MW, dowódca Tu-16
Intensywność śledzenia była ustalana przez dowództwo. Co cztery godziny, żeby był kontakt. Nie rzadziej. I dlatego odstępy w wylotach wynosiły jakieś sześć godzin. Wyszło tak, że 25 maja poleciał SZAKIROW. Wrócił niczego nie znajdując. I dowodzący Flotą mówi: "- Towarzyszu dowodzący lotnictwem, gdzie są wyniki, gdzie jest "Essex"!?" A co on mógł mu odpowiedzieć?
Zdaniem dowództwa błąd Migdata SZAKIROWA może naprawić jedynie dowódca eskadry podpułkownik PLIJEW. Jednak w tym właśnie dniu zaczął mu się urlop. Mimo to pilnie wzywają go do sztabu. Aleksandr Zachariewicz PLIJEW był przodującym pilotem pułku. Wszystkich uczył latać na skrajnie małych wysokościach. Wówczas można prowadzić rozpoznanie unikając wykrycia. Częstokroć po zakończonych przez niego locie, na oszkleniu kabiny widoczne były białe plamy. To ślady morskiej soli. W opinii innych pilotów, PLIJEW uczył ich jak należy walczyć. Aleksandr Zachariewicz wziął sobie mocno do serca niepowodzenie swojego podwładnego.
Migdat SZAKIROW wylądował, wraca ze stojanki jak pobity. Rozumiecie, no stracił, nie odnalazł okrętów. Nie potwierdził pozycji. A Aleksandr Zachariewicz mówi: "- Migdatka! Nic się nie bój! Zaraz ja go znajdę!" i polecieli.
Lotnisko MW, m. Siewieromorsk, 25 maja 1968 r.
Para Tu-16 bierze kurs na wybrzeże Norwegii. PLIJEW otrzymał zadanie ponownego odszukania "Essexa" i naprowadzenia na niego niszczyciela "Soznatielnego", który znajdował się niedaleko. Jeden z naszych samolotów pozostaje na dużej wysokości. PLIJEW leci bardzo nisko nad morzem i okrętowe stacje radiolokacyjne nie mogą go wykryć. Pojawienie się go obok lotniskowca stanowi dla Amerykanów pełne zaskoczenie.
Zameldował, że wykrył "Essex", przelatywał nad nim, powiedział ile jest okrętów eskorty, dał mi współrzędne i namiar. Po jakiś dwóch godzinach jeden z okrętów eskorty wyszedł nam na spotkanie. I my ujrzeliśmy na jego masztach sygnał "statek wodował". Tak to przetłumaczyliśmy.
W rzeczywistości Amerykanie mieli na myśli to, że samolot PLIJEWA spadł do morza. Z meldunku dowódcy lotniskowca: "O 11.05 pojawił się rosyjski samolot, numer taktyczny 94, klasy "Borsuk" i zrobił kilka przelotów nad "Essexem". W czasie ostatniego przelotu w trakcie wykonywania zakrętu w lewo, noc "Borsuka" opuścił się poniżej linii horyzontu i o 11.52 samolot wbił się w wodę. Rozpadł się na części i wybuchł 14 000 jardów od lotniskowca".
Na każdym lotniskowcu są operatorzy filmowi. Tego dnia również nie żałowali taśmy. Później Amerykanie przekażą nam kopię. W ZSRR zostanie ona od razu utajniona. I klauzula "tajne" nie została zdjęta do dziś. Odnaleźliśmy ten unikalny materiał. W archiwum narodowym. W Waszyngtonie. Macie możliwość go zobaczyć. Po raz pierwszy od 1968 roku. W tym miejscu postanowiliśmy zrobić stop-klatkę. Samolot PLIJEWA znajduje się na poziomie pokładu okrętu. Trzydziestopięciometrowa maszyna porusza się z prędkością 500 kilometrów na godzinę na wysokości 15 m nad morzem. Po kolejnym przelocie PLIJEW wprowadza w zakręt. Operator wyłącza kamerę i wkrótce następuje katastrofa. Sądząc z tych kadrów operator jest w szoku. W pierwszej chwili zapomniał poprawić przysłonę na obiektywie. Dlatego widać tylko marynarzy, którzy gdzieś patrzą. "Essex" z pełną prędkością kieruje się do miejsca upadku. Lecą tu również śmigłowce ratownicze. Gdy dobrze się przyjrzeć, można je zauważyć wśród dymu. Lecz nikogo żywego nie udaje się odnaleźć. Wkrótce zniża się drugi Tu-16. On stracił łączność z samolotem prowadzącego i chce wyjaśnić, co się stało z załogą PLIJEWA.
Był pilotem jak to się mówi asem. Latał i oko miał wyrobione, ani drgnęło. Mówiło się, że drogę przeciął mu sterowany radiowo bezpilotowy śmigłowiec. Aby nie dopuścić do zderzenia PLIJEW wykonał nazbyt energiczny manewr, który doprowadził do katastrofy. Lecąc na jakiś dwudziestu metrach, przy takim gwałtownym wzięciu na siebie wolantu, mógł zahaczyć ogonem o wodę.
Na miejscu katastrofy Amerykanie znajdują szczątki samolotu i zwłoki załogi. Wysyłają kuter, żeby wyłowić ciała zmarłych. Według amerykańskiego sprawozdania radziecki samolot rozbił się, gdy będąc w zakręcie zaczepił lewym skrzydłem o powierzchnię wody. Obok nie było innych świadków tragedii poza załogą lotniskowca. Dlatego należy uznać ich wersję wydarzeń. Z meldunku dowódcy "Essexa": "O 16.10 rosyjski niszczyciel o numerze burtowym 311 podszedł i ustawił się wzdłuż burty w celu odbioru szczątków i ciał. O 16.27 szalupa ratunkowa "Essexa" rozpoczęła przekazywanie". Numer burtowy 311 to niszczyciel Floty Północnej "Soznatielnyj". Radziecki okręt w końcu spotkał sie z lotniskowcem. Po krótkiej wymianie zdań, członkowie załóg przystąpiły do transportu ciał i szczątków. Zostały złożone w specjalnych workach na rufie. Żuraw zaczepia sieć z workami i zmarli radzieccy piloci ostatni raz wzbijają się w niebo. Marynarze na kutrze odbierają smutny ładunek. Na samym końcu z lotniskowca przekazują raportówkę ze szczegółowym sprawozdaniem o całym wydarzeniu.
Nasi marynarze po trapie przenosili nosze z workami. Miały wszyte zamki. Rozsuwaliśmy je od strony głowy, żeby się upewnić, że to ludzie, a nie coś innego. Potem lekarz dokonywał szczegółowych oględzin zwłok.
Amerykanie wykorzystują sytuację i robią zbliżenia radzieckiego okrętu wojennego. Nawet w takiej sytuacji nie zapominają, że trwa "zimna wojna". Gdy przekazanie ciał dobiega końca, z pokładu okrętu startują cztery samoloty. Przelatują w szyku nad naszym okrętem. To ostatnie pożegnanie z poległą załogą. Odpływając, niszczyciel "Soznatielnyj" daje trzykrotną salwę pożegnalną z dział głównego kalibru.
Dlaczego takie przeloty wykonywal bombowiec a nie mysliwiec?
Zasięg to jedno, druga sprawa to fakt, że w razie "czego" to one miały zwalczać takie cele na morzu. Innego rodzaju lotnictwo było za słabe.Napisał Artur32
Skoro inni się starają, to i ja się poczuwam do obowiązku.![]()
Postanowiłem ożywić zapomniany nieco wątek zimnowojenny i zamieszczam moje tłumaczenie fragmentu książki poświęconej historii 32 gwardyjskiego pułku lotnictwa myśliwskiego. Jednostka ta w latach 50-tych stacjonowała w Kubince w składzie 9 Dywizji Lotnictwa Myśliwskiego i wielokrotnie uczestniczyła w paradach powietrznych nad Placem Czerwonym w Moskwie. W lecie 1962 roku pułk siłami jednej wzmocnionej eskadry samolotów MiG-21F-13 zapewnił obronę powietrzną Dżakarty w ramach – jak to mówiono w tamtej epoce - „wojny wyzwoleńczej narodu indonezyjskiego przeciw holenderskim kolonizatorom”. Wkrótce potem po dokompletowaniu stanu osobowego i techniki do pełnego etatu wojennego (tj. 167 oficerów, w tym 57 pilotów, 32 żołnierzy służby nadterminowej, 212 żołnierzy służby zasadniczej, 40 samolotów MiG-21F-13 bez znaków rozpoznawczych, 6 szkolno-bojowych UTIMiG-15 i 1 łącznikowy Jak-12) jednostka pod dowództwem ppłk. Nikołaja Wasiljewicza Szibanowa jako 213 pułk lotnictwa myśliwskiego została skierowana z kolejną „misją internacjonalistyczną”, tym razem na drugą półkulę. Jeżeli temat wzbudzi zainteresowanie, to się zmobilizuję i przygotuję następne fragmenty. Całość książki jest dostępna w oryginale w niezmierzonych zasobach rosyjskiego Internetu.
„W lipcu-wrześniu 1962 roku w ramach strategicznej operacji „Anadyr” skrycie i w krótkim czasie zostało przerzucone na Kubę ponad czterdziestotysięczne zgrupowanie wojsk radzieckich. Trzon Grupy Wojsk Radzieckich na Kubie (GSWK), którą dowodził dawny kawalerzysta generał armii Issa Plijew, stanowiła 51 Dywizja Wojsk Rakietowych Strategicznego Przeznaczenia (RWSN) – trzy pułki rakiet R-12 i jeden pułk rakiet R-14, które miały na uzbrojeniu rakiety balistyczne średniego zasięgu (R-12 – zasięg 2000 km, R-14 – zasięg 4500 km). W skład GSWK weszły także przybrzeżny pułk rakietowy (kompleks „Sopka”), pułki skrzydlatych rakiet frontowych FKR-1, dywizja rakietowa OPK (kompleksy S-75 „Dwina”) i jednostki zabezpieczenia. Przykrycie startowych pozycji rakiet balistycznych i obronę przeciwdesantową wyspy zabezpieczały cztery pułki piechoty zmotoryzowanej.
Radzieckie zgrupowanie lotnicze na Kubie składało się z:
759 samodzielnego Tallińskiego odznaczonego Orderem Czerwonego Sztandaru oraz Orderami Uszakowa i Nachimowa lotniczego pułku minowo-torpedowego (dowódca – pułkownik D.S. Jermakow) na samolotach Ił-28, podległego dowództwu sił morskich Grupy;
32 gwardyjskiego Wileńskiego odznaczonego Orderem Lenina i Orderem Kutuzowa III stopnia pułku lotnictwa myśliwskiego na myśliwcach MiG-21F-13, podległego dowództwu OPL Grupy;
437 samodzielnego pułku śmigłowców (dowódca – pułkownik W.G. Lalinskij) na śmigłowcach Mi-4, Mi-6
i 134 samodzielnej lotniczej eskadry transportowej (samoloty Ił-14 i An-2).
Potwierdzenia o faktycznym rozmieszczeniu w 1962 roku na Kubie samodzielnej eskadry bombowej na samolotach- nosicielach broni jądrowej Ił-28 w dostępnych rosyjskich publikacjach nie udało się znaleźć.
W związku z dużym rozciągnięciem rejonów działań bojowych pozycje radzieckich dywizjonów rakiet przeciwlotniczych (kompleksy S-75 „Dwina”) znajdowały się w odległościach 60-80 km od siebie, co nie zabezpieczało stworzenia pełnej strefy rażenia nad terytorium Kuby. Dlatego, zgodnie z planami radzieckiego dowództwa niszczenie celów w przestrzeni powietrznej pomiędzy strefami rażenia kierowanych rakiet przeciwlotniczych powierzono radzieckiemu 32 gwardyjskiemu plm (213 plm) i lotnictwu myśliwskiemu kubańskich wojsk lotniczych. 32 plm (213 plm) bazował w centrum wyspy na lotnisku Santa Clara i mógł działać zarówno na kierunku zachodnim (w kierunku Hawany), jak i na wschodnim. Zasadnicze wysiłki radzieckiego pułku myśliwskiego planowano skoncentrować na kierunku hawańskim i na najbardziej zagrożonym desantami odcinku północnego wybrzeża od Varadero do Cabanas. Oprócz tego przewidywano działania 32 gw. plm przeciw desantom morskim na południowo-zachodnim krańcu wyspy i w rejonie wyspy Pinos.
759 samodzielny lotniczy pułk minowo-torpedowy wchodził w skład sił morskich i powinien był zwalczać okręty wojenne i środki desantowe przeciwnika w przypadku jego wtargnięcia na wyspę i nie dopuszczać do desantów morskich.
Pułk śmigłowców planowano wykorzystać do przewozu specjalnych ładunków i rannych, rozpoznania pasa przybrzeżnego, do przerzutu wojsk na zagrożone kierunki.”
Jak dla mnie wzbudza zainteresowanie![]()
Fulcrum Forever![*]C-295M ,,019"[*] ppłk rez. mgr inż. pil. Lech MARCHELEWSKI[*]inż pil. Piotr BANACHOWICZ[*]C-172 ,,SP-ZAP"[*]Su-27UB ,,63"[*]Tu-154M ,,101"[*]
Wieczna pamięć!
Jacek, cieszę się, że dołączyłeś.
Temat kryzysu kubańskiego warty jest naświetlenia. Świat stanął wówczas na krawędzi samozagłady. Możemy sobie przypomnieć alergiczną reakcję administracji waszyngtońskiej na rozmieszczenie radzieckich wojsk w pobliżu swoich granic. Warto tu także przedstawić argumenty przemawiające za takim ruchem ZSRR. Kontynuuj zatem temat!
Jacku, czekamy na ciąg dalszy historii o bratniej pomocy dla narodu indonezyjskiego, z resztą o Kubie też.![]()
Ja w Lotnictwie nr 4/2008 w artykule Jakuba Fojtika i Miłosza Rusieckiego "Drugie życie czeskich śmigłowców" znalazłem informację, że w czasach zimnej wojny patrolujące granicę czechosłowackie Mi-24 często spotykały się z amerykańskimi Cobrami. Podczas jednego z takich spotkań 12.09.1985r. rozbił się Mi-24 śledzący Cobrę.
Może ktoś wie coś więcej o tych bliskich spotkaniach naszych sąsiadów?
Pozdrawiam
Tomek
Tomek
Mistrzostwa futbolowe się skończyły, więc czasu teraz mam więcej, to i będzie dalszy ciąg.Napisał Tomek
![]()
Bracia Czesi o swoich przypadkach na granicy z RFN trochę już opublikowali. Ciekawe rzeczy tam się działy. Na przykład takie, że do przechwytywania małych naruszycieli zatrudniono swego czasu szkolne "Delfiny" w roli samolotów myśliwskich. Trzymały regularne dyżury bojowe w ramach systemu OPK. Takie same zadania w latach 1973-1983 r. wykonywała nieetatowa eskadra wyciągniętych z lamusa MiGów-15bis.Napisał Tomek
Z tego samego poletka wpadło niedawno w moje brudne imperialistyczne łapska kilka segregatorów dokumentacji naruszeń granicy niemiecko-niemieckiej przez małe samoloty i śmigłowce. Każdy przypadek opisany ze szczegółami i rozrysowany na mapkach. Incydenty w sumie drobne, ale lektura pasjonująca. Tam z kolei w ramach sił dyżurnych OPK używano radzieckich i niemieckich śmigłowców Mi-8 i Mi-24.
Książkę można by o tym napisać. Niestety fizycznie nie wydolę.![]()
Bookmarks