Pokaż wyniki od 1 do 7 z 7
  1. #1

    Dołączył
    Nov 2015

    Domyślnie Vickers Wellington


    Polecamy

    Dzień dobry,

    Bardzo proszę o pomoc w następującej sprawie. Potrzebuję do pewnego opracowania dokładnych danych związanych z samolotem Vickers Wellington, którym latał mój pradziadek w 305 Dywizjonie Bombowym w Wielkiej Brytanii w 1941 r.
    W zasadzie dane samolotu posiadam, ale prosiłabym o pomoc w wyjaśnieniu:

    1. Czym był log. Wiem, że jest o urządzenie rejestrujące wszystkie dane na temat przelotu statku powietrznego (jeśli to niewłaściwa definicja, proszę o objaśnienie), ale jakiego rodzaju urządzeniem mógł być w tamtych czasach?

    2. Co może oznaczać skrót QDM('s). Pojawia się on w zdaniu, w którym mowa o tym, że przyczyną lądowania na lotnisku innym, niż docelowe była niemożność uzyskania QDM's.

    Skądinąd, historia pradziadka jest niezwykle ciekawa.

    Pozdrawiam

    Marta Machnikowska

  2. #2
    Awatar paulus76

    Dołączył
    Feb 2008
    Mieszka w
    Oleśnicy

    Domyślnie

    QDM - jeden z tzw. kodów Q, oznaczający kurs magnetyczny do punktu.
    O kodach Q: https://pl.wikipedia.org/wiki/Kod_Q
    Pozdrawiam - Paweł
    >> Lim przeleciał nad moją kołyską. I tak się zaczęło... >>

    Luftwaffe w Oels * Pokazy lotnicze 1945-1989 * Pocztówki lotnicze

  3. #3

    Dołączył
    Oct 2015

    Domyślnie

    1. Log to zapis trasy i czasu lotu, godziny startu, przelotu punktów zmiany kursu, skład załogi i zużycie paliwa. Do dziś używa się kartki i ołówka do rejestracji danych
    2. QDM to kurs na radiolatarnie, czyli kurs z jakim należy lecieć żeby dolecieć do danej pomocy radionawigacyjnej. Brak możliwości uzyskania lub określenia QDM oznacza w praktyce niewiedzę gdzie samolot się znajduje czyli utratę orientacji geograficznej.
    Mam nadzieję, że choć trochę pomogłem. Pozdrawiam

  4. #4

    Dołączył
    Nov 2015

    Domyślnie

    Dziękuję bardzo

  5. #5

    Dołączył
    Nov 2010

    Domyślnie

    Jeżeli interesuje Panią klimat tamtych czasów w dywizjonie 305 to polecam wspomnienia p. H. Kwiatkowskiego pt "Bomby poszły" wyd. MON 1985

  6. #6
    Awatar tango fox

    Dołączył
    Jun 2009
    Mieszka w
    EPWA

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Proboszcz Zobacz posta
    polecam wspomnienia p. H. Kwiatkowskiego pt "Bomby poszły" wyd. MON 1985
    chyba tylko antykwariat....
    ja mam tę książkę - niestety była wtedy cenzura i najciekawsze powojenne losy autora "nie zmieściły się" tzn ucieczka z Aleksandrowic na zachód w czasach stalinowskich i emigracyjne lata w Kanadzie potem powrót go kraju aby umrzeć w Ojczyźnie

    [I] Henryk Kwiatkowski i Roman Romanowicz

    Wracając do pilotów zweryfikowanych negatywnie, to nie brakowało sytuacji trudnych i dramatycznych. Zwykle nie mogli zdobyć żadnej dobrej pracy. Jeśli już to trafiali na najgorsze stanowiska robotnicze. Otrzymywali najniższe wynagrodzenie. Na przykład odsunięty od latania instruktor Henryk Kwiatkowski, były pilot bombowy w Anglii, przez parę lat pracował z łopatą w firmie budowlanej. Tak się złożyło, że firma w której pracował wykonywały roboty na lotnisku. Na tym lotnisku, jako zawiadowca portu lotniczego pracował Roman Romanowicz, który był nawigatorem bombowca w RAF podczas wojny.

    Roman Romanowicz trafił na zachód z armią generała Andersa. Uczestniczył w nalotach dywanowych na germanię między innymi na Szczecin, gdzie osiadła jego dalsza rodzina. Pan Roman po koleżeńsku wykonywał czasem półlegalne loty dla kompensacji busoli.

    Pewnego dnia Henryk Kwiatkowski i Roman Romanowicz wsiedli do zatankowanego do pełna samolotu Po-2. O godzinie 18;10 samolot ustawił się pod wiatr i o godzinie 22;05 wylądował w Passau w Bawarii, która wówczas była w Yankeskiej strefie okupacyjnej. Inne źródło wspomina Austrię. Uciekinierzy wystąpili między innymi w Radiu Wolna Europa. Roman Romanowicz osiadł w Toronto i ożenił się z Polką. Nie utrzymywał kontaktów z rodziną w kraju, aby nie narażać ich na szykany. Co jakoś czas pomagał im materialnie. Brat Romana Romanowicza do końca życia w PRL mógł być tylko zwykłym robotnikiem, chociaż był dobrze wykształcony.

    W 1960r., Henryk Kwiatkowski powrócił do Bielska Białej, ale już nigdy nie pilotował samolotu.
    [/I]
    lataj synku nisko i powoli... jak mówiła mama do młodego pilota

  7. #7

    Dołączył
    Nov 2010

    Domyślnie


    Polecamy

    Tak, znam powojenne losy H. Kwiatkowskiego - z tym że wydaje mi się że uciekli Piperem, ale nie będę się upierał. Książkę kupiłem przypadkiem na targu i przykleiłem ją do tego wątku ze względu na dywizjon 305 w którym latał autor.

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •