Z najnowszej analizy sztabu wojsk lotniczych Chile – Fuerza Aerea de Chile (FACH), dokonanej przez otwarciem salonu lotniczego FIDAE 2008 na lotnisku w Santiago, wynika że F-16C nie miałyby szans w starciu z wenezuelskimi Su-30MKV.

Chilijskie F-16C Block 50 nie mogą – w ocenie dowództwa FACH – stanowić przeciwwagi dla wenezuelskich Su-30MKV. O wyborze F-16C i odrzuceniu opcji europejskich zadecydował skrajnie proamerykański były dowódca FACH, gen. Patricio Rios, którego syn – kapitan lotnictwa przyprowadził z USA jeden z pierwszych nowych myśliwców. Każdy z chilijskich F-16C Block 50 kosztował Santiago 66 mln USD. Najnowsze samoloty tworzą Grupo 3 FACH i stacjonują w jedynej zakwalifikowanej do operacji tego typu maszyn bazie Iquiqe / Zdjęcia: Patrick Laureau

Ponad 20 rosyjskich wielozadaniowych myśliwców w służbie Grupo 13 Fuerza Aerea Venezolana (FAV) tak dalece spędza sen z powiek lotniczym planistom chilijskim, iż generałowie w Santiago otwarcie głoszą potrzebę pozyskania choćby małej liczby myśliwców do wywalczenia przewagi w powietrzu. Ich zdaniem w grę wchodziłyby F-15C.

Dowództwo FACH jest przekonane, że równowaga sił w Ameryce Łacińskiej została zachwiana za sprawą rosyjskich myśliwców o wielkim zasięgu, które znalazły się pod kontrolą prezydenta Wenezueli Hugo Chaveza. Co prawda, nie ma dziś mowy o konflikcie między Chile a Wenezuelą, wręcz przeciwnie – prezydent Chile, Michele Bachelet – wybrana w 2006 lekarka pediatra z francuskim rodowodem, o zdecydowanie socjalistycznych poglądach – otwarcie kibicuje Chavezowi w jego poczynaniach. Ale zdaniem analityków wojskowych z Santiago, sytuacja może się zmienić, kiedy Chavez wyśle choćby eskadrę Su-30MKV z pomocą Boliwii. Wszak już wsparł Boliwijczyków swoimi śmigłowcami, latającymi pod znakami obu państw.

Su-30MKV w Boliwii byłyby nie do strawienia dla FACH i coś trzeba byłoby z tym zrobić, a F-16C nie mogłyby w żaden sposób zbalansować sił – twierdzą chilijscy generałowie. Z takiego przekonania rodzi się powoli program przyszłego air superiority fighter wojsk lotniczych Chile. Wedle sztabu lotniczego w Santiago (zdecydowanie proamerykańskiego), żaden z samolotów europejskich nie mógłby wchodzić w grę. Na polu komputerowych analiz pozostał więc F-15C.

Wojskowi pragną kupić F-15C, uruchamiając proces zakupu jak najszybciej, tak aby samoloty znalazły się w FACH w 2010, uświetniając setną rocznicę powstania lotnictwa chilijskiego. Część rządu uważa jednak, że jest to pomysł nieprzemyślany, kosztowny i przedwczesny. Polityczni stronnicy proamerykańskich generałów radzą przeczekać kadencję pani prezydent Bachelet i włączyć F-15C do arsenałów chilijskich po nowych wyborach, czyli po 2012. Kiedy być może do władzy powróci zdecydowanie mniej lewicowy prezydent Ricardo Lagos (socjaldemokrata). W takim wariancie wszystko przesunęłoby się na 2014. Problem jednak w tym, że wówczas linia produkcyjna F-15 przejdzie zapewne do historii. Generałowie odpowiadają, że tak czy inaczej na rynku znalazłyby się amerykańskie piętnastki z drugiej ręki...

Sprawa ma także drugie dno. Finansowo-ekonomiczne. Chile jest największym na świecie producentem i eksporterem miedzi, której ceny szybują w górę, podobnie jak ropa naftowa. Na mocy ustawy Ley Reservada del Cobre – jeszcze z czasów prezydentury Pinocheta – 10% dochodów z eksportu bogactw naturalnych Chile przeznacza na modernizację sił zbrojnych. Obecnie, przy ogromnym popycie na miedź, jest to ponad 7 mld dolarów rocznie! Problem w tym, że ta ustawa ogranicza sposób wydania tych pieniędzy. W lotnictwie mogą one być spożytkowane wyłącznie na zakup nowych samolotów. Nie mogą zaś być przeznaczone na fundusz operacyjny FACH. Tu zaś nie jest dobrze. Corocznie lotnictwu chilijskiemu brakuje na remonty i utrzymanie sprzętu, bowiem budżet operacyjny jest przeciętnie ucinany każdego roku o 7%.

Wygląda więc na to, że generalicja znalazła ucieczkę z kłopotu poprzez szybkie nabycie nowego typu myśliwców i jeszcze szybsze pozbycie się maszyn starszych, bez ich modernizacji. Na podstawie relacji Patricka Laureau z Santiago
www.altair.h2.pl