Pokaż wyniki od 1 do 2 z 2
  1. #1

    Dołączył
    Jul 2009

    Domyślnie Wyjazdy na symulatory lotów do ZSRR, historia


    Polecamy

    Pamietam swój pierwszy wyjazd do ZSRR do LWOWA na szkolenie mechaników pokładowych na AN-24 . Skończylismy zajęcia w Warszawie . Rok 1979. Były wówczas 2 załogi z PLL LOT + nas 10 kandydatów na mech. pokładowych. Wyjazd trwał 2 tygodnie. Pozyczyliśmy mundury od kolegów latajacych , żeby nie bylo na granicy cywil bandy. Pojechaliśmy pociągiem przez Medykę . Ja pozyczyłem mundur od Wojtka Włodarskiego. Jest jeszcze wyzszy ode mnie , spodnie wiązałem prawie pod pachami. Z załogi zapamietałem wówczas II pilota Jurka Rusina, los nas złączył na tańcach w hotelu, po ćwiczeniach sytuacji awaryjnych, obydwaj lubiliśmy tańce. Ja byłem abstynentem, trudna sytuacja. Czulismy się jako kursanci trochę skrepowni , cóż Oni już wówczas latali na AN-24 , My jeszcze nie. Mieszkaliśmy w hotelu i własciwie po obiedzie - kolacji zostawialismy wszyscy w restauracji do końca. Mało było czasu na naukę. Atmosfera pobytowa znakomita. Symulator zaliczylismy wszyscy.

    Na wesoło, jeden z naszych kolegów niskiego wzrostu opowiadał nam jak to zona musi go słuchać w domu. Opowiadał to o wiele barwniej. Zamówił rozmowe telefoniczna z pokoju w hotelu do Warszawy. Często czekało się na połączenie od 4-6 godzin. Siedzielismy w duzym gronie u niego w pokoju a tu niespodzianka połączenie nastąpiło po 30-60 " i nagle słyszymy, jak ten grozny wojownik tłumaczy się przez telefon , przed żona ,że jest trzezwy tylko nieco chory. Prawie się nie rozpłaszczył przed kochaną żona . Po skonczonej rozmowie uderzył dłonią w dłoń i mówi na głos a widzicie i słyszycie , że kobita musi słuchać chłopa. W tym momencie następił wybuch smiechu wsród kolegów , którzy słyszeli rozmowę.

    Obsługa na symulatorach w kazdym miescie była w porządku, mówili prawie po polsku. Byli bardzo ciepli i swietni fachowcy. Znali kazdy typ samolotu doskonale. Mieli przećwiczone sytuacje awaryjne nie tylko na sucho. Wyjezdzalismy na symulatory 2 razy w roku, na wiosnę i jesieni.

    Był problem z wyjazdami po wybuchu w elektrowni, w Czarnobylu. Nie było chetnych na wyjazd do Kijowa . Po Lwowie, na An-24 szkoliliśmy się w Kijowie. Czarnobyl był po drodze do Kijowa. Oczywiście do Kijowa jezdziliśmy pociagami. Długo trwał przejazd koleją w mundurze .

  2. #2
    Awatar thewho

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    WAW

    Domyślnie


    Polecamy

    Cytat Zamieszczone przez adamm Zobacz posta
    Obsługa na symulatorach w kazdym miescie była w porządku, mówili prawie po polsku. Byli bardzo ciepli i swietni fachowcy. Znali kazdy typ samolotu doskonale. Mieli przećwiczone sytuacje awaryjne nie tylko na sucho. Wyjezdzalismy na symulatory 2 razy w roku, na wiosnę i jesieni.
    To samo slyszalem z opowiadan. Wszyscy milo wspominaja tamtych instruktorow. Wszystko na spokojnie, nawet jak cos komus nie wychodzilo to robilo sie to do skutku bez robienia z tego "afery".

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •