Pokaż wyniki od 1 do 18 z 18
Like Tree45Likes
  • 30 Post By marekhenryk
  • 1 Post By hypne
  • 3 Post By Behemot
  • 5 Post By Czterosilnik
  • 1 Post By PeK
  • 1 Post By broneq
  • 2 Post By PeK
  • 2 Post By sinus

Wątek: Ceny biletów za ocean w latach 80

  1. #1

    Dołączył
    Dec 2012

    Domyślnie Ceny biletów za ocean w latach 80


    Polecamy

    Witajcie,

    Piszę pracę na temat historii Lotu. Brakuje mi jednej rzeczy - jakie były ceny biletów na lot np. WAW - JFK w latach '80, kiedy latali na IŁ'ach?

    Pamięta ktoś z Was może?

  2. #2
    Awatar sinus

    Dołączył
    Oct 2007
    Mieszka w
    Katowice

    Domyślnie

    Też chętnie bym się dowiedział - oczywiście z porównaniem jaka była wtedy wartość tego pieniądza, np. ile trzeba było pracować na taki bilet będąc na przeciętnym stanowisku.

  3. #3
    Awatar pitterek

    Dołączył
    Feb 2008
    Mieszka w
    Sosnowiec, Poland

    Domyślnie

    Koło 1 tysiąca dolarów za RT. Zarabiało się 20 Teraz kosztuje też tyle samo, ale powiedzmy jest to średnia krajowa.
    Pitterek

  4. #4

    Dołączył
    Apr 2010

    Domyślnie

    800-1000$ mógł kosztować RT po kursie oficjalnym w sezonie letnim. O ile pamiętam, to cena biletu lotowskiego NYC- WAW RT kupowanego w USA kręciła się w granicach 500- 750 $. Z kupnem w Polsce była zupełnie inna historia. Za bilet płaciło się w złotówkach, były praktycznie 2 kursy walutowe, oficjalny i czarnorynkowy ( w wersji dolar i bon). Mój pierwszy przelot kupowałem na styczeń 1985, pamiętam że kosztował ok. 125k zł. a cena zapadła mi w pamięć bo tyle dostałem kredytu MM( dla młodych małżeństw),częściowo umarzalnego tworu umożliwiającego kupno poza kolejką pralki automatycznej, dywanu, telewizora itp. Kurs czarnorynkowy $ wynosił ok.600zł. więc bilet w istocie kosztował +/- 200$. Zarabiało się rzeczywiście ze 20 dolarów miesięcznie, po czarnym kursie, moja żona świeżo po studiach,w szpitalu 10-12(!) ja aż 25. Trudno wytłumaczyć meandry tej kosmicznej
    ekonomii realnego socjalizmu obecnie. System złotówki, dolara po podwójnym kursie, sytemu talonów,kartek,asygnat,przydziałów, dawał kosmos nie do ogarnięcia dla ludzi, którzy w tym dziwie nie musieli funkcjonować. Taki Miś tylko że często całkiem nieśmieszny...
    Wracając do biletu, to cena była pikusiem, ostatnim etapem dłuższej drogi. Należało wyjeżdżając prywatnie:
    - załatwić zaproszenie z USA niezbędne do otrzymania paszportu i wizy.Bez rodziny w Ameryce trudne.
    - wystąpić o paszport, czyli wypełnić 15 stron formularzy,odczekać swoje w kolejkach w Wydziale Paszportowym MO,odbyć rozmowę z ubekiem.
    - dostać paszport, co wcale nie było oczywiste.Odmowy były nierzadkie,motywacja:nie bo nie.
    - otrzymać wizę amerykańską po rozmowie z konsulem.Trudniej niż dziś,wiadomo było że prawie wszyscy jadą do pracy.Skąd turyści za 20$
    miesięcznie? Trzeba było mieć kupę papierów,ludzie nosili dowody rej.aut,akty własności działek itd.
    Dopiero z wizą w paszporcie i plikiem(grubym boć to roczny urobek) gotówki,szło się do biura LOt-u i kupowało upragniony bilet.Wolne miejsca były
    na kilka miesięcy do przodu,chyba że miało się tzw.znajomości(ach ta komuna).Teraz kupuję bilet dokąd chcę,w necie, za małe pieniądze.Wtedy były
    emocje!!!
    Ceny przelotów w tych czasach to szeroki temat.Ceny liczyło się tylko po realnym,czarnym kursie,stąd nalatałem się Aerofłotem,Interflugiem,Taromem
    do Delhi czy Singapuru za 185-200$ RT.Oczywiście nie oznacza to że szło się i kupowało bilet.Np. biuro Aerofłotu w Wawie nie chciało nam niczego
    sprzedać(potem wogóle je zamknęli),więc jezdziłem do Berlina,zakładałem tam rezerwację a bilet wykupowałem w biurze LOT w Poznaniu. Bilety Aerofłotu na 2 leg SIN-DEL-SVO-SXF były wymienne na Interflug SIN-SXF OW w Singapurze.Cuda panie...
    Przepraszam za OT,wspomnienia mi odżyły.
    Atco, sven, Olson and 27 others like this.

  5. #5

    Dołączył
    Jan 2011

    Domyślnie

    Przeciętne miesięczne wynagrodzenie w latach 1950-2008:
    Przeciętne miesięczne wynagrodzenie w latach 1950-2008 - Zarobki w Polsce - Zarobki - Wieszjak.pl

    Jak z tabeli wynika, w 1975, w środku epoki Gierka średnie zarobki w Polsce były zbliżone do teraźniejszych, teraz jest to 3.900 zł.
    Różnica między tamtymi czasami a obecnymi jest taka, że masło najtańsze śmietankowe kosztowało 17 zł za kostkę, lepsze masło 22 zł, jajko 2-3 zł, kg cukru ponad 10 zł (były bony na cukier), kiełbasa zwyczajna 44 zł, baleron 60 zł, szynka zwykła 80 za kg, pralka automatyczna 10.500 zł, a maluch 69.000 zł!
    martineho likes this.

  6. #6

    Dołączył
    Jul 2007
    Mieszka w
    Polska

    Domyślnie

    Ale i tak zylo sie lepiej.
    martineho, hypne and PolishAir42 like this.

  7. #7

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    WAW/KRK

    Domyślnie

    MarekHenryk juz napisal to, co sam bym napisal. Dodam tylko, ze moj bilet WAW-JFK-WAW w 1985 roku kosztowal 150 000 zlotych. Byl to bilet chyba trzymiesieczny (czy szesciomiesieczny). Za polroczny (czy roczny? uff, a wydawaloby sie, ze czlowiek nigdy nie zapomni takich spraw!...) trzeba bylo zaplacic 180 000 zlotych. Takie 150 tysiecy to bylo 6 (slownie: szesc) miesiecznych pensji (kazdego z moich rodzicow). Dodatkowa trudnosc byla taka, ze lot mucial byc w czasie wakacji, wiec bez znajomosci nie daloby sie takiego biletu zalatwic. Roznica z obecnymi czasami jest taka, ze teraz w czasie wakacji trudno jest poleciec (w miare) *tanio* (a wtedy *w ogole*).

    Na trasie WAW-JFK-WAW oferte mial wtedy takze PanAm (ech, gdzie te czasy...) (o locie innymi liniami z przesiadką w innym miescie wtedy sie jakos nie mowilo (przynajmniej w moich okolicach, ze tak powiem) w sensie powszechnym, co teraz moze mi sie wydawac dziwne) - niestety, zeby moc *wtedy* zrealizowac za jej pomocą marzenie od dziecka, czyli poleciec (ojcie_c musi to jakos przeboleć) Jumbo Jetem (z FRA - a do FRA dolatywalo sie 727), trzeba bylo polowe ceny zaplacic w zlotowkach, polowe w dolarach - a jak wspominal MarekHenryk, miesieczna pensja wynosila 20 (slownie: dwadziescia) dolarow... Dzisiejszej mlodziezy trzeba jeszcze wyjasnic, ze nie bylo czegos takiego jak kantory na kazdym rogu. Dolary oficjalnie mozna bylo kupic tylko w razie podrozy na zachod wlasnie (lub nawet konkretnie do Stanow), na tzw. ksiazeczke walutową - przy czym troskliwe panstwo "dawalo" 10 (slownie: dziesiec) tychze dolarow, a konkretnie sprzedawalo je po *podwojnym* oficjalnym kursie (BTW, czarnorynkowy wynosil akurat chyba mniej-wiecej 4-krotnosc oficjalnego). (W takiej podrozy mozna bylo oficjalnie miec ze soba wiecej, jesli sie mialo tzw. konto walutowe "A".)

    Co do paszportu - zaden ubek sie mną nie interesowal (a przynajmniej nie wiem o tym...), moze dlatego, ze nie osiagnalem wtedy jeszcze 18 lat. Natomiast na paszport czekalo sie rowny miesiac, w dodatku najpierw trzeba bylo jeszcze wyrobic tzw. tymczasowy dowod osobisty. Potem lista spoleczna (tak, droga mlodziezy: ktos z kolejkowiczow (ambasada sie od tego odcinala) mial kajecik, podawalo sie swoje nazwisko i trzeba bylo co pare godzin sprawdzac swoją obecnosc) przed ambasadą, ale byla szansa wejsc tego samego dnia. Mnie zabraklo slownie dwoch miejsc. Byl to piatek, lista wiec przechodzila na poniedzialek - ale oczywiscie w poniedzialek nie bylem drugi (mimo sprawdzania sie na liscie, jak najbardziej), tylko dwudziesty-ktorys... Ale to i tak dobrze, bo wpuszczali ok. 100 czy 150 osob dziennie. Sama rozmowa z konsulem byla krotka i sympatyczna (bez ironii), wize (wowczas 1-krotną) dostalem bez problemu. Nie mialem, i do dzis nie mam, pojecia, na jakiej zasadzie jednych, excusez le mot, odwalali, innym wize dawali bezproblemowo - szczesliwie znalazlem sie w tej bezproblemowej grupie (moze wlasnie takze ze wzgl. na mlodociany wiek?).

    Jeszcze co do paszportu, to dzisiejszej mlodziezy nalezy jeszcze wyjasnic, ze zaraz po powrocie (tzn., o ile pamietam, w ciagu dwoch tygodni) paszport nalezalo zwrocic organowi wystawiajacemu. Natomiast co do "15 stron formularzy paszportowych" - nie bylo az tak zle, formularz byl w miare nieduzy. Co ciekawe, wypelnialo sie wtedy tutejszą karte przekroczenia granicy (sic!) - a potem oczywiscie juz tę amerykanską, otrzymywaną na pokladzie wraz z ichnią deklaracją celną.

    A co do wizy, to wtedy byla ona uczciwie platna - tzn. nie placilo sie, jak teraz, za samą mozliwosc rozmowy z konsulem, tylko za *otrzymaną* wize (chyba rownowartosc 10 dolarow, po jednokrotnym oficjalnym kursie).
    broneq, ojcie_c, sprajt2 and 2 others like this.

  8. #8
    PeK
    PeK jest nieaktywny

    Dołączył
    Jan 2011

    Domyślnie

    Istotnie inaczej wartość biletów przedstawiała się za Edwarda (lata 70-te i tu warto rozróżniać okresy) i za Wojciecha (lata 80-te, do mw. 1987). Do 1980 roku złotówka przypominała coś dziś obecnego w 3cim świecie (a la obecna Kuba). Po 1981 była mniej poważna niż bitcoin (coś jak obecne Zimbabwe). Jeśli chodzi o "konkurencję", to w okolicach 1987 większość zachodnich linii zaczęła sprzedawać bilety w złotówkach w cenach z taryf IATA stosowanych przez LOT i różnice zatarły się. Ale nadal bilet lotniczy do przeciętnej pensji miał się nijak, bowiem koszty pracy i utrzymania utraciły związek z ekonomią.

    W 1981 bilet miesięczny LOTu do Helsinek ze zniżką studencką (była taka!) kosztował 3 przeciętne pensje. Niby cena zaporowa ale po kursie czarnym było to 70$ czyli jakiś tydzień pracy w tej Finlandii. Taka to była ekonomia i pieniądz.

    Warto też pamiętać, że mowa o okresie gdy podróże lotnicze były generalnie drogie. Do początku lat 90-tych podróż koleją czy to na zachodzie czy na wschodzie Europy liczona w lokalnych walutach była tańsza od lotniczej.

    Piotr
    Folklor biurokratyczny - paszporty i książeczki walutowe - to odrębny temat.
    szymonk2 likes this.

  9. #9

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    WAW/KRK

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez marekhenryk
    Interflug SIN-SXF OW
    Czym oni tak latali? O ile pamietam, A310 do dalekich rejsow (dziwne dla dzisiejszego czytelnieka, nieprawdaz?) dostali pod koniec lat 80-tych, czyli takze pod koniec swojej dzialalnosci. Tak czy tak, A310 (nawet A313) nie mial chyba zasiegu na SXF-SIN (tym bardziej SIN-SXF, bo pod wiatr). Mieli gdzies miedzylądowanie, zwl. jesli to byl jednak Ił-62? (Tak jak LOT-owski w Taszkiencie, na trasie do BKK. A propos, czy LOT latal do SIN jeszcze Iłami-62, czy dopiero jak dostal B767? Uff, alez takie "szczegoly" sie zacierają...)

  10. #10
    Awatar urban787

    Dołączył
    Apr 2010
    Mieszka w
    WAW

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Czterosilnik Zobacz posta
    Czym oni tak latali? O ile pamietam, A310 do dalekich rejsow (dziwne dla dzisiejszego czytelnieka, nieprawdaz?) dostali pod koniec lat 80-tych, czyli takze pod koniec swojej dzialalnosci. Tak czy tak, A310 (nawet A313) nie mial chyba zasiegu na SXF-SIN (tym bardziej SIN-SXF, bo pod wiatr). Mieli gdzies miedzylądowanie, zwl. jesli to byl jednak Ił-62? (Tak jak LOT-owski w Taszkiencie, na trasie do BKK. A propos, czy LOT latal do SIN jeszcze Iłami-62, czy dopiero jak dostal B767? Uff, alez takie "szczegoly" sie zacierają...)
    LOT do Singapuru poleciał w 1988r,więc 763 jeszcze nie był we flocie.Gdzie miał międzylądowanie,nie mogę nigdzie znalezc info.
    Co do Interflugu-w 88 r zakupili 3x A-310 do lotów między innymi do Hawany.Lecąc Iłem musieli lądowac w Gander.Tam mieli problem z pasażerami,bo częśc wybierała "wolny Swiat".Więc zakupiono Airbusy.Te nie potrzebowały międzylądowania.Jako ciekawostka przejęła je póżniej Luftwaffe,i latały jako 10-21,10-22,10-23.

  11. #11

    Dołączył
    Apr 2010

    Domyślnie

    Interflug latał na 62-ich, po drodze siadał w Dubaju który był podówczas stosunkowo małym portem. Maszyny latały literalnie puste, zdarzał się LF na poziomie 15-20%!!! Dużą część pasażerów stanowili Polacy, tzw,dederony czyli obywatele NRD nie podróżowali do KK( w terminologii czasów, to kraje
    kapitalistyczne- my byliśmy KS, jak by się ten skrót nie kojarzył). Te rejsy to cała historia. Latało się super, b.często 3 fotele dla siebie, fajny catering.
    Do dziś mam stare amenity kits Interflugu z NRD-owską wodą kolońską, kremem itd.Dostawał je każdy pasażer, również Y. Czerwone śliczne kosmetyczki służyły mi jeszcze latami. Miłym akcentem było praktykowane dość długo wręczanie w Berlinie, przy wyjściu z samolotu torby z wałówką
    typu kanapki,ciasteczka,Radeberger(!!!!) Bardzo po niemiecku nie marnowali niezjedzonego cateringu.
    Interflug z chęcią zamieniał bilety Aerofłotu na swoje, ze względu na niskie obłożenie. W tym samym czasie rejsy SU nie można było wetknąć szpilki.
    Mając bilety open( tak,takie to były czasy!) wymiana SIN-DEL-SVO-SXF na SIN-SXF była wyjątkowo dogodna. Chłopaki rozliczali się w rublach transferowych i Orły Honeckera były do przodu. toW singapurskim biurze linii załatwiało się sprawę w 5 minut, często przy niemieckim piwie.
    Ta historia pokazuje absurdalność socekonomii oderwanej od rynku...
    Zmiany nastąpiły po wprowadzeniu na linie A310 w 88 roku. Inny świat się zrobił, zawalczyli o paxów,LF wzrósł potężnie ale...produkt pokładowy się posuł. Skończyły się czerwone kosmetyczki i wałówa do domu. Zostało międzylądowanie w Dubaju.
    LOT jak mi sie wydaje chodził raz w tygodniu na Iłach 62, dopiero potem na 767. Trasa była oblegana, o bilety trudno. Też chyba siadali w DBX. Wstyd się przyznać ale leciałem tylko raz, ciągle tylko te Interflugi...

  12. #12
    Awatar broneq

    Dołączył
    Jun 2012
    Mieszka w
    Wieliczka KRK/EPKK

    Domyślnie

    Weźcie pod uwagę jeszcze jedną zmienną, mianowicie wartość 1$ wtedy i dziś. Dziś dolar USD to już nie to co w latach '80. Dla przykładu dziś za nowy samochód popularny w USA typu choćby Toyota Avalon (taki nasz Avensis, tylko w amerykańskim rozmiarze) trzeba dać 30k $, w latach '80 za analogiczne auto płaciło się 10k $. Nasz duży Fiat kosztował w Pewexie 3k $, a dziś porównywalne auto Chevrolet/Daewoo Cruise się za 10tys złotych nie kupi, baa za najtańsze autko w naszym kraju dziś płacimy 30tys i to przy licznych promocjach, rabatach, upustach i wyprzedażach. Więc sam DOLAR USD dziś warty jest 3-5 razy mniej niż 30 lat temu. Nie zmienia to faktu, że ceny są kompletnie inne niż dawniej, jednak nie jest to aż taka przepaść jak by się wydawało jeżeli myślimy o 20$/miesiąc w kategorii ich dzisiejszej wartości.
    urban787 likes this.
    NIKON D5100 + NIKKOR AF-S DX 18-55 mm f/3.5-5.6G VR + NIKKOR AF-S DX 55-300 mm f/4.5-5.6G VR

  13. #13
    PeK
    PeK jest nieaktywny

    Dołączył
    Jan 2011

    Domyślnie

    @Broneq - porównania sypią się nie tylko na wartości dolara wtedy i dziś wyrażonej w jego sile nabywczej wtedy i dziś. W drugim wymiarze wtedy były ogromne różnice w sile nabywczej tego dolara pomiędzy wschodem i zachodem (co dziś nie występuje w takiej skali). 20$ w Polsce czyli ekwiwalent przeciętnej pensji wystarczały na skromne utrzymanie. To samo obok w Reichu uzyskiwało się za ponad 100$.

    Trzeci wymiar to dwie lub więcej cen na większość produktów ponadstandardowych (w tamtym rozumieniu). Ten duży Fiat miał cenę w Peweksie (pierwej we Pekało) zbliżoną do giełdowej gdzie szło go kupić mniej więcej jak teraz. Ale był też sprzedawany "na talony" za grubo mniej ale tylko wskazanym. Pod koniec istnienia przodujący system głodny walut wprowadził jeszcze na auta produkowane w Polsce ceny mieszane - trochę w złotych, trochę w dolarach - i liczenie stało się bardziej skomplikowane. Hotele miały ceny dla autochtonów i trochę wyższe dla obcokrajowców z "1ego obszaru płatniczego" czyli z KSów plus grubo wyższe dla tych z "2giego" czyli z KK. W 1977 roku płaciłem za pokój w Silesii w Katowicach ok. 100zł (1/20 mojej pensji netto) czyli trochę ponad dolara po kursie czarnorynkowym i 5$ po kursie oficjalnym (po którym mogłeś sprzedać ale nie kupić). Za ten sam pokój klient z zachodu musiał tam płacić 40$. I teraz najweselsze - cena dla niego była 800 zł, czyli niby 9$ po czarnorynkowym ale mógł zapłacić tylko złotówkami uzyskanymi z oficjalnej wymiany po 20 zł za 1$.

    Za szczególnie ponadstandardowe uważano wyjazdy zagranicę. Podróże po RWPG koleją były tańsze od lotniczych ale już na zachód było odwrotnie, bowiem za bilet kolejowy na odcinku za granicami RWPG płaciło się w dolarach ( choć nie zawsze) i jedyny efektywny kurs czarnorynkowy windował je. Chyba już nie muszę dodawać, że de facto zapłata następowała w złotówkach ale z kwitem, że te złotówki pochodzą z wymiany walut po kursie oficjalnym.

    Podobnie było z LOTem co wyżej napisano - cena wyrażona w złotych zależała od dokumentu paxa. Bilety kosztowały wielokrotność pensji ale LOT nieźle żył, bo większość paxów-autochtonów utrzymywała się z różnicy siły nabywczej walut wymienialnych. Tu pokazywała dokument, a tam zarabiała na ten bilet. Zachodni pax kupując bilet na LOT u siebie płacił cenę w walucie wymienialnej. Kupując w Polsce płacił w złotówkach cenę dla klienta z "2giego obszaru" ale musiał wymienić te złotówki po kursie oficjalnym czyli wychodziło na jedno (system jw, w hotelu). Trzeba czerwonemu przyznać, że się w tym wszystkim nie pogubił.

    Trzeba jeszcze pamiętać, że do lat 90-tych roku IATA miała specjalne taryfy na podróże rozpoczynane w Polsce i to w dwóch odmianach - dla obywateli Polski i dla obcokrajowców. Były powszechnie honorowane.

    Piotr
    pascall and thewho like this.

  14. #14
    Awatar janusz1993

    Dołączył
    May 2007
    Mieszka w
    USA/Mielec

    Domyślnie

    Ciekawostka



  15. #15
    Awatar sinus

    Dołączył
    Oct 2007
    Mieszka w
    Katowice

    Domyślnie

    Ojciec mój odnalazł część biletów z jego podróży do USA (rok 1981). Bilet LOTowski WAW-JFK rt kosztował go ponoć $250 (równowartość rocznej pensji) natomiast gdyby ten sam bilet chcieli mu kupić znajomi z USA tam na miejscu, to musieli by zapłacić prawie $1000.

    Bilet LGA-MSP-FSD ma cenę $247 czyli krajówka w Stanach kosztowała tyle co ten bilet WAW-JFK-WAW.

    sven and PeK like this.

  16. #16
    PeK
    PeK jest nieaktywny

    Dołączył
    Jan 2011

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez sinus Zobacz posta
    Bilet LOTowski WAW-JFK rt kosztował go ponoć $250 (równowartość rocznej pensji) natomiast gdyby ten sam bilet chcieli mu kupić znajomi z USA tam na miejscu, to musieli by zapłacić prawie $1000.
    A po użyciu szło go jeszcze wymienić na mniej więcej dwie paczki najlepszych papierosów, a te obce już na gorsze. Ale to chyba fakt dobrze znany dzięki klasykom.

    Piotr
    A przy okazji oglądania archiwaliów czy ktoś pamięta kiedy LOT podłączył się do czegoś na świecie, by i bilety i odprawa była "komputerowa"?

  17. #17
    Awatar Andrzej_hhh

    Dołączył
    Jan 2011

    Domyślnie

    Bardzo ciekawy wątek. Odniósłbym się tylko do jednej kwestii.

    Cytat Zamieszczone przez PeK Zobacz posta

    Warto też pamiętać, że mowa o okresie gdy podróże lotnicze były generalnie drogie. Do początku lat 90-tych podróż koleją czy to na zachodzie czy na wschodzie Europy liczona w lokalnych walutach była tańsza od lotniczej.
    Według mnie transport lądowy czy to kolejowy czy autokarowy był znacznie tańszy, aż do ok. 2005 roku, gdy weszły do nas tanie linie. Na zachodzie być może nastąpiło to chwilę wcześniej. W latach 90-tych XX w. mało kto latał samolotem z tego co pamiętam i uchodziło to za duży luksus. Mój ojciec latał często w delegację choć też nie zawsze bo czasem bilet wychodził za drogo i wysyłali go pociągiem/autokarem. A bilet na rejs europejski kosztował bardzo dużo jak na tamte czasy - często cena dochodziła do średniej miesięcznej pensji.

    Sorry za OT.

  18. #18
    Awatar potwo-or

    Dołączył
    Jun 2012
    Mieszka w
    LCJ

    Domyślnie


    Polecamy

    ^^ Ponadto należy jeszcze dodać, że wtedy podróże koleją były relatywnie tańsze (zwłaszcza jeśli mówimy o Niemczech). Pociągi pośpieszne były znacznie tańsze niż ICE. A dopiero niedawno (chyba już w XXI w) zrezygnowano z pośpiesznych i zastąpiono je ICE/IC.

    Więc nałożyły się na to dwa czynniki. Spadek cen biletów lotniczych (głównie przez LCC) i wzrost cen biletów kolejowych.

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •