Dokładnie.
Mi także nie przeszkadza taka informacja. Baa, wręcz jest to ułatwienie, bo jestem zbyt leniwy by wklepywać co kilka dni adres ;P
Dokładnie.
Mi także nie przeszkadza taka informacja. Baa, wręcz jest to ułatwienie, bo jestem zbyt leniwy by wklepywać co kilka dni adres ;P
Trochę przydługi dla mnie pełen głupot artykuł o FR z tygodnika nowyczas.co.uk który ukazał się na stronie londynek.net
http://www.londynek.net/czytelnia/ar...ews_id=2460260
Ile razy jeszcze to usłyszę?
Jacek Ozaist 30 stycznia 2009
Dziś rano znów przyszedł spam, że tysiące biletów po 5 złotych. A niechby były i za darmo. Nie wezmę, bo nie wiem, jaka egzotyczna przygoda spotka mnie na lotnisku lub w samolocie, czy wylecę we wtorek, czy też w sobotę lub następny wtorek.
Kiedy w 2005 roku kupiłem swój pierwszy angielski samochód, od tej pory kilka razy w roku przyjaciele proszą mnie o podrzucenie lub odebranie z lotniska. Woziłem ich już do Stansted, Luton, Gatwick, czasem Heathrow. Woziłem na LOT, British Airways, Wizz Air, SkyEurope, easyJet, nawet Centralwings, o którym niedługo nikt nie będzie pamiętał.
Woziłem też na Ryanair i za każdym razem było to przeżycie nie do zapomnienia. Nabrałem przekonania, że naprawdę tani to może być bar dworcowy, osiedlowy sklepik czy szalet publiczny, ale na pewno nie linie lotnicze.
Lipiec 2006
Wstałem o trzeciej nad ranem, by podwieźć Kamila i Filipa na lotnisko Stansted, lot Ryanair do Krakowa. Ruchu o tej porze właściwie nie ma, więc dotarliśmy na miejsce szybko i sprawnie. Obaj przyjechali do Londynu autokarem. Ten lot samolotem miał być dla nich pierwszym w życiu.
Wiedziałem, że nie mają pojęcia, jak poruszać się po lotnisku, więc odprowadziłem ich do hali odpraw i wskazałem kolejkę do punktu, gdzie mają zdać bagaże. Potem pokazałem wyjście z napisem: Departures, uściskałem ich i pojechałem na kawę na pobliską stację benzynową. Dwadzieścia minut potem gnałem już M11 w stronę London Orbitial. W połowie drogi zadzwonił telefon.
- Nie polecieliśmy!
- Jak to!?
- Kolejka była za długa.
- Jak to za długa!? Co ty bredzisz?
Samolot poleciał bez nich. Kolejka do bramki Ryanair obejmowała pasażerów kilkunastu lotów i obowiązywała zasada - kto pierwszy, ten lepszy. Nikt o niczym nie informował. Jedynie na tablicy napisano, że na lot taki a taki bramkę zamyka się o tej i o tej. Żadnego wywoływania, ostrzeżenia, nic. Dopchasz się, lecisz, nie dasz rady, rób co chcesz. Zawróciłem i zarezerwowałem chłopakom lot o godz. 16:00, za dopłatą 40 funtów od osoby.
Listopad 2008
Znów gimnastyka przedporanna. Musiałem zawieźć kumpla do Luton, bo w Polsce czekała go rozprawa o umożenie odsetek od kredytu mieszkaniowego, by mógł powrócić do zaniechanej spłaty rat. W kraju nie dawał rady. Po roku pracy w Londynie okazało się, że może odzyskać straconą już niemal nieruchomość. Na szczęście dał sobie dzień na dojazd do domu i przygotowanie do rozprawy, bo gdyby założył, że Ryanair dowiezie go do Poznania tego samego dnia, sąd mógłby być dużo mniej przychylny.
Podrzuciłem kumpla na terminal na dwie godziny przed odlotem. Zdążyliśmy wypalić po papierosie, zanim parkingowy ruszył, by mnie przegonić. Waldek latał już wielokrotnie, więc nie musiałem martwić się, że coś pójdzie nie tak. Wsiadłem do auta i pojechałem z powrotem do Londynu. Zaparkowałem pod domem i wskoczyłem do łóżka, by urwać jeszcze choć godzinę snu… Po kwadransie telefon.
- Jacek. Nie poleciałem.
- Jezu, co znowu?
- Nie wzięli mnie.
Odprawił bagaż. Przeszedł kontrolę paszportową. Wszystko zrobił jak trzeba. Na chwilę zatrzymała go kontrola osobista zaordynowana przez krzepkich strażników lotniska. Gdy z niej wyszedł, okazało się, że Ryanair na niego nie czekał. Bilety rozdano, pasażerów przeprowadzono do samolotu, bagaże były w drodze. Nikogo nie obeszło to, że jeden z podróżnych odprawił walizkę i gdzieś się zabłąkał. Waldek próbował kogoś odnaleźć, zapytać, złożyć skargę. Wszędzie było pusto, a jego bagaż, jak w surrealistycznym filmie, nadjechał wkrótce na wózku prowadzonym przez znudzonego Jamajczyka.
Waldek pobiegł do stanowiska Ryanair i zażądał wyjaśnień. Kiepsko opłacana pani z recepcji oświadczyła, że reklamacje można składać w siedzibie firmy, czyli w Dublinie, a jeśli mu się spieszy, to jest lot następnego dnia o tej samej porze za jedyne 250 funtów. Zbladł, zwiotczał, kupił. A ja jechałem po niego znowu i następnego dnia znowu go odwoziłem.
Czy to jest recepta, Mr O’Leary, na przyspieszenie gospodarki? On sprzedaje bilety, ludzie płacą, samoloty startują albo nie, pasażerowie dostają się na pokład albo nie, jego firma spala paliwo albo nie, za pracę personelu płaci się albo nie. I tak dalej. Pasażerowie za to mają możliwość jeżdżenia na lotnisko tam i z powrotem, płacąc za bilet u jakiegoś przewoźnika albo za paliwo do samochodów swoich znajomych. Koniunktura nakręca się niczym dziecięcy bączek. Pytanie brzmi, czy jak on, kiedyś stanie?
Styczeń 2009
Szczecin-Goleniów. Brzmi tak samo śmiesznie, jak Londyn-Luton, Londyn-Stansted. Niby Szczecin, a jednak 100 kilometrów dalej. Goleniów stanowi spore ułatwienie dla pasażerów z województwa zachodniopomorskiego, choć korzystają z niego również ludzie z okolic Piły, Bydgoszczy i innych miast północnej Polski.
Jadę po Piotra i Lillę do Luton. Mijam Cranford, wyjeżdżam na A312 i kieruję się w stronę M25. Oczywiście dzwoni telefon.
- Nie jedź jeszcze.
- Czemu?
- Nie wiem. Samolot stoi. Nie wpuszczają nas. Czekamy. Dam znać.
Zjeżdżam w zatoczkę obok vana z kiełbaskami i burgerami. Gryzę paznokcie. Znowu Ryanair, tylko w odwrotną stronę. Co stało się tym razem? Zapalam papierosa. Palę. Jednego, drugiego. Znów telefon.
- Ptak wpadł do silnika, mówi mi pani. Dziś lotu nie będzie.
- Dobra, o której jutro?
- Następny lot jest w sobotę.
- Co??? Przecież jest wtorek!
- O 11.00 lądujemy na Luton. I tak mamy szczęście. Awanturowałem się, więc dali nam bilety na sobotę. Reszta leci we wtorek. Ten dzisiejszy samolot po naprawie leci do Berlina na przegląd, a potem do Londynu.
- Rób zadymę. Coś wam się chyba należy!
- Pani powiedziała, że pretensje to do Ryanair w Dublinie. Tu jest Goleniów i ona może tylko tyle. Jeśli chcemy wracać do Szczecina, podstawią autobus za odpłatnością… A tu przecież ludzie z różnych stron poprzyjeżdżali. Rodzina ich podrzuciła i teraz nie wiedzą co robić…
Rajanaijr stajl. Kupuj, masz kupić, proszę kup. Resztą będziemy martwić się później. Jeśli zdążysz, jeśli uda ci się nadać bagaż i przybiegniesz do stanowiska, odlecisz tam, gdzie chcesz. Jeśli nie, twoja wina. Jeśli my nawalimy, miejże człowieku cierpliwość, w końcu taniochą lecisz, no, co ty? Za rok możemy zlikwidować połączenie i będziesz sobie autokarem jeździł. A tak, za złotówkę polecisz…
Dopóki naiwni będą lecieć na lep tzw. tanich połączeń, dopóty O’Leary będzie traktował swój personel jako zło konieczne, samoloty jako limuzyny dla ubogich, a pasażerów jak bydło, które może zmieścić w dowolnych ilościach i przewieźć w dowolne miejsce na ubój. A gdy ciężarówka nawali, przepędzi się bydło do następnej. I wyprawi za tydzień.
Dziś rano znów przyszedł spam, że tysiące biletów po 5 złotych. A niechby były i za darmo. Nie wezmę, bo nie wiem, jaka egzotyczna przygoda spotka mnie na lotnisku lub w samolocie, czy wylecę we wtorek, czy też w sobotę lub następny wtorek. Może to linia dobra dla ludzi na luzie, skłonnych do zabaw ekstremalnych, ryzyka i bez zobowiązań, terminów itp. Ja dziękuję.
Rok 2007
Miesiąca nie pamiętam. Odwiozłem znajomego Jarka na Stansted. Pili we trójkę przez półtora roku. Oczywiście też pracowali. Ale on ciągle tęsknił za rodziną i Częstochową. Chciał wracać, choćby miał iść na piechotę. Nie mogłem mu odmówić. Zawiozłem go na lotnisko. Wyrzuciłem przed terminalem i pojechałem do domu. Godzinę później zadzwonił telefon.
- Nie ma dziś lotu do Katowic. Odwołany.
- Mam wracać?
- Powiedziałem ci: choćby na piechotę… Obiecali mi w zamian lot do Łodzi. I to bezpłatnie!
- Przecież jesteś z Częstochowy!
- Taka sama droga…
Poleciał do Łodzi i tyle go widziałem. Myślę, że gdyby polecili mu lot do Gdańska, też by poleciał. A do Częstochowy dojechałby autostopem. On i inni zwariowani ludzie mogą sobie pozwolić na ekstrawagancję. Większość z nas potrzebuje jednak solidności w dotrzymywaniu terminów, by dostać się na miejsce i na czas.
Ryanair. Linia wariatów. Frustratów. Ryzykantów. Desperatów. Panie O’Leary, gratuluję klienteli.
Klientelo, gratuluję Ryanaira.
Wcale się Tobię nie dziwię, biorąc pod uwagę, że stać się na loty LH czy LOTu.Napisał egon.olsen
Podam przykład z życia, Tobie bardzo bliski - lot do Turynu. Lufthansa za bilet chce ponad 2000 zł. I lot w ERJ145 i ATR72, co przy moim wroście nie jest zaletą oraz odlot i przylot do Gdańska. Za bilety Ryana zapłaciłem 750 zł. Za 3 osoby i pierwszeństwa wejścia na pokład.
Odwołane loty Ryana? Nie pamiętam kiedy był jakiś lot do Bdg odwołany. Oczywiście nie licząc divertów z powodu pogody, ale tutaj przecież chodzi o bezpieczeństwo paxów. A Overbookingi to się i w LH zdarzają.
Pozdrawiam!
Wariat. Frustrat. Ryzykant. Desperat.
![]()
Czy pan Jacek Ozaist mnie obraża?![]()
132 rejsy na pokładach Ryanair (w tym 3 spóźnione - 2 godzinę, 1 pół godziny), tysiące przelecianych kilometrów, obserwacje innych ludzi na lotniskach, prawie cała Europa zwiedzona dzięki Ryanair, a ten pan pisze o mnie wariat, frustrat, etc. ?![]()
Ja jestem bardzo wdzięczny panu O'Leary za to, co robi. A jeśli ktoś nie umie latać samolotem, to ma autobusy do podróży.
Bardzo dobrze, że ludzie piszą takie kłamstwa jak powyższe ze strony londynek.net, gdyż pozostawia to o wiele więcej tanich biletów dla społeczeństwa lotnictwo.net.pl czyli dla Nas.
Mnie impreza z FR kosztowała dodatkowe 1600zł + Może więc to co tam piszą jest nie do końca kłamstwem.Napisał EPBY
![]()
no risk, no fun ;D
do końca nie jest. W latanie u Ryana jest wliczone pewne ryzyko - nic się nie stanie, to jest ok. Jeśli jednak masz pecha i ten zazwyczaj rzadki przypadek padnie akurat na Ciebie, to możliwe że wpadniesz w spore kłopoty. Tylko że te przypadki, jak już wspomniał np. Stenus, zdarzają się niezwykle rzadko.
Co do samego artykułu - typowe pismactwo prasy emigranckiej. Brakuje tam dziennikarzy, bądź autorów piszących inteligentnie i ciekawie. W Dublinie gazetę polską przeczytałem raz i więcej się za nią nie brałem - wolałem zainwestować w laptopa i podłączenie do internetu![]()
...dzięki Ryanair i innym tanim liniom, z tym że FR był w Europie pierwszy, co trzeba mu oddać.Napisał stenus
Mam oczywiście do polityki tej linii sporo zastrzeżeń (czasem przez własną krótkowzroczność sami podcinają sobie skrzydła), ale co prawda, to prawda. Europa "zaliczona" za ok. 10% średnich cen, jakie dawniej płaciłem liniom tradycyjnym. A jeśli ktoś nie potrafi planować podróży / nie ma strategii kupowania biletów / nie umie pilnować wydatków / zabiera niepotrzebne bagaże / nie dba, aby być na lotnisku w odpowiednim czasie - i rachunek ekonomiczny mu nie wychodzi? Jego sprawa!
To, co opisał pan Jacek kłamstwem nie jest. Takie przypadki się zdarzają. Sam widziałem dwukrotnie rozpłakanych pasażerów Wizz Air, którzy musieli stawić czoła wieści o odwołanych im rejsach. I ja ich informowałem na STN o ich prawach, a nie personel lotniska, który jest absolutnie nieprofesjonalny.Napisał EPBY
Jedno mi się nie podoba - to, że pan Jacek pisze, że to robi tylko Ryanair. A ja z doświadczenia (nie własnego, znowu szczęściarz!) wiem, że tak robi Wizz Air, Sky Europe, Centralwings (jak jeszcze mógł), i wiele wiele linii niskokosztowych. I podróżujący FRanca nie są wariatami, desperatami czy frustratami. Do statystyki trzeba mieć przynajmniej 15 próbek, a nie 3 czy 4, jak pan Jacek raczył nieprofesjonalnie zrobić.
egon dokładnie tak jak jaNapisał egon.olsen
Według mnie wszystko jest tak jak pisze stenus. Overbooking zdarza się w Locie, British Airways czy Lufie - nie ma reguły. Zresztą jak ludzie wychodzą z domu za 5 12 to sami są sobie winni. Ja parę dni temu leciałem KRK-DUB-KRK i w Dublinie mimo sporej odległości do pokonania do gate'u (nie korzystałem z samochodziku, chociaż gość chciał mnie zabrać) zdążyłem bez problemu. Zresztą nigdy nie miałem problemów z Francą, a bileciki zawsze kupowałem po fajnych cenach.
A tak z innej beczki - do czego zobowiązuje się linia, jeśli odwoła połączenie. Wiem, że ma obowiązek zwrócić koszty biletu, albo zaproponować inny lot, ale ciekawi mnie sytuacja, kiedy planuję siatkę połączeń w przeciągu tygodnia. Pada jedno połączenie, lub jest bardzo opóźnione i wsio się sypie...
To chyba oczywiste, że jeżeli bilet kupuje się na ostatnią chwilą z dodatkowymi opcjami (często zbędnymi) i podczas daty ważnej imprezy to taka cena jest.Napisał Gabec
Na stronie Ryanaira piszę wyraźnie "Ograniczenia: Oferta nie obowiązuje podczas ważnych imprez sportowych, ferii i dni wolnych od pracy." - wnioskuje, że właśnie taka impreza Cię tyle kosztowała i bilet dzień przed bo inaczej jak by nie szukać nie znajdziesz biletów na Ryanaira za taką cenę. Ale wina tkwi po Twojej stronie więc nie będę się rozpisywać.
Właśnie taką ilość posiadam i z własnego doświadczenia wiem, że Ryanaira nie można porównać do tekstu przy-cytowanego kilka postów wyżej z 'londynka'. Jeśli nie zdążymy na lot to jest czysto nasza wina, tylko i wyłącznie. Jeżeli bilet kupimy za 1600zł a o chęci kupna bilety wiemy 3msc na przód to też jest to tylko nasza głupota, gdyż można kupić bilet w promocji i bez zbędnych opłat, potrzebne jest tylko rozsądne myślenie.Do statystyki trzeba mieć przynajmniej 15 próbek, a nie 3 czy 4, jak pan Jacek raczył nieprofesjonalnie zrobić.
Nie rozumiem osób które leciały 3 czy 4 razy i albo bilet kupiły dzień przed gdzie już cały samolot był prawie pełny (w Ryanair to rzadko się zdarza) albo przyjechały na lotnisko w godzinę odlotu (nieważne, że z przyczyn niezależnych Ryanaira to nie obchodzi) to oczywiste, że samolot odleci. Na lotniskach i tak ludzie powinni się cieszyć, że gate zamykają 10minut przed odlotem a nie jak piszę na check'n go, gdyż wtedy bardzo dużo ludzi by nie zdążyło.
Dla przykłady teraz można polecieć za 19,50zł w 2 strony Ryanairem w dniu 13 lutego, a za 2 dni już będzie wyższa kwota, gdyż promocja na ten termin się skończy. bardzo często ludzie zwlekają po 2-3 dni z decyzją czy lecieć czy nie a jak już podejmą decyzję to i tak nie polecą bo cena dramatycznie podskoczyła do góry. Gdyby nie moja spontaniczność w kupnie biletów i ryzyko czy będzie mi pasować czy nie (bilety w promocji) myślę, że 70% moich lotów nigdy bym nie odbył.
Wspomniałem o kupowaniu biletów na ostatnią chwilę, a teraz przeciwna sytuacja: jeżeli chcemy lecieć w kwietniu i za bilety zapłacimy 300zł, warto w Ryanair poczekać, gdyż cena na 90% zmaleje (trafi się promocja), no chyba, że to ferie, ważna impreza sportowa czy też dzień wolny. Dla przykładu bliska mi osoba kupiła bilet na kwieceń za 300zł, choć mówiłem, żeby się powstrzymała, cena biletu zmalała do 200zł i oczywiście zadzwoniłem i ta osoba się załamała, że straciła ale powiedział mi, że gdyby mogła kupiła by właśnie ten bilet to obiecałem tej osobie, że zadzwonię do niej ponownie jak tylko będzie jeszcze tańszy (czyli promocja na kwiecień by Ryanair) co na pewno będzie. Myślę, że ta osoba jak i cała reszta wyciągnie z mojego postu odpowiednią naukę.
Dla mnie było by głupie i to bardzo jak by zwrócili mi cenę biletu, gdyż często mam bilety po cenach takich jak 1gr. I też mam pytanie: czy Ryanair w przypadku odwołania lotu przy braku wykupionego ubezpieczenia zwróci koszty biletu czy też zaproponuje inne połączenie? Kolejnym moim pytaniem jest to co napisał cuube - co w przypadku, jeśli z winy Ryanaira (odwołanie, opóźnienie) popsuje mi się cała siatka i powiedzmy zostały mi jeszcze 4 loty (w tym czwarty powrót do domu).Napisał cuube
Nie rozumię ludzi którzy nie wiedzą o czym piszą a mimo wszystko piszą.Napisał EPBY
no risk, no fun ;D
Masz na myśli autora tekstu zamieszczonego na łamach strony londynek.net?
Jeżeli miał na myśli mnie czego nie napisał wprost to jak najbardziej jest to nieuzasadnione, gdyż wiem o czym piszę! Proszę 'gabec' o sprostowanie.Napisał Asta
Bookmarks