http://abc.onet.pl/8443,1492657,kontent.html

"W 2007 roku podróżni stracili 320 milionów godzin z powodu opóźnionych lotów. Takie opóźnienia oznaczają, że linie lotnicze muszą dopłacać za paliwo, obsługę i pilotaż samolotów.

Pasażerowie spóźniają się na kolejne loty, spotkania biznesowe, obiady, przepadają im rezerwacje w hotelach. Majowy raport Joint Economic Committee amerykańskiego Kongresu oszacował łączną wielkość strat na 40 miliardów dolarów rocznie. Wszyscy zainteresowani się martwią. Z wyjątkiem właścicieli sklepów zlokalizowanych w terminalach.

W 1990 roku tylko 30% przychodów portów lotniczych pochodziło ze sprzedaży detalicznej, opłat parkingowych, koncesji i wpływów z innych spółek biznesowych. Większość stanowiły opłaty pobierane od linii lotniczych: lotniskowe, hangarowe, za przewóz osób i towarów oraz zapewnienie bezpieczeństwa. Jednak w ostatnich latach, część dochodów pochodząca z działalności pozalotniczej wzrosła do 50%, a na większych lotniskach nawet do 60%.

Badanie International Civil Aviation Authority opublikowane we wrześniu i dotyczące 53 lotnisk Ameryki Północnej wykazało, że w 2005 roku, kiedy linie lotnicze straciły 10 miliardów dolarów, lotniska zarobiły 2 miliardy USD. Tylko pięć portów lotniczych nie zdołało wypracować zysku.

Według raportu za rok 2007 opublikowanego przez Airport Revenue News, 50 północnoamerykańskich lotnisk odnotowało 4,6 miliarda dolarów wartości sprzedaży, najwięcej Atlanta i Chicago, z wynikiem niemal 300 milionów dolarów rocznie każde.

- Ostatecznie, lotniska nie chcą, aby pojawiały się opóźnienia - mówi Pauline Armbrust, prezes Armbrust Aviation Group, wydawcy Airport Revenue News. - Portom lotniczym zależy na ciągłym ruchu. Lotniska tracą na opóźnieniach, gdyż pasażerowie nie są zadowoleni z jakości usług - mówi dalej Armbrust. - Jednak faktycznie, lotniskowe sklepy notują większe zyski.

Nikt nie ma pretensji do Starbucksa, gdy musi czekać na samolot; przeciwnie, podczas oczekiwania pewnie wypije kawę lub dwie. Bo cóż innego ma zrobić?

- Właściciele sklepów widzą, jak przybywa im gotówki w kasach, kiedy samoloty mają opóźnienia - dodaje Armbrust.

W branży sklepów koncesjonowanych dominują głównie placówki prywatne. Cztery z pięciu największych firm należy do prywatnych właścicieli: Paradies Shops, Hudson Group, Delaware North Companies i SSP America; piąty, HMSHost, należy do notowanej na giełdzie, włoskiej firmy Autogrill. Wybrane przedsiębiorstwa opracowują propozycje zagospodarowania przestrzeni na lotniskach w całym kraju, a następnie budują sklepy, restauracje i inne punkty usługowe.

Firmy te zaczynały jako lokalne podmioty stające do przetargu na zagospodarowanie przestrzeni handlowej lotniska, następnie rozwijały się wraz z branżą lotniczą i nie uważały, by wejście na giełdę było dla nich korzystne. Paradies Shops, rodzinna firma z Atlanty, od 48 lat notuje zyski i wzrost. Paradies zaczynała od jednego sklepu z zabawkami na lotnisku w Atlancie i stopniowo rozwijała się, by obecnie mieć 500 sklepów w 65 portach lotniczych. W swoich placówkach Paradies oferuje stoiska CNBC, Atlantic Coast Conference, sklepy Big 10 i Big 12 oraz kioski New York Times’a.

Prognozy na przyszłość są coraz lepsze. Działalność lotniskowych sklepów kwitnie - Federal Aviation Administration przewiduje, że do 2025 roku na amerykańskich lotniskach będzie przybywać o 2,7% pasażerów rocznie. W efekcie, coraz większa liczba pasażerów boryka się z opóźnieniami lotów, coraz dłużej czeka się na odlot po przejściu odprawy (to skutek uboczny 11 września, od kiedy pasażerowiem muszą być na lotnisku dwie godziny przed odlotem), a wiele lotnisk dąży do utrzymania cen w sklepach na poziomie niewiele odbiegającym od cen poza lotniskiem. W efekcie pasażerowie zostają jakby zamknięci w centrum handlowym.

- Podróżni coraz bardziej przyzwyczajają się do robienia zakupów na lotniskach, a oferta lotniskowych sklepów staje się coraz bardziej różnorodna i wyszukana - mówi Ann Ferraguto, szefowa AirProjects, firmy konsultingowej specjalizującej się w analizowaniu sytuacji lotnisk.

Badanie przeprowadzone przez Airports Council International wykazało, że 26% lotnisk oferuje wypożyczalnie płyt DVD ("Państwa lot opóźni się o trzy godziny z powodów technicznych, czy zechcą Państwo wypożyczyć film Transformers?"), 48% ma place zabaw dla dzieci, 11% - salony gier wideo, 28% oferuje muzykę na żywo, 34% udostępnia salony masażu, a 17% - salony kosmetyczne.

Na przykład, jeden z największych koncesjobiorców, SSP, zarządzany przez szwedzką grupę akcyjną, ogłosił, że we współpracy z Palm otworzy na lotniskach pięciogwiazdkowe restauracje. Czy pasażer pierwszej klasy uziemiony na dwie godziny (no tak, zagęszczenie na pasach, czyli na trzy godziny) naprawdę ma zadowolić się schabowym z frytkami w Chili's Too?

- Zazwyczaj analizujemy sytuację na podstawie danych w przeliczeniu na pasażera. W ostatniej dekadzie sprzedaż wzrosła o 25% do 50% na jednego pasażera - mówi Ferraguto.

Koncesjonariusze mogą korzystać z faktu, że pasażerowie stają się "więźniami" lotnisk, jak Tom Hanks w filmie Terminal, lecz na dłuższą metę los ich sklepów zależy od przyszłości lotnictwa jako całości. Jeśli ceny paliw będą dalej rosły, a ludzie przestaną podróżować samolotami, bo nikogo nie będzie stać na bilet, to wszyscy na tym stracą.

Jednak póki co, gdy będziesz czekać na swój lot, pewnie zauważysz w jakimś kiosku nowe wydanie Forbes. Dlaczego by nie poczytać, co nowego słychać na świecie?"


Baaardzo ciekawe i baaardzo prawdziwe.