Czesc,
na szybko znalazlem w sieci ponizsza notke.
---------------------------------------
Katastrofa samolotu pasażerskiego An-24 pod Rzeszowem
Data: 2 listopada 1988
Niejeden z nas zastanawiał się pewnie nad tym, co dzieje się w samolocie pasażerskim, w którym ni stąd, ni zowąd wysiądą silniki? Pewne jest jedno: w takiej sytuacji wszystkim, którzy znajdują się na pokładzie, śmierć zagląda w oczy
To prawda, że zdarzenia tego typu są bardzo rzadkie – ostatecznie rzecz biorąc prawdopodobieństwo, że w dwu, a tym bardziej czterosilnikowej maszynie popsują się wszystkie silniki naraz, jest nadzwyczaj małe. Niemniej jednak, nawet najbardziej nieprawdopodobne historie czasem się zdarzają.
Niespodziewana awaria
Taka właśnie, niewątpliwie niezbyt miła przygoda spotkała 2 listopada 1988 r. załogę i pasażerów lecącego z Warszawy do Rzeszowa samolotu pasażerskiego An-24W SP LTD „Dunajec”. O godz. 10:25, gdy samolot ten zbliżał się od strony wschodniej do lotniska Rzeszów – Jasionka, w maszynie nastąpiła awaria obu silników. Ważący co najmniej kilkanaście ton „Antek” mógł się od tej chwili poruszać wyłącznie lotem ślizgowym.
Co z nim się stało?
Dyżur w wieży kontrolnej na lotnisku w Rzeszowie miał wówczas Jan Kaczmarek – obecnie kierownik terenowego Zespołu Kontroli Zbliżania Lotniska Rzeszów. Po latach wspomina on to zdarzenie tak: „Nagle zamilkła łączność. Próbowaliśmy kilka razy wywołać załogę. Po bezskutecznych próbach zgodnie z procedurami ogłosiliśmy alarm”.
Nie dolecimy
W momencie awarii „Antkowi” – mogącemu lecieć z prędkością do 540 km/h – brakowało do lotniska dwóch minut lotu. Było jednak jasne, że samolot do pasa startowego nie dociągnie.
Lądowanie na łące
W zaistniałej sytuacji pilot „Antonowa” ppłk Kazimierz Rożek – lotnik z 30 letnim stażem – podjął dramatyczną decyzję: trzeba lądować w terenie, bez podwozia, bo i ono nie chciało się wysunąć. Przed sobą miał dużą łąkę należącą do wsi Białobrzegi koło Łańcuta. Gdy samolot swym spodem dotknął ziemi, nastąpił potężny wstrząs. Dla jednej z pasażerek – 69-letniej mieszkanki Rzeszowa – uderzenie było śmiertelne. Pozostali pasażerowie i członkowie załogi (na pokładzie było 29 osób) dzięki pomocy dwóch stewardes i dwóch znajdujących się na pokładzie funkcjonariuszy MO zdołało się ewakuować. Mieli dużo szczęścia: kilkadziesiąt sekund po przymusowym lądowaniu samolot eksplodował, po czym doszczętnie spłonął.
Szczęście w nieszczęściu
Skutki wypadku – jak na katastrofę lotniczą – były raczej niewielkie. Zginęła jedna osoba, kilka zostało poważnie rannych, pozostali odnieśli drobne obrażenia. Była to ostatnia jak dotąd katastrofa polskiego samolotu pasażerskiego. Jej następstwem było podjęcie przez dyrekcje LOT decyzji o wycofaniu z ruchu przestarzałych i zużytych samolotów An24 (rozbita maszyna miała 22 lata) – których lista katastrof, nawiasem mówiąc, była dość długa.
---------------------------------------
Ja mam takie trzy spostrzezenia:
W momencie awarii „Antkowi” – mogącemu lecieć z prędkością do 540 km/h
Dwie minuty przed przyziemieniem 540km/h? Czy to nie przynajmniej dwukrotnie za szybko? A moze to tylko notka o predkosci przelotowej umieszczona w zlym kontekscie?
kilkadziesiąt sekund po przymusowym lądowaniu samolot eksplodował, po czym doszczętnie spłonął
nie znam raportu Komisji, ale w takim wypadku to raczej utrudnione zadanie
dzięki pomocy dwóch stewardes i dwóch znajdujących się na pokładzie funkcjonariuszy MO zdołało się ewakuować
To w 1988 jeszcze takie rzeczy wypisywali w prasie (moze przeczulony jestem)?
milego dnia
mf











1Likes
LinkBack URL
About LinkBacks
Odpowiedz z cytatem



Zakładki