Jedyna szansa na wyjaśnienie katastrofy Airbusa
Śledczy prowadzący dochodzenie w sprawie tajemniczej katastrofy samolotu linii Air France, który w zeszłym roku runął do Oceanu Atlantyckiego, znacznie zawęzili teren poszukiwania wraku maszyny – poinformował jeden z ważnych przedstawicieli komisji. Jak dodał, to jedyna szansa na wyjaśnienie przyczyn katastrofy.
Samolot typu Airbus A330, lot 447 Air France, rozbił się 1 czerwca. W katastrofie zginęło 228 osób. Pomimo intensywnych poszukiwań prowadzonych także na dnie oceanu, nigdy nie udało się wydobyć większości ciał ofiar, a także czarnych skrzynek samolotu.
Jednak Bureau d'Enquetes et D'Analyses (BEA), francuska rada badająca tego rodzaju katastrofy, wciąż ma nadzieję – powiedział wczoraj CNN szef BEA, Jean-Paul Troadec.
- Ustaliliśmy o wiele mniejszy teren, który stanowi zaledwie jedną dziesiątą poprzedniego rejonu poszukiwań – poinformował.
Jak wynika z ostatniego raportu komisji, który został opublikowany w grudniu, śledczy wciąż nie wiedzą, co doprowadziło do katastrofy samolotu, który był pod kontrolą w momencie, kiedy się rozbił, ani też, co robili piloci w ostatnim momencie przed katastrofą.
Jednak, jeśli uda się zlokalizować rejestrator z danymi lotu oraz rejestrator głosu z kabiny, czyli tzw. czarne skrzynki, śledczy powinni być w stanie ustalić okoliczności "bardzo szybko, w kilka tygodni od odczytu rejestratorów" – powiedział Troadec.
Problem polega na tym, że samolot poszedł na dno w miejscu bardzo głębokim, który dodatkowo jest bardzo nierówny.
- Teren ten jest bardzo słabo znany – mówi Troadec dodając, że nawet
prądy oceaniczne nie zostały oznaczone w tym rejonie, co "utrudnia analizę trajektorii szczątków".
Dwa specjalistyczne pojazdy, jeden amerykański i jeden norweski, będą przeszukiwać około dwa tysiące kilometrów kwadratowych w ramach ostatniej fazy poszukiwań, co potrwa cztery tygodnie – poinformował szef BEA. To o wiele mniej w porównaniu do około 17 tysięcy kilometrów, które przeszukiwano w zeszłym roku.
- Oczywiście, teraz będzie o wiele łatwiej znaleźć rejestratory – powiedział.
Troadec dodał też, że jego agencja jest zdeterminowana, by prowadzić dalej poszukiwania, nawet jeśli dochodzenie to miałoby być najdroższe w historii wypadków lotniczych.
- Musimy przeprowadzić tę nową fazę, ponieważ jest to jedyna szansa, byśmy mogli wyjaśnić tę katastrofę – powiedział.
Patricia Coakley, której mąż Arthur, zginął podczas katastrofy, powiedziała jednak, że ona nie musi znać przyczyny.
- To był wypadek. Niezależnie od tego, co się stało, mnie to nie pomoże… Bo to i tak nie sprowadzi go tutaj z powrotem, prawda? – powiedziała.
Airbus A330 odbywający lot o numerze 447 leciał z Rio de Janeiro w Brazylii i wylądować miał na lotnisku Charles de Gaulle w Paryżu we Francji. Wiadomo, że nad Oceanem Atlantyckim maszyna trafiła na burzową pogodę, a dochodzenie ustaliło, że uderzyła w wodę w zasadzie nietknięta – podali przedstawiciele BEA.
Nadal nie ustalono dokładnej przyczyny katastrofy, ponieważ samolot nie był wtedy w zasięgu radarów, rejestratory danych technicznych oraz rozmów z kokpitu nie zostały odzyskane, a
prądy oceaniczne sprawiły, że ciała i fragmenty maszyny zostały rozrzucone na ogromnej powierzchni.
Śledczy, wśród różnych hipotez, sprawdzali, czy czujniki
prędkości w mogły przekazać pilotom nieprawidłowe informacje, kiedy lecieli oni w bardzo trudnych warunkach pogodowych.
Automatyczne informacje wysyłane z samolotu kilka minut przed katastrofą potwierdziły, że były problemy z pomiarem
prędkości – poinformowali w grudniu prowadzący dochodzenie, dodając jednak, że ta jedna rzecz nie mogła spowodować całej tragedii.
Już wcześniej śledczy z Paryża ujawnili, że na mniej więcej cztery minuty przed katastrofą lecący z Brazylii Airbus wysłał aż dwadzieścia cztery automatyczne informacje o kolejno następujących awariach systemów. Informacje te sugerują, że samolot, który tuż przed katastrofą wpadł w strefę gwałtownych burz, leciał zbyt szybko, lub zbyt wolno.
Tuż po katastrofie linie lotnicze Air France poinformowały, że już od kwietnia trwała wymiana czujników
prędkości we wszystkich samolotach typu Airbus A330, ale w samolocie, który runął do Atlantyku czujniki te nie zostały wcześniej wymienione. Przedstawiciele francuskich linii lotniczych zapewnili, że żaden Airbus A330 lub A340 nie wystartuje w rejs, dopóki nie zostaną wymienione w nim co najmniej dwa z trzech urządzeń zawierających system czujników
prędkości.
Bookmarks