Pokaż wyniki od 1 do 5 z 5
  1. #1
    Awatar Gabec

    Dołączył
    Jan 2007
    Mieszka w
    KRK

    Domyślnie Wypadki lotnicze w Podkarpackim


    Polecamy

    Archiwum tego tematu znajdziecie:
    http://www.lotnictwo.fora.pl/viewtop...t=5353&start=0


    Dalszą rozmowę proszę prowadzić tutaj.

  2. #2
    Awatar Gregor

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Lotnisko dobrej pogody

    Domyślnie

    Niewyjaśnione katastrofy

    Wyjaśnianie przyczyn katastrofy w Mirosławcu może potrwać nawet rok - powiedział dziś jeden z członków już powołanej specjalnej komisji. Podobnie jest z ustalaniem przyczyn innych wypadków lotniczych, do których doszło w ostatnim czasie na Podkarpaciu. Powód ? Zajmuje się tym garstka specjalistów, a ruch w powietrzu jest coraz większy.

    Marzec'2005 - wypadek śmigłowca Lotniczego Pogotowia Ratunkowego koło Komańczy.

    Lipiec'2006 - awionetka rozbija się na zboczu Weremienia.

    Lipiec'2007 - w katastrofie Pipera w Weremieniu ginie 5 osób.

    Październik tego samego roku - w Bezmiechowej rozbija się szybowiec, ginie pilot.

    Przyczyny pierwszych dwóch wypadków już znamy - przede wszystkim były to trudne warunki pogodowe, ale także błędy w pilotażu. Badanie dwóch kolejnych nadal trwa. Nie jest to łatwe, bo takie małe statki powietrzne nie mają tzw. "czarnej skrzynki". Największe emocje budzi katastrofa w Weremieniu, w której zginęło pięć osób. Ostateczne wyniki spodziewane są końcem marca. Być może nieco krócej potrwa badanie wypadku z Bezmiechowej, zwłaszcza, że jego wyjaśnienie ułatwiają zeznania pasażera, który ocalał. Działająca przy Ministerstwie Transportu Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych to zaledwie garstka fachowców. W pierwszej kolejności muszą zajmować się tymi katastrofami, które pochłonęły najwięcej ofiar.

    TVP Rzeszów
    Piękna rzecz latać jeśli komu godzi bezpieczniej jednak kto po ziemi chodzi
    Kiedy słyszę na EPRZ SOListy głos na mej głowie płonie włos
    EPRZ FM - czułe granie - tak bije serce Jasionki


    Przewodnik po chmurach

  3. #3
    Awatar Gregor

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Lotnisko dobrej pogody

    Domyślnie

    Szybowiec Pirat po wypadku 10 września 2006 r w Bezmiechowej



    Gazeta PRz
    Piękna rzecz latać jeśli komu godzi bezpieczniej jednak kto po ziemi chodzi
    Kiedy słyszę na EPRZ SOListy głos na mej głowie płonie włos
    EPRZ FM - czułe granie - tak bije serce Jasionki


    Przewodnik po chmurach

  4. #4
    Awatar Gregor

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Lotnisko dobrej pogody

    Domyślnie

    Tajemnicza katastrofa w Bieszczadach

    W 1988 roku koło Ustrzyk Dolnych rozbił się samolot. Gainie Tdinow, z pochodzenia Tatar, zdołał w ostatniej chwili podnieść dziób samolotu Su-25. Nie rozbił się na budynku szkoły w Olszanicy koło Ustrzyk Dolnych, ani na sąsiednich domach. Jego samolot roztrzaskał się w pobliskim lesie.

    Gainie miał 22 lata, młodą żonę i rodzinę. Jego śmierć widział inny pilot rosyjski przelatujący wraz z nim nad Olszanicą. Później dość długo krążył w górze, ściągając ekipy ratunkowe. Obaj brali udział w ćwiczeniach pod kryptonimem "bieszczadzkie doliny”. Działo się to 26 kwietnia 1988 roku w godzinach przedpołudniowych.

    - Z pilota nie było co z niego zbierać - wspomina Zbigniew Socha z Olszanicy. - W reklamówce by się pewnie zmieścił.

    - Zostały z niego jedynie strzępy na pasach lotniczej uprzęży - dodaje Edward Staszewski, starszy sierżant milicji, który jako pierwszy dotarł na miejsce katastrofy.

    - Widziałem jak spadł samolot. Wyglądało to jak wybuch małej bomby atomowej. Taki grzyb. Potem usłyszałem jeszcze dwie eksplozje - pewnie wybuchały pociski albo paliwo. Byłem już wówczas bardzo blisko, sto, może dwieście metrów.

    Spadochron nad głowami

    Na miejsce katastrofy dotarł również Wojtek Zatwarnicki, obecnie dziennikarz i fotoreporter Nowin. Był wtedy uczniem liceum w Ustrzykach Dolnych. Na wieść że spadł samolot, zabrał aparat fotograficzny i wraz z kolegami zrobił sobie wagary. To właśnie jego zdjęcia można oglądać w Nowinach.

    Razem z Markiem Podkalickim, kolegą ze szkolnej ławki, znaleźliśmy kawałki kości, chyba ręki - opowiada Wojtek. - Las śmierdział paliwem. Pilot pewnie zrzucił zapas przed katastrofą.

    Wojtkowi w pamięci utkwił szczególnie jeden obraz:

    - Staliśmy nad potężnym wykopem w środku lasu. Dookoła pełno sowieckich żołnierzy i gapiów, a tuż nad naszymi głowami resztki spadochronu…

    20 lat później

    Gorące przedpołudnie, dwadzieścia lat później. Wraz z Wojtkiem wspinamy się na wzniesienie, gdzie rozbił się Su-25. Długo błądzimy w leśnych zaroślach, szukając grobu rosyjskiego lotnika.

    - Dawniej chyba nie było to tak zarośnięte - twierdzi Wojtek. - Zresztą wtedy była wczesna zimna wiosna, a dziś pełne lato. A może już nie pamiętam. Minęło 20 lat.
    Wreszcie, gdy zrezygnowani chcemy wracać, Wojtek macha do mnie ręką.

    - Jest!

    Mały grób - pomnik, okolony metalowym płotkiem, zarośnięty leśnymi paprociami, nad którymi góruje srebrzysta sowiecka gwiazda. W środku wyblakły, niedopalony znicz.

    - Był czas, ze przyjeżdżały tu żona lotnika i jego matka, ale teraz już nie - opowiada Staszewski. - Mogiłą opiekowali się też uczniowie ze szkoły.

    I Staszewski wraca myślami do dnia katastrofy:

    - Kilka godzin po upadku samolotu przyleciały cztery helikoptery. W tym jeden generalski, VIP-owski. Przybył generał Biełow, członek Rady Wojennej Związku Radzieckiego. Pułkownicy rosyjscy, którzy wcześniej wraz z żołnierzami zabezpieczali teren, meldowali mu wszystkie fakty. Rosjanie zachowywali się w porządku. Pozwolili nawet dzieciom i młodzieży na fotografowanie się obok helikopterów.

    - Tuż po wypadku najechało się mnóstwo żołnierzy rosyjskich - wspomina Zbigniew Socha. - Pracowałem wówczas w tutejszym POM-ie i pamiętam, że ich dowódca chciał pożyczyć koparkę. U nas była, ale zepsuta. Wtedy sprowadzili własną. Przyleciała na pokładzie największego helikoptera transportowego świata MIG-26. Śmigłowiec wyglądał jak latająca szafa.



    Mógł się katapultować

    Czy Gainie Tdinow uratował szkołę i uczniów przed katastrofą? Czy dzięki niemu nie zginęli mieszkańcy Olszanicy?

    - Pilot mógł się katapultować - uważa Socha, który jest pilotem szybowcowym. - Słyszałem, że coś w silnikach tego samolotu nawala, bo był całkiem inny dźwięk. Pilot wykonał manewr skręcania i kierował się na las. W innym przypadku, najprawdopodobniej, wpadłby na domy lub na szkołę. Dlaczego się nie katapultował? Być może wolał zginąć, niż tłumaczyć się ze zniszczenia supernowoczesnego samolotu szturmowego, który wówczas Rosjanom służył w Afganistanie.

    Gainie Tdimow pochodził z miasta Ufa w radzieckiej republice Baszkiri. Jako lotnik służył w jednostce myśliwców pod Lwowem.

    Rosjanie woleli piwo

    Jak pamięta Staszewski, z początku Rosjanie nie zamierzali w ogóle stawiać w Olszanicy pomnika swojemu lotnikowi. Że był za młody i za mało zasłużony.

    - No to powiedzieliśmy generałowi, że sami za własne pieniądze go postawimy - opowiada Staszewski. - Generał na to: nie nada. I za kilka dni przywieźli pomnik śmigłowcem.

    Jak twierdzą świadkowie, okoliczna ludność i żołnierze Armii Czerwonej zabezpieczający miejsce katastrofy byli wobec siebie bardzo uprzejmi. Żołnierze zabierali nawet dzieci do helikoptera i fundowali im krótkie przeloty. Zaś generał Biełow z oficerską świtą został zaproszony przez miejscowych notabli gminnych na poczęstunek, a mieszkańcy Olszanicy częstowali sołdatów kiełbasą, wiejskim masłem i wódką.

    Staszewski: - Bardzo im smakowało polskie piwo i za butelkę chmielowego napoju, dawali butelkę… spirtu.

    Wątpliwe pamiątki

    Na miejscu katastrofy ludzie zbierali na pamiątkę fragmenty rozbitego samolotu. Niektórzy sądzili nawet, że kadłub samolotu powleczony jest platyną.

    - Ja znalazłem pocisk odpalany elektronicznie. Lekko pognieciony - wspomina Socha.

    - Obok wykopu stało coś w rodzaju skrzyni, do której wrzucano mniejsze fragmenty samolotu - wspomina Wojtek. - W innej skrzyni układano kawałki ciała pilota.

    Jeszcze raz pochylamy się nad grobem Gainie Tdinowa. Dlaczego się nie katapultowałeś? Czy dlatego skierowałeś maszynę nad las, bo chciałeś ocalić ludzi?

    Nowiny Rzeszów
    Piękna rzecz latać jeśli komu godzi bezpieczniej jednak kto po ziemi chodzi
    Kiedy słyszę na EPRZ SOListy głos na mej głowie płonie włos
    EPRZ FM - czułe granie - tak bije serce Jasionki


    Przewodnik po chmurach

  5. #5
    Awatar PanPstryk

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Reading/Sanok

    Domyślnie


    Polecamy

    W domu u rodzicow jest kawalek tego samolotu... Stare czasy. W innym temacie pisalem, jak wygladaly te cwiczenia. W Ustzykach Dolnych - co widzialem na wlasny oczy - radzieckie maszyny lataly pomiedzy blokiem (kiedys Swierczewskiego, dzis Gombrowicza). Taka fantazje mieli piloci ze Wschodu! A jak dobrze pamietam to miejsca katastrofy w Olszanicy nalezy szukac za cegielnia... Mozna tam dojsc z glownej drogi.

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •