Pokaż wyniki od 1 do 2 z 2
  1. #1

    Dołączył
    Jun 2007
    Mieszka w
    Poznań / Darłowo

    Domyślnie 1971.10.19. Łubowo, Lim-6 (artykuł w gazecie)


    Polecamy

    Region: smutna pamiątka po lotniczej katastrofie - 2 listopada 2010
    Region: smutna pamiątka po lotniczej katastrofie

    Marian Dziadul
    Błądząc po lasach, gdzieś na granicy powiatów drawskiego i szczecineckiego, można natknąć się na drewniany prosty krzyż. To smutna pamiątka po lotniczej katastrofie sprzed prawie 40 lat.
    Kazimierz Pijewski zagubił się na grzybobraniu. Błądząc po lesie, natrafił na smutną pamiątkę. Poprosił nas o wspólne rozwikłanie tajemnicy.
    (Marian Dziadul)

    Na tę małą śródleśną polanę natrafić można właściwie tylko przez przypadek. Na przykład, błądząc na grzybobraniu po tych gęstych lasach, rosnących gdzieś na granicy powiatów drawskiego i szczecineckiego. Nawet wtedy, gdy już się jest blisko celu, pośród gęsto rosnących dębów, świerków i brzóz, trudno wypatrzyć prosty drewniany krzyż. Jest jakby wtopiony w przyrodę.

    – Chodzę po tym lesie, chodzę, bardzo dużo kozaków znajduję. Parę prawdziwków też już miałem w koszyku. To prawda, odszedłem trochę za daleko. Nagle… stanąłem jak wryty. Prawie wszedłem na ten krzyż! Ale nie na ten, który stał. Na ten, co leżał obok – o pierwszym zetknięciu się ze smutnymi pamiątkami sprzed lat opowiada Kazimierz Pijewski, grzybiarz ze wsi Stary Chwalim (gmina Barwice). –

    Ta tajemnicza historia nie dawała mi spokoju, ciągle o niej myślałem: "Co tam się stało?!” Parę dni później wróciłem w to miejsce z synem. Długo nie mogłem go znaleźć. Błąkaliśmy się po lesie może ze dwie godziny. Wreszcie udało się nam wypatrzyć krzyż. Pomyślałem sobie wtedy: "Trzeba oznakować tę trasę.”

    40 lat później
    Gdyby nie dramat sprzed prawie 40 lat, nie byłoby dzisiaj tej polany. Z pewnością porastałyby ją dorodne drzewa. Jak te, rosnące parę metrów dalej . Nie byłoby też głębokiego i szerokiego dołu w centrum polany, wypełnionego zielonkawą wodą, z pływającą na jej powierzchni rzęsą. Tuż za tym dołem, na małej górce, stoi właśnie ten krzyż.

    Do krzyża przymocowana jest tabliczka epitafijna, z której można wyczytać, że w tym miejscu zginął śmiercią lotnika porucznik Antoni Wiciński. Z lekko rozmazanych napisów można się jeszcze dowiedzieć, że tragiczny lot wydarzył się w listopadzie 1971 roku. I tylko tyle. Pod krzyżem leżą niewielkie szczątki blach samolotu. Jedna ma jeszcze resztki biało-czerwonej szachownicy. Na kupce są też fragmenty bieżnika opony z koła samolotu. Tuż obok leży drugi krzyż, mocno już zmurszały. Kawałki blach porozrzucane są w lesie w promieniu co najmniej kilkudziesięciu metrów. Trudno byłoby je wszystkie wyzbierać.

    – Jak ten samolot pikował w dół, to ściął sporo drzew w lesie. Kilka razy widziałem to miejsce, bo my w tym lesie robiliśmy zrywkę drzew. Najpierw ta tabliczka z nazwiskiem przymocowana była do jednego ściętego świerka – opowiada Alfons Jesionowski, świadek tamtych czasów, mieszkający na kolonii w Łubowie (gm. Borne Sulinowo). – Po paru latach świerk z tabliczką usechł. To ja z synem, ale już nie pamiętam z którym, postawiliśmy nowy krzyż. Chyba wtedy ściąłem na krzyż takiego młodego dębczaka. Ten dębowy krzyż już leży? Stoi drugi? – dziwi się pan Alfons. – Jak ten czas leci!



    Służby na nogach


    Komendant posterunku milicji w Łubowie Jan Pieczyński otrzymał polecenie służbowe, dokładnego przeczesania okolicznych lasów, w celu poszukiwania szczątków wojskowego samolotu. Równolegle miał podpytać okoliczną ludność, czy parę dni wcześniej nie słyszała wybuchu.

    – W życiu zawodowym dwa razy zetknąłem się z wypadkami samolotów wojskowych – w rozmowie z nami wspomina Jan Pieczyński. – Raz na własne oczy widziałem dramatyczne lądowanie takiego samolotu, tu niedaleko od nas. Jechałem wtedy motocyklem. Patrzę, samolot się zniża, ale nie wysunęło mu się podwozie. Proszę sobie wyobrazić, że piloci, bo dwóch ich leciało, na podwoziu wylądowali na zaoranym polu. Ja tylko z daleka machałem rękami i krzyczałem do nich: "- Uciekajcie, bo zaraz wybuchnie!” Oni o własnych siłach dali radę wyjść z kabiny i uciec. Ale ten samolot nie wybuchł. Dlatego ja wiedziałem, że tamtego w lesie też mogło nie wysadzić.

    Były komendant pamięta, że do akcji poszukiwawczej samolotu zmobilizował swoich posterunkowych oraz wszystkich ormowców z okolicy.
    – Wydawało się, że bardzo dokładnie przeczesaliśmy lasy, ale nie udało się nam natrafić na samolot – przyznaje Jan Pieczyński.

    Pierwsza mogiła
    Parę dni przed Bożym Narodzeniem Koło Łowieckie "Myśliwiec” z Czaplinka zorganizowało zbiorowe polowanie. Podczas podchodzenia zwierzyny myśliwi ujrzeli niecodzienny widok: wbity głęboko w ziemię wojskowy samolot!

    – Na ten samolot natrafili moi starsi koledzy – to pamiętne polowanie, jak mówi prezes KŁ "Myśliwiec” Bogusław Ptak, na trwałe zapisało się w kronice koła. – Parę lat temu w tym miejscu postawiliśmy nowy krzyż, bo stary już się rozsypywał i zapaliliśmy tam znicze.

    Jan Pieczyński pamięta ten grudniowy dzień, gdy myśliwi powiadomili go o tragicznym znalezisku w lesie. Informację natychmiast przekazał swoim przełożonym i wojsku. Starsi mieszkańcy okolic Łubowa pamiętają, że jeszcze przed świętami wojskowi obstawili las. Przyjechały z nimi wielkie maszyny i ciężki sprzęt.

    – Najpierw wojacy musieli zbudować przez las drogę, żeby te koparki i ładowarki mogły dojechać do samolotu. Cięli grube drzewa i z tych bali budowali drogę – pa-mięta Alfons Jesionowski. – Ale jakoś wydostali wrak samolotu i zabrali go ze sobą. Po tym samolocie została w lesie ogromna dziura. Może na dziesięć metrów w głąb. A może i głębiej? – zastanawia się pan Alfons.

    Ciało lotnika znaleziono we wraku samolotu. Dokładnie miesiąc od zaginięcia.
    – Ja pracowałam w Gromadzkiej Radzie Narodowej w Łubowie, a konkretnie – w Urzędzie Stanu Cywilnego – wspomina Jadwiga Pieczyńska, żona byłego komendanta milicji. – Przyjechał do nas wysokiej rangi oficer wojskowy i ja jemu przekazałam akt zgonu tego pilota.

    29-letni porucznik Antoni Wiciński za sterami samolotu wojskowego LIM-6 (to polska wersja radzieckiego MIG-15) zasiadł 19 listopada późnym wieczorem. Z lotniska w Pile wystartował dokładnie o godzinie 17.50.

    – To miał być półgodzinny lot treningowy w nocnych warunkach – pamięta mjr Antoni Hanak, pilot w stanie spoczynku i przyjaciel Antoniego Wicińskiego. – Sytuację znam raczej z opowieści kolegów, bo ja tego dnia nie pracowałem. Z Antkiem widziałem się dzień wcześniej. Normalnie pogawędziliśmy…
    Po kilkudziesięciu minutach lotu samolot Antoniego Wicińskiego zniknął z ekranów radarów. Od tej chwili urwał się wszelki kontakt z pilotem i jego maszyną.

    – Pilot się nie katapultował, nie było wybuchu… Wkrótce zrodziło się podejrzenie, że Antek uciekł na Zachód – przyznaje Antoni Hanak. – Osobiście miałem trochę z tym kłopotów. Nawet były takie podejrzewania, że byliśmy w zmowie.

    Kolacja wystygła
    Na próżno tego wieczoru Teresa Wicińska czekała z kolacją na męża. Ich dwie malutkie córeczki: trzyipółletnia Jola oraz o rok młodsza Basia już spały, gdy około godziny 20 do ich matki dotarła smutna wieść, że Antoni wyleciał i zaginął.

    – Miałam złe przeczucia, bo wtedy panowała bardzo zła pogoda – pamięta wdowa po pilocie.
    Po kilku dniach dotarli do niej - badający wypadek - wojskowi prokuratorzy. Nie owijali w bawełnę.
    – Oni byli przekonani, że mąż, cały i zdrowy, wylądował gdzieś na Zachodzie. Prosto z mostu pytali mnie, czy zostawił w domu list pożegnalny – z takim bezwzględnym potraktowaniem do dziś nie może się pogodzić. – A ja nie miałam wtedy za dużo siły, żeby się bronić. Tym bardziej, że z naszym synem byłam wtedy w ciąży. Syn urodził się w marcu. Teresa Wicińska dała mu na imię Antoni, po ojcu.

  2. #2
    Moderator
    Awatar MaciekK84

    Dołączył
    Jan 2007
    Mieszka w
    Bydgoszcz

    Domyślnie


    Polecamy

    Historia smutna, ale zarazem interesująca. Najbardziej dzieci żal. Swoją drogą jedno mnie zadziwia-przez miesiąc nie prowadzono żadnej poważniejszej akcji poszukiwawczo-ratowniczej? Tylko zadysponowano posterunek MO? Może sprawa się wiąże z tym, że nieopodal była utajniona baza radziecka w Bornem?
    Pozdrawiam!
    Maciek



Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •