Pokaż wyniki od 1 do 7 z 7
  1. #1
    Awatar wiler

    Dołączył
    Feb 2008
    Mieszka w
    EPZP/EPZG

    Domyślnie 1970.08.26 Wybuch na pokładzie SP-LTD


    Polecamy

    Znalazłem takie zdjęcie na airliners Photos: Antonov An-24 Aircraft Pictures | Airliners.net
    Czy ktoś zna szczegóły? W archiwum nie potrafię znaleźć.

  2. #2
    PePe
    Goście

    Domyślnie

    Była godzina 17.30 dnia 26 sierpnia 1970 roku, gdy samolot pasażerski PLL „LOT” An24 wystartował w planowany rejs z Katowic do Warszawy. Na pokładzie maszyny oprócz dwóch pilotów, mechanika pokładowego i stewardessy było 27 pasażerów. Mieli sporo miejsc do wyboru – kabina pasażerska „Antka” – jak popularnie nazywano ten samolot – mieściła 44 fotele.

    Lot do stolicy miał trwać kilkadziesiąt minut. Nikt z obecnych na pokładzie nie przypuszczał pewnie, że w tym czasie może go czekać coś bardziej od samego lotu szczególnego – z wyjątkiem jednego z pasażerów – 27 letniego Rudolfa Olmy.
    Byle uciec
    Ten urodzony w częściowo niemieckiej (ze strony) ojca rodzinie mieszkaniec Bielska – Białej był dosłownie opętany jedną myślą: uciec z komunistycznej Polski do Niemiec Zachodnich. Niestety – w czasach w których to się działo – tzw. władza ludowa wypuszczała obywateli naszego kraju poza jego granice bardzo niechętnie. Rudolf Olma paszportu nie dostał. Negatywna decyzja władz nie zmieniła jednak jego ostatecznych zamiarów – spowodowała jedynie to, że postanowił on zmienić formę ich realizacji z pokojowej, na wyjątkowo brutalną.
    Bomba w torcie
    Myśl o porwaniu samolotu przyszła mu do głowy nad jeziorem w Międzybrodziu Bialskim, gdzie znalazł materiał wybuchowy, używany ponoć przez miejscowych chłopów do nielegalnego głuszenia ryb.
    400-gramową kostkę trotylu Olma ukrył w waflach, które oblał czekoladą i zapakował w przezroczystą folię – dzięki czemu ładunek wyglądał jak torcik. Umieszczoną w siatce ze słodyczami i pomarańczami bombę wniosła do samolotu niczego nie świadoma narzeczona jego brata – Maria K., kelnerka. Olma odebrał od niej pakunek na pokładzie. Usiadł na miejscu tuż za kabiną pilotów, przy oknie - tak by mógł niezauważenie wyjąć trotyl z tortu, a następnie rozbroić bombę.
    „To jest trotyl!”
    W momencie, gdy samolot znalazł się na wysokości 1500 metrów Olma wstał z fotela, podszedł do drzwi prowadzących do kabiny pilotów, odwrócił się i oparł się o nie plecami.
    „To, co mam w tej ręce – odezwał się do pasażerów – to jest trotyl. Czterysta gramów trotylu. Kto był w wojsku, ten wie, co to znaczy. Żaden strzał w plecy nie pomoże . Żądam, żebyśmy lecieli do Wiednia, w przeciwnym razie wysadzę samolot w powietrze”.
    Jak w kinie
    Przytoczone słowa powinny wprawić pasażerów w przerażenie. Tymczasem na pokładzie An-24 panował dziwny spokój. Prób porwania samolotów z Polski było wówczas wiele i wszystkie kończyły się happy-endem. Znany fotoreporter warszawski, Leopold Dzikowski, który leciał tym samolotem, wspominał po latach, że czuł się wówczas jak w kinie, gdyż rozgrywające się na jego oczach wydarzenie wydawało mu się kompletnie nierealne.
    Fatalny manewr
    I może również wtedy wszystko skończyłoby się dobrze, gdyby nie manewr, jaki wykonał pilot „Antka”. Samolot gwałtownie zanurkował i wszyscy polecieli do przodu – również porywacz z rozbrojoną bombą. Rozległ się huk. Najprawdopodobniej, Olma stracił równowagę i kostka trotylu wypadła mu z ręki. „Wiedziałem, że muszę ją złapać, aby nie wybuchła. Ale wybuchła” – opowiadał później na rozprawie. .
    Na szczęście dla wszystkich, Olma złapał bombę lewą ręką i ładunek eksplodował w powietrzu. Gdyby wybuch nastąpił na podłodze samolotu, w kadłubie bez wątpienia powstałaby wyrwa. Mogłoby dojść do uszkodzenia przewodów paliwowych i w konsekwencji do katastrofy (dekompresja w tym przypadku raczej nie groziła, gdyż samolot leciał na zbyt małej wysokości).
    Skutki wybuchu
    U większości pasażerów eksplozja spowodowała oparzenia i pęknięcia błon bębenkowych w uszach. Dla Olmy skutki detonacji były fatalne: stracił oko, miał zwęglone pół twarzy i urwaną lewą rękę. „Leżałem na podłodze przekonany, że to już koniec, umieram. Wtuliłem się w dywan i czekałem na śmierć” –tak po latach wspominał chwile po niechcący spowodowanej przez siebie eksplozji.
    Gdy samolot, który przetrwał wybuch bez większych uszkodzeń wylądował na katowickim lotnisku, Olmą nikt się nie przejął. Załadowano go na wózek do przewożenia bagażu i wieziono w stronę czekającej karetki – wspominał Leopold Dzikowski.
    (Zdaniem prokuratury) godził się na śmierć
    Proces Rudolfa Olmy toczył się przed Sądem Wojewódzkim w Katowicach. Trwał – jak na dzisiejsze przyzwyczajenia – bardzo krótko, bo zaledwie trzynaście dni. Niedoszłemu porywaczowi zarzucono próbę zabójstwa pasażerów i załogi samolotu w zamiarze ewentualnym. Wraz z Olmą na ławie oskarżonych zasiadł jego brat Leon i jego narzeczona Maria, których oskarżono o dostarczenie Olmie materiałów wybuchowych i pomocnictwo w próbie porwania samolotu.
    „Niech udowodni niewinność”
    Olmę z urzędu broniła adwokat Jolanta Zajdel. Po latach wspomina: „Na sali znajdowało się chyba więcej esbeków niż publiczności. Pamiętam, jak sędzia mówił: „Niech oskarżony udowodni nam swoją niewinność”. Występujący w roli oskarżyciela wiceprokurator wojewódzki Paweł Bednarek żądał dla Olmy kary śmierci (kilka lat później podczas wycieczki do Austrii uciekł on do Niemiec – zastawiając legitymację PZPR w biurku).
    Sąd Wojewódzki w Katowicach skazał Rudolfa Olmę na 25 lat więzienia. Jego brat Leon – który wcześniej wraz ze swoją narzeczoną Marią dwukrotnie wykonał loty rozpoznawcze z Katowic do Warszawy (Rudolf chciał w ten sposób sprawdzić, czy tort, w jakim zamierzał umieścić bombę wzbudzi zainteresowanie ochrony) mimo braku świadomości, czemu te loty miały służyć, otrzymał karę 4 lat pozbawiania wolności. Jego narzeczona, która wniosła na pokład samolotu prawdziwą bombę, dostała dwa lata. W drugiej instancji – tj. w Sądzie Najwyższym – została uwolniona od kary, gdyż nic nie wskazywało na to, że wiedziała cokolwiek o zamiarach Rudolfa Olmy.
    Lata za kratami
    Rudolf Olma przez 17 lat był przetrzymywany w różnych więzieniach. Siedział w jednej celi ze skazanym na 25 lat więzienia za szpiegostwo szermierzem Jerzym Pawłowskim. Traktowano go jako więźnia niebezpiecznego. Pierwszą przepustkę dostał po dziewięciu latach odsiadki, pierwszy pięciodniowy urlop po dwunastu. Ostatecznie wypuszczono go w roku 1988. Kilka miesięcy później wykupił w Orbisie wycieczkę do Hamburga… i już do Polski na stałe nie wrócił.
    Cena za chęć bycia wolnym
    Obecnie Rudolf Olma mieszka w Hamburgu. Jest na emeryturze, prowadzi samotne życie, ma obywatelstwo niemieckie i polskie. Jego hobby to klejenie modeli samolotów. Po latach uważa, że próba rozbrojenia bomby na pokładzie była z jego strony błędem. Był przekonany, że trzymany przez niego ładunek może wybuchnąć tylko wtedy, gdy będzie tego chciał. Stało się jednak inaczej. Cena, jaką zapłacił za przekonanie o panowaniu nad techniką – a także za pragnienie wolności – była nadzwyczaj wysoka.
    Źródło: Kalendarium wydarzeń - Kalendarium - Polska.pl

  3. #3

    Dołączył
    Jan 2011

    Domyślnie

    To była próba porwania samolotu. Porywacz z bombą - samoróbką (chyba, jak pamiętam - z górniczych materiałów strzałowych) tak manipulował tą bombą że wybuchła. Porywacz stracił w wyniku wybuchu dłoń, oko i genitalia (nagroda Darwina by sie należała za życia). Pierwsze zdjęcia z porwania zrobił (nie wiem czy akurat to bo wygląda na robione już po akcji) znany fotoreporter Tadeusz Zagoździński - akurat leciał tym samolotem, zdołał jako pierwszy opuścić pokład i po drobnej ganianinie z obstawą zrobił zdjęcia - m.in jak rannego porywacza wynoszą.
    Poza porywaczem ciężko poszkodowanych, o ile pamiętam, nie było.

  4. #4

    Dołączył
    Feb 2009

    Domyślnie

    Zgodnie z opisem pod zdjęciem SP-LTD Dunajec (taki wątek jest na tym forum); z grubsza : podczas próby porwania nastąpiła eksplozja ładunku wybuchowego
    podobno na skutek gwałtownego manewru pilota. Widziałem film dokumentalny na temat porwań polskich samolotów pasażerskich . Film był co najmniej dwa razy emitowany na TVP HISTORIA nie stety nie pamiętam tytułu ,ale wiem, że wypowiadali się bezpośredni świadkowie tego zdarzenia. Może jest coś na YOUTUBE ?

  5. #5

    Dołączył
    Jul 2008
    Mieszka w
    Podejście do WAW_15

    Domyślnie

    Najprawdopodobniej chodzi o tę sprawę:

    wielkie ucieczki - oficjalna strona filmu.
    Z.

  6. #6

    Dołączył
    May 2010

    Domyślnie

    Czy to jest ten sam, co później rozbił się pod Rzeszowem?
    Pozdr.

  7. #7
    PePe
    Goście

    Domyślnie


    Polecamy

    Tak - rozbił się w okolicach Jasionki w 1988

LinkBacks (?)


Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •