Pokaż wyniki od 1 do 16 z 16
Like Tree9Likes
  • 6 Post By paulus76
  • 3 Post By aaben

Wątek: 1969.01.24 LOT An-24W SP-LTE Wrocław

  1. #1
    Awatar paulus76

    Dołączył
    Feb 2008
    Mieszka w
    Oleśnicy

    Domyślnie 1969.01.24 LOT An-24W SP-LTE Wrocław


    Polecamy

    Artykuł z wrocławskiej Gazety Wyborczej.
    Przerwany lot. Zapomniana katastrofa we Wrocławiu [FOTO]

    andrew23, kiepstein, chmua and 3 others like this.
    Pozdrawiam - Paweł
    >> Lim przeleciał nad moją kołyską. I tak się zaczęło... >>

    Luftwaffe w Oels * Pokazy lotnicze 1945-1989 * Pocztówki lotnicze

  2. #2

    Dołączył
    Apr 2008

    Domyślnie

    Jak się czyta zapis rozmowy z wieżą i opis wydarzeń po katastrofie to się człowiek za głowę łapie. Dobrze, że wszyscy przeżyli.

  3. #3

    Dołączył
    Aug 2009

    Domyślnie

    I jedno co mi przychodzi na mysl po przeczytaniu artykulu: i znowu nur pod chmury/mgle ponizej minimow

  4. #4
    Awatar tango fox

    Dołączył
    Jun 2009
    Mieszka w
    EPWA

    Domyślnie

    W artykule pomylono pilotów - w wypadku samochodowym zginął F/O Czesław Kamiński a cpt Rudolf Rembieliński latał potem jako nawigator na Iłach i Tupolewach
    lataj synku nisko i powoli... jak mówiła mama do młodego pilota

  5. #5
    Awatar MichalWroc

    Dołączył
    Dec 2008
    Mieszka w
    Wrocław

    Domyślnie

    Nad WRW (jeśli istniała wtedy ta sama nomenklatura) na 60 m?
    Dla porównania obecna procedura NDB z RWY 29:

  6. #6
    Awatar tango fox

    Dołączył
    Jun 2009
    Mieszka w
    EPWA

    Domyślnie

    SP-LTE podchodził na 11 podobno też wadliwie pracował radiowysokościomierzalbo celowo wyłączano alarm wysokości - kłania się Smoleńsk

    analogia do wypadku SP-LTU w 1981r na podejściu do Słupska(Rędzikowo) 1 ofiara śmiertelna

    może też oblodzenie jak w 1973r Goleniów antonow 012 z 36 specpułku
    lataj synku nisko i powoli... jak mówiła mama do młodego pilota

  7. #7

    Dołączył
    Mar 2009

    Domyślnie

    Z tego co pamiętam to w klasycznym kokpicie AN-24 nie ma żadnego alarmu wysokości - jest tylko nastawny brzęczyk, który odzywa się na określonej wysokości. Z artykułu wynika, że SP-LTE podchodził od wschodu.

    Jakie oblodzenie, jaka awaria ralt?

  8. #8

  9. #9
    Awatar paulus76

    Dołączył
    Feb 2008
    Mieszka w
    Oleśnicy

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez d2jmr Zobacz posta
    O katastrofie, do której doszło 43 lata temu, nikt nic nie wie.
    E tam, my wiemy:
    1969.01.24 LOT An-24W SP-LTE Wrocław
    Pozdrawiam - Paweł
    >> Lim przeleciał nad moją kołyską. I tak się zaczęło... >>

    Luftwaffe w Oels * Pokazy lotnicze 1945-1989 * Pocztówki lotnicze

  10. #10
    Moderator
    Dołączył
    Dec 2007
    Mieszka w
    PL

    Domyślnie

    Przeniesiono do już istniejącego wątku.
    Nikt nie zginął, a oni z uporem maniaka swoje: "katastrofa, katastrofa, katastrofa...".

  11. #11

    Dołączył
    Oct 2009

    Domyślnie

    Jak już mowa o tym wypadku to znalazłem kiedyś w Internecie jego opis zamieszczony przez uczestniczę wypadku.

    W pierwszej części jest trochę o "nagłośnieniu" tego wypadku, w drugiej relacja z samego wypadku.

    (...) Był to z całą pewnością rzeczywiście „przerwany lot”, a mianowicie katastrofa lotnicza we Wrocławiu w roku 1969, w której uczestniczyłam. Miała ona miejsce 24 stycznia 1969 roku, a więc dokładnie 40 lat temu. Właśnie tym samolotem An-24, który uległ katastrofie, wracaliśmy z moim szefem p. Thanasisem Kamburelisem z Warszawy z podróży służbowej. Było to dla mnie wydarzenie niezwykle traumatyczne, (...)

    Na temat tego wypadku nie mogłam znaleźć żadnych informacji w Internecie. Miałam jednak nadzieję, że uzyskam ją we Wrocławskim Porcie Lotniczym. Niestety dopiero po 3-cim mailu i prawie po dwóch tygodniach otrzymałam odpowiedź, że nie mają żadnych danych na temat katastrofy, bo Cywilny Port Lotniczy istnieje dopiero od 1992 roku. Zgodnie z sugestią pracownika Portu Lotniczego, 17-go stycznia skierowałam pytanie w sprawie katastrofy do Centralnego Archiwum Wojskowego MON, ponieważ w tamtych czasach wojsko zarządzało również lotami cywilnymi. Jednak do tej pory nie otrzymałam żadnej odpowiedzi Opisałam więc tę katastrofę na podstawie tego, co pamiętam ja i p.Thanasis.

    W ostatniej jednak chwili sięgnęłam do gazet z tamtego okresu, a mianowicie „Słowa Polskiego i „Gazety Robotniczej”, do których dostęp uzyskałam w archiwum Biblioteki Uniwersyteckiej. Uzyskane tam bardzo skromne informacje potwierdzają w zasadzie to, co pamiętamy, ale ocena tego wypadku jest całkowicie różna od naszej. Ale to temat na osobny list. Gdyby ktoś z Państwa mógł uzupełnić opis katastrofy przedstawiony w załączniku „PRZERWANY LOT”, to byłabym bardzo wdzięczna. Bo chyba warto historię tę, ukrywaną w PRL-u, ocalić od zapomnienia.

    Na mój apel odpowiedział nasz kolega Józef Maciejewski, któremu zawdzięczam niezwykle cenne dla mnie informacje. Dowiedziałam się mianowicie, że właśnie z nim i jeszcze z jednym kolegą byliśmy razem po katastrofie na miejscu wypadku. Pamiętał nawet, że schowałam do torebki jakiś fragment samolotu. Ale najważniejsze, co niewątpliwie pozwoli przywrócić przemilczanej historii katastrofy 1969 właściwe jej miejsce to fakt, że Józef sięgnął do bazy danych katastrof lotniczych na stronie: Aviation Safety Network i tam znalazł opis naszego wypadku.

    (...) Opis ten potwierdza też to, co pamiętam. A mianowicie fakt, że samolot najpierw zahaczył o koronę drzewa i stracił część prawego skrzydła, a dopiero potem zerwał trakcję kolejową. Fakt ten był skrzętnie przemilczany w gazetach z tamtego okresu. Znalazłam tam aż ...2 maleńkie wzmianki następnego dnia po wypadku i 2 większe później. W jednej z nich maleńka fotka zdewastowanego samolotu An 24 i oczywiście relacja „wiarygodnego” świadka, że nikt z pasażerów niczego się nawet nie domyślał. Coś tam wprawdzie błysnęło i huknęło, ale potem wszyscy żartowali i zapewniali, że dalej będą latać, a załoga była wspaniała. Natomiast ogromne artykuły informowały o XIV Wojewódzkiej Konferencji PZPR, 64-tych urodzinach tow. Gomółki i o podobnych PRL-owskich "news'ach".

    Otrzymałam też odpowiedź z Ministerstwa Obrony Narodowej:
    data: 28 stycznia 2009 12:13; temat: CAW 181/2009 AM
    „W odpowiedzi na e-mail w sprawie katastrofy samolotu z dn. 24.01.1969 r. informuję, że w zasobie CAW nie odnaleziono akt dotyczących tego wydarzenia.
    A.M. (6814-241)”

    (...)

    Przerwany lot

    Zanim to nastąpiło, pasy mieliśmy już zapięte. Czułam, że samolot ciągle obniża swój lot i wkrótce rozpocznie lądowanie. Było chyba około godziny 17-tej. Siedziałam koło okienka, a na zewnątrz panowała kompletna ciemność i mgła. Poczułam nagle jakieś straszne zawirowanie i sufit samolotu nade mną zaczął się zwijać. Chwilę później zobaczyłam za oknem oślepiający błysk światła i huk Miałam świadomość, że oto życie moje za chwilę się skończy i doświadczyłam jednego z objawów niezwykłego przeżycia, zwanego NDE ( ear Death Experience), w którym zobaczyłam jakby film, sceny z mego życia. Odczuwałam też przez pewien czas niezwykłe wstrząsy, jakby samolot jechał przez niesamowite bruzdy, a nie na pasie lotniska. Aż wreszcie gwałtownie zatrzymał się i zaległy kompletne ciemności. W tych ciemnościach usłyszałam spokojny głos stewardesy, wzywający nas do opuszczania swych miejsc i udania się ku wyjściu. Nie zdając sobie sprawy z niebezpieczeństwa, w którym ciągle znajdowaliśmy się, szukałam jeszcze przez dłuższą chwilę na półce swojej torebki. Wychodząc z samolotu zaskoczył mnie brak schodków i konieczność wykonania asekurowanego skoku, a także głos pilota nakazujący jak najszybsze oddalenie się od samolotu. A więc gdzie my jesteśmy, pomyślałam sobie, chyba nie na lotnisku. Potem znalazłam się wraz z innymi pasażerami w małym budyneczku, baraku, gdzie był zakład wytwarzający meble. Nie przypominam sobie, abym rozmawiała z p.Thanasisem, lub z kimkolwiek na temat sytuacji, w której znaleźliśmy się. Każdy przeżywał to we własnym wnętrzu. Czekaliśmy potem długo na autobus i chyba ten, który przywiózł nas do miasta nie był autobusem LOT-u Dwa dni później pojechałam na lotnisko, aby zobaczyć miejsce wypadku. Okazało się, że miał on miejsce na Muchoborze Wielkim około 4 km. od lotniska i tylko około 2,5 km od… Elwro

    Zdewastowany samolot, z uszkodzonym skrzydłem, bez podwozia, z poszarpaną kabiną pilota stał w pobliżu olbrzymiej glinianki. Odebrawszy prawdopodobnie niewłaściwe sygnały z lotniska samolot obniżył za wcześnie swój lot tak, że zahaczył o koronę rosnącego na swej trasie drzewa, a następnie zerwał biegnącą tam linię kolei elektrycznej, stąd widziałam błysk powstały przy zwarciu kabli. Miał wtedy szybkość około 200 km/godz. Uderzając o ziemię, a potem ryjąc pole samolot stracił podwozie i pędził około 500 m w kierunku znajdujących się tam zabudowań. Na swojej drodze natrafił skrzydłem na ostatni znajdujący się tu słup oświetleniowy i obróciwszy się o 180 stopni ZATRZYMAŁ się kilkadziesiąt metrów od glininki, o długości około 400m, (na załączonej mapce zaznaczona krzyżykiem), w której niewątpliwie utonęlibyśmy, gdyby nie ów opatrznościowy słup.

    Nikt nie zginął i chyba nikt z pasażerów oprócz pilotów, nie odniósł żadnych obrażeń, To było pierwsze z kilku w moim życiu tak niezwykłych wydarzeń, w którym mogłam stracić życie albo doznać poważnego kalectwa. We wszystkich tych wypadkach nie odniosłam najmniejszego urazu fizycznego. Dla mnie, osoby wierzącej, te wydarzenia są wyrazem cudownej ingerencji Pana Boga w moje życie, dla niewierzącej to dzieło przypadku. Jak jest naprawdę, dowiemy się na pewno po drugiej stronie życia.

    mgr inz. Alicja Kuberska
    Źródło: Elwro - Przerwany lot

  12. #12

    Dołączył
    Jan 2011

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez JacekB Zobacz posta
    Przeniesiono do już istniejącego wątku.
    Nikt nie zginął, a oni z uporem maniaka swoje: "katastrofa, katastrofa, katastrofa...".
    \

    Uszkodzenie statku powietrznego skutkujące jego ostatecznym wycofaniem z eksploatacji - więc katastrof. taka szczęśliwa - nikt nie zginął...

    --
    Darek

  13. #13

    Dołączył
    Jul 2007
    Mieszka w
    Polska

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez ladzk Zobacz posta
    Uszkodzenie statku powietrznego skutkujące jego ostatecznym wycofaniem z eksploatacji - więc katastrof.
    Wypadek.

  14. #14
    Awatar d2jmr

    Dołączył
    Apr 2009
    Mieszka w
    KRK

    Domyślnie

    Określenie "katastrofa" stosuje się rownież wtedy, gdy nie ma ofiar, takim wydarzeniem było np. zawalenie się mostu Tacoma 7
    listopada 1940 r. i nosi ono miano katastrofy.

  15. #15

    Dołączył
    Mar 2009

    Domyślnie

    Z punktu widzenia prawa karnego funkcjonuje termin katastrofa, z punktu widzenia prawa lotniczego funkcjonuje termin wypadek. "Katastroficzów" zapraszamy na fora karnistów.
    Kazor, kacper232 and Mimis like this.

  16. #16
    Moderator
    Dołączył
    Dec 2007
    Mieszka w
    PL

    Domyślnie


    Polecamy

    Jestem goptów się założyć, że ludzie, którzy to pisali, nie odróżniają ani lotniczego, ani prawnokarnego pojmowania słowa "katastrofa". Im chodzi o to, że katastrofa brzmi groźniej i bardziej sensacyjnie niż banalny wypadek. Jeszcze jeden dowód spsienia mediów.

LinkBacks (?)


Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •