Pokaż wyniki od 1 do 9 z 9
  1. #1

    Dołączył
    Jan 2016
    Mieszka w
    Ruda Śląska

    Domyślnie 2017.08.23 Wypadek polskiego motoparalotniarza w Czechach


    Polecamy

    Podczas 6. Mistrzostw Europy zginął Mariusz Kozarzewski, reprezentant polskiej Kadry Narodowej. Na razie nie wiadomo, co było przyczyną.

    Nie Ĺźyje polski motoparalotniarz. Wypadek podczas Mistrzostw Europy w Czechach - Polsat News
    Ostatnio edytowane przez frik ; 24-08-2017 o 17:15 Powód: tytul
    ,,Fizyka jest fundamentem wszystkich nauk przyrodniczych i technicznych. Przestańmy mówić o praktycznych „zastosowaniach” fizyki. Fizyka bowiem nie „znajduje” zastosowania w technice, fizyka stworzyła technikę, jest jej źródłem i istotą. I fizyka ciągle tworzy nowe techniki.'' Arkadiusz Piekara

  2. #2

    Dołączył
    May 2014
    Mieszka w
    Legionowo, Poland

    Domyślnie

    Współczucie dla rodziny Mariusza. Poznałem go 2 miesiące temu kiesy trenowałem starty PPG. Wylądował obok, porozmawialiśmy i tego dnia jeszcze razem polatalismy... Bardzo miły gość. Nie mogę uwierzyć ze już go nigdy nie spotkam... Czy ktoś wie jaka była przyczyna wypadku? Ciezko jest odnaleźć jakiekolwiek rzetelne informacje na ten temat, za to plotki które nie maja nic wspólnego z rzeczywistością słyszę co chwile...

  3. #3

    Dołączył
    Oct 2008
    Mieszka w
    EPRZ

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Omega98 Zobacz posta
    Czy ktoś wie jaka była przyczyna wypadku?
    "Naoczni świadkowie (piloci z Austrii i Hiszpanii) którzy latali obok powiedzieli, że widzieli, jak Mariusz na wysokości ok. 150m nad ziemią próbował szarpaczką znad głowy uruchomić silnik. Dwoma rękoma. Loggery potwierdzają tę wysokość. Skrzydło silnie bujało się na boki. Następnie weszła klapa z jednej strony, potem z drugiej, jedna się otworzyła i w rotacji zszedł do ziemi. Austriak, który pierwszy wylądował przy Mariuszu tak się składa, że jest lekarzem i to on rozpoczął reanimację. Potem lądowali wokół inni piloci, także z Polski – Marcin Bernat telefonicznie powiadomił o wypadku obozowisko i organizatora oraz co bardzo ważne przesłał koordynaty GPS na służb ratunkowych.
    Zdjęcia z miejsca wypadku nie wykluczają, że skręciło go w taśmach. Miejsce, gdzie upadł było bardzo silnym kontrastem termicznym, tam było prawdziwe „rodeo” w powietrzu. Napęd jest doszczętnie zniszczony. Na pewno zginął na miejscu."
    Co do przyczyn wypadku - nie czuję się na siłach wypowiadać.

  4. #4

    Dołączył
    Apr 2010
    Mieszka w
    KRK

    Domyślnie

    No cóż, jeśli wypuścił z rąk sterówki i zajął je obie szarpaczką, lecąc na stosunkowo niewielkiej wysokości, w terenie mocno termicznym, na wyczynowym, wyżyłowanym skrzydle o cienkim profilu, z natury rzeczy podatnym na samoistne podwinięcia boczne (klapy, "uszy"), to sam siebie pozbawił możliwości szybkiej reakcji na wszelkie sytuacje typu /.../sztal. Szukanie sterówek w sytuacji, gdy uprząż ucieka spod tyłka, pozornie znika grawitacja, a skrzydło znajduje się w bliżej nieokreślonej pozycji w stosunku do pilota, jest bardzo, ale to bardzo utrudnione. A rzucenie paki w takiej dynamicznej sytuacji na wysokości <150 m skutecznie także być nie musi, tzn. pilot mimo chęci może nie zdążyć tego zrobić.
    Ale nie winię go za to.
    Nachodzą mnie jednak dwie refleksje. Pierwsza bardziej ogólna, jak wielkie jest parcie własnego ego, współzawodników, kolegów z drużyny, trenerów na ukończenie konkurencji/zwycięstwo w sporcie, nie tylko zresztą lotniczym, że zawodnik jest gotów wpuścić się dla niego w tzw. lejek (sytuację z której nie da się już wyjść).
    A druga, że być może członkami Kadry Narodowej w sportach wysokiego ryzyka powinni zostawać (tu) piloci o większym doświadczeniu. I to nie tylko stricte lotniczym, czyli nalocie (wcale zresztą nie odzwierciedlającym w pełni lotniczego doświadczenia), ale o doświadczeniu nazywanym życiowym, które pozwoli pilotowi na odpowiednie "zarządzanie ryzykiem". W wieku 23 lat o pewnych rzeczach się po prostu nie myśli. Dwa sezony latania, abstrahując od nalotu, to też wiele nie jest.
    A jak to się mówi, są piloci starzy albo odważni. Nie ma starych odważnych pilotów.

  5. #5

    Dołączył
    Sep 2017

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Lucass Zobacz posta
    na wyczynowym, wyżyłowanym skrzydle o cienkim profilu, z natury rzeczy podatnym na samoistne podwinięcia boczne (klapy, "uszy"),
    Nie przesadzasz z tym opisem? On leciał na Nucleonie XX którego producent opisuje jako: "Model ten przeznaczony jest dla pilotów latających przelotowo, sportowo (na poziomie średnio-zaawansowanym), a także rekreacyjnie. Jest stabilny, bezpieczny, zwrotny i bardzo przyjemny w sterowaniu."

    No i jak coś to uszy nie są niebezpiecznym "podwinięciem bocznym".

    Pozdrawiam
    Mariusz

  6. #6

    Dołączył
    Apr 2010
    Mieszka w
    KRK

    Domyślnie

    Ok, ale to co pisze producent to jedno, a to jaki jest stan faktyczny danego przypadku to drugie. Każde skrzydło nadaje się do latania rekreacyjnego. Ale nie dla każdego i nie w każdych warunkach. Istotny jest też dobór wielkości (rozmiaru) do masy startowej. To samo skrzydło niedoważone będzie zachowywało się zupełnie inaczej niż obciążone w odpowiednim zakresie. Oczywiście nie wiemy jak było, ale uogólniać też nie należy.

    Nie napisałem, że uszy same w sobie są niebezpieczne. Napisałem jedynie o podatności skrzydła do ich samoistnego łapania.
    Natomiast uszy są bardzo niebezpieczne w momencie, gdy pilot nie ma nad skrzydłem kontroli - tak jak w tym przypadku.

  7. #7

    Dołączył
    Oct 2008
    Mieszka w
    EPRZ

    Domyślnie

    Pilot miał sporego pecha. Termiczna "bomba" dopadła go akurat podczas próby rozruchu silnika. Inna sprawa to gwałtowna i niebezpieczna reakcja skrzydła na takie historie. O walorach serii XX toczy się długa dyskusja na grupie paralotniowej. To wszystko w połączeniu z relatywnie małym doświadczeniem pilota dało tragedię.

  8. #8

    Dołączył
    Sep 2017

    Domyślnie

    Mysle, że doświadczenie to on miał większe niż większość PPgantów w Polsce (myślę, że nazwisko było ważne w kadrze ale tak bez doświadczenia to raczej by się nie dostał) a na wiek nie ma co patrzeć. Wygląda na to, że zafiksował się na odpalaniu silnika (uwielbiam swój elektrostarter) a potem "bomba" i XX. Nie oszukujmy się ale na 150m w termiczny dzień jest wyjątkowy burdel.

    Nie umiem jednak kupić tej historii Lucassa o uszach. Uszy to normalny stan lotu z pełną kontrolą. W tym przypadku to była klapa lub jakaś kombinacja podwinięć. Na kilkaset godzin w PG, PPG w różnych warunkach nie zdażyło mi się bym dostał uszu samoistnie. I nie słyszałem by ktokolwiek kiedykolwiek miał uszy tak z niczego. Chyba, że Lucass pomylił uszy z podwinięciem to wtedy 100% racji: brak streówek + klapa =kłopoty. W uszach nie ma to znaczenia bo i tak steruje się wtedy balansem.

    Pozdrawiam
    Mariusz

  9. #9

    Dołączył
    Apr 2010
    Mieszka w
    KRK

    Domyślnie


    Polecamy

    Pełna racja.
    Mój bliski kontakt z PPG zakończyłem już kilkanaście lat temu z przyczyn zdrowotnych i od tego czasu część określeń wyparowała ze spróchniałego mózgu lub zamieniła się miejscami na półkach. Uszy samoistnie się nie robią. Oczywiście miałem na myśli podwinięcia tworzące się poza kontrolą pilota.

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •