Strona 2 z 4 PierwszyPierwszy 1 2 3 4 OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 21 do 40 z 67
Like Tree55Likes

Wątek: Promy kosmiczne-czemu wycofano?????

  1. #21
    Awatar Kazor

    Dołączył
    Sep 2008
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie


    Polecamy

    Cytat Zamieszczone przez Maciejka79 Zobacz posta
    Tu ciekawy artykuł o samej katastrofie
    Gówno tam, typowy emocjonujący na siłę art...
    "
    Ebelingowi trudno było uciec od poczucia winy. Od wracania myślami do tego, co wydarzyło się w styczniu 1986 roku. Nie przy tej katastrofie, która tak bardzo odcisnęła piętno na Amerykanach. Która była transmitowana na żywo, a potem pokazywana jeszcze niezliczoną liczbę razy. Po nagraniach twarzy rodzin astronautów, które patrzyły na żywo na śmierć swoich najbliższych. Po wyrazie szoku i przerażenia na twarzach obsady centrum kontroli lotów NASA.
    "

    Typowe pierdololo, może i widowiskowe to było, ale w kwestii śmierci to z 10+ jest takich wypadków rocznie w USA, że naraz ginie 7+ osób.

  2. #22

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    WAW/KRK

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez frik Zobacz posta
    (i po 5 lotach atmosferycznych)
    To znaczy? Testy Enterprise'a?

    PS. A propos (może nie do końca a propos) kąta natarcia przy wchodzeniu w atmosferę: Czy przy zejściach z (jednak) dość niskich orbit groziłoby wahadłowcowi coś o czym mówiono w kontekście statków Apollo, czyli odbicie się przy zbyt płaskim wejściu? (A o ponownej próbie raczej nie było mowy, w świetle powyższej rozmowy o zapasie paliwa.) Bo druga skrajność, czyli spłonięcie przy wejściu zbyt stromym, to pewnie tak. (Znów przychodzi na myśl Columbia; ale, o ile wiadomo, tam parametry lotu były prawidłowe - tylko niestety statek był uszkodzony już wcześniej...)

  3. #23
    ModTeam
    Awatar frik

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    EPBC/EPWA/EPMM

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Czterosilnik Zobacz posta
    To znaczy? Testy Enterprise'a?
    Tak, Approach and Landing Tests (ALT) z użyciem Enterprise'a.
    Cytat Zamieszczone przez Czterosilnik Zobacz posta
    A propos (może nie do końca a propos) kąta natarcia przy wchodzeniu w atmosferę: Czy przy zejściach z (jednak) dość niskich orbit groziłoby wahadłowcowi coś o czym mówiono w kontekście statków Apollo, czyli odbicie się przy zbyt płaskim wejściu?
    Raczej nie, bo apogeum orbit STS było i tak dość niskie, deorbitacja to było spowolnienie o raptem 300km/h. Kapsuły Apollo wracały z prędkością większą o ok. 10000km/h niż wahadłowce, wchodziły też z kątem natarcia wytwarzając siłę nośną, dlatego był tam dużo mniejszy margines na błąd.
    jacub and RzEmYk like this.
    Quidquid latine dictum sit, videtur sapiens.


  4. #24

    Dołączył
    Sep 2015
    Mieszka w
    Warsaw, Poland

    Domyślnie

    Odbicie się od atmosfery to dosyć duże uproszczenie. Odbicie (o którym się zrobiło głośno po filmie Apollo 13 z T. Hanksem) to byłą niejako przenośnia, chodziło o wejście w atmosferę na tyle płytko (przy jak wspomnieliście b. dużej prędkości) że prędkość nie zostałaby dostatecznie wytracona aby kapsuła stopniowo (wraz ze spadkiem prędkości) tonęła w atmosferze aż do lądowania. Kapsułą przy odbiciu przeleciała by przez górną partię atmosfery po czym by z niej wyleciała i poleciała na "kolejne kółko". Po kilku dniach znalazłaby się w tym samym miejscu i wtedy pewnie już skutecznie "weszła" w atmosferę. Problem w tym, że po odłączeniu modułu serwisowego nie było już zapasów "czegokolwiek" w tym paliwa, więc po a) astronauci padliby z głodu / zimna / braku tlenu, po b) z uwagi na bark silnika drugie wejście byłoby zupełnie niekontrolowane - w zależności od parametrów doszłoby do kolejnego "odbicia" prawidłowego wejścia albo zbyt stromego skutkującego spaleniem się statku w atmosferze.

    Co do esowania, o którym mowa w tym wątku wcześniej, to była ciekawa koncepcja. Wbrew pozorom nie chodziło o hamowanie samo w sobie, ale własnie o końcowe poprawki trajektorii, tak żeby prom "doleciał" do wybranego lotniska. Skrzydła orbitera, jak każde inne nawet w bardzo cienkiej atmosferze wytwarzają siłę nośną, skierowaną co do zasady "do góry" w momencie kiedy prom ustawiał się z dużym przechyleniem, ta siła była skierowana częściowo "w bok", tak więc składowa siły nośnej skierowana "do góry" była mniejsza. Powodowało to, że prom szybciej opadał w niższe partie atmosfery gdzie większa byłą efektywność hamowania z uwagi na większy opór w gęstrzej atmosferze. Więc jeśli wyliczenia pokazywały, że potrzeba "zalecieć dalej" esowanie było delikatniejsze, jeśli bliżej - intensywniejsze. To oczywiście w dużym uproszczeniu.

    Gorąco polecam ten filmik. Super wyjaśnione właśnie wszystkie kwestie powrotu orbitera na ziemie, w dodatku w genialnie humorystyczny sposób

    https://www.youtube.com/watch?v=Jb4prVsXkZU
    dudi, mkonst and frik like this.

  5. #25

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    WAW/KRK

    Domyślnie

    Dziś 18. rocznica katastrofy Columbii...

    %%%%%

    Co do tego, że wahadłowiec bywał nazywany samolotem kosmicznym - chociaż w sumie był bardziej szybowcem kosmicznym: No właśnie: Czy byłby w stanie wystartować z dostatecznie długiego pasa? Oczywiście (może kiedyś przestanie to być oczywiste!) nie w kosmos, ale po wylądowaniu na którymś z zapasowych lotnisk? Wiadomo że na orbitę nie zabierał więcej paliwa niż potrzebne na impuls rozpoczynający procedurę schodzenia z niej - ale gdyby na lotnisku zatankować mu paliwo i utleniacz?

    Dalej: to pytanie zapewne pojawiło się z większą mocą po katastrofie której rocznica przypada dzisiaj: Na ile rzeczywiście konfiguracja samolotu/szybowca była potrzebna? Skoro te własności lotne (zdolność do lotu atmosferycznego także ze składową poziomą, by tak rzec) były używane co najwyżej w minimalnym stopniu... Zwracano uwagę, że np. skrzydła i statecznik to i dodatkowe obciążenie, i źródło potencjalnych zagrożeń (nie wiem natomiast czy przy projektowaniu spodziewano się akurat tego zagrożenia które... ). Wiadomo że chodziło o statek wielokrotnego użytku. Ale gdzieś pisano że można (by) było skonstruować odzyskiwalną kapsułę (chyba akurat nie tego słowa używano) o wielkości takiej jak ładownia (plus część załogowa) wahadłowca, która lądowałaby na ziemi tak jak dotychczasowe (tzn. na spadochronach). A i system wynoszący pewnie dałby się odzyskiwać: vide SRB. Czy lądowanie samolotowe/szybowcowe jest jednak łagodniejsze - co było istotne wobec przewidywanego zastosowania do *sprowadzania* z orbity np. satelitów do naprawy? (Ludzie tak czy tak wytrzymują!) No bo z kolei skrzydła nie miały takiego (dodatkowego) zastosowania, jakie mogłoby się narzucać (jednak spora powierzchnia, i stabilna), tzn. jako "podkład" dla baterii słonecznych.

    PS. Niezależnie od pytań, wahadłowce to był piękny widok przez te kilkadziesiąt (!) lat.
    Ostatnio edytowane przez Czterosilnik ; 01-02-2021 o 22:55

  6. #26
    ModTeam
    Awatar frik

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    EPBC/EPWA/EPMM

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Czterosilnik Zobacz posta
    Czy byłby w stanie wystartować z dostatecznie długiego pasa? Oczywiście (może kiedyś przestanie to być oczywiste!) nie w kosmos, ale po wylądowaniu na którymś z zapasowych lotnisk? Wiadomo że na orbitę nie zabierał więcej paliwa niż potrzebne na impuls rozpoczynający procedurę schodzenia z niej - ale gdyby na lotnisku zatankować mu paliwo i utleniacz?
    Wahadłowce na pokładzie miały tylko paliwo hipergoliczne do pomocniczych silników, których był dwa, każdy o ciągu raptem 44kN i to w próżni do której były zoptymalizowane dysze. Silniki główne pracowały na wodór z tlenem - całość była w odrzucanym zbiorniku. Więc mając nawet pełne zbiorniki napędu pomocniczego najwyżej by się mógł poturlać po pasie.
    Cytat Zamieszczone przez Czterosilnik Zobacz posta
    Dalej: to pytanie zapewne pojawiło się z większą mocą po katastrofie której rocznica przypada dzisiaj: Na ile rzeczywiście konfiguracja samolotu/szybowca była potrzebna? Skoro te własności lotne (zdolność do lotu atmosferycznego także ze składową poziomą, by tak rzec) były używane co najwyżej w minimalnym stopniu... Zwracano uwagę, że np. skrzydła i statecznik to i dodatkowe obciążenie, i źródło potencjalnych zagrożeń (nie wiem natomiast czy przy projektowaniu spodziewano się akurat tego zagrożenia które... ). Wiadomo że chodziło o statek wielokrotnego użytku. Ale gdzieś pisano że można (by) było skonstruować odzyskiwalną kapsułę (chyba akurat nie tego słowa używano) o wielkości takiej jak ładownia (plus część załogowa) wahadłowca, która lądowałaby na ziemi tak jak dotychczasowe (tzn. na spadochronach). A i system wynoszący pewnie dałby się odzyskiwać: vide SRB. Czy lądowanie samolotowe/szybowcowe jest jednak łagodniejsze - co było istotne wobec przewidywanego zastosowania do *sprowadzania* z orbity np. satelitów do naprawy?
    To pytanie jest bez sensu na podstawowym poziomie, skoro już oceniamy z dzisiejszej perspektywy, znając całą faktyczną historię eksploatacji wahadłowców to raczej zasadne jest pytanie czy cały program w ogóle miał sens? Ten system miał różne założenia, wedle których był projektowany, a które nigdy się nie ziściły np. większe skrzydła delta zamiast prostych, by możliwy był start z Vanderberg, przechwycenie satelity i lądowanie w Kaliforni po jednej orbicie (nigdy nie było startu wahadłowca z Vanderberg). Nigdy nie osiągnięto zakładanego pierwotnie czasu obsługi między misjami, który okazał się wielokrotnie dłuższy i droższy. Oryginalnie zakładano 24 misje w roku, maksymalnie udało się 9 w 1985 (przed katastrofą Challengera), średnio 4,5 starty rocznie przez cały program.

    Tak miała wyglądać obsługa wahadłowca wg wczesnych koncepcji:


    Tak wyglądało to w rzeczywistości:
    Quidquid latine dictum sit, videtur sapiens.


  7. #27

    Dołączył
    Sep 2015
    Mieszka w
    Warsaw, Poland

    Domyślnie

    Wystartować by mógł - wszystko co ma powierzchnie wytwarzającą siłę nośną przy określonych parametrach by mogło.. Tak samo jak nieoheblowana deska mogłaby zastąpić skrzydło samolotu gdyby się ktoś bardzo uparł (serio) - tylko pojawia się podstawowe pytanie - po co? Dodatkowe silniki, które w 90% przypadków do niczego by nie służyły, dodatkowe zbiorniki paliwa, to wszystko kompletnie zmieniłoby konstrukcje a nie miało żadnego celu. Jak trzeba było przetransportować prom to dostawał on silniki i skrzydła w postaci specjalnie do tego przystosowanego 737 NASA. Było to prostsze, tańsze i bardziej sensowne.

  8. #28

    Dołączył
    Nov 2010

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez kitenation Zobacz posta
    specjalnie do tego przystosowanego 737 NASA
    Chodziło Ci o 747.
    kitenation likes this.

  9. #29

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    WAW/KRK

    Domyślnie

    No ale przecież *przy starcie* (w takiej konfiguracji jaka była, czyli pionowej) skrzydła w ogóle nie były potrzebne.

    Żeby było jasne: wtedy (przełom lat 70-tych i 80-tych) entuzjastę (w wieku szkolnym) naprawdę cieszyło to, że w Kosmos zaczęły latać prawdziwe statki (a nie "jakieś kapsuły").

    Dalej: Czy impuls rozpoczynający zejście z orbity był wykonywany silnikami korekcyjnymi? (Ale jeśli już, to chyba tymi dwoma które były/są w ogonie, obok silników głównych?)

    Co do 24 startów w roku - pamiętam że wtedy o tym czytałem. Działało to na wyobraźnię! Ciekawe czy gdyby nie katastrofa Challengera, to udałoby się osiągnąć tę częstotliwość. Lub "choćby" 18 startów rocznie.

    \begin{DuzyUsmiech}
    Przenoszenie orbitera przy pomocy 737 to byłby rzeczywiście wynik: sam orbiter ma rozmiary 737 z grubsza.
    \end{DuzyUsmiech}

    \begin{zgryzliwosc}
    Gdyby do się odbywało obecnie, to pewnie nosicielem byłby 777. Albo nawet 789 (no, może 781).
    \end{zgryzliwosc}

  10. #30

    Dołączył
    Sep 2015
    Mieszka w
    Warsaw, Poland

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Czterosilnik Zobacz posta
    No ale przecież *przy starcie* (w takiej konfiguracji jaka była, czyli pionowej) skrzydła w ogóle nie były potrzebne.

    Żeby było jasne: wtedy (przełom lat 70-tych i 80-tych) entuzjastę (w wieku szkolnym) naprawdę cieszyło to, że w Kosmos zaczęły latać prawdziwe statki (a nie "jakieś kapsuły").

    Dalej: Czy impuls rozpoczynający zejście z orbity był wykonywany silnikami korekcyjnymi? (Ale jeśli już, to chyba tymi dwoma które były/są w ogonie, obok silników głównych?)

    Co do 24 startów w roku - pamiętam że wtedy o tym czytałem. Działało to na wyobraźnię! Ciekawe czy gdyby nie katastrofa Challengera, to udałoby się osiągnąć tę częstotliwość. Lub "choćby" 18 startów rocznie.

    \begin{DuzyUsmiech}
    Przenoszenie orbitera przy pomocy 737 to byłby rzeczywiście wynik: sam orbiter ma rozmiary 737 z grubsza.
    \end{DuzyUsmiech}

    \begin{zgryzliwosc}
    Gdyby do się odbywało obecnie, to pewnie nosicielem byłby 777. Albo nawet 789 (no, może 781).
    \end{zgryzliwosc}
    No nie były, a wręcz przeszkadzały, ale były potrzebne przy wejściu w atmosferę.

    Mnie zawsze cieszył samolot lecący w kosmos i jakoś tak inny miało to klimat niż wysyłanie patyków i bombka wpadająca do oceanu.

    Do deorbitacji służyły OMSy (orbital maneuvering system) - dwie mniejsze dysze nad SSME. Tak jak napisał frik, służyły one również do "dopchnięcia" promu na orbitę po odrzuceniu zbiornika i zakończeniu pracy przez SSME. Posiadały one swój własny, niewielki zapas paliwa na te właśnie cele.

    Moim zdaniem nie udałoby się tak czy siak, bo plan był zbyt ambitny, a przygotowanie STS po locie do kolejnego lotu trwało DUŻO dłużej niż zakładano + dochodziły kwestie budżetowe, które po katastrofie Challangera stały się istotne.

    Oczywiście czeski błąd, chodziło o 747.

  11. #31
    ModTeam
    Awatar frik

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    EPBC/EPWA/EPMM

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Czterosilnik Zobacz posta
    Dalej: Czy impuls rozpoczynający zejście z orbity był wykonywany silnikami korekcyjnymi? (Ale jeśli już, to chyba tymi dwoma które były/są w ogonie, obok silników głównych?)
    Tak, za pomocą OMS (Orbital Maneuvering System), przy okazji korekta, wcześniej podałem błędnie, że te silniki miały ciąg 47kN, w wersji użytej w wahadłowcach miały niecałe 27kN ciągu. Silniki te były używane do wejścia na orbitę, manewrów orbitalnych i deorbitacji. Była to inna wersja silnika, który był w module serwisowym Apollo. Oprócz tego orbiter miał też system RCS z wieloma mniejszymi silniczkami do kontroli położenia.
    Cytat Zamieszczone przez Czterosilnik Zobacz posta
    Co do 24 startów w roku - pamiętam że wtedy o tym czytałem. Działało to na wyobraźnię! Ciekawe czy gdyby nie katastrofa Challengera, to udałoby się osiągnąć tę częstotliwość. Lub "choćby" 18 startów rocznie.
    Nie udało by się, gdyby nie katastrofa Challengera to by nastąpiła katastrofa w innej misji. W 1985 w 7 misjach na 9 oringi miały uszkodzenia. Na 1986 planowano 15 misji (w tym pierwsze z Vanderberg).
    Ostatnio edytowane przez frik ; 02-02-2021 o 12:15
    Quidquid latine dictum sit, videtur sapiens.


  12. #32

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    WAW/KRK

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez kitenation Zobacz posta
    No nie były, a wręcz przeszkadzały
    Hmm, a czy nie służyły (jednak) jako stabilizatory kierunku lotu przy starcie, tak jak trójkątne stateczniki w innych rakietach (choćby w Saturnie)? Zawsze mnie zastanawiało, że gdyby nie te stabilizatory w dawniejszych (a i późniejszych) rakietach, to nawet drobna asymetria ciągu mogłaby (albo: łatwiej mogłaby) spowodować zagięcie toru lotu i... (Zresztą tak czy owak się to zdarzało...)

    Cytat Zamieszczone przez kitenation Zobacz posta
    Mnie zawsze cieszył samolot lecący w kosmos i jakoś tak inny miało to klimat niż wysyłanie patyków i bombka wpadająca do oceanu.
    Otóż to! Pamiętam też artykuł w ówczesnym "National Geographic" (w tym samym zeszycie był także artykuł pierwszej załogi, tzn. Johna Younga i Roberta Crippena), w którym zwrócono uwagę m.in. na to, że jest to pierwszy statek kosmiczny (stacje orbitalne to inna sprawa) z kabiną załogową z prawdziwego zdarzenia, a nie "puszką na sardynki" (nawet jeśli czasem ta puszka bywała trochę powiększona).

    Cytat Zamieszczone przez kitenation Zobacz posta
    Do deorbitacji służyły OMSy (orbital maneuvering system) - dwie mniejsze dysze nad SSME. Tak jak napisał frik, służyły one również do "dopchnięcia" promu na orbitę po odrzuceniu zbiornika i zakończeniu pracy przez SSME. Posiadały one swój własny, niewielki zapas paliwa na te właśnie cele.
    A czy w lotach na wyższe orbity, np. naprawczych Teleskopu Hubble'a, a potem rejsach do ISS, OMSy były uruchamiane kilkakrotnie? Czyli jednak byłby możliwy trochę większy zapas paliwa do nich. (Jakieś podwieszane zbiorniki? Oczywiście podwieszane wewnątrz ładowni.)

    Cytat Zamieszczone przez kitenation Zobacz posta
    Moim zdaniem nie udałoby się tak czy siak, bo plan był zbyt ambitny, a przygotowanie STS po locie do kolejnego lotu trwało DUŻO dłużej niż zakładano + dochodziły kwestie budżetowe, które po katastrofie Challangera stały się istotne.
    Ale gdyby nie ta katastrofa, to do dyspozycji byłyby cztery wahadłowce, a nie (przez jakiś czas) trzy.

    Swoją drogą, czy Endeavour (pisany akurat z brytyjska) powstał jako zastępstwo za Challengera, czy już wcześniej był planowany, jako *piąty*? Gdybyż było pięć... No ale kolejnego *po* Endeavourze to już pewnie nie zaplanowano, albo nie było na niego realnych szans... (Ciekawe BTW, jak by się nazywał.)

    Cytat Zamieszczone przez frik Zobacz posta
    Nie udało by się, gdyby nie katastrofa Challengera to by nastąpiła katastrofa w innej misji.
    No ale to jednak jest wniosek a posteriori. Może ktoś by jednak zwrócił na te pierścienie uwagę (skoro każdy start wahadłowca był filmowany z tylu ujęć, i do tak dużych wysokości, no i było odbierane tak wiele danych telemetrycznych). (Edit: Czy to, co piszesz o "7 na 9" w kontekście pierścieni, znaczy że jednak wiedziano o tym już wcześniej, tylko "się nie przejęto"?...)

    Cytat Zamieszczone przez frik Zobacz posta
    Na 1986 planowano 15 misji (w tym pierwsze z Vande(n)berg).
    Hmm, te 24 starty rocznie (albo jeszcze wyraźniej: start co, z grubsza, dwa tygodnie!) to była chyba wartość docelowa - czy początkowo planowano ją osiągnąć już w 1986 roku właśnie?

    (Co do nazwy bazy: zawsze mi się zdawało, że to powinno być "Vanderberg", albo nawet "Vanderbergh"! A jednak to jest Vandenberg... )

    %%%%%

    A propos lądowania na zapasowych lotniskach, i tego że na powrót z nich wahadłowiec dostawałby skrzydła i napęd w formie 747 SCA: chyba na przynajmniej niektóre z tych lotnisk trzeba by najpierw dostarczyć odpowiednie dźwigi? Przecież 747 SCA nie był (nie jest - jeśli jeszcze (choć czasem) lata...) samozaładowczy?
    Ostatnio edytowane przez Czterosilnik ; 02-02-2021 o 19:47

  13. #33
    ModTeam
    Awatar frik

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    EPBC/EPWA/EPMM

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Czterosilnik Zobacz posta
    Zawsze mnie zastanawiało, że gdyby nie te stabilizatory w dawniejszych (a i późniejszych) rakietach, to nawet drobna asymetria ciągu mogłaby (albo: łatwiej mogłaby) spowodować zagięcie toru lotu i... (Zresztą tak czy owak się to zdarzało...)
    To najłatwiej korygować wychyleniem silników - zauważ, że większość rakiet zaprojektowanych w ostatnich 20 latach nie ma żadnych stabilizatorów aerodynamicznych. Sam orbiter nie miał symetrycznego ciągu - środek ciężkości pojazdu nie był w osi wektora ciągu.
    Cytat Zamieszczone przez Czterosilnik Zobacz posta
    A czy w lotach na wyższe orbity, np. naprawczych Teleskopu Hubble'a, a potem rejsach do ISS, OMSy były uruchamiane kilkakrotnie? Czyli jednak byłby możliwy trochę większy zapas paliwa do nich.
    Tak jak pisałem, wszystkie manewry orbitalne były wykonywane przy ich użyciu, ale też orbitery nigdy nie latały poza niską orbitą, HST orbituje raptem ok. 100km wyżej niż ISS. Była to najwyższa orbita jaką osiągnęły.
    Cytat Zamieszczone przez Czterosilnik Zobacz posta
    Swoją drogą, czy Endeavour (pisany akurat z brytyjska) powstał jako zastępstwo za Challengera, czy już wcześniej był planowany, jako *piąty*?
    Budowa Endavoura (z brytyjska bo został nazwany na pamiątkę okrętu HMS Endeavour - wszystkie orbitery miały nazwy od statków i okrętów zasłużonych w eksploracji) została zatwierdzona w 1987 jako zastępstwo utraconego Challengera, w dużej mierze powstał z części zapasowych pozostałych po budowie Discovery i Atlantis.
    Cytat Zamieszczone przez Czterosilnik Zobacz posta
    No ale to jednak jest wniosek a posteriori. Może ktoś by jednak zwrócił na te pierścienie uwagę (skoro każdy start wahadłowca był filmowany z tylu ujęć, i do tak dużych wysokości, no i było odbierane tak wiele danych telemetrycznych). (Edit: Czy to, co piszesz o "7 na 9" w kontekście pierścieni, znaczy że jednak wiedziano o tym już wcześniej, tylko "się nie przejęto"?...)
    Co by miało dać filmowanie? Jeśli płomień jest na zewnątrz boostera to w większości wypadków trafia w zbiornik z wodorem i oznacza to katastrofę. NASA i Thiokol wiedzieli o istniejącym problemie. Wstrzymanie startów do opracowania nowego rozwiązania by mogło zabić program, który walczył o finansowanie, stąd presja na starty. Po każdym starcie boostery były sprawdzane i wtedy odkrywano nadpalone oringi (w jednym albo dwóch przypadkach przed STS-51-L przepalony został pierwszy oring), naprawdę polecam dokument "Challenger: Last Flight", jest tam o tym wyczerpująco przedstawione.
    Cytat Zamieszczone przez Czterosilnik Zobacz posta
    czy początkowo planowano ją osiągnąć już w 1986 roku właśnie?
    No nie, przecież napisałem na 1986 zaplanowane było 15 startów.
    Cytat Zamieszczone przez Czterosilnik Zobacz posta
    A propos lądowania na zapasowych lotniskach, i tego że na powrót z nich wahadłowiec dostawałby skrzydła i napęd w formie 747 SCA: chyba na przynajmniej niektóre z tych lotnisk trzeba by najpierw dostarczyć odpowiednie dźwigi?
    Na pewno byłoby to konieczne, ale to trzeciorzędny problem w kontekście ratowania załogi i wahadłowca po jakiejś awarii. Nigdy nie użyto żadnego z zapasowych lotnisk.
    Quidquid latine dictum sit, videtur sapiens.


  14. #34

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    WAW/KRK

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez frik Zobacz posta
    Budowa Endavoura (z brytyjska bo został nazwany na pamiątkę okrętu HMS Endeavour - wszystkie orbitery miały nazwy od statków i okrętów zasłużonych w eksploracji) została zatwierdzona w 1987 jako zastępstwo utraconego Challengera, w dużej mierze powstał z części zapasowych pozostałych po budowie Discovery i Atlantis.
    Ciekawe że/czy Enterprise różnił się aż tak bardzo od pozostałych, że nie zdecydowano się na jego dostosowanie do lotów na orbitę.

    Cytat Zamieszczone przez frik Zobacz posta
    Jeśli płomień jest na zewnątrz boostera to w większości wypadków trafia w zbiornik z wodorem
    W większości? (Pytam, nie droczę się.) Natomiast co do katastrofy Challengera, to, jak rozumiem, bezpośrednim powodem nie był nawet sam płomień, tylko że właśnie trafił w mocowanie SRB do zbiornika i przepalił je, SRB się odgiął i przebił zbiornik, no a to już spowodowało nieodwracalne następstwa... Zbiornik zewnętrzny był termicznie izolowany, co prawda raczej w kontekście bardzo niskich temperatur (jego zawartości), no ale i na duże temperatury był chyba w jakiejś mierze odporny?

    Cytat Zamieszczone przez frik Zobacz posta
    No nie, przecież napisałem na 1986 zaplanowane było 15 startów.
    Ale to i tak by było coś: statystycznie więcej niż raz na miesiąc.

    Cytat Zamieszczone przez frik Zobacz posta
    Nigdy nie użyto żadnego z zapasowych lotnisk.
    No bo w sumie, jak się wydaje (smutno), te możliwości latania "jak samolot" były bardzo, ale to bardzo, ograniczone.

    Swoją drogą: ile razy zdarzyło się że załoga lądowała (czy to w KSC, czy w bazie Edwards, czy w Białych Piaskach) *ręcznie*?

  15. #35
    ModTeam
    Awatar frik

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    EPBC/EPWA/EPMM

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Czterosilnik Zobacz posta
    Ciekawe że/czy Enterprise różnił się aż tak bardzo od pozostałych, że nie zdecydowano się na jego dostosowanie do lotów na orbitę.
    Nie miał silników, systemów podtrzymywania życia, osłony termicznej i większości awioniki. Pierwotnie miał zostać przebudowany do pełnoprawnego orbitera, ale przy konstrukcji Columbii zmodyfikowano finalny projekt i łatwiej było zbudować Challengera na bazie zmodyfikowanego STA-099, który był egzemplarzem do testów. Podobnie po katastrofie Challengera rozważano przebudowanie Enterprise, ale ponownie tańszą opcją było zbudowanie Endeavoura z wykorzystaniem części zapasowych po budowie Atlantis i Discovery.
    Cytat Zamieszczone przez Czterosilnik Zobacz posta
    W większości? (Pytam, nie droczę się.) Natomiast co do katastrofy Challengera, to, jak rozumiem, bezpośrednim powodem nie był nawet sam płomień, tylko że właśnie trafił w mocowanie SRB do zbiornika i przepalił je, SRB się odgiął i przebił zbiornik, no a to już spowodowało nieodwracalne następstwa... Zbiornik zewnętrzny był termicznie izolowany, co prawda raczej w kontekście bardzo niskich temperatur (jego zawartości), no ale i na duże temperatury był chyba w jakiejś mierze odporny?
    Ok, może niekoniecznie 51%, ale w każdym przypadku byłaby to katastrofalna awaria, nawet jeśli by to nie było dokładnie w stronę ET.
    W katastrofie Challengera płomień z boku SRB przepalił zbiornik, spowodował wyciek wodoru i rozerwanie zbiornika z wodorem, który wjechał w zbiornik tlenu. Jednocześnie SRB się oderwał od spodu i zaczął obracać. Wtedy już zbiornik się dezintegrował, całość pojazdu odchylając się od toru lotu dostała przeciążenie 20g, co spowodowało rozpad orbitera. Wyciek H2 zaczął się w 65s lotu, SRB się oderwał w 73s, a zbiornik się zdezintegrował 0,9s później.

    Osłona termiczna zbiornika była w celu izolacji zbiornika ciekłego wodoru oraz zapobieganiu skraplania się pary wodnej na metalowych złączach. A nie na wypadek płomienia z rakiety...
    Cytat Zamieszczone przez Czterosilnik Zobacz posta
    No bo w sumie, jak się wydaje (smutno), te możliwości latania "jak samolot" były bardzo, ale to bardzo, ograniczone.
    Po prostu nigdy nie było awarii wg scenariusza TAL (Trans-Atlantic Landing). Preferowanym scenariuszem było Abort to Orbit (ATO), raz miało to miejsce. Podobnie nie zdarzyła się awaria na orbicie, która by wymuszała natychmiastowe lądowanie. Były chyba dwa razy awarie jednego z trzech ogniw elektrycznych, po których przerywano misje, ale lądowano w Edwards/KSC. Gdyby padło drugie ogniwo, wtedy by lądowali natychmiast.
    Cytat Zamieszczone przez Czterosilnik Zobacz posta
    Swoją drogą: ile razy zdarzyło się że załoga lądowała (czy to w KSC, czy w bazie Edwards, czy w Białych Piaskach) *ręcznie*?
    Wszystkie lądowania na ostatnim etapie były wykonywane przez załogę.
    Ostatnio edytowane przez frik ; 23-02-2021 o 22:55
    Pzlm28, STYRO and myszygon like this.
    Quidquid latine dictum sit, videtur sapiens.


  16. #36

    Dołączył
    Oct 2011
    Mieszka w
    KRK

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez frik Zobacz posta
    [O dźwigach potrzebnych do załadowania orbitera na grzbiet 747] Na pewno byłoby to konieczne, ale to trzeciorzędny problem w kontekście ratowania załogi i wahadłowca po jakiejś awarii. Nigdy nie użyto żadnego z zapasowych lotnisk.
    Nikt nie trzyma na lotniskach w pogotowiu dźwigów na wypadek lądowania dużego samolotu na brzuchu, co jest całkiem realną sytuacją w porównaniu z wizytą wahadłowca. Po prostu zamawia się je w firmie wynajmującej dźwigi, po fakcie.
    frik and myszygon like this.

  17. #37

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    WAW/KRK

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez frik Zobacz posta
    Po prostu nigdy nie było awarii wg scenariusza TAL (Trans-Atlantic Landing). Preferowanym scenariuszem było Abort to Orbit (ATO), raz miało to miejsce. Podobnie nie zdarzyła się awaria na orbicie, która by wymuszała natychmiastowe lądowanie. Były chyba dwa razy awarie jednego z trzech ogniw elektrycznych, po których przerywano misje, ale lądowano w Edwards/KSC. Gdyby padło drugie ogniwo, wtedy by lądowali natychmiast.
    Pamiętam że jedną z procedur awaryjnych miało być pozostawanie uszkodzonego (w sposób uniemożliwiający lądowanie) wahadłowca na orbicie, i ekspresowe wysłanie drugiego z misją ratunkową. Nawet były rysunki, że "rozbitkowie" byliby (lub: mogliby być) przenoszeni pojedyńczo w takich niewielkich kapsułach. No ale ciekawe jak długo trwałoby to "ekspresowe" wysłanie drugiego statku (zwłaszcza w tych późniejszych latach trwania programu). Przecież chyba nie było tak że drugi statek czekał cały czas gotowy do startu (ew. z dokładnością do przymocowania SRB i zbiornika, ustawienia w pionie i przewiezienia na wyrzutnię) w czasie lotu innego z nich.

    Ciekawe też, czy gdyby zorientowano się o uszkodzeniu skrzydła Columbii, to by przeprowadzono taką właśnie misję ratunkową.

    No i ciekawe też, że nie zdecydowano się uwzględnić w konstrukcji wahadłowców takich systemów ratunkowych, jakie miały Mercury i Apollo (chociaż nie Gemini), tzn. odrzucanej jakiś czas po starcie wieżyczki na szczycie statku, z silnikami rakietowymi. Ustalono że przynajmniej część załogi Challengera przeżyła sam wybuch, więc gdyby np. cała kabina (lub inaczej: cała część dziobowa) mogła być uratowana takimi silnikami, a potem opaść na spadochronach...

    Cytat Zamieszczone przez frik Zobacz posta
    Wszystkie lądowania na ostatnim etapie były wykonywane przez załogę.
    Przyznam że z upływem lat (i kolejnych lotów wahadłowców) nabrałem przekonania że *całe* lądowanie (jeśli było planowe) odbywało się automatycznie. Co zresztą, może pod wpływem przyzwyczajeń z SF, też było niejakim rozczarowaniem (że to nie pilot ląduje, tylko, powiedzmy, auto-pilot).
    Ostatnio edytowane przez Czterosilnik ; 06-03-2021 o 23:59

  18. #38
    ModTeam
    Awatar frik

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    EPBC/EPWA/EPMM

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Czterosilnik Zobacz posta
    Przecież chyba nie było tak że drugi statek czekał cały czas gotowy do startu (ew. z dokładnością do przymocowania SRB i zbiornika, ustawienia w pionie i przewiezienia na wyrzutnię) w czasie lotu innego z nich.
    W póżniejszych latach tak właśnie było.
    Cytat Zamieszczone przez Czterosilnik Zobacz posta
    No i ciekawe też, że nie zdecydowano się uwzględnić w konstrukcji wahadłowców takich systemów ratunkowych, jakie miały Mercury i Apollo (chociaż nie Gemini), tzn. odrzucanej jakiś czas po starcie wieżyczki na szczycie statku, z silnikami rakietowymi.
    Bo orbiter nie był kapsułą, którą można by taką rakietą oddzielić od reszty pojazdu... Kapsuły Gemini miały wyrzucane fotele.
    Cytat Zamieszczone przez Czterosilnik Zobacz posta
    gdyby np. cała kabina (lub inaczej: cała część dziobowa) mogła być uratowana takimi silnikami, a potem opaść na spadochronach...
    W wahadłowcach w kokpicie był 4 fotele, pozostałe 3 był na środkowym pokładzie. Więc aby całość mogła się łatwo oddzielić (zarazem nie zrobić tego przypadkowo) i potem przetrwać lądowanie wymagało by to zupełnie innego projektu. Zmiana istniejącego projektu pod takie rozwiązanie byłoby jeszcze trudniejsze. Oznaczałoby to dużo martwej wagi i latania z dużą ilością różnych materiałów wybuchowych na pokładzie.
    Quidquid latine dictum sit, videtur sapiens.


  19. #39

    Dołączył
    Sep 2015
    Mieszka w
    Warsaw, Poland

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Czterosilnik Zobacz posta
    Przyznam że z upływem lat (i kolejnych lotów wahadłowców) nabrałem przekonania że *całe* lądowanie (jeśli było planowe) odbywało się automatycznie. Co zresztą, może pod wpływem przyzwyczajeń z SF, też było niejakim rozczarowaniem (że to nie pilot ląduje, tylko, powiedzmy, auto-pilot).
    no to cię miło zaskoczę bo lądowanie odbywało się w pełni ręcznie, nie wiem od którego momentu ale końcowa pentla i końcowe podejście / lądowanie tak się odbywało.

  20. #40

    Dołączył
    Oct 2011
    Mieszka w
    KRK

    Domyślnie


    Polecamy

    To jest w ogóle ciekawy problem antropologiczno-techniczny, po części także polityczno-filozoficzny. Amerykanie w załogowych lotach kosmicznych, w szczególności w operacjach lądowania, bardziej ufali człowiekowi (wyłącznie ręczne sterowanie, lub chociażby override, jak w Apollo), Rosjanie - maszynie. Mam wrażenie, że gdyby nie reżim czasowy (ułamki sekund), start amerykańskich konstrukcji, też odbywałby się ręcznie.

Strona 2 z 4 PierwszyPierwszy 1 2 3 4 OstatniOstatni

Zakładki

Zakładki

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •