Z 11 na 12 lipca miałem okazje pospać na lotnisku w Gironie, często uznawanej za lotnisko Barcelony, dlaczego? - 'chłyt małketingowy' tanich linii
(wybaczcie, nie moglem sie powstrzymać)






Lotnisko iście wyciągnięte z hiszpańskiego krajobrazu. Dużo betonu wokół niego, wszystko w kolorach beżowo-piaszczystych. Dwu piętrowe, górną cześć można zwiedzić już po odprawie.
Bardzo przyjazne dla nocujących tam paxow, choć mało ławeczek, obite skromnym, śliskim materiałem, po 4-ry krzesełka dające całość ławeczki - mniej więcej długość wysokiego człowieka.
Czysto, jedynie muchy ... , bardzo irytujące, szczególnie podczas odpoczynku. Obsługa terminala, a tak ze ochrona, działa na wysokim stopniu. Z pełną odpowiedzialnością mogę przyznać iż bagaże można zostawić same i iść skorzystać z toalety, jedynej jak sie okazało w części dolnej portu.
Z racji tego ze bylem tam pierwszy raz odprawiany, nie mogę wypowiedzieć sie na temat znajomości języka, przynajmniej angielskiego pracowników, jednak przy odprawie trafiłem na śliczna Panią która mówiła tak niewyraźnie po Angielsku ze nie bylem w stanie jej zrozumieć, a na koniec naszej 'rozmowy' z pełnym oburzeniem, odpyskowała, ze przecież mówi po angielsku.

W górnej części znajduje sie kilka kafejek, toalety, bar na świeżym powietrzu i wypalcowane szyby zza których był dość nie specjalny widok FR-ow.




(zdjęcie z pobliskiego, wielopoziomowego parkingu)



Jeżeli ktoś, wybiera sie tam, zdecydowanie polecam bo nie mogę napisać czegokolwiek przez co mógłbym odradzić wybór, czy to przesiadkowy, czy noclegowy, czy porostu docelowy.





pozdrawiam