Szybka podróż za wielką kałużę i okazja do przetestowania i porównania klasy biznes w LO i LH. Wybrałem trasę WAW-MUC z LO351, MUC-JFK LH410 i EWR-WAW 12 września LO16.
O lotnisku na Okęciu napisałem i powiedziano już chyba wszystko. Szybka i bezproblemowa odprawa, kontrola bezpieczeństwa, szybka kawa w lounge i boarding. Jak zwykle do autobusu i na stanowisko na płycie.
![]()
Samolotem w rejsie LO351 był SP-LDD zaparkowany ‘w krzakach’ niedaleko hangarów. Booking całkiem przyzwoity – 9pax w C i ok. 40 w Y. Tradycyjny serwis na rejsie europejskim, ale znakomita obsługa – mimo mocno porannej godziny dziewczyny uśmiechnięte i bardzo pomocne. Miejsce 15D i fotel obok wolny, czyli to, co lubię najbardziej. Drobna uwaga odnośnie Kalejdoskopu: mam wrażenie że jest za dużo tekstów promocyjnych, kiedyś było więcej ciekawych artukułów do poczytania. W tym numerze jest ciekawy felietonik Kasi Pakosińskiej z Kabaretu Moralnego Niepokoju o niezwykłej dość podróży z Dublina do Tbilisi. Po lekturze Kalejdoskopu i Gazety (notabene polecam bardzo interesujący wywiad z Andrzejem Stasiukiem http://wyborcza.pl/1,76842,7027784,I...eco_gruby.html - moim ulubionym pisarzem, który zawsze daje mi bardzo potrzebny kontrapunkt w widzeniu świata)
szybko zniżamy się do lądowania na lotnisku Franz Josef Strauss w Monachium. Jak zwykle parkujemy gdzieś na szarym końcu, za parkingiem dla BizJetów. Transfer autobusem do terminalu Schengen i wizyta w Senator Lounge.
Jak zwykle w Monachium kiełbaska z musztardą i precelplus nieodłączny Franziskaner. Obłożenie jak zwykle o tej porze dość spore – widać że to pora szczytu. Krótka lektura forum, sprawdzenie poczty i zbliża się godzina boardingu rejsu LH410 do JFK. Gate H08 znajduje się na górnym poziomie – samo dojście od autobusu do gate’u zajęłoby nie więcej niż 10 minut.
Kontrola paszportowa przebiega zupełnie bezproblemowo i już po chwili jestem w gate. Boarding zaczyna się bardzo punktualnie.
Miejsce 3A usytuowane jest tuż za pierwszą klasą (dwa okna za tym zasłoniętym), która w A333 jest dość kameralna i zajmuje tylko dwa rzędy.
Klasa biznes podzielona jest na dwie sekcje. Ta, w której lecę jest bardzo mała i liczy tylko dwa rzędy. Cała reszta klasy biznes jest za środkowym bufetem i liczy w sumie 48 miejsc. Odkołowujemy punktualnie o godzinie 11:30. Szybkie taxi i meldujemy się przy progu pasa 04R.
Trasa lotu przebiegała nad Zurychem, Dijon, pod wybrzeżem Wielkiej Brytanii, skąd wlecieliśmy nad Atlantyk najbardziej południowym trakiem. Jeszcze na ziemi załoga serwowała nam welcome drinki – sok pomarańczowy, woda lub szampan.
Po starcie rozdano karty menu i rozpoczął się serwis główny składający się z przystawki i dania głównego po którym podano sery. Samo jedzenie bardzo dobre (wybrałem sałatkę krabową i krewetki z ryżem), ale porcje były dość mocno oszczędne. Załoga była bardzo uczynna i praktycznie co kilkanaście minut ktoś się pojawiał na kabinie żeby sprawdzić czy wszystko jest w porządku. Booking bardzo wysoki – 6 pax w F, 40C i full z tyłu.
Po serwisie kabina została wyciemniona, czas więc przetestować system PTV i komfort fotela. W tym samolocie fotele są zrobione przez Recaro. Są bardzo wygodne do siedzenia, mają bardzo dużą swobodę ustawień, jest również funkcja masażu, niestety są węższe od Weberów montowanych w LO i nie można się tak swobodnie przewracać z boku na bokWybór filmów i muzyki bez zarzutu – w końcu obejrzałem sobie Kac Vegas i Dr. House’a. Z krótkiej drzemki wyrwał mnie kapitan, który poinformował nas o konieczności zapięcia pasów, ponieważ będziemy przechodzić przez front atmosferyczny. Na szczęście turbulencje zaliczyłbym do lżejszych – po 30 minutach wszystko wróciło do normy.
Dolatując do Halifaxu rozpoczyna się serwis popołudniowy – z kilku opcji wybieram pastę krabową i kurczaka z ryżem. Do tego dodana jest babeczka kajmakowa. Bardzo smaczne i bardzo ładnie podane, ale ‘trąci malizną’Tuż po serwisie schodzimy z wysokości przelotowej i zniżamy się do lądowania na JFK. Bezproblemowe lądowanie znad oceanu i… Welcome to USA!
W drogę powrotną udałem się z EWR bezpośrednio do WAW, dzięki czemu miałem okazję porównać obie klasy biznes ‘na gorąco’. Właściwie gdyby odświeżono gruntownie wnętrza różnica byłaby naprawdę niewielka zarówno jeżeli chodzi o komfort fotela jak i jakość i poziom serwisu na pokładzie (w LO moim zdaniem jest więcej jedzenia i jest ono bardziej treściwe). Personel pokładowy w obu liniach był bardzo pomocny i uprzejmy. Na pokładzie było kilkoro Amerykanów, którzy stwierdzili że im się LO podoba i nie mają problemu przesiąść się z LX, czy LH bo bardziej sobie cenią przelot p2p niż renomę LX, ale za to 4h więcej w plecy.




LinkBack URL
About LinkBacks
Odp. z cyt.




Bookmarks