Wlkp_Spotters: WAW-DUB-JFK + NYC + JFK-DUB-WAW z Aer Lingus
Już parę osób wypowiedziało się na temat swojej podróży związanej z super promocją Aer Lingus na lot do US i A
Teraz przyszła kolej na mnie tylko od czego tu zacząć ?
Może od początku. Start był w Warszawie. Wstawiliśmy się na EPWA grupowo na 2h przed odlotem do DUB. Check-in zawalony po brzegi co było zwiastunem wypchania samolotu do ostatniego miejsca. Zamiast stać w zawijającej się kolejce poczekaliśmy zatem aż ostatni chętni będą się zbliżać do odprawy. To zabrało nam 30 minut a bording-pass dostaliśmy wyłącznie na przelot WAW-DUB.
Następnie kontrola SG, która zajęła blisko 30 minut co znacznie skróciło czas pobytu w strefie. Szybka bezcłowa i pędem do samolotu na wezwanie obsługi Gate-u.
Siadamy do A321 na przelot WAW-DUB. Samolot jak samolot ale widać, że stylizowany jest na LC. Prezentację procedur bezpieczeństwa przez obsługę można porównać do ruchów osoby z niedowładem kończyn. Twarze z minami typu "dlaczego" same przez siebie mówią, że CC jest bardzo "miła".
Jeszcze przed startem parę osób dostaje przysłowiowe opr za używanie aparatu fotograficznego. Po starcie też parę spięć z załogą nadają jej finalnie negatywną opinię. Zupełnie niezrozumiały jest totalny zakaz używania aparatu, kamery i czegokolwiek elektronicznego podczas całego pobytu w samolocie ale cóż, z tym się nie dyskutuje. Lot bez większych przygód turbulencyjnych a lądowanie w miarę miękkie.
Przylot do DUB planowy. Terminal całkiem spory i przyjazdy dla ludzi. Bagażu nie musieliśmy odbierać ponieważ został on przekierowany automatycznie na przelot WAW-DUB-JFK. W okienku AerLingusa załatwiliśmy boarding-pass na dalszą część przelotu oraz otrzymaliśmy dwa kwity, które oddaje się na imigracyjnej w USA.
Szybki Burger King, zakupy butelek na bezcłowej i do samolotu.
Nasz A330-300 EI-EAV to jedna z nowszych maszyn we flocie Aer Lingusa. Po wejściu na pokład widać było, że maszyna jest zupełnie nowa. System rozrywki pokładowej w oparciu fotela zawierał sporo atrakcji, których nie da się zobaczyć przez cały lot na tej trasie.
Na pokładzie znów zakaz używania sprzętu foto. Nie wiem jak to ująć ale na dość sporą ilość lotów to pierwszy raz się z czymś takim spotkałem.
Start szybki i przyjemny. Samolot Szybko wszedł na przelotową ale niestety parametrów lotu nie mogliśmy oglądać bo mapka się zawiesiła gdzieś na połowie Irlandii i tak było już do końca.
Napoje alkoholowe płatne a katering zjadliwy i sprawnie podany. Przelot bez turbulencji w czasie bliskim 7,5h.
Lądowanie na JFK z małymi kółkami w holdingu i szybko na stanowisko.
Wysypujemy się z samolotu i stajemy w 1,5h kolejce do imigracyjnego. Przy okienkach okazuje się, że dane nam druki w DUB są ważne ale brakuje trzeciego świstka, po który odsyłają nas do "stoliczka". Całe szczęście, że powrót z kompletem dokumentów jest możliwy bez ponownego stania w kolejce.
Przy okienku szybka wymiana zdań po co i dlaczego do USA, odciski palców, fotka i jesteśmy po ich stronie.
Wspólnie bierzemy busa i udajemy się do hotelu, który mamy na Manhattanie koło Medison Square.
Spacerek wieczorny i pierwsze wrażenia. Jakie ? Nijakie. W TV wygląda to lepiej i tyle.
Kolejnego dnia wybieramy się na Empire State i tam wjeżdżamy na 86 piętro. A tam już widzimy to:












Z Empire State udaliśmy się w kierunku muzealnego lotniskowca, gdzie znajdują się ciekawe maszyny łącznie z Concoredem, który już nie stoi na barce a postawiony został tuż obok lotniskowca Intrepid.


Na lotniskowcu stoi parę ciekawych eksponatów w tym nasz własny, prywatny, niezapomniany Mig 



















Wnętrze, wyposażenie okrętu prezentuję na poniższych zdjęciach.





Na dolnym pokładzie w hangarze pojawia się informacja o historii okrętu oraz prezentacja w dziedzinie astronautyki.



Dalszą część zwiedzania wykonaliśmy poza lotniskowcem a w pierwszej kolejności udaliśmy się w kierunku Concorda.





Chwila odpoczynku i wizyta w łodzi podwodnej. Przyznam szczerze, że osoby odbywające służbę na tym okręcie musiały mieć silną psychikę i musiały być pozbawione wszelkich fobii.











Na tym zakończyła się nasza wizyta na pływającym muzeum. Najbardziej niewiarygodny jest fakt, że dziś pływające lotniskowce są 2x większe
a ten już był ogromny.
Dalszą część dnia spędziliśmy na wycieczkach po NYC. Zwiedziliśmy okolice WTC ground 0, heliport (ale bez wiatraków), Wall-Street i parę okolicznych ulic. Poniżej parę zdjęć z centrum miasta.














Kolejnego dnia wybraliśmy się na lotnisko LGA gdzie był zamiar focenia. Przez stan najwyższej gotowości AT lepiej było aparatu nie wyciągać. W dodatku nie lubię się prosić, ukrywać itp po to aby wykonywać czynności związane z przyjemnością spotterską.
Z LGA pojechaliśmy się na Time Sqare aby wypić kawę w Starbucks Cafe oraz schować się przed sporą ulewą, która spotkała nas tuż przy wyjściu z metra.



Kolejny dzień to dzień powrotu. Po śniadaniu i ostatnich zakupach jedziemy na JFK celem wykonania obowiązku spotterskiego. Pakujemy się do NYC TAXI i siu na lotnisko.




Na lotnisku jesteśmy 6h przed czasem odlotu. Przez pierwsze 2h szukamy miejscówek, o które na samym terenie lotniska ciężko. Wiemy, że robienie zdjęć infrastruktury lotniskowej może się dla nas skończyć przedłużeniem wizyty w US i A.
Wykonaliśmy 2 rundy wokół lotniska przez korzystając z AirTrain i znaleźliśmy sobie miejscówkę z w miarę czystymi szybami.
Tam ustrzeliliśmy parę ciekawych i monotematycznych ptaszków, które prezentuję poniżej. Niestety nie było nam dane ulokować się w okolicy pasa, gdzie wykonywane były operacje dużych maszyn ale coś się ustrzeliło.








Powróciliśmy do terminala 4, tam szybka odprawa i bording-pass na przelot JFK-DUB-WAW 
Specyficzne okazało się nadanie bagażu ponieważ odprawia się go przy stanowisku check-in ale nadaje się osobiście do prześwietlenia.
Przejście do strefy obliguje do totalnej rozbiórki. Standardem jest zdjęcie butów i wyjęcie każdej monety z kieszeni ponieważ bramki mają maksymalną z możliwych czułość.
W strefie parę fotek do czasu, gdy pewna pani z ochrony z wielkim okrzykiem zakazała fotografowania pod groźbą aresztowania.
Nie mając zamiaru przedłużania wizyty posłusznie aparaty powędrowały do plecaków.
Pod GATEm stał nasz A330-300 EI-EAV. Zgodnie z czasem boardingu udaliśmy się do maszyny, która po wypchnięciu stanęła 4 w kolejce. Szybki start o czasie i miła wiadomość od kapitana: "mamy wiatr w plecy co skróci nasz przelot o 25 minut"
Takie informacje są zawsze mile widziane.

Wracając do samolotu to znów nówka a załoga tym razem była zdecydowanie milsza i nie robiła problemu z aparatami. Jedzenie bez wodotrysków, zestawienie muzycznej playlisty i do spania.
Podczas lotu często pojawiały się delikatne turbulencje, które kończyły się komunikatem zapięcia pasów. Z całego przelotu na 6h35 minut przespałem ponad połowę drogi.
Lądowanie w DUB przyjemne i szybki podjazd pod Gate.
W Dublinie mieliśmy 3h czasu więc kawka w Starbucks Cafe i zakupy na bezcłowym.
Przelot do WAW realizowany był znów na A321. Start o czasie i znów informacja o szybszym przelocie
Załoga kabinowa miła i tym razem w składzie CC była polka. Jedzenie i picie w 100% płatne co potwierdza LC politykę firmy.
Lot spokojny a lądowanie z małym bujaniem na pasie 29. Po wylądowaniu musieliśmy odczekać 5 minut aż nasz rękaw będzie wolny. Fotki w kokpicie się nie udało wykonać ale tego można było się spodziewać.
Moje osobiste wrażenia z całej 4,5 dniowej podróży są następujące. - USA nie powala na nogi
- drapacze chmur na filmach wydają się większe
- NYC jako miasto jest specyficzne co ma swój urok. Niestety jest brudnym miastem pod wieczór a od rana wysprzątanym.
- kontrola imigracyjna nie jest taka straszna
- podoba mi się, że jest białe i czarne - nie ma szarego czyli sztuka wyboru a nie kompromisu (to tak jak moje życie
) W tym kraju na wszystko jest przepis i wszystko jest opisane - za poszanowanie dla flagi i wartości kraju jestem pełen słów uznania
- zobaczyć pracującego białego w sklepie, barze itp to mało prawdopodobne
- numeracja ulic powoduje, że poruszanie się po mieście jest miłe i przyjemne a po jednym dniu miasto się zna jak własną kieszeń, która jest opróżniana na każdym rogu

Mam nadzieję, że podoba się Wam ta relacja. Liczę też, że koledzy, z którymi miałem przyjemność być w US i A dopiszą to co mnie umknęło oraz opowiedzą o swoich odczuciach. Liczę też na inne fotki ponieważ mnie się aparatu za często wyjmować nie chciało
Ostatnio edytowane przez meschiash ; 11-10-2009 o 10:37
POZDRAWIAM TOMASZ
Nobody is perfect, I'm nobody...
Bookmarks