Strona 1 z 2 1 2 OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 1 do 20 z 35
  1. #1
    Awatar Pawel_EPWR

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    EPWR

    Domyślnie WRO-FRA-ANU-PMV-TUV-CAJ-PMV-LRV-PMV-FRA-WRO


    Polecamy

    Już w marcu zaczynamy myśleć o wakacjach na dany rok i tym razem padło na wspólny wyjazd ze znajomymi do Meksyku. Jak zwykle też intensywne poszukiwania zaczęliśmy od biur niemieckich i przez naszego sprawdzonego pośrednika. Cała akcja trwała niecały tydzień i znaleźliśmy bardzo dobrą ofertę z wylotem z Berlina przez Madryt do Cancun z Iberią. Dla mnie, miłośnika lotnictwa, była to dobra wiadomość, gdyż na tej trasie lata A340, którym jeszcze nie leciałem więc zawsze to kolejna zaliczona maszyna szerokokadłubowa. Czar jednak szybko prysł jak tylko pojawiła się słynna już grypa AH1N1 i po miesiącu od zapłacenia zostaliśmy poinformowani, że wyjazd się nie odbędzie bo Iberia skasowała loty, tak przynajmniej tłumaczył się touroperator. Był to już maj, a więc czasu nie było dużo bo urlopy mieliśmy już wypisane na pierwsze dwa tygodnie lipca. Znów bezcenna okazała się pomoc naszego pośrednika i znaleziono nam super ofertę do Wenezueli, a że tam jeszcze nas nie było, a cena bardzo zachęcała więc od razu się zdecydowaliśmy.
    Miesiąc na przygotowanie był wystarczający, tym bardziej, że moja kuzynka była tam dwa lata temu i przekazała nam wiele cennych informacji i przydatnych kontaktów. Plan zakładał oczywiście oprócz plażowania zobaczenie tego wspaniałego kraju, a dla mnie przede wszystkim najważniejsza była wizyta na Los Roques, czyli małym St. Maarten. Wylot przewidziany był z Frankfurtu, ale i tym razem postanowiliśmy tam dolecieć z Wrocławia dzięki naszemu narodowemu przewoźnikowi, który w tym czasie zafundował promocję „druga osoba leci za pół ceny”
    WRO-FRA
    Wylot w niedzielę 28 czerwca o 16:55 pozwolił na spokojne pakowanie się i bezstresowy dojazd na lotnisko. Lot do Porlamar był następnego dnia i nocleg mieliśmy już zarezerwowany we Frankfurcie, jednak gdyby lot z Wrocławia został odwołany miałem wystarczający bufor czasowy aby dojechać spokojnie samochodem.
    Jako, że dolot do FRA był na osobnym bilecie obawiałem się trochę o nasze bagaże. Połączenie do Frankfurtu jest niezwykle popularne jednak ten lot wykonywany był ATRem co w przypadku tej maszyny jest o tyle niekorzystne, ze nie zawsze pakują wszystkie bagaże z uwagi na małą pojemność luków. No, ale tym razem się udało i bagaże doleciały w całości dzięki niezwykłej uprzejmości pracowników WROLOTu
    Odprawa szybka i bezproblemowa. Po przejściu do hali odlotów na płycie już można było zobaczyć naszego SP-LFB.


    Obłożenie tak jak przewidywałem bliskie 90%. Szybki boarding, odpalenie silników, demo, kołowanie i w górę:
    http://www.youtube.com/watch?v=cFzpY7XLtUs&feature=channel
    Sam lot spokojny. Niestety przez większą część było pełne zachmurzenie. Niedługo po starcie zaczął się serwis i ku mojemu zdziwieniu oceniam go na plus. Rok temu lecąc na tej samej trasie, ale Lufthansą dali małą bułkę i napoje. Tym razem również była bułka, ale większa i całkiem dobra oraz do wyboru napoje, a w tym nasze piwo Żywiec i winko.


    Podczas serwisu obsługa bardzo miła i profesjonalna jednak wszystko uległo zmianie jak pod koniec lotu poszedłem do toalety i zobaczyłem w ostatnim rzędzie jak steward i stewardesa czytają sobie rozwaleni na fotelach prasę nie zwracając na nic i na nikogo uwagi. Cóż, a było tak dobrze. Zapewne większość paxów widząca tą sytuację tak właśnie zapamięta obsługę lotu.
    Zaraz przed Frankfurtem zrobiło się bezchmurnie i po szybkim zniżaniu usiedliśmy na pasie. Tradycyjnie już pokołowaliśmy do miejsca postojowego przy T2. Stamtąd do autobusu i przejazd około 15 minutowy do T1. Kilka minut piechotą do taśm i po raz kolejny zaskakuje mnie widok już kręcących się walizek. Jak oni to robią??? Po zabraniu bagaży przejście pod terminal i chwila oczekiwania na hotelowy bus. Przy okazji bardzo polecam hotel Carat Airport Frankfurt, szczególnie dla pasjonatów lotnictwa, gdyż w środku stylizowany jest lotniczo, a poza tym ma dobry standard i częste promocje przez booking.com z której to promocji skorzystałem.
    FRA-ANU
    Jako, że odlot był o 15:00 pozwoliliśmy sobie z żoną na długie spanie i późne śniadanie. O 12:00 wyjechaliśmy na lotnisko i od razu przeszliśmy do odprawy w hali C terminala 1. Tam też dowiedziałem się, że nasz lot będzie z międzylądowaniem na wyspie Antigua co nie zmartwiło mnie zbytnio. Lot na Margaritę wykonywany był przez Condora na 767 tak więc kolejny szerokokadłubowy samolot do zaliczenia J
    Mimo iż do odlotu pozostało 3 godziny bez problemu odprawiliśmy się na stanowisku Condora, których w dodatku było kilkanaście. Standardowo poprosiłem o miejsce przy oknie. Po chwili jednak zauważyłem dziwną rzecz. Wg kart pokładowych wychodziło, że nie będziemy z żoną siedzieć obok siebie i w ogóle dziwne te oznaczenia miejsc bo ja miałem 11H, a żona 11K. Jako, że przeszliśmy już do strefy wolnocłowej nie było za bardzo jak tego wyjaśnić. Po godzinie oczekiwania zaczął się już boarding na nasz lot. Gdy wszyscy już byli zebrani w hali podjechały autobusy. Okazało się jednak, że jest problem z otwarciem drzwi. Przestały działać karty magnetyczne obsługi i sprowadzili techników, którym to zajęło pół godziny. Przejazd autobusem trwał dobre 20 minut. W międzyczasie poobserwowałem stojące maszyny.



    Po dojechaniu na miejsce okazało się, że nasz samolot to D-ABUD, czyli B767-3 wyprodukowany w 1993r.

    Zaraz po wejściu do środka wyjaśniła się sytuacja oznaczenia miejsc, tzn do tej pory nie wiem o co chodzi, ale najważniejsze, że miałem miejsce przy oknie i obok żony. Rozkład w samolocie to 2-3-2, a oznaczenie miejsc to AC-DEG-HK.
    Sam samolot mimo 16 lat wyglądał w środku zdecydowanie na młodszy więc sądzę, że był odświeżany.


    Condor oferuje trzy klasy podróży. Poza ekonomiczną można kupić bilet w Premium Economy i Comfort Class. Zastanawiałem się nad dopłatą do Premium jednak jak się okazało nie oferuje zbyt wiele poza 15cm większą przestrzenią na nogi, lepszym jedzeniem i alkoholem. Koszt wynosił 100€ od osoby, a że nie należę do najwyższych więc stwierdziłem, że 200€ wolę przeznaczyć na inne przyjemności tym bardziej, że nie było zwiększonego limitu bagażu na czym najbardziej mi zależało.
    Nie liczyłem na wiele jeżeli chodzi o tą linię, ale szczerze muszę powiedzieć, że generalnie jestem zadowolony. Miejsca na nogi było dla mnie wystarczająco. Samolot był czysty. W pakiecie był oczywiście koc i poduszka. Brakowało trochę PTV, ale to przecież inna liga. Z tego co pamiętam za 2 € można było kupić sobie słuchawki. Co kilka rzędów były rozwieszone TV i puszczali nawet w miarę nowe filmy typu Mamma Mia i 007.
    Przez wcześniejszą usterkę drzwi w terminalu mieliśmy małe opóźnienie dlatego też obsługa sprawnie i grzecznie poganiała pasażerów. Gdy wszyscy byli już na swoich miejscach samolot zaczął kołować, a na ekranach puszczone zostało demo. W międzyczasie uskuteczniałem spotting przez okno czego efektem było takie oto zdjęcie naszego samolotu:

    Zaraz jak tylko wjechaliśmy na pas silniki na pełną moc i w górę
    http://www.youtube.com/watch?v=Xw6q46TeXn4&feature=channel
    W miarę szybko osiągnęliśmy wysokość przelotową, a ja delektowałem się widokami zarówno tego co jest na ziemi jak i w powietrzu. Mimo iż mijaliśmy się z wieloma przelotówkami to żadne zdjęcie nie wyszło ostre L Jest to chyba najtrudniejsza forma spottingu.
    Po około półtorej godzinie lotu obsługa ruszyła z serwisem i podano pierwszy posiłek. Ciekawiło mnie jak w tej linii będzie z jedzeniem i po raz kolejny musze stwierdzić, że się nie zawiodłem. Podano całkiem smaczny makaron z mięsem, surówkę, bułkę z serkiem i ciastko.


    Do wyboru również były napoje niealkoholowe, które dostępne zresztą były przez cały lot. Dodatkowo w miarę często roznoszona była woda. Większa część lotu była za dnia jednak jak tylko wlecieliśmy nad ocean pojawiło się zachmurzenie. Spodziewałem się w takich warunkach silnych turbulencji jednak cały lot przebiegł bardzo spokojnie. Tak było przez kilka godzin, potem się przejaśniło, jednak patrzeć na ocean czy na chmury nie miało dla mnie żadnego znaczenia więc czas ten wykorzystałem na drzemkę.
    Godzinę przed międzylądowaniem podano kolejny posiłek i tym razem był to kurczak z ziemniakami, surówka, bułka i ciasto. Wszystko całkiem smaczne.
    Na ekranach co jakiś czas pokazywana była trasa lotu i tak powoli widać było, że zbliżamy się do lądowania na wyspie Antigua, gdzie wysiadała niewielka ilość pasażerów. Szkoda, że międzylądowanie było tutaj, a nie na położonym 170km dalej w linii prostej Saint Marten.





    Sama wyspa z powietrza zrobiła bardzo miłe wrażenie

    Lądowanie było bardzo delikatne, a największa niespodzianka czekała na mnie na płycie lotniska w postaci Douglas DC-8-62

    i tu podczas startu:

    Samo lotnisko raczej małe. W międzyczasie obsługa naziemna zaczęła wypakowywać część bagaży, a ja postanowiłem w tym czasie odwiedzić kokpit.

    Zapytałem się najpierw o zgodę szefa pokładu. Ten poszedł do kabiny, ale niestety powiedział, że jest za mało czasu i teraz kapitan nie może. Cóż, trudno, czasami tak jest, ale nie poddając się zapytałem czy mogę wyjść na schodki i popstrykać kilka fotek, a w szczególności tego DC 8. Wystarczyło powiedzieć magiczną nazwę tego samolotu i szef pokładu od razu wiedział, że nie ma do czynienie z totalnym laikiem J Bez problemu wyszedł ze mną na schody opowiadając właśnie o tej maszynie. Na zewnątrz byłem tylko kilka minut bo podjechała cysterna i straż co oznaczało, że będziemy tankowani i z uwagi na to poproszono mnie o wejście do samolotu. Tankowanie nie było długie i po godzinie postoju samolot rozpoczął kołowanie i start w kierunku Porlamar na Margaricie. W międzyczasie słońce zaszło już całkowicie. Po około kolejnej godzinie lotu wylądowaliśmy w Porlamar. Przyziemienie i tym razem było delikatne. 11 godzinna podróż zakończyła się o czasie. Teraz tylko bagaże i odprawa paszportowa. W jednych krajach jest to „tylko”, a jak się okazało w Wenezueli jest to „aż”. Bagaże pojawiły się na taśmie po około 40 minutach. W międzyczasie ludzie zaczęli się tłoczyć w niewielkiej hali. Samo lotnisko jest małe i ma raczej niewielki ruch, ale tutaj czas płynie inaczej. Gdy w końcu nasze bagaże pojawiły się na taśmie udaliśmy się do odprawy paszportowej i tam kolejna niespodzianka. Na pięć okienek tylko w jednym siedzi urzędnik i odprawia wszystkich pasażerów w międzyczasie rozmawiając przez komórkę- jednym słowem maniana na całego J Dodatkowo okazało się też, że w Wenezueli jest różnica czasu w stosunku do Polski 6,5 godziny. Skąd te pół godziny? Otóż, El comendante, czyli wielki Hugo Chavez wprowadził to oficjalnie aby oszczędzać prąd, a nieoficjalnie aby wkurzać amerykanów w transakcjach bankowych za ropę. Po około trzech godzinach udajemy się do naszego busa i jedziemy do hotelu, gdzie w końcu możemy napić się jakiegoś drina i spokojnie pójść spać.
    PMV-TUV
    Czyli wyprawa do dżungli. Wszystko już mieliśmy załatwione w Polsce poprzez maila z tutejszą agencją prowadzoną przez sympatyczną Kolumbijkę. Na wielu forach trochę się naczytałem opowieści o wenezuelskich liniach i samolotach, jednak podchodziłem do tego z bardzo dużym dystansem. Dla mnie jak zwykle była to frajda lecieć mniejszym samolotem. Odlot był również z Porlamar, ale z terminala krajowego, który okazał się bardzo egzotycznym miejscem. Podczas oczekiwania na nasz lot w międzyczasie była odprawa- gdzieś, no właśnie nie było żadnej tablicy czy informacji. W ogóle na terminalu nie zauważyłem ani jednego zegara. Jeden z odprawiających się pasażerów na lot „gdzieś tam” miał w torbie piejącego koguta co bawiło jedynie obcokrajowców, a na miejscowych nie robiło żadnego wrażenia.

    Nasza agentka szybko pozałatwiała za nas wszelkie formalności i opłaty po czym udaliśmy się do odprawy. Sama odprawa polegała na przejściu przez bramkę i prześwietleniu bagażu. Nie było żadnego ograniczenia co do napoji czy innych pojemników powyżej 0,2ml. Po kilku minutach odbył się boarding i piechotą udaliśmy się na płytę, gdzie czekał na nas Jetstream 31, YV263T


    Z zewnątrz samolot wyglądał bardzo przyzwoicie natomiast w środku widok przypominał nasz PKS marki „ogórek”, siedzenia były powyginane, a skóra na nich wytarta i popękana. Do tego było brudno, a ściany upaprane.


    Piloci za to wyglądali profesjonalnie, w czystych mundurach i jak się okazało podczas lotu profesjonalnie również pilotowali. Oczywiście demo bezpieczeństwa nie było przedstawione, ale w kilku fotelach dało się zauważyć instrukcję bezpieczeństwa. Jako, że drzwi do kokpitu nie było to siadłem w pierwszym rzędzie tak aby móc wszystko obserwować.


    W samolocie było 9 osób. 5 Polaków, 2 Niemców i Hiszpanka z synem. Nie muszę mówić jaka była ich mina (szczególnie Niemców) kiedy podczas kołowania z przewodów wentylacyjnych zaczął wydobywać się dym
    http://www.youtube.com/watch?v=AnUI7fqjpio
    Jak to zobaczyłem od razu uspokoiłem naszych, że to nic szczególnego w co i tak nie mogli zbytnio uwierzyć, ale zobaczyć minę pozostałych- bezcenne. Pilot skwitował to krótko – no problem. Kilka minut potem byliśmy już na pasie po czym wzbiliśmy się w powietrze: http://www.youtube.com/watch?v=hJQXb22nk-U&feature=channel
    Sam lot trwał nieco ponad godzinkę i przebiegał spokojnie. Większość czasu lecieliśmy na 16000ft. Im głębiej w ląd tym robiło się co raz bardziej zielono, aż w końcu ujrzeliśmy Deltę Orinoco i znajdujące się przy dżungli lotnisko, a raczej pas startowy od długości 1680m i mały budynek służący jako terminal w którym nikogo nie było. Tutaj krótki filmik z lądowania http://www.youtube.com/watch?v=2466gsZVtK0&feature=channel
    przerwany na moment robieniem tego zdjęcia :

    a to już sam terminal:

    Po wylądowaniu backtrack i kołowanie pod terminal. Tam już na nas czekał przewodnik i wprost z terminala przesiadka do łodzi i dalej wodą.
    TUV-CAJ
    Kolejnego dnia czekał nas przelot do Canaimy, czyli lotniska położonego w parku narodowym. Z samego rana również łodzią dotarliśmy na lotnisko po czym bez żadnej odprawy wsiedliśmy do czekającego na nas samolotu. Maszyna i załoga ta sama, a więc wszystko pozostało bez zmian. Szybki start i kierunek na południe. I tym razem lot przebiega spokojnie i trwa około godziny. Podchodząc do lądowania widać tutejsze wodospady


    Podejście wizualne robi wrażenie i przez okno widać już pas startowy

    To lotnisko jest znacznie większe od poprzedniego, sam pas ma już długość 2155m i można zobaczyć tam wiele stojących maszyn:

    Najciekawszy jednak widok tym razem to budynek terminala w dużej części wykonany z drewna i pokryty strzechą

    CAJ-PMV
    Tego samego dnia popołudniu wracamy już na Margaritę. Cały czas ten sam samolot. Jedyna zmiana to czas podróży, który tym razem wynosi dwie godziny. Na ten odcinek trasy dosiadają się miejscowi i od razu robi się bardziej swojsko. Tym razem pasażerka obok mnie zaraz po tym jak siadła w fotelu zaczęła rozmawiać przez komórkę i skończyła mniej więcej jak byliśmy na 3000ft
    http://www.youtube.com/watch?v=4Nxgo_QBBbU&feature=channel
    Lot ten jednak był szczególny ponieważ mieliśmy przyjemność zobaczyć najwyższy wodospad na świecie Salto Angel o wys 979m. Położony jest ok. 60km od lotniska, a przelot do niego odbywa się w wąskim kanionie:
    http://www.youtube.com/watch?v=0QOp4v7zBZo&feature=channel
    Sam widok wodospadu jest niezapomniany, szczególnie przez szybę z kokpitu





    Po tych widokach udajemy się już na północ i po dwóch godzinach lądujemy w Porlamar.
    W międzyczasie jeszcze kilka zdjęć na płycie lotniska:

    Prosto z samolotu udajemy się do terminala i tam bezpośrednio bez żadnej kontroli do wyjścia.
    PMV-LRV
    Na ten odcinek drogi, a w zasadzie na miejsce docelowe czekałem najbardziej. Los Roques, czyli archipelag położony na morzu karaibskim z lotniskiem podobnym do tego na St. Maarten tylko w mniejszej skali. Podobnie jak poprzednio udajemy się na terminal krajowy. Tam szybka odprawa i spacer do samolotu. Tym razem na płycie czeka na nas znajoma konstrukcja naszych sąsiadów z południa, czyli Let L-410UVP Turbolet linii Rainbow Air. Przygotowany na równie szokujący widok wnętrza samolotu jak ostatnio tym razem się zdziwiłem. Samolot oczywiście nie był pierwszej młodości, ale w środku wyglądał zdecydowanie lepiej niż poprzedni Jetstream.





    Po godzinie lotu nad wodą naszym oczom ukazuje się równie niezapomniany widok archipelagu





    Podchodząc do lądowania po lewej stronie mija się port z niesamowicie błękitną wodą.
    Backtrack i kołowanie pod terminal, a w zasadzie małą budkę w której siedzi strażnik i kasuje za wstęp do Parku Narodowego.

    Niestety lotnisko to ma pas o długości 800m przez co lądują tylko głównie małe maszyny. Największym samolotem jaki widziałem był ten De Havilland Canada DHC-7-102 Dash 7

    Ruch niestety jest niewielki. Przyloty są zazwyczaj rano, a odloty popołudniu. Panuje natomiast świetny klimat do spottingu. Można się wyłożyć na plaży i pstrykać przylatujące maszyny:





    Do ciekawostek zaliczyć można na pewno wieżę kontroli lotów, która jest, albo przynajmniej kiedyś była mobilna



    Po dwóch dniach pora jednak przyszła na powrót i nasz lot do Porlamar. Odprawa polegała na wpisaniu naszych nazwisk do zeszytu i tyle. Potem przejście do samolotu i lot. W tą strone ponownie lecieliśmy Turboletem, ale o innym regu


    Po godzinnym locie gładkie lądowania na Margaricie i równie szybka odprawa jak ostatnio.
    PMV-FRA
    Dwa tygodnie szybko minęły i przyszła pora na powrót. Z uwagi na słynne już w Wenezueli kontrole narkotykowe na lotnisku trzeba być 3 godziny przed odlotem, dotyczy oczywiście rejsów międzynarodowych. Tak też się stawiliśmy. W terminalu była już długa kolejka pasażerów. Dzień ten jednak nie należał do najbardziej szczęśliwych z trzech powodów. Po pierwsze trzeba było wracać, a bardzo nam się tu spodobało. Po drugie, czułem się fatalnie po obfitym pożegnaniu ostatniego wieczora z naszymi rodakami J I po trzecie stojąc w tej długiej kolejce musiałem z moim schorowanym wyrazem twarzy nie spodobać się pani celniczce. Zostałem wylegitymowany po czym poproszony aby razem z bagażami udać się na duży stół gdzie wszystko mi powywalali z walizek. Generalnie taką kontrolę miał każdy, ale widocznie czymś na to zasłużyłem co koniec końców sprawiło, że szybciej się odprawiliśmy. Najśmieszniejsze było to, że bagaże przeszukiwali bez rękawiczek, a podejrzane pakunki obwąchiwali osobiście. Niby nic dziwnego, ale obok był wyszkolony pies, który sobie spał. Po tych wszystkich kontrolach w końcu nadaliśmy bagaże i poprosiliśmy o miejsca przy oknie. Niestety tym razem się nie udało i dostaliśmy środkowy rząd. Nawet się tym zbytnio nie przejąłem bo większość lotu przebiegała nocą więc sobie smacznie spaliśmy. Z gateu było już widać lądującego naszego 767. Okazało się, że to ta sama maszyna, którą tu przylecieliśmy

    Szybki boarding i punktualny start kierując się w stronę Europy. W miarę szybko podano posiłek. Jedzenie już standardowe czyli kurczak, ziemniaki, surówka i ciastko. Jakość zdjęcia niestety kiepska bo padała mi bateria i robiłem bez lampy.

    Po posiłku kupiłem sobie jeszcze wspomagacz na sen, czyli niemieckiego Pilznera i razem z żoną zasnęliśmy. Trudno tu mówić o wygodzie podczas snu, ale jakoś udało się wytrzymać te 9 godzin. 2 godziny przed lądowaniem obudziły nas stewardessy roznoszące mokre ręczniki. Po małej toalecie podano śniadanie w postaci pieczywa, wędlin, sera i owoców.

    Po posiłku została już tylko godzina do lądowania. Około 9:30 wylądowaliśmy we Frankfurcie. Tym razem na bagaże czekaliśmy nieco dłużej. Jako, że bilet powrotny do Wrocławia mieliśmy wykupiony na wieczór postanowiłem szybko popędzić do okienka Lotu, żeby przebukować na wcześniejszą porę. Jak się okazało czasu było niewiele, a Pani na stanowisku właśnie zaczynała przerwę. Jednak tutaj muszę pochwalić Panią z obsługi. Powiedziała, że mimo przerwy zrobi co będzie mogła. Niestety mimo iż poświęciła na szukanie i kombinowanie 15min to okazało się, że bilet był kupiony w promocji i koszty przebukowania wyniosły by 120€ za osobę tak więc poddaliśmy się i stwierdziliśmy, że zaczekamy 10 godzin na lotnisku. Odprawiliśmy się w automatach i nadaliśmy bagaże. Plan był taki, żeby sobie pojechać do miasta, ale lot dał nam w kość i chcieliśmy trochę odpocząć. Jak z nieba spadły nam dwa wolne siedzenia w T1 na których można się było położyć J Żona zasnęła od razu. Ja jeszcze poszedłem na taras na T2, jednak wytrzymałem tam może godzinę po czym wróciłem i też zasnąłem. Czas w miarę szybko zleciał. Po kilku godzinach snu zjedliśmy sobie obiad i udaliśmy się do odprawy na nasz lot do Wrocławia. Wszystko poszło sprawnie i szybko. Ponownie czekał na nas ATR72 i ponownie obłożenie wynosiło ok. 90%. Kołowanie na pas zajęło dobre 20min po czym w końcu udało się wystartować
    http://www.youtube.com/watch?v=CiwEDLr5GIM&feature=channel
    Podobnie jak przy locie do FRA i tym razem poczęstowano nas bułką i napojami

    Przylot odbył się o czasie i całe szczęście bo chwilę potem nad Wrocławiem rozpętała się burza. Generalnie wakacje były bardzo udane, szczególnie jeżeli weźmie się pod uwagę aż 10 przelotów w ciągu 14 dni J Wenezuela jest krajem bardzo ciekawym i wartym zobaczenia. Z ciekawostki, której na pewno nie zapomnę to najtańsze paliwo na świecie!!! Na jednej ze stacji kazałem zatankować samochód za równowartość 1$ i weszło prawie 57 litrów PB95, czyli litr za 5 groszy!!!

  2. #2
    Awatar cohontes

    Dołączył
    Jun 2007
    Mieszka w
    Bytom

    Domyślnie

    szczęka opada
    świetny raport
    UL908 UL619* UM984 UL986 UT710 UL623 UP193* UT709 UQ10

  3. #3

    Dołączył
    Oct 2007
    Mieszka w
    EPLL-końcowa prosta

    Domyślnie

    świetne wakacje, świetny raport
    A najlepszy Terminal w CAJ

  4. #4
    Awatar puchat

    Dołączył
    Dec 2007
    Mieszka w
    EPWA/WAW

    Domyślnie

    Kawał dobrej roboty, super się czytało.

    Dzięki za napisanie i publikację!!!
    Pozdrawiam, Maciek.


  5. #5
    Awatar Mentos

    Dołączył
    Jul 2009
    Mieszka w
    Lubań

    Domyślnie

    Super.
    Gratuluję i zazdroszczę
    Pozdrawiam:
    Mentos

  6. #6
    Awatar mapa

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    WRO

    Domyślnie

    Wielkie WOW! super

  7. #7
    Zbanowany
    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Włocławek

    Domyślnie

    Bardzo dobry raport.

  8. #8
    Awatar KyFrUn

    Dołączył
    Dec 2007
    Mieszka w
    Bochnia

    Domyślnie

    Genialna relacja

  9. #9
    Awatar Katowiczanin

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Katowice

    Domyślnie

    świetna relacja naprawdę przyjemnie się czyta!
    ..::WizzAir::..
    Now We Can All Fly :)

  10. #10
    Awatar Loth

    Dołączył
    Mar 2007
    Mieszka w
    Łowicz/Warszawa

    Domyślnie

    Pasjonująca lektura, powinieneś zbierać wszystkie relacje i książkę wydać

  11. #11

    Dołączył
    May 2008
    Mieszka w
    Żywiec/Beskidy

    Domyślnie

    Ależ wciągająca relacja! Piękna podróż.
    Pozdrawiam, Sikora

  12. #12

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    EPWA

    Domyślnie

    Super relacja!!!

  13. #13
    ModTeam
    Awatar egon.olsen

    Dołączył
    Mar 2007
    Mieszka w
    EPWA
    Wpisów
    46

    Domyślnie

    Świetna relacja
    Pozdrawiam
    Krzysztof Moczulski


  14. #14
    Awatar maniekklb

    Dołączył
    Mar 2008
    Mieszka w
    Ponta Delgada

    Domyślnie

    Nic dodać, nic ująć. Poprostu wszystko tutaj dopiąłeś na ostatniguzik
    Pozdrawiam, miłośnik awiacji :)


  15. #15

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Warszawa

    Domyślnie

    Świetny raport!!
    Zazdroszczę podróży
    TOWA TEI!!

  16. #16
    Awatar alfsky

    Dołączył
    Oct 2007
    Mieszka w
    Zywiec, Poland

    Domyślnie

    Świetna relacja. Dużo przelotów, jakże ezgotyczne klimaty.
    Ameryka Południowa to jest to!
    Apropos cen paliwa, to przypomina mi się jak w Wenezueli za tankowanie autokaru zapłaciliśmy mniej niż za wodę dla kierowcy

  17. #17

    Dołączył
    Jun 2008
    Mieszka w
    Lublin / EPLB

    Domyślnie

    Super raport. Z przyjemnością się czyta i ogląda zdjęcia.

  18. #18
    Photo Screener
    Awatar Canon

    Dołączył
    May 2007
    Mieszka w
    WAW

    Domyślnie

    Świetna relacja. Czytałem przez telefon komórkowy i nawet nie wiem kiedy przejechałem swój przystanek :-D Pozdrawiam

  19. #19
    Awatar Corolla

    Dołączył
    Aug 2008
    Mieszka w
    BZG/BCN

    Domyślnie

    Świetna relacja!!! bardzo wciągająca, niczym powieść milo się czytało, oczywiście plus za zdjęcia które robią wrażenie np. Jetstream
    i znów jutro nie będę mogła się rano dobudzić

    A world without flying is like a world without oxygen...

  20. #20

    Dołączył
    Apr 2009
    Mieszka w
    łomża

    Domyślnie


    Polecamy

    bardzo dobra relacja pozdrawiam Paweł

Strona 1 z 2 1 2 OstatniOstatni

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •