Pokaż wyniki od 1 do 8 z 8
  1. #1
    Awatar Krf23

    Dołączył
    Aug 2009
    Mieszka w
    Warszawa

    Domyślnie WAW-SVO-HAN-LPQ-PKZ-REP-SGN-PQC-VKG-SGN-DAD i HUI-HAN-SVO-WAW


    Polecamy

    To będzie moja pierwsza relacja z jednej z moich podróży życia. Cały urlop był zaplanowany na 22 dni. W ciągu tego czasu odbyłem 13 lotów. Niestety nie posiadam własnych zdjęć , ale postaram się opisać najdokładniej jak potrafię i pamiętam oraz okrasić mój opis fotkami znalezionymi w Internecie.
    Lot kupiony był w styczniu w biurze Aerofłotu na Al. Jerozolimskich. Bilet RT z Warszawy do Hanoi kosztował wtedy 2600 zł (więc nie jakoś szczególnie tanio). Pozostałe przeloty kupowane w biurze Lao Airlines oraz Vietnam Airlines w Hanoi oraz w Sajgonie.

    WAW - SVO - 3 kwietnia 2008
    Trochę obawiałem się wsiąść do samolotu. Tyle słyszałem złego o Aerofłocie i ani jednego pozytywnego zdania. samolot wystartował o czasie. Bez problemu wzbił się w powietrze. Lecimy! Do tego Aerofłotem - niewiarygodne. Razem z nami leciało kilku Polków do Wietnamu oraz sporo Wietnamczyków. Wietnamczycy byli z nieprzyzwoicie dużymi zakupami ze strefy wolnocłowej. My zaopatrzyliśmy się tylko w dwie buteleczki whiskey. Po jakieś pół godziny zaczął się serwis na pokładzie. Nie pamiętam co było serwowane, ale nie było to chyba najgorsze - skoro tego nie pamiętam. Stewardessy trochę starsze niż w innych liniach lotniczych, ale dość energiczne. Lot odbył się bez większych przeszkód. Na lotnisku Sheremietievo skierowano nas na tranzyt. Potem przyszło nam czakać na lotnisku około 5 godzin. Według rozkładu samolot miał odlecieć o godzinie 20.40, a my mieliśmy na bilecie godzinę 19.00. Ale nie przeraziło to nas - gdyż samolot o 20.40 był jedynym odlatującym do Hanoi.
    Lotnisko w Moskwie nie należy do najfajniejszych. Strefa wolnocłowa - okropnie droga. Mało miejsc do jedzenia (dobrze, że mieliśmy ze sobą kanapki), brak miejsc siedzących. Jedynym plusem jest siatka połączeń. Z Moskwy można dolecieć właściwie do każdego zakątka Azji. drugim plusem były miejsca wydzielone do palenia papierosów i popielniczki. Są one "otwarte" - wygląda to całkowicie inaczej niż np. w Amstedamie, gdzie jest niewielkie pomieszczenie, zatłoczone i zadymione.
    Na jakąś godzinę przed odlotem ustawiliśmy sie do kolejki do bramki. Przed bramką odbyła sie raz jeszcze kontrola bagażu (wszyscy musieli zdejmować buty!). Poczekaliśmy jeszcze chwilę przed bramką i rozpoczął się boarding.

    SVO- HAN - 3 kwietnia 2008
    Miejsca na ten lot zarezerwowalismy jeszcze w Warszawie - tuż przy kupnie biletu. Lecieliśmy IŁem - 96. Rozkład siedzeń to 3-3-3, jednak w kilku ostatnich rzędach klasy ekonomicznej jest o jedno siedzenie mniej. Zarezerwowaliśmy sobie miejsca w ostatnim rzędzie od okna po prawej stronie. Nie powiem, aby było jakoś bardzo wygodnie, ale nie mogę też narzekać. Miejsca wystarczająco dużo - porównywalnie jak u innych przewoźników. Start odbył się bez żadnych problemów. Załoga samolotu - to w dużej mierze starsze (około 50-tki) stewardessy i stewardi. Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że byli trochę podpici. Po jakimś czasie zaczeto serować posiłek. Bez problemu serwowano także dowolne alkohole. Myślałem, że po pewnym czasie pojawia sie kerany i będzie puszczony jakiś film (nawet po rosyjsku - zawsze to coś). Jednak nie doczekałem się tego. Ił - 96, którym leciałem nie posiadał żadnego ekranu. Tylko pilot poinformował nas, że będziemy lecieć nad Kaukazem, Kabulem, półnoncymi Indiami, Birmą. Najpiękniejsze widoki były już rano - wysokie pasma górskie. Cudo, żałuję, że nie zrobiłem żadnego zdjęcia. Lądowanie na lotnisku w Hanoi - bez problemu. Aż zdziwiony byłem, że całkiem nieżle leciało się Aerofłotem.

    Ił 96 (znalezione w necie):


    HAN - LPQ - 9 kwietnia 2008
    Bilety na lot z Hanoi do Luang Prabang w Laosie rezerwowaliśmy już po przylocie do Hanoi w biurze Lao Airlines. Mieliśmy lecieć 8-go kwietnia, jednak lot Lao Airlines został odwołany i przebukowano nas na poranny lot 9-go kwietnia z Vietnam Airlines. Na lotnisko w Hanoi z centrum miasta warto wybrać sie z odpowiednim zapasem czasu. Podróż z centrum na lotnisko trwa około godziny (bardzo rano). Podejrzewam, że w godzinach szczytu może trwać nawet dwie. A jak sam lot? To był mój pierwszy lot z Vietnam Airlines. Stewardessy nieporównywalnie piękne z tymi z Aerofłotu. Ubrane obowiązkowo w tradycyjne stroje wietnamskie. Do tego mówią po angielsku i są bardzo sympatyczne. Do jedzenia dostaliśmy śniadanie oraz przekąskę - prażone orzeszki. Od tej pory była to moja ulubiona przekąska i za każdym razem lecąc Vietnam Airlines chciałem aby rozdano nam torebkę tych orzeszków. Lądowanie w LPQ bez problemowe. Lotnisko jest bardzo nieduże. Jest tam tylko kilka (może kilkanaście) lotów dziennie. Głównie do Vientiane (stolica Laosu), Bangkoku, Chang Mai, Sajgonu i Hanoi. Było też połączenie do Siem Reap w Kambodży. Na lotnisku była ogromna reklama Vietnam Airlines, że połączenia z Europy do Luang Prabang są z nimi strasznie tanie. Niestety ceny te już nie obowiązują.

    Lotnisko w Luang Prabang (zdjęcie nie jest mojego autorstwa - znalezione w necie):


    LPQ - PKZ - 12 kwietnia 2008
    Tym razem lot Lao Airlines - bilet kupowany jeszcze w Hanoi. W ogóle muszę powiedzieć, że kolorystyka Lao Airlines bardzo mi się podoba. Lot przyjemny, bez kłopotów. Obsługa w samolocie również bardzo sympatyczna - podobnie jak w Vietnam Airlines. Nie pamiętam co z jedzeniem - ale chyba nie narzekałem. Lecieliśmy tak naprawdę do Siem Reap - ale mieliśmy międzylądowanie w Pakse. Nawet nie musieliśmy opuszczać samolotu, więc prawie nie zauważyliśmy, kiedy znów wzbił się w powietrze...

    Lao Airlines (zdjęcie z netu):


    PKZ - REP - 12 kwietnia 2008
    Kontynuacja lotu Lao Airlines. Podobnie jak poprzednio - bez problemów i niespodzianek. Wylądowaliśmy w Siem Reap. Lotnisko wyglądało na bardzo nowoczesne.

    Odprawa paszportowa w Siem Reap (zdjęcie z netu):


    REP - SGN - 14 kwietnia 2008
    I znów Vietnam Airlines. Bilety kupione w Hanoi. Przy wylocie kazano nam zapłacić podatek wylotowy w kwocie... 50 USD za osobę. Ponoć nie trzeba im tego płacić, należy zapytać się o podstawę prawną i wtedy rezygnują z tego podatku. Ja o tym nie wiedziałem więc musiałem zapłacić. Sam lot należał jednak do przyjemnych. Rozdano moje ulubione orzeszki.Do picia serwowana była tylko woda. Mieliśmy mały problem z Wizą, gdyż przy wylocie z Hanoi wbito nam pieczątkę "UŻYTA", podczas, gdy wiza wietnamska była wielokrotna, tj. zezwalająca na wielokrotne przekraczanie granicy. Całe szczęście sprawa się wyjaśniła i moglismy wyjść z lotniska. W Sajgonie lotnisko jest podzielone na 2 terminale - do lotów międzynarodowych oraz krajowych. Oba są bardzo nowoczesne, jednak to krajowe jest mniejsze. Kolejny nasz lot miał odbyć się dnia następnego na rajską wyspę Phu Quoc. Na 14 kwietnia nie było już niestety miejsc. Jednak w przewodniku wyczytalismy, że często jest szansa na zmianę rezerwacji - sporo ludzi rezygnuje i często okazuje się, że są wolne miejsca. Trzeba dowiedzieć się w Vietnam Airlines.

    SGN - PQC - 14 kwietnia 2008
    A jednak udało się nam przebukować bilety. Samolot odleci za kilka godzin. Wypiliśmy pyszną mrożoną kawę w barku na lotnisku krajowym i udaliśmy sie do odprawy. Oczekiwanie na lot tuż przed bramką przeciąnęło się nam do kilku ładnych godzin. Samolot miał odlecieć około godziny 14.00 a odleciał z kilkugodzinnym opóźnieniem. Nie wiem jaki to był samolot, prócz tego, że śmigłowy. Lot trwał 45 minut. Serwowano tylko przekąskę - orzeszki plus woda. Wylądowaliśmy na Phu Quoc.

    Phu Quoc - widok z samolotu (zdjęcie z netu):


    PQC - VKG - 18 kwietnia 2008
    Lot Vietnam Airlines rezerwowany był jeszcze w Hanoi. Właściwie był to lot z Phu Quoc do Sajgonu, jednak z przesiadką w Rach Gia. Lot podobny do tego na Phu Quoc. Smigłowiec, orzeszki i woda. Trwał około 30 minut. Jednak teraz zwróciłem większą uwage na widok za oknem - doskonale widoczny był cały Phu Quoc. Niestety nie zrobiłem żadnego zdjęcia.

    VKG - SGN - 18 kwietnia 2008
    Wysiedliśmy z jednego śmigłowca na lotnisko w Rach Gia. Tam pani z obsługi naziemnej podarowała nam nowe kart pokładowe i czekaliśmy około 30 minut na lot do Sajgonu. Sam lot - podobny. Śmigłowiec i orzeszki.

    Śmigło Vietnam Airlines (zdjęcie z netu):


    SGN - DAD - 20 kwietnia 2008
    Ten lot był rezerwowany już w Sajgonie w biurze Vietnam Airlines. Myślałem, że VA będą obsługiwali ten lot. Okazało się jednak, że jest on obsługiwany przez China Airlines. Nie wiem jaki był to model samolotu, ale był ogromny. Muszę też powiedzieć, że miał bardzo dużo miejsca na nogi i w ogóle po zajęciu miesca byłem mile zaskoczony tym co zobaczyłem w środku. Samolot bez problemu oderwał sie od powierzchni lotniska w Sajgonie, nastąpił seriws (tu chyba nie było orzeszków) i po jakiejś 1,5 godziny wylądowaliśmy gładko w Danang. My wysiedliśmy, a samolot poleciał dalej. China Airlines wywarło na mnie bardzo pozytywne wrażenie i do tej pory się ono nie zmieniło. Mam nadzieję, że przyjdzie mi jeszcze skorzystać z tych linii lotniczych.

    Stewardessa na lotnisku (znalezione w necie) w tradycyjnym wietnamskim stroju:


    HUI - HAN - 23 kwietnia 2008
    Z Danang wzięliśmy taksówkę do Hoi Ann. Tam spędziliśmy kilka dni, a potem wzięliśmy autobus z miejscami leżącymi do Hue. Zwiedziliśmy Hue, przenocowaliśmy i następnego dni mieliśmy lot Vietnam Airlines do Hanoi. Rezerwowany w Sajgonie. Byliśmy już trochę przyzwyczajeni do standardu Vietnam Ailines. I tym razem też nie zawiódł. Stewardessy bardzo atrakcyjne dla oka i miłe. Do tego jedzenie serwowane na pokładzie jest dość smaczne. Dostępne są też na pokładzie gazety w języku angielskim. Po wylądowaniu w Hanoi zrobiło mi się nawet nieco smutno, że to już ostatni lot tymi liniami.

    Kolorystyka Vietnam Airlines (zdjęcie z netu):


    HAN - SVO - 25 kwietnia 2008
    Stawilismy się na lotnisku w Hanoi kilka godzin przed odlotem, aby na 100% zdążyć. Lotnisko było strasznie zatłoczone i do odprawy czekała już spora kolejka... wietnamczyków. Generalnie uważam, że są oni bardzo sympatyczni i absolutnie nic do nich nie mam, jednak wtedy wyglądali trochę jak szarańcza (wybaczcie to wyrażenie). Rozpoczął się boarding. Zajęlismy swoje miejsca - podobne jak wcześniej, tyle, że z lewej strony. Inni pasażerowie też zajęli zajmować miejsca. Zdecydowana większość z nich to byli wietnamczycy. Samolot miał odlecieć o 11.00, a wystartował o 11.40, gdyż wietnamczycy wciąż się kręcili. Jeden siadał, drugi wstawał do toalety, trzeci otwierał luk bagażowy, czwarty wracał z toalety, a piąty jeszcze rozmawiał przez komórkę. Obsługa samolotu była tak mało skuteczna, że nie panowali nad tłumem. Z resztą jeśli steward zamiast krzyknąć albo wyraźnie powiedzieć, że mają wszyscy siedzieć rzeuca cicho "sadzities" - nikt go nie słyszy ani nie rozumie. W ogóle przekazywane informacje powinny być podane też po wietnamsku. Żaden lub prawie żaden z wietnamczyków w samolocie nie rozumiał przecież po angielsku lub rosyjsku. Tak zaczynał się mój jak do tej pory najgorszy lot w życiu. Samolot wystartował. Jednak sam start też nie nalezał do przyjemnych. Bardzo długo wzbijaliśmy się w powietrze, aby osiągnąć odpowiednią wysokość przelotową. Wyglądało to trochę tak, jakby samolot był zbyt ciężki, aby wystartować. Tak jakby miał ze sobą balast, który nie pozwala mu lecieć. Podczas lotu ten stewart, o którym wspomniałem chyba sobie pochlał, bo po kilku godzinach wyglądał na ledwo żywego. W ogóle był bardzo niemiły, flegmatyczny. Podczas lotu nie było zadnego systemu rozrywki, ale za to widoki ponownie zapierały dech w piersiach. Mieliśmy trochę turbulencji aż w końcu przyszedł czas na lądowanie w Moskwie. Krążyliśmy nad Moskwą około 60 minut i bardzo powoli, powoli sie zniżaliśmy. Jedna z Wietnamek nie wytrzymała i "puściła pawia". Rozeszło się to po całym pokładzie samolotu i spotęgowało jeszcze nasze złe samopoczucie i opinię o tym locie. W końcu wylądowaliśmy, stanęliśmy nogą na pokładzie lotniska w Moskwie i odetchnęlismy z ulgą. Czekał nas już tylko lot do Warszawy. Całe szczęście LOTem (był to codeshare z Aerofłotem). Na lotnisku nie moglismy nie zapalić papierosa po takim locie. Chcieliśmy juz zaczerpnąć świeżego powietrza, ale dane nam to było dopiero wieczorem.

    SVO- WAW - 25 kwietnia 2008
    Wsiedliśmy na pokład samolotu. Był piątek wieczór. Pełno ludzi. Ale był to inny sort ludzi. Biznesmeni. Wszyscy czytaja gazety, cisza, spokój, kultura. Start fantastyczny - szybki, bezproblemowy, przyjemny. W chwile po starcie stewardessa zaczęła roznosić posiłek - kolację wraz z winem. Pamiętam, że była to całkiem smaczne. Sama stewardessa była przemiła, zaradna, obsługiwała pasażerów dynamiczni i szybko, nie trzeba było czekac długo, kiedy zebrała śmieci. Czytalismy "Wyborczą" (nareszcie coś po polsku!) i nie spostrzegliśmy się jak lądowalismy w Warszawie. Mogę śmiało powiedzieć, że po najgorszym w życiu locie - nastąpił mój najlepszy.
    Ostatnio edytowane przez egon.olsen ; 24-08-2009 o 20:02 Powód: SU operuje na SVO a nie na VKO

  2. #2
    Awatar Rainbow95

    Dołączył
    Dec 2008
    Mieszka w
    Ze wsi

    Domyślnie

    Moje Uwagi:

    *Zdjęcia mogły by być twoje a nie z internetu.
    *Interesujesz sie lotnictwem a nie wiesz jaki typ samolotu?

    Nie zrozum mnie tylko źle. Pozatym Wszystko Ok
    Sprzedam: Sigma 120-400 APO DG OS HSM! Pół roku gwarancji
    CANON!

  3. #3
    Awatar Krf23

    Dołączył
    Aug 2009
    Mieszka w
    Warszawa

    Domyślnie

    Hmmm... To było 1,5 roku temu. Wtedy jeszcze nie byłem tak zainteresowany lotami. Więc opisałem wszystko z pamięci.

  4. #4
    Awatar Corolla

    Dołączył
    Aug 2008
    Mieszka w
    BZG/BCN

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Rainbow95 Zobacz posta
    Zdjęcia mogły by być twoje a nie z internetu.
    Kolega wyjaśnił od razu na początku, że nie posiada własnych zdjęć

    btw relacja super, naprawdę to musiało być niesamowite przeżycie, a przy tym trochę adrenaliny zdjęcia na pewno by trochę urozmaiciły relację, jednak przez to że ich nie ma możemy użyć własnej wyobraźni

    A world without flying is like a world without oxygen...

  5. #5
    Awatar Krf23

    Dołączył
    Aug 2009
    Mieszka w
    Warszawa

    Domyślnie

    Dzięki za dobre słowa. Mam nadzieję, że przy okazji nastepnej mojej podróży raport bedzie zawierał moje własne zdjęcia.

  6. #6
    mss
    mss jest nieaktywny
    Awatar mss

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    RZE

    Domyślnie

    Taka wyprawa i nie miałes ze soba aparatu ? :P wstyd


    - reklama w podpisie skasowana - REGULAMIN

  7. #7
    Awatar Krf23

    Dołączył
    Aug 2009
    Mieszka w
    Warszawa

    Domyślnie

    Aparat miałem, ale nie robiłem fotek samolotom, a krajobrazom i ludziom.

  8. #8
    Awatar Krf23

    Dołączył
    Aug 2009
    Mieszka w
    Warszawa

    Domyślnie


    Polecamy

    trochę "odgrzewany kotlet", ale w końcu odgrzebałem moje fotki z tej wyprawy i mam jedno Lao Airlines na lotnisku w Luang Prabang mojej roboty. Oto ono:


    I kilka z samej podróży - poniżej sobotni targ w Can Cau (prawie pod granica z Chinami):


    Mnisi w Luang Prabang:


    Żebrząca dziewczynka w Laosie:


    Wodospady Kuang Si:


    Jak tylko uda mi się wrzucić do netu foty z Angkoru, delty Mekongu, Hoi Ann i Halong Bay - też kilka z nich tu wrzucę.


Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •