Witam,
Jest to relacja z podróży na i z wakacji, które w tym roku spędziliśmy z żoną na Rodos.


Część I
WAW-RHO, QS324, B737-800, OK-TVI


Na lotnisku zjawiliśmy się o 0740, zatem na 2h50 minut przez planowanym na 1030 odlotem. Tak wczesny przyjazd wynikał, po części z naszej zapobiegliwości, a po części z tego, że nie mieliśmy biletów , które mieliśmy otrzymać w stanowisku naszego operatora zlokalizowanym w T1.

Gdy dotarliśmy na miejsce, okazało się, że dokumenty należy odebrać w T2. Po krótkim spacerze znaleźliśmy się na T2, gdzie szybko zlokalizowaliśmy stanowisko operatora, przed którym uformowała się kolejka ok. 30 osób. Cierpliwie, zmieniając się, staliśmy w kolejce, podczas gdy drugie robiło wycieczkę do kiosku po gazetę i magazyny, które mieliśmy zamiar czytać w drodze.

O 0810 z biletami w ręku poszliśmy szukać stanowiska check-in.



Rejs QS 324 odprawiany był tego dnia przy stanowiskach 256-258.

Gdy dotarliśmy na miejsce, odprawa właśnie się zaczęła.


My wybraliśmy stanowisko 256.


Przed nami stało ok. 20 osób, podobnie jak w kolejkach do sąsiednich stanowisk. Nieco mnie to zmartwiło, ponieważ liczyłem na to, że uda mi się załapać na miejsce przy wyjściu awaryjnym, szanse na co , w tej sytuacji wydawały się małe. Niemniej, gdy przyszła nasza kolej, zagaiłem, czy mógłbym dostać miejsce w rzędzie” awaryjnym”, najlepiej przy oknie. Bardzo miła pani z WAS, spełniła moją prośbę. O 0840 byliśmy już po odprawie.

Dzięki temu, że, dla rozładowania kolejki, udostępniono „linię” dla klasy C, kontrola przebiegła bardzo sprawnie i o 0900 było już po sprawie.

Teraz przyszedł czas na zakupy. Wizyta w sklepie zajęła nam dłuższą chwilę, ponieważ przy kasie, którą początkowo wybraliśmy uformował się lekki korek. Okazało się, że pan obsługujący kasę niestety nie potrafił się za bardzo dogadać z kupującym. Przyczyną była bariera językowa, co mnie zaskoczyło, ponieważ spodziewałem się, że w miejscu takim zatrudnia się osoby, które choć nie po filologii, jednak, potrafią porozumieć się po angielsku z klientami. Nie czekając na dalszy przebieg wydarzeń, przeszliśmy do kasy obok. Tu trafiliśmy na sympatycznego kasjera, który, gdy zobaczył na karcie pokładowej, że lecimy na Rodos, pochwalił się, że spędził tam ubiegłoroczne wakacje, że było super i życzył nam przyjemnej podróży.

Po wyjściu ze sklepu rozdzieliliśmy się. Żona poszła kupić do kolejnego sklepu po napoje na podróż, a ja obserwowałem ruch na płycie, który nie był zbyt duży. Dla potomnych odnotuję, na płycie stały, m.in.: E90 Finnair, OH-LKK; DH4 Malev, HA-LOA; DH4 Austrian Arrows, OE-LGG.

Wejście na pokład pasażerów naszego rejsu miało odbyć się przez wyjście B23. Gdy dotarliśmy na miejsce uformowała się już spora kolejka. Chwilę później, o 0930 rozpoczął się boarding.



Do Rhodos miał nas w tym dniu zabrać B738, OK-TVI.


Przy wejściu do samolotu, zostaliśmy przywitani przez stewarda. Chwilę później usadowiliśmy się na naszych miejscach, które trzeba przyznać oferują bardzo dużo miejsca na nogi.


Wnętrze samolotu utrzymane jest w dobrym stanie. Siedzenia pokryte tapicerką z materiału, w kolorze niebieskim z pomarańczowymi wstawkami. Mnie średnio podobała się ta kolorystyka, kwestia gustu.
Co 3-4 rzędy znajdują się podwieszane ekrany.


Tuż przed 1000 padło hasło boarding completed. Następnie jedna ze stewardes odczytała standardowy komunikat, witając nas na pokładzie, informując o czasie trwania lotu (2h30min), prosząc o wyłączenie urządzeń elektronicznych itp. Na ekranach pojawiło się safety demo (po czesku i angielsku). Zanim dobiegło końca, rozpoczął się push-back i chwilę później byliśmy już w drodze na pas startowy 29. Jeszcze kilka minut i po starcie „z marszu” wzbiliśmy się w powietrze.

Obłożenie „na oko” wynosiło 100% (nie zauważyłem pustego miejsca).

W trakcie lotu oferowano płatne posiłki i napoje. Nie skorzystaliśmy z oferty, posilając się domowymi kanapkami i popijając napoje kupione na lotnisku.
Obsługa bardzo miła, uśmiechnięta. Raz na jakiś czas członkowie personelu pokładowego przechadzali się wzdłuż samolotu upewniając się, czy wszystko jest ok.

W czasie gdy wkraczaliśmy w przestrzeń powietrzną Rumunii, otrzymaliśmy z kokpitu informacje dotyczące naszego lotu: lecieliśmy na wysokości 37000 stóp z prędkością 850 km/h, temperatura na zewnątrz wynosiła -45C, planowana godzina przylotu to 1345 czasu lokalnego (1245 czasu warszawskiego), trasa: Polska-Słowacja-Węgry-Rumunia-Bułgaria-Grecja-Morze Egejskie, na zachód od wybrzeża Turcji-Rodos.
Uważam, że przekazywanie informacji z kokpitu to bardzo fajna praktyka. Tym razem było to szczególnie miły gest, biorąc pod uwagę, że podczas całego lotu na monitorach wyświetlana były informacje (po czesku i angielsku) dotyczące: godziny w Warszawie i na Rodos, pozostającego czasu podróży, przewidywanej godziny przylotu, pułapu, prędkości, temperatury na zewnątrz, a także mapki pokazujące aktualne położenie.







Lot przebiegał bardzo spokojnie, bez żadnych turbulencji. Było raczej
pochmurnie, przejaśniło się dopiero gdy przelatywaliśmy nad terytorium Rumunii.


Na około 25 minut przed planowanym lądowaniem, rozpoczęliśmy zniżanie.
Wylądowaliśmy o 1345 (czas lokalny) i po krótkim kołowaniu zaparkowaliśmy na płycie na stanowisku znajdującym się bardzo blisko wejścia do terminala.

Ponieważ droga z autobusu do wnętrza lotniska była bardzo krótka nie zrobiłem zbyt wielu zdjęć.




Za sprawą sprawnego deboardingu i bardzo krótkiej podróży autobusem o 1355 (czas lokalny) znaleźliśmy się w hali odbioru bagażu. Pewną ciekawostkę dla mnie było to, że w korytarzu prowadzącym do hali byliśmy rejestrowani przez kamerę termowizyjną. Część przylotowa terminala lotniska w Rodos sprawia dość przygnębiające i odpychające wrażenie. Szczęśliwie nie czekaliśmy długo na bagaże i o 1410 wraz z bagażami wyszliśmy na zewnątrz budynku.


Część II
RHO-WAW, QS325, B737-800, OK-TVI


Wszystko co dobre się kończy i nadszedł dzień powrotu.


Na lotnisku znaleźliśmy się o 1305, tj. 5 minut przed planowanym na 1310 rozpoczęciem odprawy i 2 godziny i 5 minut przed zaplanowanym na 1510 odlotem.

Część, w której znajdują się odloty, choć bez fajerwerków, sprawia zdecydowanie lepsze wrażenie od części, w której zlokalizowane są przyloty.

Check-in odbywał się przy stanowiskach 25-27


Przy jednym ze stanowisk ustawiły się rodziny podróżujące z dziećmi. My ustawiliśmy się przy stanowisku 26, byliśmy drugą parą w kolejce. Odprawa rozpoczęła się zgodnie z planem i w oka mgnieniu otrzymaliśmy karty pokładowe. Ponownie poprosiłem o miejsce przy oknie w rzędzie przy wyjściu awaryjnym i ponownie moja prośba została spełniona. Otrzymałem dokładnie to samo miejsce co w drodze na Rodos.


Ciekawostką jest to, że po odprawie, podróżni zabierają bagaż i udają się do stanowiska, gdzie jest on prześwietlany i dopiero tam go zostawiają (podobnie jak było na Etiudzie). Nie było to jednak specjalnie uciążliwe ponieważ maszyna do prześwietlenia stała tuż obok stanowiska 26, a poza tym nie było do niej kolejki.


Następnie udaliśmy się na wyższą kondygnację, gdzie odbywała się kontrola bezpieczeństwa. Pomimo kolejki, kontrola przebiegła bardzo sprawnie i już po 10 minutach buszowaliśmy po sklepie w poszukiwaniu prezentów dla rodziny. Po zakupach żona zajęła „strategiczne” miejsce z widokiem na płytę, a ja udałem się do punktu gastronomicznego, gdzie kupiłem nam po smacznym ciachu z kremem (byliśmy już nieco głodni, będąc tylko po śniadaniu) i napoje na podróż.


Ok. 1410 usłyszeliśmy wezwanie dla naszego rejsu. Ponieważ autobus z pierwszą grupą już odjechał, a my znaleźliśmy się wśród pierwszych osób zapełniających kolejny, czas oczekiwania na odjazd do samolotu wykorzystałem na zrobienie zdjęć.





Niestety, okazało się do Warszawy mieliśmy wracać dokładnie tą samą maszyną, która przywiozła nas na Rodos dwa tygodnie wcześniej.



O 1435 weszliśmy na pokład samolotu i zajęliśmy miejsca. Następnie, kilkanaście minut, czekaliśmy na przybycie, ostatniej trzeciej, grupy pasażerów.
O 1500 padło hasło boarding completed. Krótki, zwyczajowy, komunikat powitalny (po czesku i angielsku) i po chwili ruszyliśmy z miejsca postojowego. Podczas kołowania wyświetlane było saszety demo, które wciąż trwało w chwili, w której dotarliśmy przed próg pasa. Gdy tylko dobiegła końca, schowano monitory, samolot ustawił się na początku pasa, silniki zagrały pełną mocą i ruszyliśmy. O 1508 znaleźliśmy się w powietrzu.


O 1520 rozpoczął się serwis darmowej wody, a następnie odpłatny serwis pokładowy. Tym razem skusiliśmy się, bo pomimo, że zjedliśmy po ciachu na lotnisku, już odczuwaliśmy lekki głód. Zdecydowaliśmy się na kanapki z serem, które popiliśmy kupionymi na lotnisku napojami. Okazało się, że są produkcji LOT Catering. Były całkiem smaczne.


Obłożenie wynosiło blisko 100% (zauważyłem jedno puste miejsce).


Lot przebiegał spokojnie.



Personel pokładowy, choć w sumie OK, tym razem nie zrobił na mnie aż tak dobrego wrażenia jak w czasie pierwszego lotu. W moim odczuciu charakteryzował się wymuszoną uprzejmością. Po zakończeniu serwisu schowały się za zasłonkami i tam spędziły resztę podróży, aż do czasu obchodu przed rozpoczęciem zniżania.

O 1630 (czas WAW) rozpoczęło się zniżanie. O 1655 dotknęliśmy pasa 11. Droga do rękawa zajęła chwilę, ponieważ zaparkowaliśmy przy rękawie od strony płyty „rządowej”. Przy sąsiednim rękawie stał E95 KLM, PH-EZB. O 1704 rozpoczął się deboarding. Przeczekaliśmy tłok w korytarzu i jako jedni z ostatnich pasażerów opuściliśmy pokład.


Po dość długim spacerze dotarliśmy do karuzeli nr 13 w T1. Bagaże pojawiły się na taśmie o 1735.


Podsumowując, dobrze oceniam podróż z TravelService. Oba rejsy o czasie (a nawet przed czasem), dobrze utrzymane wnętrze samolotu, w sumie dobra obsługa.

Tym z Was, którym udało się dobrnąć do końca, dziękuję za uwagę. Komentarze, uwagi mile widziane.