Pokaż wyniki od 1 do 15 z 15
  1. #1

    Dołączył
    Aug 2008
    Mieszka w
    Wenus

    Domyślnie 02-07.09 :: WRO-CRL-BGY-CAG-CRL-WRO


    Polecamy

    Po zeszłorocznych przygodach w Tunezji z biurem turystycznym, w tym roku postanowiłem sam zorganizować nam wyjazd w jakieś ciekawsze miejsce. Opcji było wiele, a jedną z głównych uruchomione w tym roku połączenie Wrocław-Alicante, które dawało okazję na polatanie nieco po półwyspie Iberyjskim. Jednak w sierpniu trzykrotnie skorzystałem z okazji pierwszych biletów na tej trasie po 5 Euro dlatego stwierdziliśmy, że kolejna wizyta nie będzie miała żadnego sensu. W trakcie jednej z promocji złotówkowych udało mi się znaleźć bilety na jedyne sensowne połączenie wylatujące z Sardynii (wszystkie w interesujących nas terminach były dolatujące, w drugą stronę prawie żadnego), które kierowało nas akurat do Charleroi. Przy łatwości z jaką można znaleźć tanie loty na trasach WRO-CRL, CRL-BGY i BGY-CAG, nie było nad czym się jeszcze zastanawiać. Tak, udane wakacje za 15 złotych są możliwe


    Wrocław-Bruksela Charleroi
    planowany wylot: 2055 / start: 2056
    planowany przylot: 2245/ lądowanie: 2220
    reg: EI-DWF
    pax: 129


    Pierwszy raz na tej trasie leciałem w czerwcu tego roku. Przez 40+ lotów jakie miałem okazję odbyć ani razu nie udało mi się podziwiać zachodu słońca. Najbliżej właśnie było w trakcie tamtego lotu, ale znów plany pokrzyżowały nam chmury. Tym razem nie było w ogóle na co liczyć – start po zmroku. Nic nadzwyczajnego, częściowo lot ponad chmurami, dlatego też większość czasu poświęciłem lekturze magazynu pokładowego. Zaskoczyła mnie spora dawka informacji z Polski, gdyż w Destinations Guide opisano pokrótce „Gdansk”, „Krakow” i „Wroclaw” Poza tym znalazło się również kilka polskich reklam, niestety większość z nich to kluby gogo i burdele
    Po wylądowaniu, jak to w CRL, należało ominąć grupkę ludzi czekających na przyloty z kierunków Hiszpańsko-Włoskich, po czym skierować się do hali ze stanowiskami check-in na nocny postój. Standardowo – materac, koc, z głośników muzyczka i śpioch do czwartej rano. Nie wiem czemu, ale tym razem na CRL nie spało mi się tak dobrze jak ostatnio, chociaż nie budził nas nawet nikt z ekipy sprzątającej...


    Bruksela Charleroi-Mediolan Bergamo
    planowany wylot: 0630 / start: 0645
    planowany przylot: 0805 / lądowanie: 0753
    reg: EI-DWA
    pax: 172


    Charleroi z Bergamo łączą trzy loty dziennie. Nie dziwię się czemu, skoro nawet na tym porannym podróżowało z nami 172 pasażerów! Przy odprawie to, za co strasznie nie lubię CRL – szybkie wypuszczenie przez gate, zejście po schodach dwa piętra w dół i … czekanie przez 25 minut na otwarcie drzwi aby można było przejść do samolotu. Na niektórych lotniskach LCC powinno się przemyśleć organizację, ponieważ taka procedura IMHO nie ma najmniejszego sensu. No ale cóż zrobić...
    Lot niestety cały czas nad chmurami. Liczyłem na jakieś przejaśnienie, zwłaszcza nad takim magicznym miejscem na północ od Bergamo. Mam na myśli tutaj alpejskie jezioro Como które upatrzyłem sobie w grudniu zeszłego roku w trakcie trasy HHN-BGY i nad brzeg którego muszę kiedyś trafić. Niestety, pierwszy raz ziemię zobaczyliśmy już na krótkim podejściu do lądowania.







    Bergamo


    Na miejscu mieliśmy 5 godzin na przesiadkę, grzechem więc byłoby nie wykorzystać jej do zwiedzenia Bergamo – po raz pierwszy w życiu. I nie dziwię się dlaczego kilku forumowiczów było tak zachwyconych tym miejscem. Jest ono po prostu urocze! Śmiem twierdzić, że nawet przebywając tam przez tydzień nie starczy czasu na wszystkie atrakcje. A co można tam robić? Kręcić się po ciasnych uliczkach Citta Alta, kręcić po właściwym centrum pośród mikstury starszych i wiekowych budynków z wciśniętymi gdzieś tam jeszcze knajpkami. Opcjonalnie można też wybrać się do Mediolanu który odwiedziłem i który według mnie ma mniej klimatu niż właśnie Bergamo. Poza tym miasteczko jest u podnóża Alp a to samo w sobie gwarantuje sporo atrakcji :-)











  2. #2

    Dołączył
    Aug 2008
    Mieszka w
    Wenus

    Domyślnie

    Mediolan Bergamo-Cagliari
    planowany wylot: 1250 / start: 1254
    planowany przylot: 1420 / lądowanie: 1356
    reg: EI-DLZ
    pax: 148


    Czas na właściwy cel podróży. Chmury skończyły się w momencie wejścia nad basen Morza Liguryjskiego. Kilkadziesiąt minut lotu i zaczyna się Korsyka. Wow!! Niczym małe dziecko spoglądające na wystawę sklepu z cukierkami zahipnotyzował mnie widok kontrastujących ze sobą pasm górskich i wybrzeża. No i przede wszystkim plaże, które mieniły się wieloma odcieniami błękitu. Wyjazdy mają to do siebie, że w ich trakcie do listy miejsc koniecznych do odwiedzenia zawsze dopisuje się od trzech do pięciu nowych pozycji. Korsyka właśnie została do tej listy dodana!
    Na Cagliari lądowaliśmy nieco inaczej niż zazwyczaj prowadzone tam były operacje – podchodząc od północy. Po wyjściu z samolotu – pierwszy uśmiech na twarzy spowodowany nieprzesadzonym wakacyjnym gorącełkiem +33C. Po wyjściu z terminala – drugi uśmiech spowodowany widokiem rozległego zielonego trawnika i rozłożystych palm. Od czasów wizyty na Teneryfie uwielbiam takie widoki i każde miejsce gdzie można je zastać. Po dotarciu do Cagliari – trzeci i ostateczny uśmiech na twarzy spowodowany kolorową kolonialną architekturą centrum miasta. Już wtedy wiedziałem, że będę zadowolony z tego wyboru! Wprawdzie na miejscu okazało się, że zapomnieliśmy zapisać adres czy choćby numer telefonu do naszego hostelu, na szczęście wcześniejsze studiowanie mapy i umiejętność zgubienia się w gąszczu wąskich uliczek szybko doprowadziły nas do celu bez przymusu korzystania z internetu


    Cagliari
    Nie będę się dużo tu rozpisywał, ponieważ właśnie kończę pisać mini przewodnik po okolicach Cagliari, który powinienem podpiąć pod temat dotyczący odpowiedniego lotniska. W skrócie tylko powiem, że bardzo warto się tam znaleźć. Owszem, jest pewien stres spowodowany tym, że wszystko załatwia się na własną rękę, a jak nie wypali choćby jeden lot, to wszystko przepada. Ale Ryanair jest na tyle solidną firmą, że jak dotąd nie miałem z nimi żadnych przygód. A w miejscu tym naprawdę można wypocząć i czuć się przede wszystkim jak na prawdziwym urlopie zagranicznym. W zeszłym roku mieliśmy okazję zwiedzić „kurort turystyczny” w Tunezji. Oczywiście wszystko przez biuro podróży i właśnie tam, ponieważ we Wrocławiu trudno o jakiekolwiek inne miejsca oprócz tych kilku wybranych. I co? I drogo, wszędzie mnóstwo polaków przez co nie czułem się jak gość, a jak maszynka do dojenia każdego Dinara przez miejscowych. A tutaj? Życzliwość miejscowych, świetna pogoda (gorąco, ale bez Afrykańskiej przesady), praktycznie brak naszych rodaków i przede wszystkim relaks. Ostatniego dnia pokusiliśmy się o małe podsumowanie kończącego się wyjazdu i stwierdziliśmy że w Cagliari naprawdę wypoczęliśmy i jak nigdy dotąd w głowie pojawiła mi się myśl „żal wyjeżdżać”...
































  3. #3

    Dołączył
    Aug 2008
    Mieszka w
    Wenus

    Domyślnie

    Cagliari-Bruksela Charleroi
    planowany wylot: 1050 / start: 1045
    planowany przylot: 1320 / lądowanie: 1251
    reg: EI-DPV
    pax: 162


    Podobnie jak na Sardynię, tylko że tym razem w drugą stronę – start w kierunku północnym, śledzenie palcem na mapie trasy naszego lotu nad wyspą, kolejny zachwyt nad Korsyką i krótki lot nad Morzem Liguryjskim. Jak późniejsze śledztwo wykorzystujące robione zdjęcia i Google Earth wykazało, najpierw można było zobaczyć Cieśninę Bonifacio z niedawnym nowym kierunkiem na mapie FRa – Figari. Następnie malownicze Ajaccio i CapoRoso. Nad ląd wlecieliśmy nieco na zachód od Monako. Lecący po lewej stronie maszyny prawdopodobnie mogli podziwiać Cannes i Lazurowe Wybrzeże a dalej Mont Blanc i Jezioro Genewskie. Nam pozostało natomiast właśnie Monako, później okolice Cuneo i Berna, aby pod sam koniec zrobić zwrot w lewo nad okolicami Liege i rzucić okiem na Brukselę. Posadzenie maszyny na pasie nieco opóźnione, przez co hamulce musiały zadziałać nieco intensywniej niż zazwyczaj. Na końcu pasa zaskoczenie, gdyż zamiast zjechać na drogę kołowania, zrobiliśmy 180 stopni i po pasie wróciliśmy w okolice terminala. Nieco później było wiadomo dlaczego – na drodze kołowania stał wojskowy odrzutowiec.
    Po wyjściu z terminala zaskoczył nas bardzo dziwny dźwięk startującej właśnie maszyny. Nie był to typowy płynny odgłos odrzutowych silników i niepokoiło mnie jakby dziwne stukanie. Bałem się że zaraz ujrzymy start i szybki GA albo skasowanie procedury startu i próbę wyhamowania przed końcem pasa. Na szczęście po pięciu sekundach okazało się, że ten dziwnie głośny ryk wydawał silnik wspomnianej wcześniej maszyny wojskowej, która niczym z katapulty poszła do góry, lecąc przez jakiś czas w pozycji niemal pionowej. Robiło wrażenie!
    Chociaż na przesiadkę mieliśmy jakieś 6 godzin, postanowiliśmy ten czas spędzić na wąskim pasie zieleni tuż przy terminalu. Bardzo przydatne okazały się tutaj nasze koce służące za podłoże do małego biwaku i raczenia się bodaj ostatnimi ciepłymi promieniami słońca w tym roku. W jego trakcie razem z forumowym Miszą i Izą dzieliliśmy się opowieściami z aktualnego jak też wcześniejszych wyjazdów. Wycieczkowe hobby wciąga, nie dziwię się czemu skoro jest tyle do poopowiadania...


    Pomiędzy Sardynią a Korsyką



    Ajaccio



    Już nad Europą - Monako w prawym dolnym rogu
















    Bruksela Charleroi - Wrocław
    planowany wylot: 1840 / start: 1858
    planowany przylot: 2030 / lądowanie: 2020
    reg: EI-DWF
    pax: 142


    Niestety moje negatywne zdanie na temat Charleroi nie uległo zmianie. Tym razem dzięki kontroli bagażu przeprowadzonej przez pana niechcącego powiedzieć ani słowa po angielsku. Zrobił kompletny kiepisz w bagażu mojej dziewczyny wkładając nos nawet do torby z brudnymi ciuchami. Następnie zakwestionował nasz Sardyński ser kwitując to jednym słowem „fromaaaaaż”. Szkoda, bo trudno coś takiego zdobyć nawet w kontynentalnej części Włoch a co dopiero mówić o Polsce. Ale niech ma ile może, jeśli już Bruksela otworzy wreszcie terminal dla linii nisko kosztowych, to nikt nie będzie chciał latać na to piekiełko zwane Charleroi. Pod gate okazało się, że mamy niewielkie opóźnienie. Zaskakujące jest, że w historii czterech startów z tego lotniska aż trzy były po czasie...
    Lot bez fajerwerków. No może oprócz polskiego szefa CC, który tłumacząc wypowiedziane wcześniej po angielsku regułki starał się zrobić to bardzo dokładnie używając skrótów typu „usiąść komfortowo”, „anons kapitana” bądź „wolnonikotynowe papierosy” (nicotine free cigarettes). Że już nie wspomnę o bodaj najbardziej topornym polskim akcencie jaki miałem okazję usłyszeć Oczywiście wszystko to już traktowałem jako małe przymrużenie oka na wieczorny lot.
    Na sam koniec niespodzianka. Lądowanie we Wrocławiu od zachodu - na 26 odbytych dotąd operacji na WRO raz jedyny.


    Nie ukrywam, jestem bardzo zadowolony z całego wyjazdu. Dzięki gościnie i przyjaznemu nastawieniu Sardyńczyków do przyjezdnych wypoczęliśmy dużo bardziej niż przez tydzień w Tunezji. Z racji że wciąż nie mogę znaleźć pracy postaraliśmy się przyjąć opcję nieco bardziej oszczędną, przez co całość (loty, ubezpieczenia, spanie, wyżywienie, zakupy, etc.) wyniosły nas około 700PLN od osoby. Z ciekawości dwa dni po powrocie poszliśmy do biura podróży. Pani zdziwiona że nie pytamy się o standardowe we Wrocławiu Egipt czy Tunezję wynalazła nam wyjazd do „Playa de Sardegna” z uśmiechem pytając się czy wiemy gdzie jest to „miasto”? Oczywiście chodziło o jakiś kolejny kurort turystyczny wokół wielkiego hotelu, który znajduje się w okolicach Olbii. Natomiast na moje pytanie czy to jest tam w okolicy Szmaragdowego Wybrzeża nie potrafiła mi dać żadnej konkretnej odpowiedzi (znający choć pobieżnie topografię Sardynii wiedzą jaką wtopą się ta pani wykazała ). Anyway, na własną rekę trzeba się dostać do Wawy i tydzień w hotelu trzygwiazdkowym (z basenem i śniadaniami) kosztuje 2400 od osoby. Z dziewczyną popatrzyliśmy się tylko na siebie i stwierdziliśmy że przy doliczeniu do tego kosztów pożywienia/wyżycia, za taką cenę jesteśmy w stanie skleić co najmniej 4 wyjazdy w ciekawsze (czyt. nie do kurortów turystycznych) miejsca. Zobaczymy gdzie będzie za rok :-)

  4. #4
    Awatar soccerinho

    Dołączył
    Jun 2009
    Mieszka w
    EPWROcław

    Domyślnie

    Super relacja Tak powinno to wyglądać, a nie zdjęcia z podpisami. Zazdroszczę umiejętności wyszukiwania lotów

  5. #5
    Awatar mapa

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    WRO

    Domyślnie

    Bardzo ciekawa relacja, okraszona fajnymi zdjeciami Sardynia jest przepiekna. A co do niektorych biur podrozy, rzeczywiscie jakby sie zapytac o cos odbiegajacego od standardow, to moze byc juz problem

  6. #6
    Awatar mleko

    Dołączył
    Oct 2008
    Mieszka w
    Wrocław

    Domyślnie

    ehhhh sardynia

    alghero tez jest takie ze chce tam wrocic

    ale powiedzialem sobie ze nastepnym razem jesli sardynia to wlasnie cagliari

  7. #7

    Dołączył
    Nov 2007
    Mieszka w
    Kraków EPOK

    Domyślnie

    Dodam jeszcze, że boarding wygląda całkiem podobnie do tego opisanego w Charleroi na lotnisku w Sewilli. Na hurra wszystkich wpuszcza się na schody i każe czekać 20 minut. Koszmar.

  8. #8

    Dołączył
    Aug 2008
    Mieszka w
    Wenus

    Domyślnie

    Eh... ciągnie mnie do Sewilli, ale widzę w takim razie że wylot z tamtych okolic najmilej wspominany nie będzie. No chyba że wybiorę Jerez bo to też przecież Andaluzja :-)

  9. #9
    Awatar lofoten

    Dołączył
    Jun 2009
    Mieszka w
    Oslo

    Domyślnie

    Tak mnie zastanawia, czemu liczyłeś pasażerów. Mógłbyś uchylić rąbka tajemnicy?
    Paris in the spring? Don't even think about it — the Arctic is where you really want to be.~ Etain O'Carroll

  10. #10

    Dołączył
    Aug 2008
    Mieszka w
    Wenus

    Domyślnie

    Czysta statystyczna ciekawość. Szczególnie na trasach z/do WRO żeby wiedzieć czy połączenie jest rentowne :-)

  11. #11
    Awatar lofoten

    Dołączył
    Jun 2009
    Mieszka w
    Oslo

    Domyślnie

    Fair enough. Jeśli to często robisz, może obstalujesz sobie taki prztykacz ręczny − widziałem czasem stewardesy z takowym
    Paris in the spring? Don't even think about it — the Arctic is where you really want to be.~ Etain O'Carroll

  12. #12

    Dołączył
    Aug 2008
    Mieszka w
    Wenus

    Domyślnie

    Mam lepszy sposób, na koniec lotu przy wyjściu po prostu się pytam kogoś z CC. Wtedy mam dane zaciągnięte z ich jakiegoś tam formularza :-)

  13. #13
    Awatar pR0SiAczek

    Dołączył
    Aug 2008
    Mieszka w
    Gorzów Wlkp.

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez amnesia Zobacz posta
    Mam lepszy sposób, na koniec lotu przy wyjściu po prostu się pytam kogoś z CC. Wtedy mam dane zaciągnięte z ich jakiegoś tam formularza :-)
    klasyczna forma pozyskania info o LF

  14. #14
    Awatar magic

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    EPWR

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez amnesia Zobacz posta
    Przy odprawie to, za co strasznie nie lubię CRL – szybkie wypuszczenie przez gate, zejście po schodach dwa piętra w dół i … czekanie przez 25 minut na otwarcie drzwi aby można było przejść do samolotu.
    Drogi kolego, odpowiem Ci dlaczego tak się robi. Otóż dlatego iż Ryanair życzy sobie by czas postoju na lotnisku wynosił nie więcej niż 25 minut. Najbardziej uśmiałem się jak podczas jakiegoś audytu babeczka z FR stwierdziła że nawet jak samolot przyleci spóźniony, to ma z lotniska wylecieć o godzinie rozkładowej. Domyślasz się zapewne jak bardzo jest to niemożliwe Ale wracając do rzeczy - teraz boarding w Ryanair jest bardziej kłopotliwy niż dawniej. Praktycznie 100 % pasażerów ma już karty check n'go, przeważnie poskładane w kostkę, dokumenty przeważnie zamknięte albo całkiem schowane, czasami do tego dochodzi jeszcze kontrolowanie przez jakiegoś przedstawiciela FR ilości wnoszonych na pokład bagaży podręcznych itp. Dlatego na wielu lotniskach zaczyna się boarding tak szybko jak tylko się da, żeby nie opóźniać rejsu.

  15. #15

    Dołączył
    Aug 2008
    Mieszka w
    Wenus

    Domyślnie


    Polecamy

    Fakt, regulacje FRa stresujące dla handlingu są... No ale w czerwcu na CRL mieliśmy opóźnienie maszyny przylatującej z MAD. Pamiętam że podliczyłem wtedy ile czasu upłynęło od momentu zaparkowania maszyny pod gate do wypchnięcia. Mimo że leciało nas 152 osoby i był obecny facet sprawdzający wymiary bagażu, to wyrobiliśmy się we właśnie 25 minut. Da się :-)
    IMHO jeśli tam skrócono by czas czekania do załóżmy 5 minut, to byłoby ok. Bo 25 na schodach z zimnym wiatrem to była mała przesada.
    BTW, we Wrocławiu system działa bardzo fajnie. Boarding zaczyna się w momencie, gdy stoi pod drzwiami autobus. Wtedy przejście, 6 minut na zapełnienie busa, podjazd pod maszynę i w najwyżej 15 kolejnych jesteśmy już gotowi do drogi. Jedynie gdzie się czeka, to pod gate.

    A co do paxów ze schowanymi dokumentami i pogiętymi kartami to też mnie szlag trafia jak tacy się przede mną stawią... U mnie karta zawsze jest rozłożona, do połowy szerokości naddarta (żeby agent nie miał problemów z rozłączeniem dwóch części i żeby nie przedarł mi całości - wartość pamiątkowa), a ID podawane jest od razu z kartą. No niestety nie każdy taką proceurę stosuje

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •