Pokaż wyniki od 1 do 3 z 3
  1. #1
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie POZ-MUC-EWR-MUC-POZ z Lufthansą


    Polecamy

    W zeszłym tygodniu miałem krótki wypad na NY, loty LH, więc nic na tyle ciekawego by wyciągać aparat - zdjęć nie będzie niestety.

    POZ-MUC
    Typowy lot na DH4, bez opóźnienia, jedyną atrakcją była stewardesa z niemieckim nazwiskiem, mówiąc prawie płynni po polsku - słyszałem jak cały czas mówiła po angielsku i niemiecku, więc jak zapytała mnie po polsku byłem tak zaskoczony, że nie wiedziałem co powiedzieć.

    MUC-EWR
    Tutaj było działo się już nieco więcej, na przesiadkę miałem tylko 50minut, co już z uwzględnieniem kontroli paszportowej i czasu dojścia do gate'a prawie na końcu terminala było w sam raz (jak doszedłem boarding był już zaawansowany, ale była jeszcze krótka kolejka). Jednak na miejscu obok mnie miał siedzieć kolega dolatujący na ten sam lot z Gdańska - jego lot miał być rozkładowo 5minut po moim z Poznania, ale coś opóźniło go o 15minut. Koledze zostało więc 25minut na przesiadkę. Przypuszczam, że dzięki temu, że był to chyba ostatni możliwy lot tego dnia do NY samolotu StarA z MUC, to samolot czekał na wszystkich opóźnionych przesiadkowiczów - kolega wszedł już po planowanej godzinie odlotu, ale i tak staliśmy jeszcze z 20minut czekając na innych.
    Sam lot bez raczej nudny. Maszyna to A340-600, leciałem już taką LH w 2005, jednak wtedy nie było systemu rozrywki w siedzeniach, miałem więc pierwszą okazję by go przetestować. Ekran jest całkiem duży, sterowanie "dotykiem" działa lepiej niż w BA.
    Filmów było około 15 - wszystkie już wcześniej widziałem, głównie w Qantasie nie było żadnych z napisami (co mi pomaga zrozumieć). Muzyki do wyboru niby było sporo, ale jedynie w formie "audycji radiowych" nie dało się wybierać poszczególnych utworów - co bardzo mi się podobało w BA i QF. Szybko więc przeżyciłem się na rozmowę i konsumowanie piwa (LH daje tylko kubek wina, ale całą butelkę piwa i to całkiem sporą).
    Zdziwiło mnie, że zaraz po starcie nie zabrali się za "dystrybucję" obiadu, ale za rozdawanie pierników Oktoberfestowych i napojów. Dopiero po 1,5-2h lotu zabrali się za przygotowywanie obiadu i 2seria napojów.
    Kolację rozpoczęto serwować tak na 2h przed lądowaniem - była wyjątkowo skromna - taka mini ciepła kanapka w duzym kartonie i napoje.
    Trochę mnie zdziwiło, że samolot rozpoczął schodzenia na 400km przed EWR, skończyło się na tym, że ostatnie prawie 200km leciał już poniżej około 4000m. Jeszcze nigdy nie leciałem przy lądowaniu w taki sposób.
    Pomimo opóźnienia przy starcie, lądowanie było prawie o czasie.
    Na lotnisku pan w Imigration nie mógł zrozumieć dlaczego przylatuję turystycznie tylko na 3dni i jak to się stało, że w marcu wlatując w MIAmi wyleciałem ze stanów 5dni później z SanFrancisco - może dlatego dał mi pieczątkę tylko na 3miesiące (kolegę nie pytał o nic i dostał pieczątke na 6miesięcy)

    EWR-MUC
    Wkurzyli mnie już przy odprawie. Miałem taki typowy plecak z możliwością ciągnięcia go na kółkach w wymiarach podręcznego - zawsze używałem go jako bagaż podręczny. Wiele razy jego masa przekraczała te 7km, ale nikt nigdy nie robił problemów - jeśli w ogóle bagaż był ważony (w tradycyjnych liniach był ważony tylko raz w WAW przed lotem LX na Avro ). Jednak pan przy check-in zażadał był położył plecak na taśmie - okazło się, że ma ponad 9km (jak wiem że będą ważyć, to wyciągam to co cięzke i mam 7km - teraz miałe wyjątkowo totalnie wszystko w plecaku, nawet kurtkę). Nie pozwolono mi plecaka odchudzić, zdążyłem wyjąć tylko portfel i plecak pojechał. Jak tylko zniknął gdzieś w czeluściach przypomniało mi się, że tym razem mam w MUC o 5minut krótszą przesiadkę, a w plecaku miałem klucze od mieszkania i od zaparkowanego na lotnisku samochodu. Wkurzyłem się, poszliśmy na lotnisku na piwo, a tam odrębne strefy dla grup gate'ów więc jeden sklep, jedna restauracja do wyboru - chyba z powodu braku konkurencji za piwo zapłaciliśmy 9usd i to było najdroższe piwo w moim życiu.
    Boarding rozpoczął się punktualnie, siedzieliśmy w samolocie na długo przed planowanym startem i niestety posiedzieliśmy sobie tak ponad godzinę. Okazało się, że 3 osoby zostały wyproszone z samolotu (nie wiem dlaczego) i przez 40minut wyciągali ich bagaż. A gdy odjechaliśmy od gate'a to kapitan powiedział, że z powodu burzy na północ od JFK wyloty w tym kierunku są zawieszone. Po kilkunastu minutach zdecydowanie skołowany powiedział, że wyloty są co kilka minut zawieszane i odwieszane i że takiego bałaganu jeszcze nie widział.
    Ostatecznie wystartowaliśmy z ponad 1h opóźnieniem, jednak dobre wiatry po drodze pozwoliły wylądować w MUC z opóźnieniem już tylko 20 minut (zostało mi 25minut na przesiadkę).
    Ku mojemu zdziwieniu serwis na pokładzie był identyczny, jak poprzednio. Zamiast późnym wg. europejskiego czasu do którego każdy leci, wieczorem od razu dać ciepły posiłek to oni dali zakąski i napoje (bez pierników), by za jakieś 2h dopiero rozdawać ciepłą kolację - nie spotkałem się z czymś takim w żadnej innej linii. Filmy te same, muzyka ta sama. Śniadanie już o niebo lepsze, niż kolacja na locie MUC-EWR - takie bardziej podobne do śniadań w innych liniach na longhaulach.
    Wracam więc do najciekawszego, czyli przesiadki na MUC - ja miałem 25minut, kolega do Gdańska tylko 20minut. Biegniemy więc prawie najpierw do kontroli paszportowej, potem do security - tam, albo jakieś ćwiczenia, albo jakiś alarm podwyższonego ryzyka, bo wyciągali każdy aparat fotograficzy i sprawdzali czy działa, mało tego wyciągali każdy obiekty i sprawdzali czy widać światełko no wylot (kolega miał 3 obiektywy). Też mi się to nie zdarzyło. Gate'y na kolejne loty oczywiście mieliśmy na samym końcu terminala, gdy kolega dobiegł, trwał już boarding do następnego lotu (pewnie dlatego, że do GDN następny lot operowany przez LO był tylko za 1h) natomiast na lot do Poznania specjalnie czekano na pasażerów z lotu z EWR - wyszło na to, że niepotrzebnie tak się spieszyłem, bo dotarłem tam pierwszy, a nawet 10minut za mną ostatni z chyba 6pasażerów z EWR lecących do POZ. Gdy dotarliśmy do samolotu (DH4) właśnie zamykali bagażnik, nie wiedziałem więc czy mój bagaż z kluczami jest w środku (gdyby go nie było mógłbym sobie najwyżej pojeździć po Poznaniu do czasu gdy doleci następnym lotem za 4h. Siedzę już w środku i widzę jak z oddali dojeżdża mały pojazd z kilkoma torbami i moją na szczycie )) Najpierw się ucieszyłem, ale widzę, że bagażowy kiwa głową, że nic z tego, bo zamknął a taśmociąg pojechał. Sądząc po mimice po krótkiej pyskówce z załogą, bagażowy wezwał taśmociąg, otworzył luk i moja torba była już ze mną

    MUC-POZ
    Gdy wiedziałem, że moj bagaż leci ze mną to po prostu sobie spałem

    Dla chętnych fotki o tematyce nielotniczej:
    New York

  2. #2

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    GDN

    Domyślnie

    milo się czytało
    Choć wazenie podręcznego na lotach przed Atlantyk to kuriozum. Coz... LH bywa bardzo dziwna.

  3. #3
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie


    Polecamy

    Cytat Zamieszczone przez olekorlo Zobacz posta
    milo się czytało
    Choć wazenie podręcznego na lotach przed Atlantyk to kuriozum. Coz... LH bywa bardzo dziwna.
    Ja bardziej miałem wrażenie, że to dziwna obsługa na EWR. Z LH latałem z tym samym plecakiem podobnie załadowanym i nikt nigdy nawet nie pytał. Zawsze mieścił się do schowków - a w innych liniach, gdy nadawany bagaż jest darmowy to do podręcznego mają sporą tolerancję. Na LHR mi ważyli przed lotem QF do SIN ale pomimo lekkiej nadwagi nie robili problemów.

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •