Pokaż wyniki od 1 do 2 z 2
  1. #1

    Dołączył
    Aug 2007
    Mieszka w
    mieszkaniu

    Domyślnie


    Polecamy

    To moze i ja cos tu naskrobie, zobaczymy co z tego wyjdzie.

    Bookujemy
    Zabookowane LHR-IST-SIN i powrot BKK-IST-LHR z Turkish Airlines w klasie ekonomicznej oraz SIN-KUL, KUL-BKK AirAsia, w momencie bookowania widze 3 sektory rozpisane na B777, ktore TK bierze (wet lease) od Jet Airways, zapowiada sie niezle. Turkish okazuje sie jednak calkiem efektywny w mieszaniu samolotami , juz dzien pozniej widze, ze przemieszali i pojawily sie ich A340, czynnik mieszajacy utrzymuje sie, sporadyczne zerkniecia w expertflyera co jakis czas upewniaja, ze do dnia odlotu nie bedziemy wiedziec jaka maszyna leci . Dwa dni po zabookowaniu dostajemy maila informujacego o zmianie rozkladu, z 80 minut na przesiadke w IST robi sie 60, telefon do call-center w Turcji i posrod szumy drzew, trzasku lamanych galezi, uderzen gradu i wszelakich innych dzwiekach slyszanych w sluchawce jakos udaje sie z czlowiekiem po drugiej stronie porozumiec i potwierdzic, ze nadal nam odpowiada taki lot. Kilka pozniejszych telefonow do owego call-center potwierdzaja, ze prezentacja "dziekow natury" poprzez telefon to typowa "atrakcja" dzwoniac do nich .

    LHR
    T3, Sredniej dlugosci kolejka to checkinu, zdecydowalem sie na odprawe na lotnisku, aby wpisac do systemu numer FF (strona turkisha nie daje mozliwosci wprowadzenia innego niz z ich programu), jednoczesnie probujemy wybrac sobie jakies siedzenia, do IST wypada rzad 23, czyli skrzydlo. Na drugi odcinek pan twierdzi, ze jedyne podwojne miejsce na tym A340 (w rzedach A-B albo J-K) to rzad 35, hmmm, jeszcze rano patrzylem i byl A330, "pan czekin" sprawdza ponownie i z usmiechem potwierdza, ze to A330 jednoczesniej twierdzac, ze rzad 35 to bedzie tak w polowie samolotu , logika wspomagana notatkami wskazuja twardo, ze to raczej nie srodek a ostatni rzad, no ale wiecej z tym panem nie ugramy .

    Lecimy
    Pakujemy sie do B777 nazwanego Akdeniz, uklad siedzen 3-3-3, odlatujemy z lekkim opoznieniem Jak daleko wzrokiem siegam, miejsc wolnych nie widze. Niezly fotel, dobry system rozrywki, oraz efektywna obsluga dobrze radzi sobie z rozniesieniem picia i jedzenia, jedzenie nawet zjadliwe, odkrywamy tez calkiem niezly "sourcherry juice". Czytalem w innej relacji tutaj jak ktos pisal, ze B777 okazal sie dla niego calkiem glosny podczas startu, moze to miejsce, w ktorym siedzimy, ale jak jest cicho, lot mija szybko. Juz prawie godzina 23 w Istanbule, my w poblizu, gdy moja uwage przykuwa dlugi zakrety w lewo, po chwili kolejny, chwile pozniej kapitan informuje, ze z powodu natezenia ruchu pokrecimy sie w holdzie pol godziny. Coraz mniej zostaje czasu z nadgryzionej juz poczatkowym opoznieniem godziny na przesiadke. W terminalu jestesmy jakies 10 minut przed planowym odlotem naszego lotu do SIN, szybko podazamy za strzalkami transferowymi, dojscie do bramki broniacej dostepu do schodow na wyzsze pietro gdzie znajduja sie bramki wylotowe, szybkie sprawdzenie kart pokladowych i paszportow przez mundurowego i tym razem bez wiekszych problemow dostajemy sie pietro wyzej. Security przy naszym gacie juz sie "otasmowalo", jednak ciagle ktos sie tam kreci, pytamy czy jeszcze sie dostaniemy na ten lot i kaza przejsc, sprawdzaja, na koniec mundurowy w roli "pani sprawdzajacej karte pokladowa", rekaw, i jestesmy w A330, ktorym odbedziemy dalszy lot (uklad siedzen 2-3-2) jeszcze tylko wygonic spryciarza, ktory myslal, ze dostaly mu sie dwa wolne fotele i siedzimy w naszych 35A, 35B. Jeszcze slysze kilkakrotnie dzwiek drzwi bagaznika, wiec tak jakos niesmialo sobie mysle, ze moze i nasz bagaz zalapal sie na lot...

    Moje lenistwo, oraz niechec do wyciagania klamora (czyt. aparatu foto) powoduja, ze "obowiazek" fotograficzny przechodzi na moja partnerke, dysponujaca jakze porecznym w takiej sytuacji kompakcikiem.
    A tak oto wyglada widoczna czesc systemu AVOD na B777.


    Cdn. nastapi (?), no nie wiem, zalezy czy kos bedzie chcial to czytac...

    Zaloga zbiera sie do pierwszego serwisu, rozdaja menu i nawet jest wybor glownego dania, pomiedzy miesem a niemiesem . Biore mieso no i rozczarowanie, pachnie toto dziwnie, smakuje jeszcze gorzej, teraz doceniam fakt, ze na poprzednim locie mieso skonczylo im sie rzad przed nami, calosc wyglada tak:


    Specjalnoscia Turkisha w ekono jest ciepla buleczka , ktora podaja do kazdego posilku, sourcherry juice i wino pozwalaja jakos przeplukac owieczke, ktora swoim smakiem wywolala by chyba gwaltowny taniec z nozami u kazdego tureckiego sprzedawcy kebabow. Sporo opini o tej lini podkresla, ze czesto srednio mila i chetna zaloga ciagnie jakosc produktu mocno w dol, tym razem ponownie zaloga mila, sprawna, czesty serwis napoi, a do tego ostatni rzad jest pierwszy do karmienia . Czas na spanie, snu brak, za to oszukujemy, okienko odsloniete i podgladamy sobie wschod slonca.


    Pokrecone podejscie do SIN i jestesmy w terminalu, niestety torba jest jakies 10 godzin lotu za nami, widze kilku innych ludzi z naszego lotu nerwowo wpatrujacych sie w pusta karuzele, podpytuje jednego, lecieli z niemiec, im tez nie przepakowali toreb na kolejny lot, wiec zostaja z tym co na sobie i dwojce dzieci. Zdazylo mi sie miec bardzo ciasna przesiadke w ZRH lecac Swissem, samolot czekal tylko na nas opoznionych, a torby jakos udalo im sie zaladowac... Wizyta w biurze lost&found i spotykamy tam mila, zdaje sie skandynawska parke, ktorej co prawda torbe ma, natomiast dobrej klasy torba wyglada jakby ktos ja pocial i poszarpal, gdzieniegdzie z kieszonek wystaja resztki sprzetu do nurkowania, slysze jeszcze wlasciciela podajacego obsludze sumy w setkach euro, zamieniamy jeszcze kilka slow i w miedzyczasie dostajemy informacje, ze nasz bagaz doleci nastepnym lotem czyli za dwa dni. Pytanie o to czy moga wyslac go inna linia przynosi odpowiedz negatywna, za to przyznaja nam 50SGD do wydania na dzien (co jest suma niska) z obietnica zwrotu wydanych pieniedzy w zamian za rachunki. Jeszcze automatyczna kolejka do drugiego terminala, klimatyzowane metro i uderzenie goracego, wilgotnego powietrza po wyjsciu przypomina, ze jestesmy prawie na rowniku.

    Nasz czas w Singapurze dobiegl konca, na lotnisko udajemy sie godzine wczesniej, zgodnie z umowa chcemy odzyskac "rekompensate". Dla potomnych podaje jak dostac sie do biura l&f (arrivals) bedas po drugiej stronie "plota" . Znajdujemy "information desk" tam pokazujemy im numer telefonu do biura, ktory mamy na raporcie od nich, po chwili nieskutecznego dialogu pani z informacji przejmujemy sluchawke i tlumaczymy, jeszcze ze 2 razy zostajemy przelaczeni, tlumaczymy ponownie, podajemy swoje dane, ktore maja zostac przekazane policji w celu wypisania przepustki. Zjezdzamy do piwnicy i znajdujemy mini posterunek, tam panowie nieco zdziwieni nic nie wiedza o celu naszej wizyty, ale dzwonia do biura i sie dowiaduja, wypisuja przepustke, z ktora udajemy sie do przylotow, tam znajdujemy bramke, przepustke policyjna i paszport wymieniamy na przepustke lotniskowa, jeszcze sprawdza nam plecak, z ktorym nonszalancko wchodzimy i juz mozna prosto do biura l&f . Z powrotem to juz prosto, odzyskujemy paszport i wychodzimy dla odmiany "normalnym" wyjsciem, ze wskazaniem na "zielona sciazke" , tak sobie wtedy pomyslalem, ze szczytem ironi bylo by jakby mi zrobili "losowe" sprawdzenie plecaka (spakowanego juz na dalsza podroz), jak to sie moze zdazyc przylatujacym .
    Czas udac sie do bramki na nasz kolejny lot, czyli SIN-KUL na pokladzie AirAsia. Atrakcja security tym razem sa dwie angielskojezyczne panie, ktore w zapomnieniu probuja przemycic dwie, do polowy oproznione butelki wina, wyrozumialosc obslugi jest wielka, panie dostaja propozycje przeniesienia zawrtosci w zoladku, jednak po chwili zastanawienia, w pewnej rozterce, rezygnuja.
    Jest juz nasz A320, w malowaniu okolicznosciowym, przez szybe wyglada tak, w tle zlapal sie jeszcze jeden w innym okolicznosciowym wdzianku:


    Kolujemy, z wylotow klimy para wodna ostro leci, jeszcze informacja, ze sobie przed progiem pasa postoimy 15 minut z powodu ruchu, za nami nikogo w kolejce, kilka ladowan i lecimy.
    Lot ma trwac 45 minut, zaplanowany na wysokosci 22000 stop i w zasadzie polega na dojsciu do przelotowej, aby tam od razu rozpoczac znizanie do KUL. Kapitan rozgadany, szkoda, ze polowy nie udaje nam sie zrozumiec, zlaoga efektywna i milych rysach twarzy .
    AirAsia plus inne Low Costy w KUL maja osobny terminal, znajduje sie on po drugiej stronie rozleglego apronu, drog kolowania itp. Wyladowywuja ludzi "na plyte" i rozpoczynamy dluga wedrowke po apronie wytyczona sciezka, posrod innych samolotow, sortowni bagazu, spiacych bagazowych i tym podobnych atrakcji. W lini prostej niedaleko, ale dojazd do glownego terminala to ok. 20km droga . W planie jest przedluzenie lini kolejowej (aktualnie konczy sie w glownym terminalu), ale poki co, aby dostac sie do miasta (budzetowo) to: albo busik to glownego terminala i stamtad wedle wyboru, albo od razu bus do miasta. Znajdziecie dwoch operatorow SkyBus (to te czerwone), koszt to 9 MYR), oraz drugi jezdzacy zoltymi autobusami o 1 MYR tanszy) obydwa dojezdzaja do stacji KL Sentral w Kuala Lumpur.

    Czas na kolejny lot, czyli KUL-BKK AirAsia ponownie. Zaraz po przejsciu kontroli bezpieczenstwa natrafiamy na calkiem fajny sklepik. Polki wypelnione roznymi "smakolykami", wiekszosci mozna sprobowac, no to probujemy, mieszamy smaki, unikamy jedzenia mrowek lazacych gdzieniegdzie. W terminalu, w eterze panoszy sie darmowy internet, tak wiec luksusami otoczeni oczekujemy na nasz lot, samolot znowu na koncu apronu, wiec znowu odbywamy wedrowke po plycie...
    Sklepik:


    Znow mily lot, mila zaloga , dostajemy jedzenie zamowione podczas bookowania lotu, i fakt jest taki, ze jest ono calkiem zjadliwe. I znow w miare punktualnie ladujemy.

    Czas na powrot, czyli BKK-IST i dalej IST-LHR a'la Turkish
    Na lotnisko dojezdzamy wyprobowana wczesniej jak i najtansza metoda, za to najmniej turystyczna (to co lubie), czyli autobusem miejskim.
    Tym razem A340 (uklad 2-3-2) W kolejce do czekinu "niespodzianka", spora grupa polakow wracajaca z jakiejs wycieczki. Juz w drodze do samolotu widze kilku niekwapiacych sie do samolotu, za to "glosno" rozprawiajacych o religiach swiata...
    Wzielismy sobie znowu tak niepolecany (seatguru), ostatni rzad, a co, fajnie nie miec za plecami innych (no, moze poza zaloga). Na temat rodakow nie chce mi sie rozpisywac, aczkolwiek glupie utrudnianie pracy zalodze, oraz urzadzanie "przedstawien" spotyka sie z pewnym zainteresowaniem obcokrajowcow obok i zazenowaniem u nas... Tymczasem po drugiej stronie samolotu widze sobowtora J.Clarksona znanego min, z Top Gear angielski akcent, blyskawicznie rozbawia do lez pasazerke na siedzeniu przed nim, dlugi tak, ze siedzi "na skos" aby sie zmiescic, tylko ta klasa ekonomiczna nie pasuje . Nie dane mi z nim jednak pogadac, bo wkrotce po serwisie zasypia.
    Mamy problemy z AVOD (podobnie jak w poprzednim locie A330), a dokladnie tylko nasz rzad, zaloga resetuje dwa razy nasze terminale, nie pomaga.
    W akcie desperacji wykorzystuja serwis i po ogloszeniu planowej 20min "awarii" calego systemu w samolocie, resetuja wszystko, no i pomaga .
    Jedzenie wyglada tak:

    No i niespodzianka, okazuje sie (co przyjmujemy z duzym zadowoleniem), ze nie ganiaja za jedzeniem po parku , a to im literowka niezle wyszla :


    No i w koncu Istanbul, za 2 godziny kolejny lot, tymczasem pasazerow transferowych lecacych dalej to USA, UK i Izraela wywoluja na bok i sluzby mundurowe robia nam porzadny wywiad. Nie wiem czym to spowodowane, nie mielismy tej atrakcji podczas poprzednich pobytow w IST, podniesiony stopien (nie)bezpieczenstwa?, brak sprecyzowanych procedur, albo jakies specyficzne procedury sie nagle objawily?. Czlowiek nas egzaminujacy, nota bene wladajacy calkiem dobrym angielskim, nie zadowala sie kartami pokladowymi i paszportami, chce zobaczyc bilet, ciagle mu malo, nazwe firmy, w ktorej pracujemy tez by chcial poznac, mocno zainteresowny jest co w pracy robimy, tyle pytan zadaje a na koniec stwierdza, ze nadal niezbyt rozumie na czym nasza praca polega , cos nie wygladamy mu chyba na turystow . Konczy teatrzyk stwierdzeniem, ze nie jest pewny co z nami zrobic i bierze dokumenty i idzie zapytac "supervisora", no i w koncu mozemy isc dalej.
    Na odcinku IST-LHR mamy ten sam A340, ktorym tu przylecielismy chwile wczesniej. Jest okazja przyjrzec sie jakosci pracy ekipy sprzatajacej, i jest slabo, z przejsc sprzatneli, ale smieci obok jak lezaly tak leza. Tym razem trafia sie fatalna zaloga, zajeta glownie plotkowaniem w tylnej kuchni, spora czesc AVODow jak daleko widze, nie dziala, co oznacza, ze ci pasazerowie nie zobacza "safety demo", paniom zreszta nawet nie chce sie sprawdzic czy pasy zapiete do startu. Z kuchni wychylaja sie tylko aby rozrzucic sniadanie i picie. Podejscie do RWY 9L no i wystarczy latania na jakis czas .
    Ostatnio edytowane przez Gabec ; 22-10-2009 o 00:54 Powód: zgodnie z uzgodnieniami z autorem

  2. #2
    Awatar lofoten

    Dołączył
    Jun 2009
    Mieszka w
    Oslo

    Domyślnie


    Polecamy

    Cytat Zamieszczone przez piotro Zobacz posta
    Wzielismy sobie znowu tak niepolecany (seatguru), ostatni rzad, a co, fajnie nie miec za plecami innych (no, moze poza zaloga).
    A niech sobie nie polecają. Zadowolony byłeś, prawda?

    Sam kilka razy siedziałem na transatlantykach na końcu − o jedno siedzenie mniej w rzędzie. Tyle, że o szybę się nie można było oprzeć. Ostatnio też siedziałem na końcu w trabancie MD Norwegiana, co było zdecydowanie złym pomysłem − jakbym się przykleił uchem do rury wydechowej... Z drugiej strony lecąc nocnikiem SK1474 z Kopenhagi najfajniej się siedzi na końcu. Jak już ostatni lot, to ostatni rząd pasuje. Cisza, ciemność, pustka i spokój.
    Paris in the spring? Don't even think about it — the Arctic is where you really want to be.~ Etain O'Carroll

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •