Strona 1 z 3 1 2 3 OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 1 do 20 z 51
  1. #1
    Awatar lofoten

    Dołączył
    Jun 2009
    Mieszka w
    Oslo

    Domyślnie Euroarktyka | MEH & BVG | Widerøe


    Polecamy

    To będzie wspomniana wcześniej dość nietypowa relacja z podróży. Tematem nie będą samoloty i
    wspaniałe widoki z powietrza, ale ludzie na ziemi. Ludzie lotniska -- Avinor ground services i Widerøe w jednym. Żeby napisać o tychże ludziach, muszę naświetlić kontekst, stąd długość wpisu. Jak za długi i nie na temat, proszę wywalić, ale jeśli już, to całość

    Gdzie:
    Arktyka | Norwegia | Półwysep Nordkinn | Mehamn Lufthavn
    Arktyka | Norwegia | Alta Lufthavn
    Arktyka | Norwegia | Półwysep Varanger | Berlevåg Lufthavn

    Loty 2008:
    OSL-KKN-VDS-BJF-MEH + MEH-ALF + ALF-OSL | SAS + Widerøe
    (Oslo-Kirkenes + Kirkenes-Vadsø-Båtsfjord-Mehamn + Mehamn-Alta + Alta-Oslo)

    Loty 2008/9
    OSL-ALF-OSL | SAS + Norwegian
    (Oslo-Alta-Oslo)

    Loty 2009:
    OSL-KKN-VDS-VAW-BJF-BVG + BVG-BJF + BJF-HFT-TOS + TOS-OSL | SAS + Widerøe
    (Oslo-Kirkenes + Kirkenes-Vadsø-Vardø-Båtsfjord-Berlevåg + Berlevåg-Båtsfjord
    + Båtsfjord-Hammerfest-Tromsø + Tromsø-Oslo)

    === GEOGRAFIA ===

    Półtora roku temu po raz kolejny świat mi się zawalił za sprawą tzw. remission,
    postanowiłem więc przyspieszyć eksplorację interesujących mnie części świata,
    tzn. Arktyki i przyległości, póki jeszcze mogę. Rezerwacje lotnicze posypały
    się jedna za drugą: na rozgrzewkę islandzki wulkaniczny archipelag
    Vestmannaeyjar w maju, lądolód grenlandzki w czerwcu, archipelag Lofoten i
    fjordy Sunnmøre w lipcu, plus Alpy Lyngeńskie w sierpniu. Po tym koncercie
    byłem gotowy na zmierzenie się z Arktyką właściwą, tą najprawdziwszą z
    prawdziwych: polarną pustynią półwyspu Nordkinn (Nordkinnhalvøya).

    Na tym właśnie półwyspie znajduje się najbardziej na północ wysunięty skrawek
    kontynentu europejskiego, przylądek Nordkinn, gdzie najbardziej wysunięta w
    morze Barentsa skała lokalnie zwie się Kinnarodden. W świadomości publicznej
    figuruje Nordkapp, ale jest to przylądek na wyspie Magerøya o prawie 100km na zachód,
    a więc już nie kontynent, ponieważ równie dobrze możnaby mówić o archipelagu
    Svalbard. Poza tym na Nordkapp dojeżdza się autobusem zapłaciwszy najpierw za wstęp.
    Można tam na miejscu zjeść jakąś padlinę, przepychając się w tłumie niedzielnych
    wycieczkowiczów. Porażka na całej linii. Norwegowie skomercjalizowali Nordkapp,
    pozostawiając prawdziwy koniec Europy w stanie dziewiczym. Brawo za
    pomysłowość.

    Mało kto wie o Nordkinn, a jeszcze mniej tam podróżuje. Jest to jedyne miejsce
    w Europie (nie licząc skraju Rosji), gdzie panuje klimat arktyczny wg.
    klasyfikacji Köppena. Lato jako takie nie istnieje. Lofoten to Afryka w
    porównaniu z półwyspem Nordkinn. Licząc od lotniska, do Kinnarodden jest 24
    kilometry najprostszą trasą, najpierw tundry, potem gołej pustyni arktycznej.
    Trasa jest na miejscami oznaczona wyblakłymi czerwonymi kijkami co kilka
    kilometrów, plus dużymi kopcami z kamieni w trzech miejscach. Nawet w dobrej
    pogodzie jest nań ciężko trafić, więc cały marsz robi się 'na czuja'. Krajobraz
    jest dosyć monotonny: najpierw vidda (płaskowyż z tundrą), potem bród jedynej
    rzeki, ciąg stawów pośród wzgórz, następnie ogromny płaskowyż opadający do
    morza ściankami. Prawie cała droga po boulderach, złomowiskach, gołoborzach,
    plus wspomniane ścianki.

    ===========================================
    Jeśli obrazki z Google Picasa się nie ładują, wyłącz referrer logging, a jeśli to nie pomaga zajrzyj do albumu stworzonego wyłącznie na potrzeby tego wpisu:

    Picasa Web Albums - lofoten.GL - Finnmark2008/9

    ===========================================




    === KINNARODDEN ===



    W Mehamn wylądowałem późnym popołudniem. Było szaro, ciemno, mokro. Dwie minuty
    po wyjściu z mojej ulubionej ważki byłem na zewnątrz. Mehamn Lufthavn szczyci
    się najmniejszym budynkiem w Norwegii. Terminal na najbardziej północnym z
    lotnisk Europy jest naprawdę mikroskopijny. Ale za to jaka obsługa... o czym
    później.



    Pięć minut po lądowaniu byłem już w drodze. Obejście drutów, vidda i kilka
    kilometrów dalej na południe spanie pod chmurką w bagienkach. Sforsowanie rzeki
    zostawiłem na ranek. W nocy trochę lało, jednak ranek był w miarę jasny. O
    piątej rano zjadłem śniadanie jeszcze w śpiworze. Miałem wyprawowego jedzenia
    na dwa suche posiłki: salami, cytryna, 1/3 bochenka chleba i paczka suszonych
    moreli. Planowałem wrócić za dwa dni, na dzień przed sobotnio-porannym lotem.

    Trekking w 'tamtą' stronę odbywał się z początku dość ekspresowo. Sforsowałem
    rzekę, wdrapałem się na viddę, po czym w dół do jeziorka, przełęcz, jeziorko,
    przełęcz, jeziorko, i tak siedem razy. Po drodze zaczęło lać więc zdjęcia sobie
    darowałem. Jeszcze w Kirkenes viewfinder w mojej Minolcie padł, więc i tak była
    to ostatnia wyprawa z antycznym aparatem. Na wielki płaskowyż wchodziłem już w
    deszczu i mgle. Mehamn słynne jest na całą Norwegię z niepogody. Nie chodzi tu
    o zwykłą dupówę, ale o wiatry ponad 7 stopni w skali Beauforta, nagłe mgły, i
    ogólnie sodomę i gomorę. Strona lokalnej gminy ostrzega trekkersów przed
    załamaniem pogody, w której i kompas i oczy na nic się nie zdadzą.



    Trafiło się oczywiście mnie. Straciłem orientację na płaskowyżu, zlazłem nad
    morze do nie tej doliny co trzeba, musiałem z powrotem wdziargać przez mokre
    50-metrowe ścianki, po czym po kilku godzinach znalazłem się na wysoko
    położonym cyplu, który spada do morza skałą Kinnarodden. Widoczność: 4 metry.
    Stawiałem kopczyki i ostrzem ścianki doszedłem na koniec.



    Druga po południu, stoję na końcu Europy, dumny z siebie, mimo iż nie widzę
    nic. Na 30 sekund wyjąłem starą Minoltę z garba i zalało mi ją dokumentnie.



    Droga powrotna na wielki płaskowyż zajęła mi niewiele czasu. Roztrenowany
    wyjazdami byłem w formie. O ile pogoda wcześniej była zła, to po południu było
    wręcz tragicznie. Zgubiłem się dokumentnie, łażąc po ogromnym płaskowyżu bez
    żadnej orientacji, w supersilnym wietrze, bez żadnej widoczności, odmrażając
    ręce na skałkach. Zawsze mi się mgła kojarzyła z ciszą, z własnych doświadczeń
    górskich, a tu taka niespodziewajka. Mapę zmoczyłem i nic na niej przeczytać
    nie mogłem. Nie wiedząc, gdzie jestem, próbowałem znaleźć jakiś wybitny element
    i się tego trzymać. W zapadającym zmierzchu zewspiąłem się ze ścianki nad
    stawem, po czym przy samym brzegu niestabilny kilkumetrowy boulder przechylił
    się, a ja razem z nim, spadając głową w dół, przeciążony plecakiem. Prawa noga
    zaklinowała mi się w dziurze między boulderami, lewą zaś nadziałem się udem na
    ostrze innego głazu. Na szczęście złapałem się lewą ręką, inaczej złamałbym
    prawą nogę jak nic. Sycząc z bólu wykaraskałem się z potrzasku, po czym
    pełzając dobrnąłem do brzegu stawu. Gdybym złamał nogę, to następna osoba
    wybierająca się na przylądek znalazłaby mnie w czerwcu następnego roku, nie
    licząc Jamesa Baxtera, który tam poszedł tej zimy. Nie sądzę, abym pobił rekord
    Joe Simpsona (vide: Dotknięcie Pustki) i zdołał się ze złamaną nogą doczołgać
    16km do lotniska. Samo Mehamn jest jeszcze dalej. Wyjątkowo jak na Norwegię,
    zasięgu GSM nie było na półwyspie. Nie miałem więc jak dać znać, że mi się coś
    stało. Na polar i goretex założyłem drugi polar i czekałem na godota.

    Pół godziny później krew z dziury w udzie przestała lecieć (jakiś pożytek z
    lodowatej wody spływającej śnieżnymi spodniami), i ruszyłem się z miejsca,
    zdeterminowany znaleźć jakiś, jakikolwiek fragment, który pamiętałem z drogi
    'tam'. Po dwóch godzinach zera widoczności zapadła ciemność. Nie miałem już
    siły dalej iść, i postanowiłem wejść na grzbiet ponad urwiskiem. Za grzbietem w
    pełnym sztormie natrafiłem na największy staw, który rozpoznałem jako 'mój'. Na
    stawie były dwumetrowe fale z białymi grzywami. Pierwszy raz widziałem coś
    takiego. Brzeg był skalisty, więc musiałem po omacku wyszukać zagłębienia w
    boulderach, gdzie większość ciała zmieściłaby się. Jak w Tatrach, rozebrałem
    się do naga, zdjąłem mokrą bawełnianą podkoszulkę (inaczej nigdy bym się nie
    ogrzał), a z bokserków zrobiłem opatrunek na udo. Na gołe ciało założyłem oba
    mokre polary, spodnie polarowe i hop do śpiwora. Całość przykryłem tarpem,
    tropikiem bez namiotu. Ponad godzinę później przestałem dygotać i zasnąłem snem
    eksplorera, wiedząc już gdzie jestem. Hallelujah.

    ======= MEH :: Mehamn =========

    O trzeciej nad ranem przejaśniło się, wiatr zelżał. Padał jedynie normalny
    deszcz, a więc sztorm przeszedł. Po ponad 40 kilometrach po głazach, ściankach
    i pustkowiu poprzedniego dnia naliczyłem 14 ran na stopach. Zjadłem co miałem i
    wyruszyłem w drogę powrotną. Powrót do Mehamn zajął mi 9 godzin utykania.
    Myślałem, że nie dojdę. Najgorszą mordęgą było zejście z płaskowyżu do siatki
    lotniska i potem obejście tejże. Tak blisko, a tak daleko. Wczesnym popołudniem
    doczłapałem do terminalu, usiadłem i zapaliłem jednego z najsmakowitszych
    papierosów w życiu.

    Zdjąłem buty, i w pełnym rynsztunku wszedłem do środka. Pustka. Za chwilę
    pojawił się pracownik Widerøe, zdziwiony bosą zakapturzoną postacią.
    Rozczarowałem się, ponieważ w terminalu nie było kafejki. Konia z rzędem za
    kawę, mówię do faceta. Wyjaśnia, że kawę można dostać tylko w Mehamn, albo z
    automatu landside. Wyszperałem monety z portek na szelkach, mokre i z
    okruszkami tytoniu i pytam się, czy mnie nie wpuści, to sobie kupię. Bez słowa
    wziął monety i przyniósł mi kawę sam. _Dwie_ kawy.

    Zapaliwszy jeszcze kilka razy, zostawiłem garba i buty na zewnątrz i wszedłem
    znów do środka. Dalej w samych polarach i goretexie, z kapturem na nosie. Było
    mi okropnie zimno. Usiadłem w najdalszym kąciku przy kaloryferze i tak
    siedziałem. Byłem sam, człowiek z Widerøe zniknął gdzieś o czwartej po
    południu. Szychta się musi skończyła. Po dwu godzinach zdjąłem kaptur, potem
    zewnętrzny polar, goretex, i w końcu czapkę. Zasnąć nie mogłem z powodu
    poranionych nóg, więc tak medytowałem w półśnie.

    === MEH :: ANIOŁ ===

    Z letargu wyrwało mnie widmo jakiejś postaci. Nade mną pochylała się jakaś
    promieniejąca postać. Chwilę potrwało, zanim złapałem focus. Śliczna blondynka,
    trochę młodsza ode mnie, wyglądająca na jakieś 30 lat, w mundurze. Urodzony i
    wychowany w określonym miejscu na ziemi przestraszyłem się, zacząłem się
    prostować i byłem gotów pokazać dow... paszport i tłumaczyć, co ja tu robię.
    Gestem ręki kazała mi siedzieć gdzie siedzę, powiedziała, że jest pracownikiem
    ochrony/obsługi Avinor i pyta czy ja się dobrze czuję. Przecież nie będę
    pokazywał rany w udzie przy przyrodzeniu jak jakiegoś trofeum, więc mówię jej,
    że wszystko w porządku, i proszę o pozwolenie na siedzenie w foteliku w
    terminalu. Uśmiechęła się, poszła, a ja z powrotem wpadłem z letarg. Kilka razy
    widziałem ją wieczorem, jak przechodziła przez terminal.

    W pewnym momencie obudziłem się -- widać przysnąłem -- a przede mną znowu
    uśmiechnięty anioł, z talerzem parującego ryżu z mięsem w potrawce. Coś dukam,
    że jak, że tak nie można, że dziękuję, że to, że tamto, ale gestem mnie
    uciszyła, kazała jeść i cicho siedzieć. Zjadłem więc, trochę przez łzy,
    zastanawiając się, czym zasłużyłem na taką dobroć. A może to różnica
    temperatur, konflikt zmrożonej skóry i oparów smakowitego jedzenia. Pojawiła
    się też później, każąc sobie opowiedzieć całą wyprawę. Do wypadku się nie
    przyznałem, ale poza tym wygadałem wszystko. Ona z kolei opowiedziała mi o
    wypadkach z przeszłości, niefortunnych podróżnikach i wielkiej nieprzyjaznej
    pustce, jaką jest cały półwysep. Słuchałem, zapatrzony jak w obrazek.

    Wieczorem wyszedłem na zewnątrz, wyjąłem śpiwór na ławkę, i padłem. O szóstej
    rano obudzony zostałem przez tę samą anielską postać. Wyciągnięta w moją stronę
    ręka z kubkiem czerwonego barszczu. Ten sam mundur, te same anielskie włosy
    spięte w koński ogon. Czułem się jak nie przymierzając Merry w obecności Eowyn.
    My lady...

    Pogawędziliśmy trochę na zewnątrz, po czym zjawa zniknęła. Już niedługo miały
    lądować dwa samoloty, w tym jeden mój, do Alty. Połączenia tego nie ma ani na
    mapach Widerøe na ich www, ani w pokładowych gazetkach. Ale istnieje, w jedną
    tylko stronę: MEH-ALF. Umyłem się jak mogłem, ale nic nie mogłem poradzić na
    pokrwawione spodnie polarowe. Zewnętrznych śnieżnych na szelkach nie byłem w
    stanie włożyć poprzedniego dnia nad stawem ze względu na ranę, więc łaziłem w
    miękkiej polarowej setce, w której miałem wracać samolotem na czysto.

    Nie przejmuj się, mówi do mnie Pani podczas kontroli security. Za kilka godzin
    będziesz pod prysznicem i we własnym łóżku, zapomniawszy o Mehamn. Powiedziałem
    jej, że Mehamn to ja nigdy nie zapomnę, po czym podziękowałem za dobroć po raz
    setny i pokuśtykałem jako jedyny pasażer z Mehamn do czekającej ważki. Na
    pokładzie pożarłem kanapkę z reniferem. W Alcie chodziłem z zewnętrzym polarem
    na biodrach, żeby ukryć plamy krwi na spodniach z polara. Moja ukochana Alta.
    Kupiłem trzy kubki kawy jak tylko otworzyli kafejkę. Kupiłem hot-doga znanego
    tu jako pølse, potem jeszcze jednego i jeszcze jednego. Za trzecim razem
    szefowa kuchni już nie czekała na zamówienie, tylko poszła przygotować
    paróweczkę. Mówi: pewnie po górach łaziłeś? Mówię, że byłem na Kinnarodden.
    Kręci głową, uśmiecha się i daje mi ekstra porcję suszonej cebulki. W końcu
    przyszedł czas na lot do Oslo. Zapomniałem wyjąc telefonu, więc pani od
    security machała urządzonkiem. No i stało się - musiałem zdjąc polar z bioder.
    Wyraz twarzy pani od security jak zobaczyła moje spodnie - bezcenny. Bez słowa
    przepuściła mnie, po czym poczłapałem landside. Nie mam zdjęć z tego lotu,
    podczas którego na szczęście siedziałem sam w rzędzie.

    === ALF :: CIĄGNIE WILKA ===

    Na sylwestra pojechałem do Alty, nie mogłem zapomnieć o przeżyciach z wyprawy
    na Nordkinn. Spałem w śniegu w -25C wliczając wind factor, delektując się
    świeżo odkrytym przysmakiem - salami z łosia. Rankiem zszedłem raźnym krokiem z
    Komsatoppen z powrotem na lotnisko, darowując sobie miasto. Chciałem posiedzieć
    z ludźmi z lotniska. Mojego Anioła nie było, jest ona gdzie indziej.

    Kilka zdjęć z Sylwestra (samo południe 31 XII i 1 I), już nowym aparatem:



















    === BVG :: NIESPODZIEWAJKA ===

    Późnym wrześniem 2009 znowu wywiało mnie na daleką północ.





    Tym razem półwysep Varanger, na południowy wschód od Nordkinn, w stronę
    Murmańska. Z najbardziej wysuniętego punktu półwyspu, a raczej ze szczytu górki
    Tanahorn, mimo chmur zobaczyłem z daleka wschodnie wybrzeża mojej nemesis:
    półwyspu Nordkinnhalvøya.



    Zanim wyruszyłem na Tanahorn, musiałem gdzieś bardzo zimną noc spędzić przy
    lotnisku, lądując tam przed północą. Zamykając terminal, człowiek z Widerøe
    spytał się, czy dam radę spać w takę niepogodę. Zapewniłem go z uśmiechem, że
    tak - mój śpiwór jest nowiutki i wytzymuje nawet ciężkie mrozy. Spałem więc jak
    nowo narodzone bobo. Obudziłem się tylko, jak ktoś w nocy przyjechał i zaraz
    odjechał.





    Dwa dni później, w niedzielne południe, czas był powrócić do Berlevåg Lufthavn,
    który otwierany jest na godzinę przed przylotem ważki. Pas startowy zbudowany
    został jeszcze przez niemeckich okupantów. Odsłonięty, jak i sama wioska,
    położony na brzegach morza Barentsa, wystawiony jest na wichury i sztormy, a
    mimo to cały rok odbywają się scheduled flights. Piloci (i pilotki) Widerøe
    mają chyba coś wspólnego z Chuckiem Norrisem. Tak, tak mi się wydaje.





    Terminal otworzył dla mnie wcześniej stróż. Jak już pojawiła się ekipa
    Avinor/Widerøe, podeszła do mnie pani. Byłem świeżo umyty, czyściutki,
    pachnący, biorąc dwie zmiany ubrań na lot, w razie jakbym musiał użyć pierwszej
    jak w Mehamn. Podchodzi do mnie więc, i mówi, że mi kawę zrobi. Ja oczy w pięć
    złoty, bo przecież o ile w Mehamn mogłem wyglądać jak ostatnie nieszczęście, to
    teraz? Próbuję się bronić, mówię, że landside jest automat i zaraz sobię
    sprawię kawę jak otworzą security. Macha ręką i pojawia się znowu z dymiącym
    kubkiem. That's Norway for you...

    Nadchodzi czas odprawy. Jestem jednym z trzech pasażerów, mam bilet nożycowy
    BVG-BJF + BJF-HFT-TOS. Pół dnia w Båtsfjord, więc mówię, że nie chcę się
    odprawiać aż do Tromsø, bo mogę potrzebować betów w BJF. Pan z WF mówi krótko:
    ah, żaden problem. Za chwilę przyznał się, że to on przyjechał na lotnisko w
    nocy. Sprawdził, kto był obcokrajowcem na wieczornym locie WF z Kirkenes, i
    chciał zobaczyć, czy daję radę. Gdyby nie, planował odwieźć mnie do wioski. Jak
    żyję, nie widziałem takiej troski o obcego człowieka, jak na dalekiej Północy w
    Norwegii.

    Ponieważ BVG jest lotniskiem najbliższym MEH, zapytałem ich dwoje o to, czy
    można wysłać coś pod adres lotniska, używając jedynie imienia pracownika (w tym
    wypadku pracownicy) i adresu lotniska. Po zastanowieniu, poinstruowali mnie,
    jak pisać adres. Zaciekawiło ich, do kogo chcę coś wysyłać, co i po co. Mówię,
    że ma włosy blond, wygląda jak anioł, i co więcej, ma na imię tak, jak moja
    ex-. To dopiero zagwozdka! WF i Avinor dzielą się obowiązkami i złapać kogoś
    nie jest łatwo też ze względu na rotacje. Zastanawiali się między sobą, któż to
    może być. W końcu Eureka: za chwilę zobaczyłem zdjęcie mojego anioła na ekranie
    komputera, w którym chwilę wcześniej mnie odprawiano. Powiedziałem, że nie chcę
    znać nazwiska, że to nie o to chodzi. Krótko opowiedziałem, co się działo w
    Mehamn, zachowując w tajemnicy zawartość pakunku. Pożegnaliśmy się wkrótce w
    arcymiłej atmosferze.





















    Lot BVG-BJF nie był zbyt widowiskowy. Takich nie ma w Varanger. Spędziłem dzień
    łażąc po górkach w okolicy Båtsfjord, po czym o zmierzchu zszedłem do wioski,
    spędzając czas do wylotu w jedynej restauracji, prowadzonej przez ojca i córkę
    z Malezji. Prosto z Kuala Lumpur wymeigrowali do Båtsfjord, nigdy w ciągu
    ostatnich 20 lat nie opuszczając Varanger. Nawet nie do Oslo. Varanger to ich
    dom, który kochają i za nic się nie wyniosą gdzie indziej. Kochają tamtejszych
    ludzi. Nie dziwię się. Nic a nic.

    === WARSZAWA ===

    Na początku października byłem na misji specjalnej w Polsce. Poza odwiedzinami
    u przodków i lotniczym wypadem do Małopolski w niefortunnym celu testowania
    EuroLOT-u, złożyłem wizytę w Wielkim Sklepie. Cóż może śmiertelnik, a chodzi
    wszak tylko o symbol. Coś w końcu wymyśliłem, po czym przemyciłem pakuneczek
    LOT-em i SAS-em do domu, do Oslo. W ten piątek znalazłem czas, aby wpaść na
    pocztę. Śliwki w czekoladzie, najlepszy jaki znam polski przysmak z gatunku
    słodkości, poleciał najpierw SAS-em, a potem Widerøe -- poleciał tam, gdzie
    lato jest tylko marzeniem, a gdzie surowość klimatu ludzie rekompensują duszą.
    Poleciał do Mehamn, z dedykacją dla Anioła Północy.

    === EPILOG ===

    Nie napisany jeszcze. Jest takie powiedzienie: "revenge is a dish best eaten
    cold". W styczniu 2010 lecę do Mehamn, na fikuśnej trasie:

    OSL-TOS-HFT-BVG-BJF-VAW-VDS-KKN-VDS-BJF-BVG-MEH

    wracając MEH-HVG-HFT-ALF-OSL.

    Jak już mam spotkać się z Matką Arktyką w postaci półwyspu Nordkinn po raz
    drugi, to najlepiej zimą, w najciemniejszych dniach roku. Tym razem wezmę ze
    sobą rękawiczki

    -------------------------------------------------------------------
    Duże zdjęcia i pełne travelogues w języku angielskim na moim serwerze. Zainteresowanych zapraszam na pw.
    Paris in the spring? Don't even think about it — the Arctic is where you really want to be.~ Etain O'Carroll

  2. #2
    Awatar lofoten

    Dołączył
    Jun 2009
    Mieszka w
    Oslo

    Domyślnie

    s/landside/airside + trochę innych byków powyżej też zostało, ale już nie mogę edytować

    W ramach rekompensaty za ból oczu zdjęcie tundry Varanger z bliska:

    Paris in the spring? Don't even think about it — the Arctic is where you really want to be.~ Etain O'Carroll

  3. #3
    KZ
    KZ jest nieaktywny
    Awatar KZ

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Ambush Country

    Domyślnie

    Super ! Nasuwa mi się (czytając fragment o tym jak zabłądziłeś) tylko pytanie dlaczego nie wziąłeś jakiegoś handheld GPS'a ?
    KZ

  4. #4
    ModTeam
    Awatar egon.olsen

    Dołączył
    Mar 2007
    Mieszka w
    EPWA
    Wpisów
    46

    Domyślnie

    I znów przez Ciebie się spoznie do pracy bo mam brzydki zwyczaj czytania forum w wannie Ale mam całkiem na poważnie dwa pytania:

    1. Dlaczego nie piszesz dla jakiejś gazety dzienników tak jak dla Rzepy pisał Mariusz Wilk z Sołowek?

    2. Czy już skonczyłeś, lub czy jesteś w trakcie pisania przewodnika dla Lonely Planet? Jak już napiszesz proszę o jeden egzemplarz z dedykacją

    relacja zapierająca dech w piersi.

    PS. Ale bez zdjęcia podmiotu lirycznego w postaci Anioła Północy to jednak ciut niepełna ta relacja
    Ostatnio edytowane przez egon.olsen ; 26-10-2009 o 10:10
    Pozdrawiam
    Krzysztof Moczulski


  5. #5

    Dołączył
    Jul 2008
    Mieszka w
    EPWA

    Domyślnie

    Super relacja. Tym bardziej, że kierunek niestandardowy. Ale musi być pieknie w tej dalekiej norwegii... Gratuluję wyprawy i odwagi

  6. #6

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Zdjęcie Anioła poproszę!!! Ty to masz szczęście do tych kobiet...

  7. #7
    Awatar twinsen

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Będzin

    Domyślnie

    Jak przeczytałem wstęp, to sobie pomyslałem że już więcej nie będę narzekać na moje lenistwo i różne tam takie pretensje do świata... Bo zupełnie są nieuzasadnione. To tak na marginesie. Też poproszę
    o zdjęcie Anioła
    --
    Leszek A. Szczepanowski


  8. #8

    Dołączył
    Jun 2008
    Mieszka w
    Lublin / EPLB

    Domyślnie

    Co tu dużo pisać.....WOW! Relację czytałem przyklejony do lapka.

    P.S. Dołączam się do prośby egon.olsen, craviec i twinsen.

  9. #9

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    EPWA

    Domyślnie

    Lofoten... Szkoda, że nie piszesz gorszych relacji bo bym wiedział jakich słów użyć Absolutnie fenomenalnie fantastyczna! A, i też poproszę zdjęcie Anioła ;D

  10. #10
    Awatar soccerinho

    Dołączył
    Jun 2009
    Mieszka w
    EPWROcław

    Domyślnie

    Genialna relacja! Niestety, o takich podróżach mogę tylko pomarzyć...
    Anioła, Anioła

  11. #11

    Dołączył
    Feb 2007

    Domyślnie

    Lofoten - super relacja. Zdjęcia na Picassie oglądnąłem i czekam na kolejne.
    Masz zdrowie chłopie ;-)

  12. #12
    Awatar lofoten

    Dołączył
    Jun 2009
    Mieszka w
    Oslo

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez KZ Zobacz posta
    Super ! Nasuwa mi się (czytając fragment o tym jak zabłądziłeś) tylko pytanie dlaczego nie wziąłeś jakiegoś handheld GPS'a ?
    Dlatego oczywiście, że jestem troglodytą nie z tej epoki Nigdy w życiu nie miałem takiego wynalazku w ręku. Polegam wyłącznie na swoim górskim nosie. Zobaczę ciemną zimą jak mi idzie na Nordkinn...

    Cytat Zamieszczone przez wojciech_waglewski
    Cytat Zamieszczone przez egon.olsen Zobacz posta
    I znów przez Ciebie się spoznie do pracy bo mam brzydki zwyczaj czytania forum w wannie
    leżę w wannie...
    Toście się dobrali

    Cytat Zamieszczone przez egon.olsen Zobacz posta
    Ale mam całkiem na poważnie dwa pytania:
    1. Dlaczego nie piszesz dla jakiejś gazety dzienników
    No żart jednak... z moim polskim kalectwem językowym? Ponad dekadę onegdaj spędziłem po drugiej stronie kredy, i tu i za wielką wodą − i sam bym sobie trzech z dwoma za to niechlujstwo nie dał

    Z róźnych względów, nie tylko związanych z moim oderwaniem od kraju urodzenia, bliższy mi jest od dekad angielski. Wierz lub nie, ale to forum jest dla mnie jedynym miejscem, gdzie piszę coś po polsku. Nie chodzi o to, że języka w gębie zapomniałem, ale o to, że wielkich fragmentów mojego życia nigdy 'po polsku' nie doznałem. Z innej jeszcze strony na to patrząc, angielski jest językiem świata i odbiorcą jest potencjalnie każdy.

    Cytat Zamieszczone przez egon.olsen Zobacz posta
    tak jak dla Rzepy pisał Mariusz Wilk z Sołowek?
    Nie znam człowieka, ale czasem czytam ich dział podróży, choć rzadko figuruje tam coś, co mnie interesuje tematycznie. Poszperam.

    Cytat Zamieszczone przez egon.olsen Zobacz posta
    2. Czy już skonczyłeś, lub czy jesteś w trakcie pisania przewodnika dla Lonely Planet? Jak już napiszesz proszę o jeden egzemplarz z dedykacją
    Dziękuję za komplement, ale to nie ta półka

    Pytanie zaznaczone jako poważne, więc poważnie odpowiem.

    W Norwegii byłem prawie wszędzie, jeśli chodzi o większe i mniejsze rejony, ale moja wiedza jest i tak znikoma, wręcz żadna. Jedyne, co wiem, to gdzie pojechać, by się nasycić Na zjeżdżenie wszystkiego, co warte zobaczenia w Norwegii jednego życia nie starczy. Zawsze, jak myślę na serio o jakimś wyjeździe do Irlandii czy Kanady, to natychmiast mam wyrzuty sumienia, że tracę swój cenny czas, że powinienem się skupić na tym co naprawdę ma dla mnie znaczenie. Już kilka razy wisiałem z palcem nad enterem, ale rezerwacji do Kanady jak nie mam, tak nie mam. Zawsze w ostatniej chwili mam przypływ wyrzutów sumienia i żal mi odwłok ściska. Nawet rezerwacje do Patagonii musiałem skasować, ale to już siła wyższa.

    Co do Lonely, to na serio myślałem o wysłaniu uzupełnień do ich tomu o Grenlandii, ponieważ poza wybranymi miejscami (dobrze wybranymi) jest bardzo niepełny, a czasem wręcz świeci pustką. Myślę o trekkingowych trasach, wspinaczkach w zasięgu turysty z plusem (w tym miejscu między innymi autorzy 'LP Norway' dali ciała, olewając wszystko poza banalnymi package destinations, wcale zresztą niezbyt interesującymi, relatywnie do reszty), informacjami o dostępności, szkicami, mapkami, itp. To jednak suche notatki, a nie opowiastki z podróży, które notabene lubię i gryzmolić sam, i czytać u innych. Koloryt osobisty jest tym, czego w tomach LP nie ma.

    Pisałem i ilustrowałem kiedyś dla Wikipedii, ale przestało mi to dość szybko odpowiadać. W zeszłym miesiącu postawiłem nową domenę, poświęconą wyłącznie Grenlandii, gdzie będę uzupełniał dziury z LP bazując na własnych doświadczeniach, wiedzy zebranej od Inuitów, gęsto to oczywiście ilustrując. Jeśli zdrowie dopisze, to pociągnę ten projekt długoterminowo. Pracy jest na całe lata, ale czasu mi nie brakuje Publikacje wypocin na własnym serwerze (-ach) mają ten też plus, że jest kontrola i nad forma i nad treścią, a poprawiać można w nieskończoność. Mało osób podróżuje po Grenlandii, a z tych marny procent podróżuje w sposób niezależny. Z tych ostatnich prawie nikt nie publikuje, a wracających tam notorycznie obawiam się jest na świecie niewielu.

    Cytat Zamieszczone przez egon.olsen Zobacz posta
    relacja zapierająca dech w piersi.
    Cytat Zamieszczone przez kondziu Zobacz posta
    Lofoten... Szkoda, że nie piszesz gorszych relacji bo bym wiedział jakich słów użyć Absolutnie fenomenalnie fantastyczna!
    Cytat Zamieszczone przez soccerinho Zobacz posta
    Genialna relacja! Niestety, o takich podróżach mogę tylko pomarzyć...
    Dziękuję!

    Dodam jeszcze, że relacje z nieudanych wyjazdów się łatwiej pisze, niż z tych szczęśliwie beztroskich...

    Cytat Zamieszczone przez michaelandro Zobacz posta
    Super relacja. Tym bardziej, że kierunek niestandardowy. Ale musi być pieknie w tej dalekiej norwegii...
    Kierunek jak najbardziej standardowy. Jedyny słuszny: due north!

    Finnmark jest jak waniający ser francuski. Trzeba naprawdę lubić, by zjeść. Ani specjalnie dobrze nie wygląda, a i pogodą się też pochwalić nie może.

    Cytat Zamieszczone przez twinsen Zobacz posta
    Bo zupełnie są nieuzasadnione. To tak na marginesie.
    Nie mogę się zgodzić. A sprawiedliwości nie ma na świecie, i wózek jaki sie ma trzeba pchać. Każdy ma ten wózek inny...

    Cytat Zamieszczone przez egon.olsen Zobacz posta
    PS. Ale bez zdjęcia podmiotu lirycznego w postaci Anioła Północy to jednak ciut niepełna ta relacja
    Cytat Zamieszczone przez Craviec Zobacz posta
    Zdjęcie Anioła poproszę!!! Ty to masz szczęście do tych kobiet...
    Cytat Zamieszczone przez twinsen Zobacz posta
    Też poproszę o zdjęcie Anioła
    Cytat Zamieszczone przez pavvel Zobacz posta
    P.S. Dołączam się do prośby egon.olsen, craviec i twinsen.
    Cytat Zamieszczone przez kondziu Zobacz posta
    A, i też poproszę zdjęcie Anioła ;D
    Cytat Zamieszczone przez soccerinho Zobacz posta
    Anioła, Anioła
    A we wtorek, a we wtorek też nie mogę bo:

    1. nie wypada
    2. verboten
    3. to świętokradztwo

    I tak musiałem zebrać resztki odwagi, by się przed wylotem zapytać o imię

    Cytat Zamieszczone przez Staford Zobacz posta
    Lofoten - super relacja. Zdjęcia na Picassie oglądnąłem i czekam na kolejne. Masz zdrowie chłopie ;-)
    Nie zdjęcia, tylko miniaturki Na pełne zapraszam na pm.

    Na razie zdjęcie z lotu linią, której loty są zazwyczaj dość nudne:


    Jedno z sekwencji wielu zdjęć lotu między lub ponad burzowo-deszczowymi chmurami. To akurat skupia się na lśniącym skrzydle bardziej niż na tym , co widać za oknem. Ale zawsze coś
    Paris in the spring? Don't even think about it — the Arctic is where you really want to be.~ Etain O'Carroll

  13. #13

    Dołączył
    Feb 2008
    Mieszka w
    CTR warszawa
    Wpisów
    108

    Domyślnie

    Ludzie nie naciskajcie na Lofotena, Anioł to Anioł objawia sie tylko wybrańcom i romantykom
    ps. Czasami chodzenie na skróty (czyli oglądanie zdjęć) zaciera w człowieku umiejętność korzystania z wyobraźni.

  14. #14
    Awatar lofoten

    Dołączył
    Jun 2009
    Mieszka w
    Oslo

    Domyślnie

    Nawet gdybym własnoręcznie zrobione zdjęcie miał, to nie chciałbym sprawdzać, czy w norweskich więzieniach jest internet
    Paris in the spring? Don't even think about it — the Arctic is where you really want to be.~ Etain O'Carroll

  15. #15
    ModTeam
    Awatar egon.olsen

    Dołączył
    Mar 2007
    Mieszka w
    EPWA
    Wpisów
    46

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez lofoten Zobacz posta
    Nie znam człowieka, ale czasem czytam ich dział podróży, choć rzadko figuruje tam coś, co mnie interesuje tematycznie. Poszperam.
    Polecam Wilczy Notes i Wołokę - później autor wpadł w dość trudną, przynajmniej dla mnie, do zniesienia rusofilię. Natomiast te dwie pozycje są fajną relacją z eksplorowania nieznanego i myślę że w pewnych aspektach mogą stanowić natchnienie.

    Co do języka - nieważne w jakim języku piszesz, ważne w jakim myślisz. Jestem przekonany że masz sporo wiedzy i rzeczy do przekazania, więc czemu nie? Co do kalectwa językowego - znalezienie dobrej korektorki temat rozwiąże

    Dziękuję za komplement, ale to nie ta półka
    Pytanie zaznaczone jako poważne, więc poważnie odpowiem.

    W Norwegii byłem prawie wszędzie, jeśli chodzi o większe i mniejsze rejony, ale moja wiedza jest i tak znikoma, wręcz żadna. Jedyne, co wiem, to gdzie pojechać, by się nasycić Na zjeżdżenie wszystkiego, co warte zobaczenia w Norwegii jednego życia nie starczy. Zawsze, jak myślę na serio o jakimś wyjeździe do Irlandii czy Kanady, to natychmiast mam wyrzuty sumienia, że tracę swój cenny czas, że powinienem się skupić na tym co naprawdę ma dla mnie znaczenie. Już kilka razy wisiałem z palcem nad enterem, ale rezerwacji do Kanady jak nie mam, tak nie mam. Zawsze w ostatniej chwili mam przypływ wyrzutów sumienia i żal mi odwłok ściska. Nawet rezerwacje do Patagonii musiałem skasować, ale to już siła wyższa.

    Co do Lonely, to na serio myślałem o wysłaniu uzupełnień do ich tomu o Grenlandii, ponieważ poza wybranymi miejscami (dobrze wybranymi) jest bardzo niepełny, a czasem wręcz świeci pustką. Myślę o trekkingowych trasach, wspinaczkach w zasięgu turysty z plusem (w tym miejscu między innymi autorzy 'LP Norway' dali ciała, olewając wszystko poza banalnymi package destinations, wcale zresztą niezbyt interesującymi, relatywnie do reszty), informacjami o dostępności, szkicami, mapkami, itp. To jednak suche notatki, a nie opowiastki z podróży, które notabene lubię i gryzmolić sam, i czytać u innych. Koloryt osobisty jest tym, czego w tomach LP nie ma.
    Tym bardziej uważam że powinieneś nawiązać z nimi kontakt - często się zdarza że przewodniki są pracą zespołową. A w przypadku tak niszowych tematów myślę że LP powinna potraktować temat prestiżowo i potraktować Twój suplement jako cenne uzupełnienie istniejącego przewodnika.
    [/quote]
    Pozdrawiam
    Krzysztof Moczulski


  16. #16
    Awatar lofoten

    Dołączył
    Jun 2009
    Mieszka w
    Oslo

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez egon.olsen Zobacz posta
    Polecam Wilczy Notes i Wołokę - później autor wpadł w dość trudną, przynajmniej dla mnie, do zniesienia rusofilię. Natomiast te dwie pozycje są fajną relacją z eksplorowania nieznanego i myślę że w pewnych aspektach mogą stanowić natchnienie.
    Dziękuję. Poszukam i przeczytam. Rusofilem też nie jestem

    Cytat Zamieszczone przez egon.olsen Zobacz posta
    Co do języka - nieważne w jakim języku piszesz, ważne w jakim myślisz.
    Sęk w tym, że na codzień myślę głównie po angielsku... Odwrócenie tego wymaga wielkiego wysiłku, co nie znaczy, że nie warto! Czasem jest to pomieszanie z poplataniem, ponieważ zależnie od tematu, czy dziedziny sformułowania płyną z dwóch niezależnych od siebie zbiorów. To ciekawy problem, ponieważ ludzkie myśli są też częściowo obrazowe; częściowo nie wymagają artykulacji w żadnym języku. Mózg to skomplikowana rzecz...

    Cytat Zamieszczone przez egon.olsen Zobacz posta
    Tym bardziej uważam że powinieneś nawiązać z nimi kontakt - często się zdarza że przewodniki są pracą zespołową. A w przypadku tak niszowych tematów myślę że LP powinna potraktować temat prestiżowo i potraktować Twój suplement jako cenne uzupełnienie istniejącego przewodnika.
    Jak najbardziej zespołową. Do tej pory były dwa wydania. Pierwsze wydanie obejmowało Grenlandię, Islandię i Arktykę kanadyjsko-mordorsko-rosyjską. Islandia dorobiła się później własnego tomu i wyleciała z tomu-matki. LP ma forum, gdzie można zgłaszać i poprawki i dodatki. Lepiej chyba jest wysłać im teksty bezpośrednio. Z martwymi drzewami jest taki problem, że zanim coś sie ukaże w druku, może minąć i dekada. Internet pozwala na natychmiastową publikację

    Dziękuję za zachętę − będę to miał na myśli podczas pisania. To też będzie dodatkowy bodziec do zbierania danych podczas moich pobytów na Tajemniczej Wyspie. Kilka godzin temu klamka zapadła i dokonałem częściowych rezerwacji na trzecią (łącznie piątą) grenlandzką ekspedycję w 2010. Wybieram się w skrajnie odległe rejony, które w LP istnieją tylko na szkicu mapki...

    Chciałbym jeszcze powiedzieć, że najbardziej inspirujące są nie przewodniki, a na wpół-literackie wspomnienia poparte solidnym przygotowaniem (kłaniam się tu pani Ehrlich).
    Paris in the spring? Don't even think about it — the Arctic is where you really want to be.~ Etain O'Carroll

  17. #17

    Dołączył
    Aug 2008
    Mieszka w
    Ottawa

    Domyślnie

    Uff, lofoten, miej Ty litosc nad ludem pracujacym i nie pisz wiecej

    A na powaznie, relacja super, a przezycia bezcenne. Kazdy ma swoje Dotkniecie Pustki.

    PS. Fajne sa widoczki na zdjeciach nr. 4 i 5.
    PS1. Zdobywasz gdzies gaz (a moze wozisz), czy lazisz na sucho?
    Pozdrowionka

  18. #18
    Awatar lofoten

    Dołączył
    Jun 2009
    Mieszka w
    Oslo

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Rafal K Zobacz posta
    Uff, lofoten, miej Ty litosc nad ludem pracujacym i nie pisz wiecej


    Cytat Zamieszczone przez Rafal K Zobacz posta
    A na powaznie, relacja super, a przezycia bezcenne.
    Post factum wspomina się całkiem miło. Gorzej, że jak mordercę na miejsce zbrodni, ciągnie człowieka w to samo miejsce...

    Cytat Zamieszczone przez Rafal K Zobacz posta
    Kazdy ma swoje Dotkniecie Pustki.
    Hmm, brzmi złowieszczo. Jak się kiedyś do tej całej Kanady wybiorę, to trzeba będzie zamoczyć twarz w roztworze C2H5OH i pogadać.

    Cytat Zamieszczone przez Rafal K Zobacz posta
    PS. Fajne sa widoczki na zdjeciach nr. 4 i 5.
    #5 to chluba mojej kolekcji

    Cytat Zamieszczone przez Rafal K Zobacz posta
    PS1. Zdobywasz gdzies gaz (a moze wozisz), czy lazisz na sucho?
    Wielki, wielki z tym problem. Z gazem latać verboten, więc na sucho podróżuję. O ile nie jest to problemem w Porze Jasnej, to zimą czy na mokro to masakra. Podczas powrotu z Lyngsalpane znalazłem w Tromsø sklepik górołazów z kartuszami. Jakby co, to podam namiary. Gdzie indziej w Norwegii (tzn. blisko lotnisk) nie udało mi się jak do tej pory.

    Rok temu jak jechałem na lądolód, doczytałem się, że w Kangerlussuaq można dostać kartusze i jak cymbał pojechałem ze swoim palnikiem primusa, założywszy implicite, że standard to standard. Na miejscu w Pilersuisoq okazało się, że owszem są, ale wbijane. Żarłem więc makaron chiński na sucho i żlopałem zupki knorra na zimno. Jestem wychowany na herbacie w górach i do tej pory mimo miliona wyjazdów nie udało mi się przyzwyczaić do braku tejże. Ale co zrobić, trzeba sie dostosować. Do Kulusuk w lutym mógłbym wziąć ze sobą wbijaka, ale po pierwsze muszę go najpierw kupić, a po drugie cała infrastruktura jest w Tasiilaq, po drugiej stronie fjordu. To jest baza wypadowa nie tylko na całą wyspę Ammassalik, ale też i na Mont Forel i inne nunataqi w lądolodzie. Tam się jednak leci helikopterem, odloty którego są w zimie nieskoordynowane z lotami Flugfélag Íslands i trzeba spędzić ponad tydzień, jak nie dwa − a nie 4 dni jak ja. Jak znam życie i Murphy'ego, to się będę musiał obejść bez ciepłych płynów, mimo zimy.

    Byłem w poprzednich latach na wielu wyjazdach nielotniczych w Norwegii, ale dojazd gdziekolwiek trwa tu w nieskończoność. Gaz generalnie jest tam, gdzie są górołazi. Niby cała Norwegia to góry, ale to jakoś niczego nie implikuje Dwa zdjątka z zimowego szczytowania o zmroku:






    Po zejściu podwójny gløgg

    Sam gaz jest tani jak barszcz: 220ml mieszanki 20/80 kosztował mnie tyle, co dwa hotdogi jak ostatnio kupowałem. Jak dotąd to jedyna rzecz, która tutaj jest tańsza, niż gdzie indziej. I nie, na benzynę się to nie przekłada
    Paris in the spring? Don't even think about it — the Arctic is where you really want to be.~ Etain O'Carroll

  19. #19

    Dołączył
    Jun 2008
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Lofoten - nie myślałeś o maszynce na paliwo płynne typu nafta/benzyna jak np. palnik Primus Gravity MF ? Przewieźć to można bez problemu, a jakiś literek cieczy pędnej znajdzie się prawie wszędzie..

    ps. powtórze za poprzednikami - świetnie piszesz!

    Pozdrawiam

  20. #20
    Awatar lofoten

    Dołączył
    Jun 2009
    Mieszka w
    Oslo

    Domyślnie


    Polecamy

    Cytat Zamieszczone przez Yanas Zobacz posta
    Lofoten - nie myślałeś o maszynce na paliwo płynne typu nafta/benzyna jak np. palnik Primus Gravity MF ? Przewieźć to można bez problemu, a jakiś literek cieczy pędnej znajdzie się prawie wszędzie..

    ps. powtórze za poprzednikami - świetnie piszesz!
    Dziekuję

    Do benzyniaków mam awersję. Widziałem takich, co sobie czupryny poprzypalali, albo całą kochernię w Piątce obczernili Cuchnęło to ogólnie strasznie... Myślałem raz o suchych paliwkach, ale to o kant kuli potłuc...

    Czy coś się pozmieniało od przełomu lat 80-tych i 90-tych w technologii benzyniaków?

    Co do dostępności − na Grenlandii to nierealne. Norwegia... powiem jak to u mnie wygląda na przykładzie opisywanej wyżej wyrypy na Kinnarodden. Osada Mehamn jest położona na północo-północo-wschód od lotniska, w drugą stronę niż moja trasa. Mapka wyprawy, z nabazgroloną plus minus trasą:



    Mam niecałe trzy dni. Przylatuję dnia #1 pod wieczór, gdy wszystko jest zamknięte, daję nogę by dojść jak najdalej pierwszego dnia. Dwa dni później jestem z powrotem. Gdybym czekał na otwarcie czegokolwiek w Mehamn rankiem po przylocie, to w fatalnym załamaniu pogody nie doszedłbym do celu, nie mówiąc o tym, że marginesu bezpieczeństwa nie byłoby żadnego. W idealnych warunkach dojście na przylądek zajmuje podobno 7 godzin, ale na idealne warunki można tam czekać i rok, bez skutku. Mając rezerwację na lot w określonych dniach trzeba akceptować warunki jakie są. Strata dnia nie wchodzi w rachubę... Wyjazdy tygodniowe, takie jak mój wypad w Alpy Lyngeńskie na wschód od Tromsø to inna rzecz, oczywiście, ale tak długich wyjazdów w Norwegii mam w roku... aż jeden.

    Marzy mi się jakiś superefektywny kocher na baterie
    Paris in the spring? Don't even think about it — the Arctic is where you really want to be.~ Etain O'Carroll

Strona 1 z 3 1 2 3 OstatniOstatni

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •