Pokaż wyniki od 1 do 19 z 19
  1. #1
    Awatar Akusz

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie POZ-FCO-ARW-DTM-POZ


    Polecamy

    Jest to mój pierwszy opis podróży lotniczej. Z góry przepraszam za przydługawy tekst. Nie posiadam zbyt dużo zdjęć, zwyczajnie mniej ich już robię podczas lotów. Podczas "kółeczek" po Europie czasem zdarzają się sytuacje, które trudno wcześniej przewidzieć, które pamięta się potem do końca życia. Chciałbym właśnie przede wszystkim opisać taką sytuację, która zdarzyła się nam podczas rumuńskiego odcinka naszej wyprawy. Ale żeby nie było zbyt łatwo zacznę po kolei...

    28.03.2009 POZ-FCO, W6 545, 15:30-17:40
    Jest sobota, od rana mam mnóstwo spraw, dzięki którym jednak czas mi szybko mija. Bardzo lubię dni w których mam lot, wszystko wydaje się jakoś prostsze. Nawet ta wiosna, która nie chce jeszcze przyjść mnie już nie obchodzi. Godz. 13:30, jedziemy z Anią - moją żoną na lotnisko, gdzie spotykamy się z Pawłem (nick z forum Starosta). Dociera do nas też Maciej, jesteśmy zatem w komplecie. Szybki check-in, kontrola bezpieczeństwa, zakupy w bezcłówce, podchodzimy pod gate i czekamy na boarding, który w Poznaniu w przypadku W6 odbywa się z autobusu, gdyż Airbus stoi dość daleko pod terminalem general aviation. Wszystko odbywa się planowo, godz. 15:15 "boarding complete", safety demo i godz. 15:30 startujemy. Po wejściu w chmury mocne turbulencje, które czujemy jeszcze przez kilkanaście minut. Poza tym spokojny lot, choć dla mnie na wskroś szczególny - pierwsza wizyta w Rzymie i pierwszy lot z Poznania w kierunku "nie angielskim". Tym lotem także leci inny forumowicz Chudy, jednak nie było nam dane się spotkać . Ok. godz. 17:00 zaczynamy zniżanie, lądowanie, podjeżdżamy pod rękaw, potem długa droga do wyjścia. Zaczyna się ściemniać, ale jest ciepło. Pociągiem udajemy się do "wiecznego miasta"...

    29.03.2009 FCO-ARW, W6 716, 15:00-17:55
    Od wczesnego rana jesteśmy na nogach, by podczas tak krótkiego czasu zobaczyć jak najwięcej i zdążyć na nasz kolejny lot do Aradu. Naszym celem jest Timisoara, jednak z powodu remontu pasa na lotnisku w tym mieście, przez kilka dni Arad jest bazą W6. Po mszy w bazylice św. Piotra w Watykanie, długim spacerze po mieście, metrem udajemy się na dworzec. Szybki zakup biletów i po chwili stoimy na peronie. Tam dociera do nas informacja o 15-minutowym opóźnieniu naszego pociągu, które niedługo przeobraża się w 25 minut. Chwile niepokoju i niepewności przerywa widok zbliżającego się składu. Wchodzimy na górny pokład, jest pełno ludzi i bardzo duszno. Potęguje to jeszcze przedłużający się postój na stacji, Paweł jakby dla zapchania czasu, zaczyna układać alternatywny sposób powrotu do Polski. Każdy z nas wie, że nie na serio a na zabicie nudy i nerwowego oczekiwania. W końcu ruszamy, powoli, majestatycznie jakby odjazd tego zwykłego, brudnego pociągu byłby czymś szczególnym. Po chwili jednak przyśpieszamy, po pół godziny dojeżdżamy na lotnisko Fiumicino, gdzie od razu ustawiamy się w kolejce do check-in. Kolejka jest bardzo długa, wiemy już, że LF będzie wysoki. Tuż obok trwa odprawa W6 do Warszawy, zabawna sytuacja. Nasza „rumuńska” odprawa trwa długo, w końcu jako ostatni odbieramy nasze bilety i kolejnym krokiem jest kontrola bezpieczeństwa, tutaj w terminalu 1 zwana dalej masakrą. Ścisk, brak jakiejkolwiek organizacji, harmider, i znów ta duchota. Po 30 minutach ściskana się z pasażerami, wypływamy jakby na szerokie wody – jesteśmy już po! Jest już późno, więc udajemy się od razu pod nasz gate, gdzie dostrzegmy Airbusa „przypiętego” do rękawa. Boardingu jeszcze nie ma, ale kolejka pasażerów stoi już zwarta, jakby w obawie, że zabraknie dla nich miejsca. Po kilkunastu minutach wchodzimy do samolotu, zajmujemy miejsca. Rumuńska landrynka pachnie jeszcze nowością, obłożenie jak przewidywaliśmy na poziomie ok. 90%, co wynika zapewne z faktu, iż rynek włoski jest dla Rumunów jak UK dla Polaków.
    Po chwili safety demo w języku angielskim i rumuńskim, kołowanie i start nad morze. Po wejściu w nieliczne tego dnia chmury, mocne turbulencje, rzuca dość mocno samolotem. Podczas wznoszenia, robimy nawrót na wschód i zmierzamy w kierunku kolejnego punktu podczas naszej podróży. Dalszy lot przebiega cały czas w nad chmurami i z nielicznymi turbulencjami. Po 2h lotu zniżanie i lądujemy w Aradzie, prowincjonalnym, małym porciku z komunistycznym terminalem, wielkością przypominający nasz poznański general aviation. Z samolotu do terminala podjeżdżamy autobusem, nie takim lotniskowym ale małym, miejskim. Rumunia nie jest w strefie Schengen, przechodzimy zatem przez kontrolę paszportową, gdzie wąsaty rumuński pogranicznik, wnikliwie ogląda mój polski paszport, jakby nie spodziewał się kogoś innej narodowości. Mimochodem obserwuję stojących obok mnie w kolecje Rumunów i ich wielkie dowody osobiste. Są dwa razy większe od naszych jak to się mieści w portfelu? W końcu Pan mnie przepuszcza, kieruję się ku wyjściu i kolejny szok. Hala z taśmą z bagażami jest tak usytuowana, iż jest z niej bezpośrednie wyjście z budynku terminala. Drzwi są szeroko otwarte, tak, że wchodzą do niej ludzie z zewnątrz, oczekujący na podróżnych. Dość mocne zderzenie z realizmem rumuńskim...



    Nasz Airbus 320 przy rękawie na lotnisku Fiumicino (foto. Starosta)




    Terminal w Arad widziany od strony płyty postojowej...


    ... i od strony parkingu (foto. Starosta)



    (foto. Starosta)

    Arad, Timisoara
    Jest już po południu, udajemy się podstawionym przez Wizzair autobusem, który w drodze do Timisoary podwozi nas do Aradu, skąd wieczorem pociągiem dojeżdżamy do Timisoary. Dworzec kolejowy w tym mieście jest brzydki o obskurny, pełno tu bezdomnych i pijaków. Skazani jesteśmy jednak na niego, gdyż czekamy na nieznanego nam Rumuna, z którym Maciej przed wyjazdem uzgodnił, iż będziemy się mogli u niego zatrzymać. Mija pół godziny, ów tajemniczy i wyczekiwany przez nas rumuński kolega Macieja nie dociera. Jest późno, po godz. 23:00. Podchodzi do nas starszy Rumun i oferuje nocleg za małe pieniądze. Nie lubię nagabywaczy, więc dziękuję mu, ale ten coś nadal do mnie mówi. Odchodzimy zatem w kierunku hotelu po drugiej stronie ulicy, gdzie sprawdzamy nocleg. Cena jednak okazuje się nieadekwatna do jakości, wychodzimy więc z hotelu. Zatrzymuje się koło nas stara Dacia, z której wychodzi ów starszy Rumun, którego wcześniej zbyliśmy. Znów oferuje nam nocleg, gdzieś niedaleko za małe pieniądze. Po naradzie w końcu zgadzamy się, ładujemy się wszyscy do kilkunastoletniej Dacii i ruszamy. Odtąd ów Rumun dostaje od nas ksywkę Szofer i tak go zaczynamy nazywać. Szofer jedzie dziwnie, cały czas do nas mówi jakby kierowanie było dla niego czymś zupełnie nieważnym, zbędnym. Na rondzie zatrzymuje się, odwraca się do nas i łamanym włoskim opowiada nam o Timisoarze. W jego głosie wyczuwamy podekscytowanie. W końcu ruszamy i docieramy pod budynek nieopodal centrum, tu się zakwaterujemy. Darząc Szofera olbrzymim kredytem zaufana umawiamy się na wtorek rano, na odwiezienie na lotnisko w Timisoarze, skąd mamy wylot… kredytem zaufania bo o godz. 4 rano niczym innym na lotnisko nie jesteśmy w stanie dotrzeć…

    31.03.2009 ARW-DTM, W6 705, 6:40-7;40
    Dramatyczne warunki mieszkalne spowodowały, że nie tak trudno jakby się mogło zdawać wyłączam budzik w telefonie o godz. 3:30. Poranno-nocna toaleta w prowizorycznej łazience, spakowanie kilku rzeczy do plecaka i nadchodzą chwile podwyższonego tętna… Wyczekiwanie na naszego rumuńskiego szofera. Godz. 4:30, punktualnie pod nasz budynek podjeżdża stara Dacia, skąd rumuńska mocno orientalna muzyka dociera na nasze 4 piętro. Wymeldowujemy się, boarding do Dacii, zapala za pierwszym razem, ulga , jest dobrze. Na ulicach jest pusto o tej porze, dzięki czemu szybko i bezkolizyjnie przejeżdżamy przez centrum Timisoary. Przez zaparowane tylnie okno samochodu, staram się obserwować rejony miasta, których podczas krótkiego pobytu nie udało nam się zobaczyć. Powoli opuszczamy rogatki miasta, kierując się drogą wylotową w kierunku Bukaresztu. Szofer od dobrych kilku minut dalej łamanym włoskim kontynuuje opowieści o historii swego miasta. W końcu skręcamy w niewielką drogę prowadzącą do portu lotniczego, pod który za moment podjeżdżamy. Terminal w Timisoarze już na pierwszy rzut oka jest dużo większy i nowocześniejszy niż ten w Aradzie. Żegnamy się z naszym szoferem, dostaje od nas zapłatę z nadwyżką za przewóz i wchodzimy do terminala. Jest bardzo pusto i spokojnie, szukamy naszego check-inu, daremnie. Spoglądamy na tablicę odlotów i szok! Konsternacja! Nie ma naszego lotu! Paweł znający dobrze język włoski dowiaduje się, iż odlot jest nie z Timisoary, jak pierwotnie miało być ale z Aradu! Jest 5:15, do Aradu jest 60 km, my nie mamy nie tylko transportu ani nawet pomysłu na niego. Zaczynamy bezradnie szukać alternatywy na powrót do domu, sytuacja zdaje się być absurdalna. Zawsze kalkulujemy ewentualne opóźnienia, ale nigdy nie braliśmy pod uwagę nieoczekiwaną zmianę lotniska. Nasze rozważania przerywa widok Szofera, który po chwili rozmowy deklaruje nam transport do Aradu, gdzie za 20 minut kończy się check-in. Pracownik portu w Timisoarze dzwoni do Aradu, czy nas jeszcze wpuszczą. Dostajemy odpowiedź, że mamy godzinę na dojazd, Szoferowi jednak mówimy, że 40 minut. Biegiem, zatem wsiadamy do znanej nam już Dacii i ruszamy w nieznane i niepewne. Szofer zna dobrze swoje miasto, kątami i maksymalnymi skrótami przejeżdżamy przez Timisoarę. Tankujemy jeszcze paliwo i za chwilę jesteśmy już za miastem. Jest jeszcze ciemno, droga jest kiepska i nieoświetlona. Przedzieramy jakby pionierzy rumuńskie pustkowia. Dziwi mnie znikomy ruch na tej ważnej drodze między rumuńskimi miastami. Dacia jest w opłakanym stanie, szofer by sprawdzić prędkość używa małej latarki, gdyż zegary nie są oświetlone. Niebywałe, nasz los jest teraz w rękach przypadkowo spotkanego przed dwoma dniami na dworcu człowieka. Człowieka, z którym już raz dziś na lotnisku się żegnaliśmy, by po kilku minutach pojawić się znów na naszej drodze i teraz wieźć nas ku naszemu przeznaczeniu. Dochodzi 6:15, gdy dojeżdżamy do Aradu, gdzie nasz kierowca nie wie jak dojechać na lotnisko. Przypadkowi ludzie wskazują nam drogę, jedziemy dalej, teraz już rozpoznajemy po ciemku drogę, którą jechaliśmy tu w drugą stronę przed dwoma dniami. Podjeżdżamy pod terminal, szybkie pożegnanie i podziękowania dla Szofera, także w walucie . Wpadamy do terminala, jak westernie do baru. Zdążyliśmy! Są tu dwa stanowiska check-in, więc nie ma problemu z szukaniem. Odbieramy bilety, dziękujemy za cierpliwość oraz udajemy się do kontroli paszportowej i następnie bezpieczeństwa. Stąd dostrzegam ludzi z naszego rejsu upchanych jak sardynki w puszcze, oczekujących na nas w autobusie. Zaraz i my do nich dołączamy, zmęczeni ale bardzo szczęśliwi. Do samolotu wchodzimy jako pierwsi, wybieramy miejsca po lewej stronie kadłuba. Powoli świta, safety demo i kołujemy na pas. LF poniżej 50%. 6:55, startujemy, łagodne wznoszenie w końcu osiągamy wysokość przelotową. Lot spokojny, jakby pogoda chciała nam wynagrodzić trudy poranka. W myślach analizuję wydarzenia z ostatnich dwóch godzin, Ania odpina pasy, rozkłada się na 3 fotelach poczym zasypia. I mnie dopada zmęczenie i sen zamyka mi powieki. Na szczęście nie mogę jednak zasnąć, bo pod nami pojawiają się wierzchołki Alp, oświetlonych wschodzącym słońcem. Niedługo zaczynamy zniżanie i w końcu lądujemy w Dortmundzie. Kołujemy pod terminal gdzie witają nas 4 różowe Airbusy. Do terminala idziemy piechotą, jest bardzo mroźno. Kontrola bezpieczeństwa i jesteśmy jakby w innym świecie, wszystko czyste, poukładane…


    Niski LF w locie ARW-DTM


    Wierzchołki Alp nad chmurami w świetle wschodzącego słońca


    Zlot rodzinny Wizzair w Dortmundzie

    Film z lądowania w Dortmundzie: YouTube - Lądowanie w Dortmundzie / Landing in Dortmund

    31.03.2009 DTM-POZ, W6 532, 13:30-14:55
    Kilka godzin oczekiwania na lotnisku i jego okolicy oraz wczesna pobudka daje się nam we znaki. W końcu otwierają nasze dwa stanowiska Check-in, tuż obok trwa odprawa do Gdańska. Otrzymujemy bilety i kierujemy się do kontroli bezpieczeństwa. Następnie odwiedzamy sklep bezcłowy i przechodzimy do naszego gatu. Samolot z Poznania przylatuje przed czasem, kołuje i „cumuje” do rękawa. Po chwili nasza sala robi się pełna, nadchodzi czas boardingu, podczas którego w ścisku gubię swoją kartę pokładową. Moje poszukiwania przerywa pewna Pani, która go znalazłą koło siebie. W końcu szczęśliwie wchodzę do samolotu, żona zajęła mi już miejsce, Paweł i Maciej siedzą po drugiej stronie. LF ok. 90%, w tym wycieczka szkolna. Safety demo, kołowanie na pas, startujemy. Łagodnie wznoszenie, lot bardzo spokojny. Tym razem udaje mi się zasnąć. W Poznaniu lądujemy kilka minut przed czasem, kołowanie i zajmujemy miejsce na płycie postojowej, skąd przed 3 dniami zaczynaliśmy naszą europejską tułaczkę. Polska wita nas ciepłą, słoneczną pogodą. Zmęczeni, ale zadowoleni podjeżdżamy autobusem pod terminal. Kończymy naszą kolejną podróż z przygodami. Cieszymy się, że jesteśmy już w Poznaniu, a nie gdzieś w pociągu rumuńskich linii kolejowych, przemierzającym Rumunię w kierunku Budapesztu…

    Loty rezerował Starosta, więc przeoczył lub nie otrzymał e-maila z informacją o zmianie miejsca naszego wylotu z Rumunii.
    Dziękuję za przeczytanie i medal tym, którzy wytrwali do końca.

  2. #2
    Awatar lofoten

    Dołączył
    Jun 2009
    Mieszka w
    Oslo

    Domyślnie

    Super; wspomnienia z Rumunii wciągające, jak horror Gratuluję odwagi w wyborze kierunku. Btw, często się tym liniom zdarza z(a)mieniać miasta, z których odlatują?
    Paris in the spring? Don't even think about it — the Arctic is where you really want to be.~ Etain O'Carroll

  3. #3
    Awatar Akusz

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez lofoten Zobacz posta
    Super; wspomnienia z Rumunii wciągające, jak horror Gratuluję odwagi w wyborze kierunku. Btw, często się tym liniom zdarza z(a)mieniać miasta, z których odlatują?
    Dzięki, z perspektywy czasu patrząc fajne przeżycia, ale tam wtedy o 5 rano nie było nam wesoło. Wizzair raczej nie zmienia ot tak sobie lotnisk, to była zmiana z konieczności ze względów niezależnych od linii. Dla nas in plus, nigdy pewnie nie będzie nam dane korzystać z lotniska w Aradzie.

  4. #4
    ModTeam
    Awatar egon.olsen

    Dołączył
    Mar 2007
    Mieszka w
    EPWA
    Wpisów
    46

    Domyślnie

    Rumunia jest piękna, ale dwudniowy wypad i zwiedzanie miast jest nienajlepszym sposobem na jej poznanie. Najpiękniejsze widoki są w delcie Dunaju i oczywiście w Transylwanii. Tylko że tam dalej panuje I połowa XX wieku z czym trzeba się liczyć i wziąć na to poprawkę.
    Pozdrawiam
    Krzysztof Moczulski


  5. #5
    Zbanowany
    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Włocławek

    Domyślnie

    To była taka wyprawa lotnicza "na Oriona".

  6. #6
    RES
    RES jest teraz aktywny
    Awatar RES

    Dołączył
    Jan 2007
    Mieszka w
    RZE

    Domyślnie

    W PHL też się spotkałem z takim przypadkiem, iż karuzela z walizkami jest dostępna dla ludzi z zewnątrz.

    flyRZE

  7. #7

    Dołączył
    Nov 2009

    Domyślnie

    transylwania jest pieeeekna!!

    Hala z taśmą z bagażami jest tak usytuowana, iż jest z niej bezpośrednie wyjście z budynku terminala. Drzwi są szeroko otwarte, tak, że wchodzą do niej ludzie z zewnątrz, oczekujący na podróżnych. Dość mocne zderzenie z realizmem rumuńskim...
    Jak kolega powyzej napisal, to nie realizm rumunski, ale tez np gdzieniegdzie amerykanski.
    Karuzela w terminalu 3 na JFK tez stoi otworem, spotkalem sie z tym w La Paz, ale na przyklad w najbardziej zakapiorskim srodkoworosyjskich lotniskach ZAWSZE stoi jakis koles albo zenshina i twardo sprawdzaja numerki bagazu

  8. #8

    Dołączył
    Jun 2008
    Mieszka w
    wawa

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez RES Zobacz posta
    W PHL też się spotkałem z takim przypadkiem, iż karuzela z walizkami jest dostępna dla ludzi z zewnątrz.

    Podbnie jest w LAX, ORD i wielu innych amerykańskich miastach w lotach krajowych. Ale to jest inny swiat

  9. #9
    Awatar piter2020

    Dołączył
    Jul 2008
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Akusz Zobacz posta
    LF ok. 90%, w tym wycieczka szkolna.
    Taki wysoki LF ?
    Los DTM z Poznania nadal jest niewiadomy, a skoro jest tak dużo paxów to czemu nie sprzedają biletów?
    Ostatnio edytowane przez Witek ; 30-11-2009 o 19:23 Powód: ort
    Pozdrawiam,
    Piotr

  10. #10
    Zbanowany
    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Włocławek

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez piter2020 Zobacz posta
    Taki wysoki LF ?
    Los DTM z Poznania nadal jest nie wiadomy , a skoro jest tak dużo paxów to czemu nie sprzedają biletów?
    Wysoki LF nie jest żadnym wyznacznikiem tego, czy dana trasa będzie zlikwidowana, czy też pozostanie na kolejny sezon.

  11. #11
    Awatar lofoten

    Dołączył
    Jun 2009
    Mieszka w
    Oslo

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez stenus Zobacz posta
    Wysoki LF nie jest żadnym wyznacznikiem tego, czy dana trasa będzie zlikwidowana, czy też pozostanie na kolejny sezon.
    Dlaczego nie?
    Paris in the spring? Don't even think about it — the Arctic is where you really want to be.~ Etain O'Carroll

  12. #12
    Zbanowany
    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Włocławek

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez lofoten Zobacz posta
    Dlaczego nie?
    Mieliśmy już w PL sporo przykładów na likwidowanie tras o wysokim LF.

  13. #13
    Awatar manica

    Dołączył
    Aug 2009
    Mieszka w
    Toruń/Kraków

    Domyślnie

    Bardzo fajnie opisana wycieczka, aż cud, że wróciliście cali i zdrowi do Polski - mieliście dużo farta, że wszystko poszło zgodnie z planem
    A jak się to czytało, to miałam naprawdę poczucie, że fani lotnictwa to wielka kochająca się (zazwyczaj) rodzinka...rozczuliło mnie to spotkanie rodzinne Wizzów w Dortmundzie ...
    Aż zaczynam doceniać, że mieszkam w Polsce
    Samota je trpká.

  14. #14

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    GDN

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez lofoten Zobacz posta
    Dlaczego nie?
    można bez problemu zapełnić samolot w 100% sprzedając bilety w cenie 1 zł. Ale to wcale nie oznacza, że trasa będzie dochodowa.

  15. #15
    Awatar lofoten

    Dołączył
    Jun 2009
    Mieszka w
    Oslo

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez olekorlo Zobacz posta
    można bez problemu zapełnić samolot w 100% sprzedając bilety w cenie 1 zł. Ale to wcale nie oznacza, że trasa będzie dochodowa.
    Czy dobrze rozumiem, że to zjawisko jest specyficzne dla lcc?
    Paris in the spring? Don't even think about it — the Arctic is where you really want to be.~ Etain O'Carroll

  16. #16

    Dołączył
    Feb 2008
    Mieszka w
    CTR warszawa
    Wpisów
    108

    Domyślnie

    Zależy jak duże są linie lcc, duże i prężne (Czytaj agresywne i nielubiane) w ramach jakiegoś rodzaju promocji pozwola sobie na loty deficytowe, choć nie powinno zdażąc sie to często. Linie LCC raczkujące ( czytaj nieudolnie zarządzane i w mniejszości ) ponoszą duże ryzyko godząc się na lot deficytowy. Ogólnie strategie każdej lini (nawet Lcc) zakładają sprzedaż, typu im bliżej terminu lotu tym drożej

  17. #17
    Awatar lofoten

    Dołączył
    Jun 2009
    Mieszka w
    Oslo

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez lelek7 Zobacz posta
    Zależy jak duże są linie lcc, duże i prężne (Czytaj agresywne i nielubiane) w ramach jakiegoś rodzaju promocji pozwola sobie na loty deficytowe, choć nie powinno zdażąc sie to często. Linie LCC raczkujące ( czytaj nieudolnie zarządzane i w mniejszości ) ponoszą duże ryzyko godząc się na lot deficytowy. Ogólnie strategie każdej lini (nawet Lcc) zakładają sprzedaż, typu im bliżej terminu lotu tym drożej
    Dzięki za wyjaśnienie.
    Paris in the spring? Don't even think about it — the Arctic is where you really want to be.~ Etain O'Carroll

  18. #18

    Dołączył
    Aug 2009

    Domyślnie

    Czy nie mieliscie na mailach zadnych informacji o zmianie lotniska?
    Jak linia powinna sie zachowac (w swietle prawa) jesli nie zdazylibyscie na drugie lotnisko?

  19. #19
    Awatar Akusz

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie


    Polecamy

    Cytat Zamieszczone przez Gabriel Zobacz posta
    Czy nie mieliscie na mailach zadnych informacji o zmianie lotniska?
    Jak linia powinna sie zachowac (w swietle prawa) jesli nie zdazylibyscie na drugie lotnisko?
    Mieliśmy e-maila z informacją o zmianie lotniska na przylocie. Wylot miał nastąpić z Timisoary.

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •