Pokaż wyniki od 1 do 2 z 2
  1. #1

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    w-wa

    Domyślnie WAW-AMS-ATL-CVG CVG-(ATL)-CDG-WAW


    Polecamy

    Witam.

    Wylot z WAw oczywiście z KLM(bilet Delty), ze zdziwieniem stwierdzam, że check-in na T1. Jakieś 50 osób w kolejce, na szczeście udało się odprawić online(ale już nie wydrukować karty), więc pokazuję tylko potwierdzenie, wrzucam bagaże przy stanowisku dla biznes klasy (dedykowane online'owcom jest akurat zajęte przez innego sprytnego) i idę czekać pod gate, bo nie wiem po co jestem 1,5h przed odlotem. Potem jeszcze oczywiście autobus i można lecieć.

    Lot bez szczególnych wydarzeń, ludzi sporo, nie będę opisywał, tutaj, ani później, tego, o czym nie lubicie czytać

    Z innej beczki, w AMS okazuje się, że roaming Plusa 'średnio' działa, pomimo, iż ostatnia wiadomość w telefonie mówi, że usługa została pomyślnie aktywowana. Mam trochę czasu, więc idę do kafejki na balkonie, śmigam kartą i czytam na plus.pl, co mogę zrobić. Jedna opcja to aktywacja za pomocą www, wystarczy się zalogować. wpisać nr, hasło, plus wysyła hasło sesji... na mój telefon - nic tylko wrócić się do PL i odebrać. Druga opcja to zadzwonić pod podany nr, ale przez 3 minut nikt nie odbiera.

    Jeszcze w trakcie lotu z WAW orientuję się, że na karcie AMS-ATL mam inne miejsce, niż pamiętam z eticket'a (41F), oczywiście straciłem okno. Próbuję to wyjaśnić w AMS, ale niestety. Po pierwsze A332 pełny, więc nie ma możliwości manewru, po drugie miejsce z eticket'a... nie istnieje Już wyjaśniam, celowałem w miejsce 41F, samolot w tej cześci jest już węższy, jest jeden rząd foteli mniej, wydawało mi się, że będzie ekstra miejsce z boku, tym bardziej, że firmowy system rezerwacji pokazuje, że wszystko gra, niestety ten szczegół umyka mi, gdy sprawdzam na seatguru.com. W praktyce okazuje się, że skasowane jest tak naprawdę właśnie to miejsce, a nie 41G. Ostatecznie ląduję chyba na 19D, D na 100%, bo pod fotelem z przodu jest pudełko z rozrywką ograniczające miejsce na nogi, to akurat z seatguru pamiętam. Na miejscu C siedzi starsza pani, która zasypia jeszcze przed startem, później sprawdzam - sam start też nie bardzo ją wzrusza, śpi.



    Lot ponownie bez historii, rozrywka działa, muzyki więcej, niż filmów, poza tym dłużyzna. Ostatnia godzinę spędzam rozmawiając z obsługą w kuchni, ta rozrywka też działa. W ATL miałem planowo 50 minut na przesiadkę, niestety na sam bagaż czekam ponad 40, więc łapię coś 1,5h później. Po drodze jeszcze oddaję papiery, wyskakuję z butów, robię zdjęcie, skanuję paluchy, wszystko w maks 15 minut. Pod gate'm znów korzystam z netu, tym razem automat wsysa banknoty, klawiatura jest z nierdzewki, ale nie ma gdzie usiąść. W trakcie lotu do CVG po raz pierwszy na chwilę przysypiam, na miejscu jestem po 19-tej, prawie wszystko już zamknięte(tu doceniam owo 'prawie'), łapię bagaż i znikam.

    Powrót.
    Przyjeżdzam na lotnisko nieco ponad 1h przed odlotem, odprawiam się w kiosku, oczywiście czeszą mnie za drugą sztukę bagażu. Chwila czekania, potem sprawnie na pokład. Wcześniej widzę jak F/O robi obchód, zatrzymuje się na chwilę z tyłu samolotu, wraca po Cpt, razem coś oglądają patrząc raz na samolot, raz na plamę na ziemi. Pięć minut przed odlotem komunikat, że czekamy jeszcze na jedną informację, dwie minuty później już wiadomo, że to nie pozostałości po deicingu kapią z samolotu(wg komunikatu, chociaż na zewnątrz jest ok 10 st.C). Oglaszają 'solid repair', części przylecą z ATL, planowana godzina odlotu to 01.30, zamiast 19.55. Jeszcze jedna informacja z kokpitu, polecają zostać na pokładzie(!), bo lotnisko już właściwie zamknięte, ale szybko orientują się, że nie będzie działać klima i lepiej wyjść. Po zejściu z pokładu niezły chaos, wiekszość osób próbuje na szybko przebookowywać dalsze połączenia(ja poświęcam Paryż, miałem mieć 8h wolnego, więc na razie nie martwię się dalszym lotem). Zabawny akcent, pojawiają się cola i oreszki, ale w ilości takiej, jakby za ocean wybierała się cessna, a nie 764. Po mniej więcej 2h na ekranach pojawia się info, że lot został skasowany, więc od nowa ustawia się nerwowa kolejka, bo uspokajające komunikaty z głośników mówią tylko, że czekają na dalsze decyzje(po obsłużeniu
    kilkudziesięciu osób mina kobiety przy bramce zaczyna straszyć, ale może taki był plan, w końcu jest halloween). Ja zwiedzam lotnisko, rzeczywiście zamknięte jest dosłownie wszystko, przez jakiś czas obserwuję naprawę z sąsiedniego terminalu, ale ostatecznie laduję w zamkniętym Star Bucks'e, tu przynajmniej kanapy mają wygodne.





    Gdzieś po północy towarzystwo robi się głodne, powstaje pomysł podania obiadu na pokładzie. Dla mnie i kilkunastu innych osób oznacza to dodatkowe kilkadziesiąt minut więcej w pozycji siedzącej, więc poczatkowo nie spieszymy się z wejściem, ale gdy okazuje się, że dopiero przy komplecie zacznie się wydawanie posiłków, wchodzimy na pokład, w oczach niektórych widzę chęć wykonania małego linczu. Pojawia się informacja, że jednak polecimy tym samolotem(co przez jakiś czas nie było oczywiste). Startujemy o 02.00, ale zahaczamy o ATL, bo konieczna jest zmiana załogi. Kapitan obiecuje 'przycisnąć', żeby skrócić mękę, w efekcie śpieszy się tak, że lądujemy wcześniej, niż wystartowaliśmy (01.45). Zmiana załóg zajmuje nieco ponad godzinę, nowa obsługa stwierdza, że w szafkach w kuchni niewiele już zostało (to norma, że w takich przypadkach nie ma uzupełnień?), ale w sumie wszystko im jedno, każdy z nich miał inne plany na wieczór. Po minie jednej ze stewardes widzę, że większym problemem jest niemożność dowiedzenia się, czy Yankesi wygrali, niż to, że nie ma czego podać.

    Sam lot już gładko, w Paryżu lądujemy w sporym deszczu, osobiście po raz pierwszy doświadczam 'szukania' osi pasa już po zetknięciu się z nim wszystkimi kołami(kilkukrotne gwałtowne manewry lewo-prawo przez okolo 15 sekund). Jako na nieźle opóźnionych czekają na nas przy wyjściu, sam nie mam problemu ze znalezieniem lotu do WAw, żal mi trochę rodziny z małym dzieckiem ustawiających się przy kartce 'Bombai'.

    CDG-WAW to już tylko chwila, w temacie zwiedzania tłumaczę sobie, że w Paryżu pewnie padało od rana, więc nie ma tak naprawdę czego żałować

  2. #2

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    w-wa

    Domyślnie


    Polecamy

    Z picasą nie idzie się dogadać, teraz może będzie coś widać:

    kolejność, jak wyżej:








    Dodatkowo:
    ATL-CVG, mi '911' na samolocie zawsze się skojarzy:


    Iskra spotkana za wodą:

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •