Pokaż wyniki od 1 do 3 z 3
  1. #1

    Dołączył
    Jul 2008
    Mieszka w
    Warszawa

    Domyślnie WAW-LGW-WAW Z AER LINGUS


    Polecamy

    Gdzieś pod koniec października zatęskniło mi się za Londynem, a jako że bardzo to miasto lubię, a do tego miałem możliwość przenocowania u znajomych mieszkających koło Guildford (30 minut do centrum Londynu), zamiast tęsknić zabrałem się za szukanie biletu. Ceny LO i BA nie były nawet jak na tych przewoźników aż tak straszne (około 700 PLN w obie strony), ale oferta Aer Lingus za 380 PLN w dwie strony wliczając w to jedną walizkę tam i jedną z powrotem biła je na głowę. Dodatkowo znajomi zaoferowali podwózkę z Gatwick, więc parę kliknięć i bilet (jak się okazuje za 0 zł + opłaty) jest mój.
    Cieszę się też z możliwości porównania przelotu na tej samej trasie C0, którym leciałem na LGW 2 lata temu i EI, którym (tak się jakoś uchowałem) polecę po raz pierwszy.

    27.11.2009 WAW-LGW, EI 977, AIRBUS A320 EI-DVJ SAINT MACARTHAIN

    Na Okęciu jestem jak zawsze 2 godziny wcześniej, bo niemiłych niespodzianke nie lubię i wolę się czasem powłóczyć po terminalu niż wpaść do gate'u w ostatniej chwili. Tym razem, jak miało się okazać, pośpiech nie był absolutnie wskazany. Szybki check-in, security, zakupy, odprawa paszportowa i około 19:40 jestem przy bramce A28, gdzie o 19:45 powinien zacząć się boarding. Nie zaczął się jednak ani o 19:45, ani przez następną godzinę. Samolotu Aer Lingus nie widać, więc zapewne przylot z Londynu jest opóźniony, ale jakoś nikomu nie przychodzi do głowy poinformować coraz to bardziej poirytowanych pasażerów. Żadnego komunikatu, zapowiedzi, nic. Dopiero, kiedy około 20:30 (godzina naszego startu) widać lądujący samolot z koniczyną na ogonie, wiadomo, że chyba jednak polecimy. Opóźniony boarding jest ekspresowy, rękawem dostajemy się na pokład St Macarthaina, który wręcz pachnie nowością. Cabin crew to 4 przesympatyczne stewki, w tym jedna posturą i wyglądem przypominająca Julię Child. Zajmuję miejsce 25 B. Miejsca na nogi jest całkiem sporo, fotele wygodne, a załoga pomocna. Po komunikatach odczytywanych przez cabin crew po angielsku odtwarzane są nagrania w języku polskim. Safety demo, push back i kołowanie na pas 15. Po starcie sygnalizacja "zapiąć pasy" świeci się przez ponad 30 minut, co wydaje mi się nieco dziwne. Wreszcie odzywa się kapitan, pasy można rozpiąć (ja i tak mam je jak zawsze cały czas zapięte), a nasz pokładowa Julia Child serwuje płatne napoje i przekąski. Herbata za 2 funty okazuje się taka sobie (Dilmah w LO jest 100 razy lepsza).

    Widok z miejsca 25B




    Cały lot upływa bardzo spokojnie, kapitan O'Toole jest wyjatkowo gadatliwy i kilka razy informuje nas, gdzie aktualnie jesteśmy. Zniżanie jest bardzo delikatne i mimo ulewnego deszcu lądowanie na Gatwick jest very smooth and gentle.
    South terminal na Gatwick jest aktualnie w przbudowie, co sprawia, że do odprawy paszportowej czeka się dość długo w rozkopanym korytarzu pełnym kabli.

    Sobota przywitała nas piękną, zupełnie nietypową dla Londynu pogodą, stąd też pozwoliłem zamieścić sobie kilka fotek:










    W niedzielę mamy w planie wycieczkę do Windsoru,a tu leje! Na szcęście na niebie pojawiają się raz po raz "sunny intervals" i Windsor robi na mnie niesamowite wrażenie. Urok zamku psuje jednak niestety pobliskie Heathrow.
    Fotka znad głównego dziedzińca:




    30.11.2009 LGW-WAW, EI 976, AIRBUS A320 EI-DEG ST. FACHTNA

    Wszystko, co dobre niestety szybko się kończy i w równie deszczowy co niedziela poniedziałek czas wracać do Polski. Na Gatwick dostaję się pociągiem, z którego można podziwiać panoramę Surrey.




    Aer Lingus ma na Gatwick osobne stanowiska check-in, wszystko odbywa się sprawnie i szybko, a lotnisko w poniedziałkowe popołudnie wydaje się dość pustawe. Po zakupach udajemy się do bramki, gdzie tym razem wszystko odbywa się zgodnie z czasem. Mam przyjemność porozmawiać z panią Immigration Officer o moim pobycie w Wielkiej Brytanii, po czym rozpoczyna się boarding ropoczynając od ostatnich rzędów. Tym razem mam miejsce 9B, więc na pokład wchodzę pod koniec. Samolot nie jest już tak nowy jak poprzedni, ale obsługa równie miła i sympatyczna (tym raze 3 stewardów i 1 stewka). Lot jest zdecydowanie mniej przyjemny, co chwila zapinamy pasy ze względu na turbulencje, a samo podejście i lądowanie w WAW trochę trochę toporne z gwałtownym hamowaniem po wylądowaniu na 11.
    Po długiej wędrówce przez T2 przechodzimy odprawę paszportową, a następnie bardzo szybko odbieramy bagaże.




    Generalnie przelot Aer Lingusem należał do bardzo przyjemnych. Nowe samoloty, miła i profesjonalna obsługa, to z całą pewnością atuty tych linii. 2-godzinny lot można spokojnie znieść bez serwisu, a kabina A320 jest jak dla mnie dużo przyjemniejsza i optycznie większa od 737 i przede wszystkim od E70/75, które jak dla mnie są trochę zbyt klaustrofobiczne. W porównaniu do C0 było o niebo lepiej i zdecydowanie taniej ( 2 lata wcześniej bilet C0 kosztował mnie jakieś 700 PLN).

    Pozdrawiam,

    Łukasz

  2. #2

    Dołączył
    Dec 2008
    Mieszka w
    górach

    Domyślnie

    Dzięki za ciekawą relację.
    Jakie było wypełnienie samolotów na obydwu lotach?

  3. #3

    Dołączył
    Jul 2008
    Mieszka w
    Warszawa

    Domyślnie


    Polecamy

    WAW-LGW jakieś 80%, LGW-WAW ok. 95%.

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •