Pokaż wyniki od 1 do 12 z 12
  1. #1
    Awatar Cody

    Dołączył
    Apr 2009
    Mieszka w
    EPLU/Lubin

    Domyślnie EuroTrip #2 WRO-NYO-PIK-WRO


    Polecamy

    EuroTrip #2


    Data: 27-28.01.2009
    Miejsce: Wrocław – Sztokholm (Skavsta) – Glasgow Prestwick – Wrocław
    Występują: Cody, Madzia, Kuczu, Kamila, Smuti i Jojka


    Zaraz po kupnie biletów na pierwszego EuroTripa dostałem telefon z propozycją na kolejne kółko. W sumie za jakieś 40zł. Więc kupiliśmy 4 bilety. O dziwo znalazły się jeszcze dwie osoby, które były gotowe zaryzykować i powędrować nieprzetartymi ścieżkami. Zakupiliśmy kolejne dwa bilety po… 19zł. W tym momencie stwierdziłem, że przepłaciliśmy!

    Copernicus Airport Wroclaw
    Tym razem ekipą całą wybraliśmy się z rodzimego Lubina do Wrocławia busem a później miejskim wynalazkiem na Strachowice. Oczywiście nie mogło się obyć bez osobistych utrudnień jakim był telefon mojego kierownika z zapytaniem czemu mnie w pracy nie ma mimo, ze sam mi udzielił 2 tygodni urlopu a ja jestem 3 przystanki przed lotniskiem. Ale taki jego urok i w tym miejscu chciałbym go pozdrowić.
    Podczas tej wyprawy do ekipy z poprzedniego tripa opisanego wcześniej dołączyły do nas trzy białogłowe. W tym moja lepsza 0,5. Tak się jakoś złożyło, że wszystkie nasze panie miały lecieć samolotem po raz pierwszy. Czyli, jakby znów dziewice. Jak dzieciom w podstawówce było wcześniej trzeba wytłumaczyć co można, czego nie i jak się zachowywać a przede wszystkim jak przeprowadzić desant na dobre miejsca w samolocie.
    Kontrola bezpieczeństwa, czyli Panie przodem, a Piloci górą (Zapożyczone od PCM).
    Żeby mieć wszystko na oku my, którzy kontrolę mieliśmy w ubiegłym tygodniu 4 razy puściliśmy pani przodem co by wesprzeć je podczas trudnych pytań Straży Granicznej. W każdym bądź razie okazało się, że Kamilka zabrała płyn o pojemności 120ml którym odpowiednie służby musiały się zainteresować. Był to mianowicie płyn do soczewek kontaktowych. O dziwo, pani z SG kazała tylko chlapnąć sobie nim na rękę i puściła bez żadnego ale. W końcu można to podpisać pod medykament którego nie dotyczą słynne restrykcje <100ml.
    Samolot tym razem przyleciał o czasie i także o czasie zabrał nas na północ. Do kraju Volvo i Ericssona.

    Välkommen till Stockholm Skavsta
    Wylądowaliśmy chwilę po 15 na pasie 26. Od razu udaliśmy się na przystanek gdzie przyszło nam czekać około 30 minut na autobus do Nyköping. Gdy przyjechał autobus zostałem wyznaczony na ochotnika do zakupu biletów i pojawił się ów mały problem.. Jak się wymawia nazwę tej miejscowości? Dzielnie wszedłem i poprosiłem o 6 biletów do NYKOPING a uprzejmy kierowca żeby być pewnym o co poprosiłem zapytał czy te bilety mają być do NI#$@#%@. Co mi pozostało jak tylko uśmiechnąć się i powtórzyć tylko nazwę: NYKOPING? Po trzech minutach udało się dostać upragnione bilety z poprawnie napisaną miejscowością. Czyli chyba jedziemy tam gdzie chcemy.
    W autobusie mieliśmy wielką przyjemność spotkać panią z Polski która najprawdopodobniej pracuje na lotnisku. W czasie kilkunasto minutowej drogi poinstruowała nas o co chodzi w tym dziwnym kraju i języku i nauczyła wymawiać Ny(i)szoping (mniej więcej). Powiedziała gdzie wysiąść, gdzie później wsiąść i gdzie iść.


    Ekipa przed terminalem



    Skavsta.

    Nyköping to małe, zaledwie 30.000 mieszkańców, miasteczko. Domyślnie poszliśmy szukać jedzenia. Najlepiej typowo szwedzkiego i tak wylądowaliśmy w… kebabie. Choć przyznam za dziwne, że ta takiej malutkiej miejscowości jest nawet McDonald’s i kilka znanych głównie z większych miejscowości sklepów jak na przykład InterSport.
    Wracając do kebaba to jakoś nie wpadliśmy na to, że menu może być tylko po szwedzku. Tak jakby u nas budki z hamburgerami miały menu po angielsku. Nie zrażając się, pokazując palcem udało nam się złożyć zamówienie. Pytanie tylko – co dostaniemy?
    O dziwo dostaliśmy to co chcieliśmy! Ba, nawet piwo było o dumnie brzmiącej nazwie Blå o zabójczej zawartości alkoholu czyli 2,2%. Kuczu domyślnie chorował więc przez pewną część posiłku siedział dziwnie za głową przechyloną bo sobie uszy zakrapiał. Wyglądała jego poza co najmniej dziwnie. Ale dzisiejsza młodzież jest mało odporna na choroby więc mu wybaczamy. Nawet szczerze nie pamiętam ile za obiad zapłaciliśmy ale stwierdziliśmy, ze przeliczać na złotówki nie będziemy bo z głodu umrzemy.
    Następnie udaliśmy się do portu. Szybkie zerknięcie na mapę, zapytanie jakiś przechodniów i w drogę. Po dotarciu do fabryk zdaliśmy sobie sprawę, że cos po drodze poszło nie tak. Na szczęście udało się spotkać jakieś starsze małżeństwo, na około po 70 lat, którzy uświadomili mi, ze mój angielski jest kiepski. Dogadałem się, ale nie przypuszczałem, że tacy ludzie będą tak po angielsku rozmawiać. Zadanie: Poprawić angielski!


    Piwo o zabójczej zawartości wody w alkoholu.


    Deptaczek w Nyköping

    Udało się! Jest port! Kilka nowszych statków, kilka „rupieci” ale mających coś w sobie i ładne, drewniane budynki. Kilka zdjęć, stwierdzenie, że klimat północy a zwłaszcza temperatura nie są nam łaskawe i powrót na autobus z zaliczeniem jakiegoś sklepu. Doszliśmy do wniosku, ze podane nam piwo 2,2% należało do Premium.. Strong tutaj ma 3,2%. I mają Dr. Peppera!
    Co mnie zaskoczyło w Szwecji to fakt, ze wystarczy być 20m od pasów i wszystkie samochody się zatrzymują by Cie przepuścić! Dla mnie to był szok.
    Z zakupem biletów tym razem nie było problemów.



    Architektura portowa Szwecji.



    Budyneczki

    Na lotnisku mieliśmy jeszcze trochę czasu więc obadaliśmy terminal. Całkiem ładny, dość przestronny i domyślnie drogi. Z piwa zrezygnowaliśmy, zadowoliliśmy się gorącą czekoladą i kawą rozgrywając mały turniej w NFS5 na netbooku.
    Kontrola nawet nie zwróciła uwagi na ponad wymiarowy płyn i wszyscy bardzo spokojnie przeszliśmy do strefy non-schengen. Szkocjo! Nadchodzimy!

    Glasgow Prestwick Airport

    Sam lot przebiegł o dziwo wyjątkowo dobrze. Odkryliśmy, że i Ryanair może być pierwsza klasa. W samolocie było około 80 pasażerów więc miejsca w brud. Na początek teatrzyk bezpieczeństwa i od razu zwracamy uwagę, że jedna ze stewardes ma chyba zły dzień. Nawet nie wiedzieliśmy jak bardzo się mylimy. Była to polka która była chyba trochę zaskoczona taką ilością rodaków na pokładzie, że musiała zapytać swojej koleżanki czy my aby na pewno mówimy po Polsku. Podeszła do nas i w sumie cały lot z przerwami na handel obwoźny spędziła z nami z czego wywiązały się ciekawe rozmowy na wszelkie tematy. Zostaliśmy zaproszeni na tył samolotu gdzie zaserwowała nam herbatkę i kawę. Jak na te linie to było prawie jak bussines class. Przy okazji powiedziała nam gdzie można się udać z lotniska żeby coś zobaczyć.



    Kuczu ćwiczy.. two on the left and two on the right...

    Kontrola paszportowa była wielce zdziwiona, że na tak krótko przylecieliśmy. Dopiero stwierdzenie „Cheap Tickets” wywołało u nich takie lekko zdziwione „aaaa”.
    Wylądowaliśmy w miarę późno więc szybka wizytacja lotniska i do udaliśmy się do baru gdzie na wygodnych sofach spożytkowaliśmy piwo i własne kanapki bo knajpa już była zamykana. Jakiś czas po zamknięciu przyszedł do nas jakiś pan z obsługi lotniska i w naszym narodowym języku (jak to na UK przystało) stwierdził, że w sumie to nie możemy za bardzo tu siedzieć ale żebyśmy spokojnie zjedli, wypili i broń Boże abyśmy się śpieszyli. Tylko aby później przenieść się na ławki.



    Lokal w terminalu.

    Do spania to one nawet wygodne były. Były tylko dwa małe „ale”. Pierwszy to jakaś pani która bodajże też nocowała ale przed tym prowadziła bardzo długą i głośna rozmowę przez Skype co troszkę zakłócało nam nasze Feng Shui. Kolejną sprawą było to, że już od 5 rano zaczęli schodzić się ludzię i z głośników były nadawane wszelkie komunikaty z ustawioną nieludzko głośnością. I tyle było naszego spania. W barze standardowo znów wyspiarskie śniadanie. W sumie to nawet dobre jedzenie ale nad wyglądem mogli by popracować. Mniejsze porcje przypominają raczej porcję żywnościową dla więźniów w latach ’80.
    Szybka toaleta i czas opuścić ciepły.. zakątek.



    Tradycji musi stać się zadość! Kuczu odjeżdża!



    Hilton to to nie jest..

    Smuti wcześniej obadał na Internecie gdzie znajduje się jakaś górka spotterska i tam żeśmy się udali. Generalnie to z większych trafiliśmy tylko na Ryanaira. W oddali stał C-130 Canadian Air Force i na tamtą chwilę to było tyle. Dziewczyny zaczęły się nudzić i postanowiły udać się do wskazanej przez naszą ulubioną stewardesę do miejscowości Ayr a my dzielnie czekaliśmy na coś ciekawego. Powoli zaczęli przybywać ludzie. Z reguły starsi ale każdy obowiązkowo z aparatem, lornetką i skanerem. Ciekawe było nawet to, że czasami przyjeżdżała jakaś śmieciarka, choć nie tylko, i siedział tak patrzył na samoloty po czym dalej w drogę. Między czasie wystartował wyżej wymieniony C-130 Herculec Kanadyjczyków.



    Ryanair poszedł...



    Ryanair przyszedł...



    Canadian Air Force

    Podszedł do nas jakiś dziadek który nawiązał z nami komunikacje ale jakby jednostronną bo jego anglo-szkoci okazał się dziwnym językiem. Ale gdy poruszył go fakt, że będzie leciał Pilatus PC-12 wytłumaczyliśmy mu, że u siebie na lotnisku, i to aeroklubowym, mamy na co dzień PC-12.



    Pilatus PC-12

    Następne poruszenie i przybycie większej fali lokalnych zapaleńców wywołała informacja o przylocie Boeinga 747 „Dreamlifter” (i nie mylić z Dreamlinerem). W głowie szybko przeglądnąłem swój katalog z samolotami i stwierdziłem, że nawet nie wiem o czym mówią. Po szybkim naprowadzeniu na dobrą ścieżkę przez Kuczu i Smutiego modliliśmy się aby przyleciał zanim my polecimy.
    Modlitwy zostały wysłuchane. Na prostej pojawił sie wielki, robiący wrażenie i strasznie brzydki Dreamlifter!



    Wielki skurczybyk!



    Podczas naszego wchodzenia na pokład. Foto by Kuczu.

    Jako, że widzieliśmy już „wszystko” i czas powrotu zaczął się zbliżać było trzeba udać się w kierunku terminala. Dziewczyny już na nas czekały. Obadanie miejscowych sklepów i czas na udanie się na kontrolę. Ta oczywiście zainteresowała się wymienionym wcześniej płynem i szanowna pani stwierdziła, ze trzeba to wyrzucić Na nic zdały się tłumaczenia i pokazanie jej na kartce obok, że jest opcja aby mogła puścić z tym dalej. Klapki na oczy i dupa zbita. Poszło do kosza a my dalej. Na Prześwietleniu bagażu poręcznego zainteresowana się znów torebką Kamili bo jakiegoś pudru nie umieściła w woreczku. I z powrotem. W końcu się udało i trafiliśmy na druga stronę. Znów zakup Heinekena i w samolot do domku.



    Jeszcze tylko rzut okiem na Prestwick! Foto by Kuczu.

    Jak na ostatni lot przystało, wszyscy padnięci jak mopsy. Byle do domu.. Jeszcze tylko miejskim na dworzec i busem do Lubina.. Szukać kolejnych biletów.
    Cody

  2. #2

    Dołączył
    May 2008
    Mieszka w
    Żywiec/Beskidy

    Domyślnie

    Zabawny, udany opis. Kwintesencja tego, co umożliwił niezamożnym Polakom Ryanair: poznawanie zakątków Europy. Będąc w PIK udalismy się "z buta" nad ocean, to nie dalej niż 1,5km. Przechodziliśmy przez dzielnicę domków jednorodzinnych oznaczoną tablicą ostrzegawczą: "Attention, This is neighborhood watch area"
    Dodam że leciliśmy trasą KTW-CRL-PIK-KTW w jeden dzień (W6+FR)
    Pozdrawiam, Sikora

  3. #3
    Awatar first

    Dołączył
    Jun 2009
    Mieszka w
    Warszawa

    Domyślnie

    CODY
    Oprócz zadania, które sam sobie wyznaczyłeś (angielski), dostajesz też zadanie od czytelników. Popracować nad stylem, poprawną polszczyzną i zacząć stosować interpunkcję.
    pasażer


  4. #4
    Awatar soccerinho

    Dołączył
    Jun 2009
    Mieszka w
    EPWROcław

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez first Zobacz posta
    Popracować nad stylem
    Właśnie dzięki stylowi te relacje są takie ciekawe Czekamy na kolejne

  5. #5
    Awatar first

    Dołączył
    Jun 2009
    Mieszka w
    Warszawa

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez soccerinho Zobacz posta
    Właśnie dzięki stylowi te relacje są takie ciekawe Czekamy na kolejne

    Zgadzam się, choć niechętnie, że nie każdy ma obowiązek używania stylu literackiego, ale nawet jeżeli używa się stylu potocznego, to trzeba to robić poprawnie.
    Stąd ta zachęta do pracy nad stylem, błędami interpunkcyjnymi i używaniem zasad poprawnej polszczyzny.

    PS
    Jak się ma odwagę publikować swoje teksty, trzeba zmierzyć się też z ich recenzjami.
    pasażer


  6. #6
    Awatar Tom Vein

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Warszawa

    Domyślnie

    Widok Dreamliftera nie do zastąpienia. !!!!!!!!!!!!!!

  7. #7
    Awatar Mateusz Janiec

    Dołączył
    Aug 2007
    Mieszka w
    Rzeszów

    Domyślnie

    Uwielbiam Twoje raporty! Super się czyta. Pozazdrościć genialnej ekipy, bo to podstawa udanego wyjazdu. Na prawdę extra!

    Pozdrawiam!
    Audi RS7 '16 4.0 TFSI 720KM/800NM.
    Aer Lingus - Simply unbeatable!
    Aer Lingus - This is not just an airline, this is Aer Lingus!
    Aer Lingus - Reaching for new heights!

  8. #8

    Dołączył
    Aug 2008
    Mieszka w
    Wenus

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Cody Zobacz posta
    Kuczu ćwiczy.. two on the left and two on the right...
    Raczej "tu on de front, łun left end łun rajt, tu on de rir, łun left end łun rajf, end for on de senter of de kabin..." chociaż to co roku się zmienia

    Też odniosę się do stylu - trochę ciężko się czyta w takiej formie, w jakiej jest napisane.

    Ławki w Prestwick rządzą! Muszę je wziąć kiedyś pod uwagę przy jakiś nockach na wyspiarskich lotniskach.

  9. #9

    Dołączył
    Jul 2008
    Mieszka w
    Warszawa

    Domyślnie

    Dlaczego nie ma schabowych???

    Pozdrawiam,

    Łuki

  10. #10
    Awatar Cody

    Dołączył
    Apr 2009
    Mieszka w
    EPLU/Lubin

    Domyślnie

    Schabowych niestety nie było tym razem. Co do stylu to zobaczymy co da się zrobić. Nigdy nie byłem orłem w takich sprawach. W każdym bądź razie dziękuję za komentarze i recenzje. Nie wątpliwie napiszę coś jeszcze w niedługim czasie. :-)
    Cody

  11. #11
    mss
    mss jest nieaktywny
    Awatar mss

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    RZE

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Cody Zobacz posta
    O dziwo dostaliśmy to co chcieliśmy! Ba, nawet piwo było o dumnie brzmiącej nazwie Blå o zabójczej zawartości alkoholu czyli 2,2%.

    Doszliśmy do wniosku, ze podane nam piwo 2,2% należało do Premium.. Strong tutaj ma 3,2%
    W Szwecji są specjalne sklepy z Alkoholem w którym kupisz normalne piwo 5% itd

    Fajny raport !


    - reklama w podpisie skasowana - REGULAMIN

  12. #12

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Tripolis

    Domyślnie


    Polecamy

    Cytat Zamieszczone przez mss Zobacz posta
    W Szwecji są specjalne sklepy z Alkoholem w którym kupisz normalne piwo 5% itd

    Fajny raport !
    System Bolaget Pełna kontrola co, kiedy i w jakich ilościach wypijasz! Nie wiem jak teraz, ale parę lat temu Szwed musiał pokazać swoje ID przy zakupie alkoholu w tych sklepach.
    Pozdrawiam
    Mariusz

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •