Pokaż wyniki od 1 do 3 z 3
  1. #1

    Dołączył
    Oct 2008
    Mieszka w
    EPBA / KHWD

    Domyślnie DUB-LHR-MUC-KRK-MUC-LHR-DUB - Święta z tradycją ;-)


    Polecamy

    Dosyć dawno, bo jeszcze w sierpniu, skuszony promocją Lufthansy dokonałem nieco impulsywnego zakupu świątecznych lotów. Nieco - bo z szybkiego porównania z LCC oferta Lufy była bardzo atrakcyjna, zarówno cenowo jak i serwisowo.


    24.12.2009


    DUB-LHR, bmi, BD 120, A319-131 G-DBCE, 0:54

    Na lotnisku stawiłem się ze sporym, blisko trzygodzinnym wyprzedzeniem i od razu udałem się do kolejki do odpraw bmi (wspólnej dla wszystkich lotów). Przede mną stało około 50 osób, czynne były 3 stanowiska, więc myślałem, że odprawa przejdzie w mgnieniu oka. Myliłem się bardzo - od stanięcia w kolejce do odejścia od stanowiska już bez torby minęło około 1.5 godziny. Po około 50 minutach "dostałem" do stanowisk samoobsługowych dla obywateli EU, i po skorzystaniu z jednego, z ledwo widocznie wydrukowaną kartą, przeszedłem do kolejki dla pasażerów z odprawą online. Nie poprawiło to mojej sytuacji jednak ani trochę, i po kolejnych 40 minutach odszedłem od stanowiska praktycznie w tym samym momencie co osoba która stała przede mną w kolejce do normalnych odpraw.

    Sama odprawa trwała blisko 15 minut, podczas których zaspane agentki głowiły się strasznie, biegały od stanowiska do stanowiska z wydrukiej mojej rezerwacji i telefonowały dokądś. Po co i dlaczego - nie wiem. Czyżby odprawienie bagażu na 2 przesiadki w innej linii ze *A było aż takim problemem?

    Efekt był taki, że w całym zamieszaniu agentki zapomniały oddać mi dowód osobisty, o którym ja też przez te 15 minut gdy byłem pozostawiony sam własnym myślom o zbliżającej się godzinie odlotu zupełnie zapomniałem. Przypomniałem sobie po odstaniu połowy kolejki do kontroli bezpieczeństwa i klnąc już siarczyście pognałem przez cały terminal z powrotem do odpraw. Tam, po przepchnięciu się przez kolejkę, zostałem potraktowany spojrzeniem pt. "zaraz wezwę straż", na szczęście do tego nie doszło i po kolejnych 2 czy 3 minutach mój dowód odnalazł się pod stertą dokumentów na biurku i został mi wydany - ale tylko po okazaniu karty pokładowej i skrupulatnej kontroli rezewacji.

    Do bramki (B27 jeśli dobrze pamiętam) dobiegłem gdy boarding był w około 2/3 zakończony, okazałem swoją ledwo widocznie wydrukowaną kartę której skaner oczywiście nie chciał zczytać, i chwilę później zająłem swoje miejsce 5C. Load w Economy 100%, Business pusty.

    Z jakiegoś powodu rząd przede mną był węższy, ze środkowym fotelem niewymiarowym. Czy to dlatego, czy z innego powodu, w każdym razie było mi tam daleko od wygody. Odlot z 45-minutowym opóźnieniem, lot jako taki bez niespodzianek, serwis ku mojemu dodatkowego rozczarowaniu płatny, lądowanie w LHR bez zakłóceń, po czym 20 minut czekania na zwolnienie się stanowiska.

    Za całe doświadczenie mogę bmi wystawić tylko jak najgorszą ocenę. Ogólnie już po około 20 minutach w kolejce do odprawy zacząłem z rozrzewnieniem myśleć o FRancy, na której loty mogę z plecakiem na ramieniu, kartą w dłoni i dowodem w dłoni wpaść na lotnisko w mniej niż godzinę do odlotu i odrazu pobiec do kontroli.


    LHR-MUC
    , Lufthansa, LH 4753, A320-211 D-AIPX, 1:21

    Po wylądowaniu w Heathrow przez nikogo niezatrzymywany posłusznie podążyłem za strzałkami dla Connecting Flights (nb., była to moja pierwsza "tradycyjna" przesiadka). Chwilę później zrobiło mi się głupio, gdy zdałem sobie sprawę, że jestem na landside. Chciałem naprawić błąd, ale strażnik był niewzruszony - no re-entry. Gdy się poddałem, na odchodnym rzucił z rozbrajającym uśmiechem i szczerością żebym się nie przejmował, bo "coś jest z tymi strzałkami nie tak i co chwilę ktoś się myli tak jak ja"... W zupełnie już parszywym nastroju, myśląc tylko że trzeba było jednak wydać 2x więcej i lecieć bezpośrednio Aer Lingusem lub Ryanem, poszedłem do stanowiska biletowego Lufy, gdzie po wyjaśnieniu sytuacji skierowano mnie do stanowiska odpraw First Class (do zwykłych były około półgodzinne kolejki). Odprawiająca się przede mną załoga rzuciła mi kilka zaskoczonych spojrzeń (pewnie nie wyglądam na typowego pierwszoklasowca), ale po tym już bez żadnych pytań zostałem odprawiony i dostałem karty na pozostałe dwa loty.

    W miarę szybka kontrola, spacer do bramki, boarding niemal od razu, miejsce 19F. Na pokładzie mały zgrzyt - LF 100%, a rodzina z małym dzieckiem dostała miejsca w 3 osobnych rzędach więc trzeba było kogoś przesadzić aby przynajmniej jedno z nich siedziało obok dziecka. Pasażer 19D niemal dostał ataku furii gdy poproszono go o przejście na miejsce 18E. Ja również nie byłem zachwycony, gdyż miejsce obok mnie przypadło dzieciakowi. Na szczęście moje słuchawki dosyć skutecznie wyeliminowały wiekszość dźwięków, a gdy na moim lewym udzie pojawiła się dostateczna ilość malutkich śladów malutkich zabłoconych bucików mama litościwie zamieniła się miejcem z pociechą.

    Krótko po starcie (55 minut opóźnienia) wjechał serwis w postaci bardzo smacznej kanapki z szynką i serem topionym oraz do wyboru jednego zimnego i jednego gorącego napoju. Wreszcie zostałem pozytywnie zaskoczony, i wreszcie ugasiłem też mocno już ssące po ponad 8 godzinach od wyjścia z domu głód i pragnienie.



    Lot ponownie bez zakłóceń, a na podejściu do Monachium widok który niemal wynagrodził wszystko z pierwszej części podróży - idealna, gładka i nieprzenikniona warstwa chmur, przez nią przebijający się tylko dymiący (czy też parujący) komin przemysłowy i wieża chyba kościelna, i niemal na wysiągnięcie ręki druga maszyna jak nasze lustrzane odbicie podchodząca do równoległego pasa. Naturalno-industrialne piękno w czystej postaci. A ja musiałem się zagapić i zostawić aparat w schowku.

    Ogólnie dla Lufthansy same plusy - za wygodę, za czystość, za serwis. Oraz za podanie jeszcze przed lądowaniem do których bramek skierować się na przesiadkę. Tego ostatniego się nie spodziewałem, więc zaskoczenie tym bardziej pozytywne.


    MUC-KRK, Lufthansa Cityline, CL 3334, Avro RJ85 D-AVRH, 0:58

    Po znalezieniu się w terminalu szybki bieg za strzałkami, bo do następnego odlotu mniej niż pół godziny. Terminal o dziwo niemal pusty. Kontrola paszportowa niemal bez zwalniania. Schody w dół, jeszcze około 50 metrów do bramki, szybki rzut oka na kartę pokładową, i już jestem w autobusie. Po solidnych kilku minutach jazdy jesteśmy przy naszym Avro - mój pierwszy lot tą maszyną.

    W środku - ciasno. LF po raz trzeci 100%, wiele bagaży pozostaje poza schowkami, załoga namawia na oddawanie tych większych do luku. Mój plecak na szczęście znazał miejsce w schowku. Zajmuję miejsce 9C, ale po chwili ja i mój sąsiad musimy wstać, ponieważ miejsce 9A zajmuje Modna Pani. Z czerwoną walizką która niemal szczelnie wypełnia całe jej miejsce na nogi. Na naszą delikatną sugestię, że walizkę można oddać do luku Pani rozbrajająco odpowiada "Ale ja się muszę przebrać". Na coś takiego odbiera nam mowę, siadamy posłusznie i staramy się nie zauważać, że Modna Pani siedzi praktycznie po turecku (co skrzętnie ukrywa pod płaszczem), ani zastanawiać się, w jaki sposób udało jej się przemycić tego behemota jako carry on.

    Szybki start, ku mojemu rozczarowaniu z miejsca przy przejściu nic nie widać więc oddaję się drzemce. Aż do zgaszenia sygnału zapnij pasy, gdy Modna Pani nie bez wysiłku wyszarpuje walizkę spomiędzy foteli i na niemal cały czas lotu znika w tylnej toalecie. Serwis podobny i równie smaczny, chętnie zjadam kanapkę z salami i popijam ulubionym sokiem pomidorowym oraz herbatą.

    Wkrótce lądowanie, i przez chwilę mam wrażenie, że jestem w hamującym pociągu pospiesznym - identyczny dźwięk po wysunięciu klap (chyba). Szybka przesiadka do Cobusa i 5 minut czekania na mroźnym powietrzu na 20 sekund jazdy do oddalonego o 100 metrów terminala. Ale po dosyć już wyczerpującym dniu stwierdzam, że tym razem już nie pozwolę by mi to podniosło ciśnienie.

    Modna Pani i jej pupilek:



    W terminalu chwila nerwowego oczekiwania przy taśmie. Po takich krótkich przesiadkach i generalnie chaotycznym czasie na lotniskach w pełni spodziewałem się, że bagaż dostanę najwcześniej następnego dnia. Ale - JEST. Pozostało pójść do wyjścia i umówionym samochodem udać się prosto na wigilijną kolację z rodziną.


    03.01.2010

    KRK-MUC, Lufthansa Cityline, CL 3333, Avro RJ85 D-AVRM, 1:04

    O ile przez cały mój pobyt w Polsce upłynął bez śniegu, tak w ostatnią napadało dosyć solidnie. Na lotnisko dotarłem jednak bez przeszkód, sprawnie odprawiłem się i dostałem karty pokładowe na wszystkie 3 loty (a jednak się da!). Zo okien na piętrze mogłem obserwować sprawną obsługę i odladzanie samolotów przy stanowiskach. Jakimś trafem nigdy wcześniej nie widziałem tego procesu na żywo ani nie doświadczyłem "od środka".

    Odladzany EI-CPH który chwilę później planowo odleciał do Dublina. Ale kto by tam latał bezpośrednio.



    Przez pewien czas terminal zdominowały jęki i narzekania gdy ogłoszono, że Easyjet Kraków-Dortmund będzie lądował w Kolonii. Na pocieszenie lot był G-EZBR, czyli setnyn A319 dostarczonym EZY. Na zdjęciu za nim ogon EI-DCS FRancy (adekwatnie do pogody z malowaniem Costa Brava ;-)).



    Na mój lot zapowiedziano 20 minut opóźnienia, co w praktyce i tak oznaczało wylot z mniejszym opóźnieniem niż teoretycznie planowe wcześniejsze loty z "dużych" lotnisk. Po kolejniej kilkunastosekundowej przejażdżce autobusem bezproblemowy boarding, i lekkie rozczarowanie, ponieważ z zarezerwowanego dzień wcześniej przez Internet miejsca 6A jedyne co było widać to silnik. Cóż, uczy się człokiek całe życie (żeby pamiętać o sprawdzaniu SeatGuru). Serwis podobny, bardzo smaczne wino niestety nie pamiętam jakie. Z powodu ogólnej ciasnoty głupio mi było robić zdjęcia bułki i plastikowych kubków.


    MUC-LHR
    , Lufthansa, LH 4758, A320-211 D-AIPY, 1:33

    Lądowanie poprzedniego lotu 15 minut po planowym czasie i dosyć długie kołowanie w połączeniu z 45-minutową przesiadką przełożyły się na jeszcze szybszy sprint przez terminal, przez co z samego lotniska nie pamiętam absolutnie nic. Grunt, że zdążyłem, choć cała główna kolejka już wsiadła i czekano tylko na spóźnialskich.

    Tuż przed push-backiem - karny szereg maszyn Lufthansy z miejsca 8F:



    Na pokładzie "dużej" Lufy ten sam standard. Tym razem mniejszy load (ok 85%), więc obyło się bez roszad.

    Niebo gdzieś nad Niemcami:



    O ile do Polski leciałem bezalkoholowo, tak w drodze powrotnej postanowiłem spróbować oferowanych trunków - serwowany Warsteiner okazał się bardzo zacny:



    Mijanka chyba już gdzieś nad Francją:



    Niecałą godzinę później - trudno uwierzyć, że to ten sam krótki lot:



    I jeszcze tłok przy podejściu nad Londynem:




    LHR-DUB, bmi, BD 131, A319-131 G-DBCK, 0:54

    Tym razem udało mi się nie dać zmylić i prawidłowo poszedłem do strefy tranzytowej. Po drodze dwie lub trzy kontrole dokumentów, robienie zdjęcia, naklejanie kodu kreskowego na dowód osobisty, za następnym zakrętem kontrola zdjęcia i kodu kreskowego, i oczywiście regularna kontrola bezpieczeństwa. Daję słowo, że o połowę mniej zachodu miałem z lotem tam i normalną odprawą. Jaki sens w Connecting Flights skoro tak to wygląda? Myślałem, że może to efekt szajby po incydencie z NW, ale krótka rozmowa z panią mundurową przy kontroli utwierdziła mnie, że u Brytyjczyków jest to szajba permanentna i nieuleczalna. Może ktoś napisze, że dramatyzuję, ale w porównaniu z doświadczeniami na MUC różnica uderza jak pędzący pociąg towarowy...

    Aha, czy wspomniałem, że moja wydrukowana jeszcze w KRK karta pokładowa również wzbudzała wielkie podejrzenia i była ze wszystkich stron oglądana i kilkukrotnie sprawdzana skanerem?

    Skrzyżowanie korytarzy z i do bramek:



    Angielski dla średnio-zaawansowanych: "short delay", "extra security controls", "wait briefly", "keep any delay to the minimum" oznacza 15 minut stania podczas któych korytarzem przechodzi może 10 pasażerów (oczywiście bez żadnej dodatkowej kontroli bezpieczeństwa), a panowie strażnicy dłubią w nosie i dyskutują o ostatnich wydarzeniach w sporcie, na każdą uwagę że korytarzem od ponad 5 minut nikt nie przeszedł odpowiadając ze śmiertelną powagą "This is a security measure, please stand back and wait patiently". Sprawdzone naocznie już niestety po raz trzeci, i oby ostatni.

    Boarding jak boarding, miejsce 7F dużo wygodniejsze, więc lot przespałem niemal w całości. Jeszcze tylko obrazek z push-backu - kilka maszyn na stanowiskach, dwie kołujące do pasa, trzy podchodzące do lądowania, i jeszcze jedna gdzieś hen wysoko:



    Dla niedowierzających, że to samolot, a nie hot pixel.



    I na radosne zakończenie historii, bagaż po raz kolejny przyleciał razem ze mną, znów wbrew moim obawom.


    Gratuluję i dziękuję tym, co doczytali. Obiecywałem sobie, że się nie będę rozpisywał, ale trochę nie wyszło. Ale to moje pierwsze nie-lowcostowe loty po Europie (nie licząc Aer Lingusa), więc wrażeń sporo.

    Czy wybrałbym po raz kolejny tradycyjną linię na trasę, którą zdarzało mi się przelatywać tam i z powrotem za 20 złotych - za rozsądną cenę i w zależności od sytuacji owszem. Tylko może z maksymalnie jedną przesiadką, i nie przez po stokroć przebrzydłe LHR. Cieszę się, że się nie rozczarowałem Lufthansą.

  2. #2
    L4
    L4 jest nieaktywny
    Awatar L4

    Dołączył
    Feb 2009
    Mieszka w
    w lesie

    Domyślnie

    Promocyjnie tzn - 900 zł? Z tego co pamiętam to takie ceny LH wypluwa z dwoma przesiadkami.
    Ale jakbyś brał lot tylko przez Frankfurt to już można za 600 z kawałkiem przelecieć się. Godziny ciut ograniczone (bo tylko 2x dzienie FRA-DUB jest), ale na pewno wygodniej niż przeprawiać się przez LHR.

  3. #3

    Dołączył
    Oct 2008
    Mieszka w
    EPBA / KHWD

    Domyślnie


    Polecamy

    Cytat Zamieszczone przez L4 Zobacz posta
    Promocyjnie tzn - 900 zł? Z tego co pamiętam to takie ceny LH wypluwa z dwoma przesiadkami.
    Ale jakbyś brał lot tylko przez Frankfurt to już można za 600 z kawałkiem przelecieć się. Godziny ciut ograniczone (bo tylko 2x dzienie FRA-DUB jest), ale na pewno wygodniej niż przeprawiać się przez LHR.
    Tak, około 900zł w przeliczeniu. Pamiętam, że były też te loty przez FRA w macierzy, ale w tych terminach już mocno przebrane i dużo droższe. Na te same daty Aer Lingus i Ryan były powyżej 300 euro (bez bagażu), a AF jakoś zupełnie z kosmosu (ale AF chyba tak zawsze). W każdym razie była to najtańsza opcja gdy rezerwowałem - najmniej wygodna czasowo itp., ale też najbardziej atrakcyjna dla miłośnika latania, co też miało wpływ na mój wybór.

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •