Pokaż wyniki od 1 do 7 z 7
  1. #1

    Dołączył
    Jan 2010
    Mieszka w
    warszawa

    Domyślnie Moje dotychczasowe podróże


    Polecamy

    Witam wszystkich serdecznie i przepraszam za wczorajsze zamieszanie. Z powodu mojego błędu technicznego poprosiłem Moderatora o usunięcie postu. Dziś po poprawieniu i drobnej korekcie, zamieszczam go ponownie.

    Na poczatku kilka slów o mnie. Na imie mi Robert, mam 46 lat, mieszkam w Warszawie. Lotnictwem ,,zarazilem" juz w dziecinstwie, mieszkajac zawsze niedaleko warszawskiego lotniska. Niestety nie moglem zwiazac sie z lotnictwem na gruncie zawodowym pomimo wielu prób. Pozostalo mi tylko i wylacznie obserwacja jako pasazer lub staly bywalec warszawskiego Okecia. Wiem, ze przy wielu forumowiczach, mój bagaz podrózy lotniczych jest niewielki. Do dnia obecnego, mialem przyjemnosc 54 rejsów krajowych i zagranicznych. Kazdy z nich mam zapisany w pamieci, gdyz robilem sobie notatki, kilkanascie rejsow, mam zapisane na zdjeciach, filmach itd. Jesli kogos zainteresuje moja historia, bedzie mi milo. Nie zamieszcze wielu zdjec, gdyz nigdy nie wykonywalem ich z mysla o publikacji. Nastepnym razem, a bedzie to w maju zarejestruje juz zdjecia profesjonalnie.

    Mój pierwszy lot mial miejsce w 1973 roku. Lecialem z rodzicami i siostra na wakacje z Warszawy do Koszalina. Byl sierpien. Nie spalem cala noc, pilnujac aby nie przespac budzika. Wciaz pytalem sie rodziców, czy to juz pora. Nagle poczulem, ze cos sie dzieje. Okazalo sie, ze rodzice jednak zaspali. Pozostala godzina do odlotu, a my bylismy w mieszkaniu. W ciagu kilku minut znalezlismy sie na ulicy Grójeckiej. Zaden taksówkarz nie chcial tak rano jechac na Okecie. Zlitowal sie nad nami kierowca Lot-owskiego samochodu, który przypadkiem przejezdzal ulica Raszynska. Kiedy dojechalismy na miejsce, odprawa pasazerów do Koszalina byla skonczona. Jednak mila obsluga, nie chcac psuc wakacji, zrobila wyjatek i jeszcze nas odprawiono. Lecielismy samolotem Il-18 prawie godzine.

    Kilka slów o kolejnym rejsie. Bylo to w roku 1976, w roku Olimpiady w Montrealu. LOT na ta okazje mial wiele gadzetów. Byly to naklejki, nalepki, karty do gry. Ja i mój cioteczny brat dostalismy bardzo ladne zólte czapeczki z Lot-owskim zurawiem. Nasza radosc przybladla, kiedy na lotnisku jakis pasazer, obcokrajowiec, lamana polszczyzna, zwrócil sie do nas slowami: ,,chlopcy, prosze bardzo, przeniescie mi mój bagaz do odprawy". Lecielismy wtedy An-24. Mam nawet zdjecie kokpitu, jakze juz archaicznego, które udalo mi sie zrobic wiele, wiele lat pozniej na otwartych dniach warszawskiego lotniska.


    Kolejny rok. Pamietny 1981. Sytuacja w kraju, strajki, protesty. Wracajac z wakacji w Juracie, nie bylo mozliwosci wydostania sie. Mokre lato, tak spietrzylo morze i zatoke, ze przelala sie ona przez pólwysep helski. Kiedy wreszcie, znalezlismy sie na gdanskim lotnisku Rebiechowo, sytuacja byla tak nerwowa, ze stewardessy, rozsadzaly pasazerów niczym w wojsku. Nie pamietam juz kto zaczal rozmowe, ale wkrótce caly samolot komentowal, jakoby ta nerwowa sytuacja jest spowodowana, ze w Warszawie stoja juz Rosyjskie czolgi. Caly lot byl bardzo nieprzyjemny. Pamietam jeden rejs, kiedy lecial porucznik Borewicz, czyli 07 zglos sie. Byly to juz lata osiemdziesiate. Aktor ten bardzo czesto byl gosciem na pokladzie samolotu, gdzies miedzy Warszawa i Gdanskiem.
    Jeden lot bardzo dobrze zapamietalem. Byl to maj. Z Warszawy do Gdanska odlatywaly rano dwa samoloty. Jeden to ATR-72 ok. godz. 7 rano, i zaraz nastepny, pól godziny pozniej - Embraer 145 który lecial na trasie Warszawa-Gdansk-Hamburg. Kiedy pasazerowie na lot ATR pojechali juz pod samolot, zostala garstka pasazerów wraz ze mna. Nagle, podjechal autobus z niedoszlymi pasazerami. Wysiedli troche poddenerwowani. Wsród nich znalazl sie jeden ,,odwazny", który juz w drzwiach zaczal wymyslac wszystkim wokól, ze nie maja pojecia kim on jest. Pracownica obslugi naziemnej, grzecznie tlumaczyla, ze kapitan wykryl usterke silnika. Stad rejs bedzie opózniony. Ów pasazer, zwrócil sie tymi oto slowami, po których chyba wszystkim stojacym w poblizu i slyszacych te slowa opadly rece: ,,droga Pani, ja mam wykupiony bilet z miejscowosci A do miejscowosci B, na godzine XX.YY i mnie nic nie interesuje zepsuty silnik. Ja mialem wsiasc i leciec"!!!! Szok.
    W ciagu kilkudziesieciu rejsów krajowych, obserwowalem rózne sytuacje. Oswobodzony z klatki pies, przerwal start samolotu ATR-72 z Gdanska, mialem odwolany lot, bedac juz na pokladzie ATR-42. Pasazerowie widzieli, ze lewy silnik, nie moze wskoczyc na swoje ,,normalne" obroty. Cos bylo nie tak. Przyjechali mechanicy z pobliskiego hangaru, popatrzyli i po rozmowie z zaloga, kapitan poprosil o opuszczenie samolotu. Lecialem tez pewnego roku z Wroclawia do Warszawy, tak niebywale szybko, ze rejs, który trwal ok. 50 minut, tym razem zajal tylko minut 35. Nikt nie powiedzial, czemu tak szybko znalezlismy sie na miejscu. Przezylem wieksze i mniejsze turbulencje, burze i deszcz. Tak moge zamknac czesc poswiecona lotom krajowym. Nizej kilka zdjec upamietniajacych tamte chwile.
    Pusta hala. Terminal nr 1 Okęcie. Wczesne godzinny ranne.
    Przed wejściem do autobusu podwożącego do samolotu.
    Już na pokładzie LOT-owskiego Embraera 170.
    Niemal pusty samolot. Wycieczka do Trójmiasta.
    ATR-42. Eurolot. Kolejna wyprawa nad morze.


    Druga czesc to rejsy zagraniczne. Mój pierwszy zagraniczny lot mial miejsce w lipcu 1999 roku. Lecialem wtedy do Monastiru w Tunezji. Wszystko bylo w porzadku, do czasu, kiedy zagubila sie para buszujaca gdzies po sklepach wolnoclowych. Niestety minal czas, kiedy samolot mógl wystartowac i rejs opóznil sie o ponad póltorej godziny.
    Rok pózniej w czerwcu 2000 roku, lecialem do Egiptu. Jak wielkie bylo moje zdziwienie, kiedy dowiedzialem sie, ze rejs ten wykonywany bedzie samolot Boeing 767-300 o numerach SP-LPC (Poznan).
    Na lotnisku bylem jak zwykle duzo przed obowiazujacym czasem. Lubie obsluzyc sie jako jeden z pierwszych, by potem móc spokojnie obserwowac zachowanie podróznych. Niestety los zemscil sie na mnie bardzo szybko. Na lotnisko przyjechaly pracownice konkurencyjnych biur podrózy, a naszej przedstawicielki nie bylo. I z pierwszego stalem sie niemal ostatni. Samolot startowal o godz. 23.30 jako ostatni tego dnia. Lecialem nad uspiona Europa, pod gestymi chmurami. Wokól panowala ciemna noc. Dopiero nad Morzem Sródziemnym, chmury przerzedzily sie i widac bylo w dole statki i ich swiatelka. Mijaly nas tez inne samoloty. Pamietam jeden, który lecial bardzo dlugo równo z naszym samolotem, po czym nagle skrecil w lewo i mrugajac swiatlami zniknal. Tego rejsu udalo mi sie porozmawiac z kapitanem. Byly to jeszcze czasy, kiedy wlasciwie bez problemu mozna bylo o to prosic i pozytywnym skutkiem.
    Rok 2000. Przed pierwszym lotem do Egiptu. Warszawa Okęcie.
    Kokpit Boeinga 767.
    Piszący te słowa. Tuż przed startem do Hurghady. Miejsce 37A.

    W ciagu kolejnych lat moje loty do Egiptu wykonywane byly rozne linie lotnicze. Mialem przyjemnosc leciec liniami Centralwings, Lotus. Ten rejs zapisal mi sie w pamieci przez jednego z pasazerów. Byl nim palacz na pokladzie. Po ok. 2 godzinach po starcie, kiedy juz stewardzi posprzątali po serwowanym posilku i czuc bylo rozluznienie nastroju, rozlegl sie dziwny gong. Nie byl to jednak dzwiek wzywajacy stewardesse przez pasazera. Po chwili rozlegl sie ponownie. Widzialem miny stewardess, które natychmiast rozejrzaly sie po kabinie, po swiatelkach nad toaletami, wreszcie polaczyly sie z kapitanem. Okazalo sie ze zamieszanie spowodowal pasazer, który nie przekrecajac zamka w drzwiach od toalety, nie zdradzil swojego tam pobytu. Zdradzil go natomiast dym tytoniowy, który spowodowal wlaczenie sygnalizacji. Kiedy zostal nakryty, wyprowadzono go zdecydowanie z toalety, pilot natomiast chyba ze zlosci, wlaczyl sygnalizacje ,,zapiac pasy" i nikt juz do konca nie odwazyl sie nawet wstac.
    Lotus Air. Tuz przed opisywanym wydarzeniem.
    Po wylądowaniu w Hurghadzie.

    Lecialem tez liniami AMC Airlines, samolotem MD-82 oraz Airbusem A-310. Ten ostatni mial bardzo skromne malowanie, a wlasciwie to tylko male trzy czerwone literki zdradzaly, jaka to linia. Cala reszta samolotu byla biala. Ten lot pamietam - wykonywany byl w godzinach wczesnoporannych. Zdziwil mnie jeden dzwiek który powtarzal sie co kilka lub kilkanascie minut gdzies pod podloga, pod moimi nogami. Pasazerowie spali, ja nasluchiwalem sie, co to moze byc. Wreszcie zdecydowalem sie poinformowac o tym stewarda. Stanal, posluchal i poszedl do kokpitu. Do konca lotu juz nie podszedl, natomiast po przyziemieniu, odetchnal z ulga. Mam nagrane to ladowanie, i wiem, ze przyziemienie bylo daleko poza miejscem gdzie na ogól to sie odbywa. Samolot ladowal na Okeciu na pasie RWY 33 od strony poludniowej. Zetkniecie z ziemia mialo miejsce za ,,krzyzówka" z pasem startowym RWY 29 - 11.
    Hurghada. Odprawa przed odlotem do Polski.
    Hala odlotów. Lotnisko Hurghada-Egipt. Za chwilę boarding.
    Na pokładzie Airbusa A-310.
    Bardzo skromne malowanie.

    W roku 2001, 18 wrzesnia, tydzien po pamietnym wydarzeniu, lecialem z moja 11-letnia siostrzenica do Rzymu. Lot do Wloch byl spokojny, pomimo skrupulatnej i drobiazgowej kontroli na Okeciu. W tym czasie, kto nie mial biletu na samolot, nie mial prawa wejscia do hali odlotów. Powrót byl jednak bardzo nieprzyjemny. Kiedy stanelismy do odprawy paszportowej, okazalo sie, ze wloskie sluzby graniczne domagaja sie listu rodziców osoby nieletniej na podróz z osoba trzecia. Zabrano nam paszporty, bilety i odstawiono z kolejki. Zrobilo sie zamieszanie, czy to nie jest próba wywiezienia dziecka. Cale szczescie, ze w paszporcie siostrzenicy jak i moim byly stempelki graniczne z innych wspólnych wycieczek z Francji i Niemiec, które pokrywaly sie datami. Pojeli w koncu, ze chyba to wycieczka a nie próba wywiezienia dziecka i przepuscili nas ze slowami, ze nastepnym razem musi byc list rodziców, potwierdzony przez ambasade.
    Dwa lata pózniej lecialem do Istambulu. Byl to listopad 2003 roku. Fatalna pogoda od rana. Warszawa tonela w deszczu. Korek miedzy moim budynkiem na Woli a lotniskiem byl ogromny. Juz myslalem, ze nie zdaze na rejs. Jednak przy al. Krakowskiej droga zrobila sie na tyle przejezdna, ze na lotnisko dojechalem w ostatniej chwili. Caly lot byl w mniejszych lub wiekszych turbulencjach. Dopiero nad Turcja, przed ladowaniem, uspokoilo sie. Po odebraniu bagazu, mialem czekac na przedstawiciela pensjonatu, w którym mialem zarezerwowany pokój. Byl to niewielki hotelik w samym centrum miasta tuz przy Blekitnym Meczecie. Niestety, kierowcy hotelowego nie bylo. Czekalem godzine, wreszcie postanowilem zadzwonic, z pytaniem co sie stalo. Kiedy szukalem telefonu, na hali przylotów przez glosniki wezwano mnie po nazwisku do biura informacji. Tam czekala na mnie wiadomosc, z przeprosinami, ze kierowca bedzie za 5 minut. Powodem tego opóznienia, byla peknieta opona mikrobusika. Stojac i czekajac dalej widzialem, obserwujacego mnie czlowieka, który po chwili podszedl i okazal dokument policyjny. Pytal sie, czemu po przylocie ja tak dlugo nie opuszczam hali lotniska. Kiedy powiedzialem, ze wlasnie to ja bylem wezwany do Informacji, bardzo kulturalnie przeprosil i zyczyl milego pobytu. Hotelik okazal sie jednak dosc podejrzany. Widzialem jak przy sniadaniu, wszyscy mnie obserwowali. Po powrocie do Polski, po pewnym czasie w glównym wydaniu Wiadomosci, pokazano wybuch bomby w tym hotelu. Nazywal sie ten Star Holiday Hotel.

    Kolejna moja wycieczka to rejs Alitalia via Mediolan do Aten. Lecialem samolotem Embraer 170, i dalej MD 82. Wtedy mialem przyjemnosc pierwszy raz lotu w klasie biznes. Na dwa dni przed wylotem zadzwonil do mnie przedstawiciel Alitalii z lotniska Okecie z wiadomoscia, ze lot powrotny Ateny-Mediolan-Warszawa nie odbedzie sie i szukaja alternatywnego polaczenia. Nie bylo innego jak tylko Ateny-Rzym w klasie biznes a nastepnie Rzym-Warszawa w klasie turystycznej. Lotnisko Malpensa w Mediolanie, wydawalo mi sie chaotyczne. Wciaz zmieniano wyjscia do samolotów. Wszystko tego dnia bylo opóznione. Lot Mediolan-Ateny, byl bardzo niespokojny. Nad Adriatykiem, klebily sie straszne chmury. Samolot co chwila wpadal w turbulencje lub mgle. Kapitan samolotu poinformowal, ze dla spokojniejszego rejsu, dostal zgode na wyzszy poziom lotu. Na nic to jednak sie nie zdalo. Chmury tego dnia musialy siegac ponad 12.000 metrów lub wyzej. Taki sam byl powrotny z Aten do Rzymu. Jako, ze lecialem klasa biznes, na powitanie dostalem - ......szklanke wody Click here to enlarge. Inni pasazerowie nie dostali nawet i tego, gdyz turbulencje uniemozliwily rozdanie posilków. Lot Rzym-Warszawa opózniony byl ponad póltorej godziny. Podstawiony samolot, zostal wycofany, a nas przewiezli do innej czesci lotniska, skad dopiero odlecielismy do Warszawy.
    Alitalia. Na pokładzie MD-82. Po starcie z Mediolanu.
    Niedługo lądowanie w Atenach.
    Ateny. Hala odlotów.
    Te same Ateny. Tuż przed odlotem.
    Lądowanie w Rzymie-Fiumicino. Przesiadka do Warszawy.

    Ostatni jak do dnia obecnego, byl lot na trasie Warszawa-Amsterdam-Lizbona-Amsterdam-Warszawa. Pamietam, ze zawsze chcialem byc pasazerem linii KLM. Kiedy szukalem polaczen i przyzwoitych cen, okazalo sie, ze najlepsza oferte mial wlasnie KLM. Ogromnie ucieszony tym faktem, wykupilem bilet i stawilem sie na Okeciu. Tego dnia, byl to marzec 2006 roku, na warszawskim lotnisku, bylo wyjatkowo malo sluzb odpowiedzialnych za przeplyw pasazerów. Otwarty byl tylko jeden gate, do którego podchodzili pasazerowie lecacy do Monachium, Frankfurtu, Amsterdamu. Scisk byl ogromny, wszyscy juz zdenerwowani opózniajaca sie odprawa. Oczywiscie i lot do Amsterdamu byl tez spózniony. Samolot wypelniony byl w 99 procentach. Byl to poranny rejs o godz. 7.10. Przed podaniem posilków, stewardessa, widzac jak ciasno jest w ,,moim" rzedzie, zaproponowala mi, przesiasc sie dwa rzedy do przodu. Bylo tam wolne miejsce. Kiedy usiadlem, po chwili podszedl zdziwiony Holender, co ja robie na jego miejscu. Zmieszana stewardessa ogromnie przepraszala jego i mnie za jej blad i wreszcie wypatrzyla, ze rzadz przy wyjsciu awaryjnym jest calkowicie pusty. To byl ten jeden procent wolnych miejsc. Mialem miejsce przy oknie i dwa fotele obok siebie wolne Click here to enlarge. Lotnisko Schiphol zrobilo na mnie ogromne wrazenie. Bylem pierwszy raz na tak ogromnym lotnisku. To przypominalo wrecz miasto.
    Wszystko na miejscu. Sklepy, kawiarnie, kasyna, kwiaciarnie, pamiatki, salony odnowy biologicznej, kaciki internetowe, jednym slowem wszystko. Bardzo czesto ogladam sobie film z tych chwil. Samolot z Amsterdamu do Lizbony pelny. Kiedy zajalem swoje miejsce, byl to Boeing 737-800, nagle uslyszalem polskie slowa: ,,idzmy dalej, im dalej tym bezpieczniejsze miejsce w samolocie". Milo jest uslyszec polska mowe w najmniej oczekiwanym momencie. Pamietam ladowanie w Lizbonie. Tam ciagle wieje od Oceanu. To co mnie zaskoczylo, to fakt, iz nie bylo slychac wysuwanego podwozia. Nie wiem, czy ten model Boeinga ma tak wyciszona hydraulike. Juz myslalem, ze samolot nie wyladuje tylko przejdzie na drugi krag nad lotniskiem, ale okazalo sie, ze wszystko jest w porzadku. Powrót przez Amsterdam do Warszawy przypadl na jakies swieto w Brazylii. Nie pamietam czy to byl przypadkiem koniec karnawalu, fakt jest taki, ze do Warszawy leciala ogromna grupa rozbawionych Polakow, ktorzy w Amsterdamie przesiadali sie lecac z Brazylii. Byl to juz czas, kiedy nie wpuszczano na poklad zadnych napojów. Praktycznie wszystkie ich zapasy, wyladowaly ku ich oburzeniu w smietniku. Tego dnia leciala tez Irena Szewinska. Siedziala dwa rzedy przede mna.
    Amsterdam, Schiphol. Przesiadka na samolot do Lizbony.
    Na pokładzie Boeinga 737 KLM. Gdzieś nad Francją.

    Podsumowujac, przez 46 lat, mialem moznosc odbycia 54 rejsów (krajowe i zagraniczne). Do tej pory bylem pasazerem samolotów: An-2 (lot widokowy nad Niechorzem), Il-18, An-24, Embraer 145, Embraer 170, Boeing 737-300, 400, 500, 800, Boeing 767-300, Mc Donnel Douglas MD-82, Airbus A-310, Airbus A-320, ATR-42, ATR-72. Linie to LOT w zdecydowanej wiekszosci, Alitalia, KLM, AMC Airlines, Lotus Air. Wiem, ze to niewiele przy dorobku wielu forumowiczów. Mam nadzieje, ze nie zanudzilem nikogo tym opowiadaniem. Ot moja historia zwiazana z samolotami. Jesli okaze sie, ze jest nie na temat i zostanie usunieta, nastepna, postaram sie zamiescic juz tak jak wygladaja inne. Najblizsza wycieczke lotnicza mam zaplanowana na 1 maja, ma to byc trasa Warszawa-Monachium-Warszawa.
    Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie i zycze cierpliwym milej lektury.
    z calym szacunkiem
    robert

  2. #2
    Awatar Katowiczanin

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Katowice

    Domyślnie

    bardzo fajne wspomnienia
    ..::WizzAir::..
    Now We Can All Fly :)

  3. #3

    Dołączył
    Jan 2010
    Mieszka w
    warszawa

    Domyślnie

    bardzo serdecznie dziekuje za mile slowo.
    pozdrawiam i zycze milego tygodnia
    robert

  4. #4

    Dołączył
    Jun 2008
    Mieszka w
    Łódź

    Domyślnie

    Fajnie się czyta o Twoich podniebnych wspomnieniach;-) Koniecznie pochwal się następnymi podróżami!
    Pozdrawiam:-)

  5. #5

    Dołączył
    Jan 2010
    Mieszka w
    warszawa

    Domyślnie

    Bardzo dziekuje. Jesli nic sie nie zmieni, to tak jak napisalem, na poczatek maja planuje wycieczke do Monachium.
    pozdrawiam serdecznie
    robert

  6. #6
    Zbanowany
    Dołączył
    Aug 2008
    Mieszka w
    Bielsko-Biała
    Wpisów
    10

    Domyślnie

    Miło się czyta relacje z dawnych lat. Strasznie mi się podobało.

  7. #7

    Dołączył
    Jan 2010
    Mieszka w
    warszawa

    Domyślnie


    Polecamy

    ogromnie sie ciesze, jesli komus sprawilem przyjemnosc lektura.
    pozdrawiam serdecznie i dziekuje
    robert


Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •