Pokaż wyniki od 1 do 9 z 9
  1. #1

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie GDN-HHN-BGY-HHN-GDN 16-18.02.2010 by Craviec&krzys121


    Polecamy

    Wyprawa, którą mamy zamiar opisać, odbyła się w dniach 16-18 lutego (a właściwie 15-19 lutego). Bilety rezerwowaliśmy 31 lipca zeszłego roku, a pierwotny skład tworzyli Asta, Chudy, krzys121 i ja. Raczej liczyliśmy się z tym, że nie polecimy, ponieważ termin pokrywał się idealnie z sesją poprawkową Krzysia i moją, ale 4 loty za ca. 12 zł piechotą nie chodzą, więc, żeby potem nie żałować, zarezerwowaliśmy. Kiedy powoli zbliżał się wylot, z dnia na dzień coraz więcej wskazywało na to, że będzie trzeba odpuścić. Pierwszy ze względu na szkołę odpadł Chudy. Mnie, jako, że niewiele robiłem w ciągu całego semestru, pojawiały się coraz to nowe terminy poprawek kolidujące z lotami, a na końcu sprawy rodzinne pokrzyżowały plany Aście. Ostatecznie, moje „sesyjne” problemy zostały tymczasowo rozwiązane i wraz z Krzysiem, któremu od początku nic nie przeszkadzało w wyjeździe, mogliśmy rozpocząć wyprawę. Relację tę, stworzyliśmy wspólnymi siłami, jednak to ja postanowiłem, że ją uporządkuję i wrzucę na forum. Wypad, ze względu na wczesną godzinę odjazdu pociągu z Poznania do Gdańska, a także ze względu na chęć dalszej integracji (nie doszukujcie się w słowie „integracja” drugiego dna – każdy może się czasem piwa ze znajomym napić, czyż nie?) postanowiliśmy rozpocząć na dzień przed wylotem. Wydawało się, że już nic nie może nam w jego odbyciu przeszkodzić. Niestety, tylko wydawało...

    Po nocy spędzonej w naszej już tradycyjnej „bazie wypadowej” czyli w poznańskim mieszkaniu Krzysia, udaliśmy się na dworzec kolejowy. Podróż pociągiem – rzecz zdawałoby się rutynowa, wręcz banalna. Jednak tym razem ta rutyna mogła nas zgubić i... przeszkodzić w odbyciu czterech tanich lotów. Po zakupieniu biletów na TLK do Gdańska Głównego udaliśmy się na peron. Wsiedliśmy do pociągu i rozpoczęliśmy poszukiwania przedziału. Jakież było nasze zdziwienie, kiedy (zupełnie przypadkiem, bo nie było ono do nas kierowane) usłyszeliśmy pytanie o to czy jest to pociąg do... Szczecina. Natychmiast wypadliśmy z wagonu i spojrzeliśmy na zamieszczoną na nim tabliczkę. Tak, zgadza się, na tabliczce widniał Szczecin Główny. Okazało się, że nasz pociąg stał na tym samym peronie, jednak kilkanaście metrów dalej... Niewiele brakowało, a skończylibyśmy na tarasie w Goleniowe zamiast w Bergamo.

    Na szczęście dalsza podróż PKP minęła już bezproblemowo i po 5h 30min dotarliśmy do Gdańska Głównego. Następnie zakupiliśmy bilety komunikacji miejskiej i już po chwili mogliśmy delektować się jazdą gdańskimi wzniesieniami na lotnisko. Po dotarciu na EPGD, do odlotu mieliśmy jeszcze trochę czasu, który postanowiłem wykorzystać na szybki spotting, dzięki któremu prócz jednego nowego rega do kolekcji (zdjęcie poniżej) dorobiłem się tylko mokrych skarpetek.


    Po śnieżnych przygodach nadeszła pora, żeby wreszcie udać się do odprawy, która przebiegła sprawnie i bezproblemowo. W międzyczasie dostaliśmy informację od Chudego, który postanowił śledzić nasz lot na radarze, że maszyna którą polecimy właśnie rozpoczęła zniżanie do Gdańska. Dowiedzieliśmy się również, że samolot, którym polecimy nosi znaki EI-EBA. Przekazanie mnie informacji o tym regu, który okazał się być nowym w mojej kolekcji, wywołało u mnie wielką radość, jak to Krzyś opisał, ucieszyłem się z tej dla większości ze spotterskiej braci drobnostki, nie mniej niż dziecko, któremu podarowano najlepszego na świecie lizaczka. Nasz samolot wylądował punktualnie. Następnie szybki boarding i, jakże uradowani (ja nową maszyną, Krzyś moją radością) mogliśmy rozsiąść się na miejscach przy oknach i rozkoszować się spokojnym lotem do Frankfurtu Hahn. Dzięki GPS mogliśmy śledzić dokładnie trasę samolotu. Po starcie z pasa 29 lecieliśmy mniej więcej równolegle do wybrzeża przelatując nad Szczecinem-Goleniowem, następnie Berlinem, Magdeburgiem, Erfurtem. Frankfurt minęliśmy od północy i niedługo potem gładko przyziemiliśmy na pasie 21 w Hahn. Jak już wspomnieliśmy lot spokojny i bez historii w zasadzie, bo nocą. Po lądowaniu wizyta w kabinie pilotów – nie byłbym sobą, gdybym nie spytał o możliwość sfotografowania kokpitu. Krzyś, natomiast, wizytą w kokpicie pogardził.


    Hotel niedaleko od lotniska zarezerwowaliśmy na kilka dni przed wylotem. Olbrzymim jego plusem było dowożenie gości z i na lotnisko (gratis). Dla zainteresowanych link: Advance Hotel zum Hahn | 2km away from Frankfurt Hahn Airport. Polecamy tę miejscówkę - obsługa przemiła, znająca angielski, a ponadto stosunek jakości pobytu do ceny bardzo korzystny. Na pewno, gdy będziemy potrzebowali noclegu w okolicach HHN, to właśnie do tego hotelu się udamy. A więc po lądowaniu i szybkim transferze z lotniska, dotarliśmy na miejsce. Następnie relaks w saunie i do łóżek.

    Nocny odpoczynek nie był zbyt długi, gdyż następnego dnia już około godziny 7 musieliśmy stawić się do odprawy na kolejny odcinek naszej wyprawy. Po raz kolejny na wysokości zadania stanęła obsługa hotelu, dzięki której punktualnie zostaliśmy podwiezieni na lotnisko. Dzięki temu, że byliśmy tam dość sporo przed czasem, Krzyś mógł zjeść szybkie śniadanie, a ja (nie mogąc niczego przełknąć będąc zaspanym) starałem się wypatrzyć rega jakim będzie nam dane polecieć do Bergamo. Odprawę przeszliśmy bezproblemowo i mimo tego, że byliśmy na końcu kolejki do boardingu, bez trudu znaleźliśmy miejsce przy oknie. Samolot jakim polecimy to EI-DYC. Również nowy w mojej kolekcji.

    Krzyś przed odlotem:


    Po rozpoczęciu kołowania, podobnie jak w Gdańsku, zaliczyliśmy odladzanie. Dzięki temu mieliśmy możliwość podziwiania z bliska B744 Air Cargo Germany oraz MD11 Aerofłotu.

    Zdjęcie Krzysia:


    Zdjęcie moje:


    Chwilę po starcie z pasa 21 wlecieliśmy ponad chmury, które towarzyszyły nam praktycznie do samego lądowania. Skutkiem tego było ogromne rozczarowanie Krzysia, dla którego jedną z atrakcji wyjazdu miał być widok Alp z powietrza. Lot przebiegł nad takimi miastami jak: Strasbourg, Zurich, Monza. Po lądowaniu w BGY wizyta w kokpicie.

    Zdjęcie Krzysia:


    Zdjęcie moje:


    Następnie szybko udaliśmy się na miejcówkę znajdującą się blisko terminala. Jest to jeden z parkingów, z którego rozciąga się bardzo dobry widok na stojankę oraz kołujące maszyny. Starty także byłyby możliwe do focenia, jednak przy znacznie lepszej pogodzie. Ciekawostką jest, że praktycznie minęliśmy się z dwójką forumowiczów, którzy upolowali nas z kołującego EI-DLG.


    A oto EI-DLG z naszej perspektywy:

    Zdjęcia Krzysia:




    Zdjęcie moje:


    Na spottingu spędziliśmy kilka godzin. Ruch to przede wszystkim Ryanair i... Ryanair.

    EI-DAO Krzysia:


    EI-DAO mój:


    EI-DHW Krzysia:


    EI-DHW mój:


    I reszta moich Ryanów (Krzyś więcej nie wrzucił ):
    EI-DLW


    EI-EFS


    EI-EFA


    EI-DHH


    EI-DLV


    EI-DLE


    EI-DPB


    EI-DLR


    Na szczęście trafiło się kilka rodzynków. Na stojance A320 Eurofly...

    Zdjęcie Krzysia:


    Zdjęcie moje:


    ...i B733 Astraeusa wykonujący loty dla Trawel Fly (nie ma tu błędu ortograficznego, nie wiemy kto wymyślił taką nazwę...).

    Zdjęcie moje (Krzyś w końcu zapomniał go sfocić...):


    Ponadto przyleciały A320 Windjet,
    Zdjęcie moje (wersji Krzysia obecnie na galeriach internetowych brak):


    A320 Air Arabia Maroc (wersji Krzysia również brak):


    i B733 Albanian Airlines leasingowany od Air Slovakii (niestety sam przylot przegapiliśmy, a na stojance był zasłonięty schodkami stąd brak zdjęć) oraz Fokker 70 Carpatair, którego pierwszy oficer pozdrowił nas machając w naszym kierunku.
    Zdjęcia Krzysia:




    Zdjęcie moje:


    Ja & Ryanair:


    Trafił się również rodzynek nielotniczy. W pewnym momencie podeszła do nas całkiem miła Włoszka i poprosiła nas o pomoc w uruchomieniu jej Fiata Punto, który odmówił posłuszeństwa. Wraz z jej chłopakiem podjęliśmy próbę popchnięcia grata celem załączenia silnika, ale nasze próby spaliły na panewce. Nie dało rady i trzeba było wzywać lawetę.

    Pogoda niestety zamiast się poprawiać, robiła się coraz gorsza. Wydawać by się mogło, że trafiliśmy nie do Włoch, a gdzieś do Wielkiej Brytanii, aura była iście wyspiarska. W związku z tym, że dalszy spotting mijałby się z celem, postanowiliśmy udać się na krótkie zwiedzanie Bergamo. Po drodze z miejscówki do terminala spotkaliśmy takie oto cudo:

    Zdjęcie Krzysia:


    Następnie problematyczne okazało się zakupienie biletu, gdyż automat przyjmował tylko monety, a nie mieliśmy ich przy sobie w wystarczającej ilości. Problem postanowliśmy rozwiązać udając się do pobliskiego Orio Center, dosyć dużego centrum handlowego po przeciwnej niż lotnisko stronie autostrady, gdzie chcieliśmy dokonać drobnych zakupów, rozmieniając banknoty. Wydawało się nam, że idziemy tam dosłownie na chwileczkę. Niestety rzeczywistość zweryfikowała ten pogląd. „Ukryte” przejście pod autostradą, przejścia dla pieszych wyprowadzające na jezdnię, chodniki prowadzące do nikąd, sklep spożywczy na drugim końcu centrum handlowego, powrót ze skokiem przez rów ze ściekami (rzeczką) i problemy ze znalezieniem właściwej drogi na lotnisko skutecznie zabrały nam sporo czasu. W końcu jednak udało się powrócić i już bez problemów zakupić bilety dobowe (3E), dzięki którym dojechaliśmy do miasta górnego w Bergamo. Miasteczko wydaje się być bardzo interesujące, jednak pogoda nie pozwoliła na odkrycie pełnego uroku tego miejsca. Coraz bardziej padający deszcz oraz głód sprawił, że postanowiliśmy poszukać jakiejś pizzeri. Wszystkie restaruacyjki, pizzerie jak na złość okazały się być pozamykane - albo pora sjesty, albo wypadający w ten dzień Popielec (o ile we Włoszech się go obchodzi). W związku z tym udaliśmy się do centrum, gdzie w końcu udało się nam odszukać interesujące (i jedno z niewielu czynnych) miejsce, gdzie można było coś zjeść. Okazało się, że był to strzał w dziesiątkę. Zamówione pizze z tuńczykiem smakowały wyśmienicie, twierdzimy nawet, że była to jedna z najlepszych pizz jakie jedliśmy.

    Krzyś ze swoją pizzą:


    I ja ze swoją:


    Kilka zdjęć Krzysia z Bergamo:





    Ja i Bergamo za mną:


    Posilieni postanowiliśmy wrócić na lotnisko i już w terminalu poczekać na powrót do Hahn. Lot wykonywał samolot EI-EFG. Podczas lotu, kolejnego, na którym spotkaliśmy bardzo miłą załogę, mogliśmy podziwiać z góry światła Stuttgartu, a wcześniej St. Gallen, gdzie Lech Poznań miał okazję stoczyć jeden ze swoich pojedynków w Pucharze UEFA.

    Krzyś (zdaje mi się, że podczas tego właśnie lotu):


    Sam lot przyjemny, bez tubrulencji (co nie wpływa pozytywnie na ocenę tego lotu ), a po lądowaniu zaliczony kokpit - co okazało się normą na tym wyjeździe. Niestety, zdjęcia nam nie wyszły, musimy przyznać, że ręce nam się trzęsły pod wrażeniem widoku tych wszystkich przycisków.

    Ja swoją wersję wywaliłem do pieca, a poniżej wersja Krzysia:


    Po powrocie do hotelu umówiliśmy się na kolejny transport na lotnisko z rana, a następnie spędziliśmy chwilę przed położeniem się spać przed laptopem sprawdzając co się na świecie przez cały dzień wydarzyło i "zasłuchując się" w puszczoną przeze mnie melodię, która nieodłącznie będzie się nam kojarzyć z tą wyprawą, oto ona:



    Ja tę piosenkę lubię ze względu na optymizm z niej wypływający, ale Krzyś nie podziela mojego zdania - uważa, że śpiewająca ją osoba, tu cytat, "ujada". No cóż, czy się podoba czy nie, zawsze kiedy ją usłyszymy, wrócimy myślami do tej wyprawy.

    Kolejny dzień postanowiliśmy wykorzystać na spotting na Hahn. Pogoda jaka przywitała nas po obudzeniu się nie była do tego idealna, ale mimo tego postanowiliśmy wymeldować się z hotelu i czym prędzej udać się na lotnisko. Tradycjnie już skorzystaliśmy z busika hotelowego i po krótkim czasie byliśmy na miejscu. Poranny głód sprawił, że zamiast od razu szukać miejscówek do spottingu, poszukaliśmy miejscówki na zjedzenie śniadania. Świeże i bardzo smaczne pieczywo okazało się doskonałym wyborem. W między czasie pogoda uległa zdecydowanej poprawie i udaliśmy się na poszukiwania miejsca do sfocenia stojącego Cargo. Na płycie stały B742 Evergreen i MD11 Aerofłotu, ale nie pamiętamy w jakiej ilości, w każdym razie co najmniej po jednej sztuce oraz jeden B744 Atlas Air. Po niedługim spacerze znaleźliśmy w miarę dogodne miejsce do fotografowania stojanek. Najbliżej stały MD11, ale pozasłaniany i 744 Atlas, który ,jak wywnioskowaliśmy, szykował się do odlotu. Nie myliliśmy się. Po stosunkowo niedługim czasie doczekaliśmy momentu wypychania. Dzięki temu bez problemu mogliśmy go uwiecznić, bo wreszcie nic go nie zasłaniało.

    Wersja Krzysia:


    Wersja moja:


    Poczekaliśmy chwilę do odlotu i ruszyliśmy dalej spacerkiem w kierunku podejścia. Podczas tego odcinka pieszego, mogliśmy podziwiać liczne (naprawdę liczne) powojskowe nieużywane już hangary. Droga, którą szliśmy kiedyś ewidentnie była płytą kołowania i postojową. Udzieliła się nam atmosfera tajemniczości tym bardziej, że lotnisko leży w cichej, spokojnej okolicy. Po dość długim spacerze naszym oczom ukazała się górka. Była wysoka i stroma. Na szczęście udało się na nią wdrapać. Z miejsca tego mieliśmy widok na odosobnioną część płyty postojowej. Stał na niej BBJ PrivatAir.

    Wersja moja (Krzyś przeszedł obok niego obojętnie):


    Wyglądało na to, że jakiś czas już tam był i że nieprędko się stamtąd ruszy. Nawiasem mówiąc po przeciwległej stronie lotniska, co zauważyliśmy podczas wcześniejszych kołowań, stał niezidentyfikowany przez nas 767, którego rozpoznaliśmy dopiero po powrocie przeglądając zdjęcia na jetphotos – to również była maszyna PrivatAir, która pododnie jak BBJ ewidentnie miała dłuższą przerwę w użytkowaniu.

    Towarzysz spottingu:
    Wersja Krzysia:


    Wersja moja:


    Miejscówka dopisała, pogoda również, ale ruch już średnio. Długie przerwy między lądującymi samolotami oraz wszechobecny śnieg zostały wykorzystane na mini wojenkę na śnieżki, która przypominała bardziej strategię turową niż prawdziwą wojnę. Zostałem trafiony przez mojego imiennika dopiero za ntą próbą. Rzuty Krzysia były więc niezbyt celne, ale gdy ten jeden, jedyny już wyszedł, to zostałem trafiony... eufemistycznie mówiąc "poniżej pasa" - na szczęście siła uderzenia nie była wielka.

    Krzyś chwilę po jednym z wyrzutów:


    Ja chwilę przed jednym z wyrzutów:


    Ponadto wykonaliśmy wymianę zdjęć:
    Krzyś (zdjęcie moje):


    Ja (zdjęcie Krzysia):


    Przez długi czas trafiliśmy jedynie lądowania dwóch Ryanów i trochę zrezygnowani postanowiliśmy się powoli zwijać do terminala. Oto te dwa Ryany:
    Mój EI-DPL


    EI-DWO Krzysia:


    EI-DWO mój:


    Krzyś nalegał, żeby ruszyć z powrotem już w tej chwili, ale ja postanowiłem, że jeszcze chwilkę poczekamy. ZDECYDOWANIE opłacało się poczekać tę chwilę dłużej. W pewnym momencie usłyszeliśmy dźwięk nadlatującego samolotu. Chwyciliśmy za aparaty i... zamarliśmy. Naszym oczom ukazał się lądujący B744 Atlas Air. Następne kilka chwil to czas oszołomienia i przeglądania drżącymi dłońmi aparatów celem sprawdzenia jak wyszły zdjęcia. Ufff, w miarę wyszły, można wracać do terminala!
    Zdjęcie Krzysia (moje w kolejce):


    Spełnieni spottingowo wróciliśmy do terminala, gdyż zbliżała się godzina naszego powrotu do Gdańska.

    Podczas spacerów w okolicach lotniska udało się uchwycić kilka ciekawych przelotówek.

    Zdjęcia moje (Krzysiowi nie chce się wrzucać):

    B747 Kalitta Air


    B777 Eva Air


    B777 Vietnam Airlines


    Ponadto nad lotniskiem ciągle krążył ten oto śmigłowiec (zdjęcie Krzysia, bo ja śmigłowców nie focę):


    Ja podczas spottingu na HHN:



    Tu z 747 Atlas Air:


    Po odprawie postanowiliśmy usiąść tak, żeby być na początku kolejki podczas boardingu. Oczywiście nasze miejsce okazało się być najgorszym z możliwych i znaleźliśmy się na samym końcu kolejki, co na szczęście nie przeszkodziło nam w znalezieniu później miejsca przy oknie. Oczekiwanie na boarding umilałem sobie wypatrując rega jakim będzie dane nam polecieć. Wreszcie, okazało się, że padło na EI-EKI. Obaj ucieszyliśmy się, że znów trafił się nam stosunkowo nowy samolot. Wtedy jeszcze nie przypuszczaliśmy, że aż tak nowy. Po sprawnym boardingu, podczas którego ustrzeliłem MD11 FedEx na przelotowej...



    ...przyszedł czas oczekiwania na odlot. Wyglądało na to, że ktoś się gdzieś nie wyrobił z robotą i trzeba było zaczekać zapewne na jakiś papierek. Koniec końców, kołowanie rozpoczęliśmy około 40 minut po planowanym czasie odlotu. W powietrzu, bardzo miła załoga poinformowała nas, że lecimy sześciodniową, najnowszą we flocie maszyną. Sam lot okazał się być bardzo ciekawym. Najpierw, niedługo po starcie minęliśmy Frankfurt z dobrze widocznym lotniskiem...

    Zdjęcie Krzysia:


    ...a następnie mieliśmy okazję podziwiać bardzo przyjemny dla oka zachód słońca.

    Zdjęcie Krzysia (ja wolałem wysłać zdjęcie kokpitu, które jest w kolejce, niż skrzydełka):


    Na deser ciekawe i ostre zniżanie, które przez znaczną część przebiegało na spojlerach. Po wylądowaniu w Gdańsku kolejna wizyta w kokpicie i krótka rozmowa z bardzo miłym i zabawnym kapitanem, który wydawał się być bardziej od nas podniecony faktem, iż leciał sześciodniową maszyną.

    Kokpit EI-EKI (wersja Krzysia, moja, jak wspomniałem, w kolejce):


    Niestety, był to już ostatni przelot podczas tej wyprawy i pozostało nam dotarcie z Gdańska do Poznania nocnym pociągiem. Wolną chwilę w Gdańsku postanowiliśmy wykorzystać na kino i film "Kołysanka". Jak się okazało była to komedia z gatunku tych tak durnych, że aż śmiesznych. Film do bólu abstrakcyjny i zakręcony oraz po prostu specyficzny, o którym w sumie ciężko wyrobić sobie jakieś zdanie. Jakiś czas po wyjściu z kina nie mogliśmy się po nim otrząsnąć, a z głów nie chciała wyjść melodia, która się w nim przewijała.



    W powrotnym pociągu w przedziale trafiliśmy na chłopaka, który zainteresował się trochę naszym hobby. Wspomniał nawet, że rano czytał na onecie artykuł o wrocławskich spotterach. Podróż minęła więc szybko i w miłej atmosferze. Do Poznania dojechaliśmy ok. 4:15 i "już" o 5 mogliśmy położyć się wygodnie w łóźkach spać, by następnego dnia oficjalnie rozstać się i zakończyć wspaniałą wyprawę do BGY i HHN.

    Pisali krzys121 & Craviec, dziękujemy za uwagę!

    P.S. Uprzedzamy, że ten post może jeszcze zostać parę razy zedytowany, jeżeli znajdziemy jakieś błędy.
    Ostatnio edytowane przez Krzysztof.May ; 15-03-2010 o 18:49

  2. #2
    Awatar Krzysztof.May

    Dołączył
    Jan 2007
    Mieszka w
    Leszno/Poznań

    Domyślnie

    Gratuluję tym, którzy doczytali do końca
    Ostatnio edytowane przez Krzysztof.May ; 14-03-2010 o 23:42

  3. #3
    Awatar Chudy

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Trzemeszno

    Domyślnie

    Warto było poświęcić te kilkanaście minut na lekturę ! Szkoda, że pogoda była jak była, ale mimo to niesamowicie zazdroszczę i żałuję, że tym razem nie mogłem Wam towarzyszyć - no cóż będzie jeszcze okazja
    http://maciej-n.blogspot.com/ --> Moje słów kilka... :)
    PPL(A) C150 C172 PZL104


  4. #4
    ModTeam
    Awatar Quantas

    Dołączył
    Jan 2007
    Mieszka w
    Pyrlandia

    Domyślnie

    Zdjęcie kaczki musowo do auto świata, i pakiet starter assistance na bank wygrany.



  5. #5
    Awatar Krzysztof.May

    Dołączył
    Jan 2007
    Mieszka w
    Leszno/Poznań

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Quantas Zobacz posta
    Zdjęcie kaczki musowo do auto świata, i pakiet starter assistance na bank wygrany.
    Pamiętając o Twojej kijowskiej (nie kijowej ) fotce wysłałem już 3 tygodnie temu, ale na razie odzewu i publikacji brak .

  6. #6

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Moje zdjęcie lądującej siedem-czwórki z Hahn:

  7. #7
    Awatar b 737

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Staszów

    Domyślnie

    Bardzo fajny raporcik


    PS. leciałem w październiku EI-EFG
    Pozdrawiam G

  8. #8

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    I kolejne uzupełnienie:
    Następny Ryan z Bergamo, EI-DCD:


    Kokpit EI-EKI po przylocie z Hahn do Gdańska:

  9. #9

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie


    Polecamy

    Przyszedł czas na ostateczne uzupełnienie.

    Jeszcze jeden Ryanek z BGY:


    Ja podczas lotu z BGY do HHN:


    Kołowanie przed lotem z Hahn do Gdańska, na płycie widoczne 2 x MD11 Aerofłotu, B747 Evergreen i An-12, ale nie pamiętam jakiej linii:


    Chwilę po starcie:


    Nad lotniskiem Franfkurt Main - widoczne po prawej stronie skrzydła, a nad skrzydłem załapała się nawet przelotówka:


    Zachód Słońca, wydaje mi się, że już nad Polską:


    I kokpit EI-EKI po lądowaniu w GDN - wersja choinkowa:


    Z mojej strony to wszystko jeżeli chodzi o ten raport
    Ostatnio edytowane przez Craviec ; 14-04-2010 o 17:15 Powód: dodanie jednego zdjęcia

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •