Pokaż wyniki od 1 do 3 z 3
  1. #1

    Dołączył
    Dec 2008
    Mieszka w
    Manchester / Bydgoszcz

    Domyślnie DUB-ZRH-DUB by SWISS


    Polecamy

    Na wstępie witam wszystkich bardzo serdecznie. Jako długoletni czytelnik Forum nigdy nie miałem "okazji" wykazać się pisownią, do czasu.
    Oto nadszedł długo wyczekiwany, marcowy urlop w Szwajcarii. Dwanaście dni pełnych wrażeń związanych ze śnieżnymi szczytami, szlakami na wysokościach, punktualnością kolei szwajcarskiej oraz pierwszymi w życiu przelotami linią tradycyjną - SWISS International Air Lines.

    06.03.2010 wieczór
    Razem z bratem, spakowani jak na wyjazd alpinistyczny w dwa plecaki (po 20kg każdy), z aparatem i kamerą pod ręką wyruszamy z Mallow (Co. Cork) do Dublina. Niestety, ani koleje ani autobusy w Irlandii nie rozpieszczają i nie organizują nocnych przejazdów po kraju, trzeba więc ruszyć ostatnim pociągiem w sobote.
    Po nocnym, błyskawicznym zwiedzenie stolicy (trauma po ujrzeniu tysięcy "kiwających się ludzi" długo nie minie), ok 01.00 w nocy lądujemy na lotnisku w Dublinie. Cisza, spokój, instalujemy się na ostatnim piętrze odlotów na sofkach jednej z kawiarenek. Kilka osób już śpi, słychać gdzieniegdzie polski język...czekamy do... 11.15 na lot do Zurichu.


    07.03.2010
    Spać się nie dało, ok 5 rano ludzi zaczęło przybywać znacznie, szybka kawa na pobudzenie, w międzyczasie obserwacja nowopowstajacego Terminala 2 i dalsze koczowanie do ok 9.00, kiedy Check-in Lufthansy w końcu został otwarty. Szybkie, sprawne nadanie bagaży, lekko limity przekroczone ale bez konsekwencji, ruszyliśmy na kontrole "cielesną" i dalej do strefy wolnocłowej.


    Jako średnio-doświadczony "lotnik" (80 lotów, głównie RyanAir i WizzAir), starałem się znaleźć pozytywy i negatywy, różnice między LCC a liniami tradycyjnymi. Wszystkie zachowania personelu dokładnie obserwowane, analizowane, o wynikach w dalszej części relacji...

    Na wolnocłówce-zmiana numeracji Gate-ów, z oznaczeń terminali A,B,C,D na numeracje liczbową. Nowość, związana zapewne z otwarciem nowego Terminala w listopadzie. Patrzymy na nasz lot...Gate 311 czyli dawny terminal D...długa droga przed nami przez łącznik ponad parkingiem... W międzyczasie kilka fotek "egzotycznych" dla nas linii lotniczych odwiedzających Dublin:
    Continental - lot do Newark


    US Airways - lot do Filadelfii


    Czekanie na samolot umiliła nam Pani od ankiety zadowolenia z pobytu na lotnisku. Po wypełnienia w/w ankiety i dziwnej konwersacji z bratem o wyższości aparatu kompaktu Canona nad lustrzanką Nikona (ach te kobiety) dalsze oczekiwanie


    W końcu, ok 10.30 pojawia się długo oczekiwany samolot z krzyżem...




    Szybka odprawa z uśmiechem na ustach, ludzi nie za dużo, życzenia przyjemnego lotu od obsługi i już na schodach przed samolotem. Wejście tylko z przodu, powitanie pierwszego stewarda i osadzamy się na swoich miejscach 33E i 33F.


    Pierwszy szok - full miejsca na nogi (w samochodzie tyle nie mam). Nie wiem czy tak jest w większości tradycyjnych linii ale dla mnie to istny kosmos, ani Ryan ani tym bardziej Wizz (o nowych jego samolotach to nawet nie wspominam) nie mogą się mierzyć. "Obłożenie" na oko 50%, sporo miejsc wolnych


    Po szybkiej aklimatyzacji, powitanie pierwszego stewarda w języku angielskim i niemieckim... instruktaż bezpieczeństwa na telewizorkach podwieszonych co kika foteli po lewej i prawej stronie, szybkie kołowanie, start bez kolejki i w górze.....

    Nie minęło kilka minut a obsługa zaczęła rozwozić picie i jedzenie a za oknem można było dostrzec (choć daleko) kilka większych obiektów:






    Gdy wózek dojechał do Nas, jako eksperyment kulinarny ja wybrałem kanapke z serem, brat z szynką oraz odpowiednio herbatę i kawę. Wszystko smaczne, podane miło, zewsząd logo SWISS bije w oczy... pełna szwajcarskość


    Nie minęło kilka minut, wózeczek przejechał jeszcze raz, po raz kolejny z pytaniem czy coś do picia, tym razem wybraliśmy soft drinki


    Niedługo potem kolejna niespodzianka... pierwszy steward osobiscie roznosił szwajcarskie czekoladki dla każdego pasażera, bez ograniczeń w ilości... poczuliśmy się jak ktoś ważny


    Potem mieliśmy trochę czasu na podziwianie widoków, im bliżej Szwajcarii, tym więcej śniegu tu i ówdzie, Irlandia swoją zimę dawno zakończyła


    Minęliśmy lotnisko niedaleko Fontaine we Francji:




    i zaczęliśmy procedurę lądowania w Zurichu. Góra, dół, na boki, rzucało dość mocno, im bliżej ziemii, jakby mocniej, nad pasem - duże bum, podbicie, drugie duże bum i na ziemii...
    Samolot został "zadokowany" przy terminalu E, szybko, sprawnie opuścilismy maszynę mając po prawej stronie Boeinga 777 do Dubaju:


    Lotnisko w Zurichu... jakby wyludnione, spokój, cisza, w przylotach poza naszym lotem nikogo więcej. Odbiór bagaży dość szybki, plecaki w stanie nienaruszonym, szybki transfer na dworzec kolejowy pod terminalem i w droge... do Zermatt

    08-17.03
    Co tu dużo pisać. Szwajcaria jest po prostu cudowna. Zima jest piękną porą roku ale gdy doda się do niej niezliczoną ilość czterotysięczników, tysiące narciarzy i klimat biało-czerwonych barw narodowych to chyba każdy turysta zakocha się w tym kraju. Fakt, iż my nie przyjechaliśmy na narty a pochodzić po górach zimą, też nam pomógł w ocenie tego zakątka Europy. Zdjęć tutaj nie zamieszcze bo jest ich tyle, że tydzień bym uploadował .

    17.03.2010
    Cóż, trzeba wracać. Ale żeby nie było nudno to przejechaliśmy się Glacier Expressem (najbardziej reprezentacyjnym pociągiem tego kraju) i wieczorem wylądowaliśmy na lotnisku w Zurichu. Kolejny raz trzeba było przenocować.

    18.03.2010
    Około 4.00 ruch zaczął wzrastać, pierwsze loty zaczęły startować od godziny 6. Nadaliśmy swoje bagaże, plecaki powędrowały na specjalnych plastikowych pudłach, kolejny raz bez problemu z kilogramami (choć było więcej niż 20kg), powędrowaliśmy do terminala B w międzyczasie obserwując Festiwal czekolady (różne budowle, zdarzenia stworzone z czekolady). Samolot o czasie, przejazd autobusem, ludzi dużo więcej, ponownie wejście tylko z przodu, tym razem miejsca 33A i 33B.
    Obsługa jednak jakby bardziej chaotyczna, bez większego uśmiechu na ustach, dziwi, gdyż był to pierwszy lot tego dnia.
    Po kilku minutach po starcie rozpoczął się catering, tym razem poza napojami serwis pokładowy rozdawal bez możliwości wyboru rogaliki do jedzenia - smaczne.
    Ponieważ zmęczenie dawało się już we znaki, zapadliśmy w głęboki sen, obudziła nas dopiero informacja o lądowaniu.
    Podejście znowu rzucająco-bujające, choć przyziemienie dużo lepsze niż w pierszwą stronę. Bramka znowu w dawnym terminalu D, długi marsz do odbioru bagażu, wszystko bez problemów, autobus do centrum, pociąg do Mallow i około 17 w domu...uff

    Cóż mogę napisać o linii....
    a) do Zurichu - dla mnie bomba, byłem (byliśmy) bardzo pozytywnie zaskoczeni dbaniem o nas na pokładzie samolotu, tu uśmiech, tam uśmiech, nic więcej do szczęscia nie trzeba
    b) do Dublina - tutaj jakby gorzej, brak było widać tej wysokiej jakości ale to może moje subiektywne odczucie wynikające ze zmęczenia
    c) widać natomiast przepaść między tą linią a LCC: nikt nie czepiał się o nadbagaż, serwis pokładowy miły, uprzejmy (nie żeby w LCC tak nie było), miejsca w samolocie dużo więcej, nie ma walki o fotele przy oknie i przede wszystim spokój, żadnego pośpiechu w czasie boardingu i później.

    Podsumowywując:
    Pełne zadowolenie z urlopu, pełne zadowolenie ze SWISS-a, pogoda dopisała w Zermatt... baterie naładowane, niech tylko puszczą w Irlandii i Szwajcarii jakiś nocny pociąg to ja nic więcej nie chcę

    P.S Podziwiam Was za tak liczne pisanie relacji... szacun

  2. #2

    Dołączył
    Feb 2007

    Domyślnie

    W Szwajcarii na krajówkach nocnego pociągu nie będziesz miał

    W Zermatt byliście cały ten okres?

  3. #3

    Dołączył
    Dec 2008
    Mieszka w
    Manchester / Bydgoszcz

    Domyślnie


    Polecamy

    Tak, pociagiem z lotniska do Visp, potem przesiadka do Randa, tam mieliśmy nocleg. Codziennie dojazd do Zermatt pociągiem (15minut). Wszystko oczywiście skomunikowane ze sobą, żadnych opóźnień.
    W drodze powrotnej Glacier Express do Andermatt, a potem kolejami regionalnymi w strone Zurichu, tak do podziwiania widoków i bez pośpiechu... i znowu, pomimo 5 przesiadek, bez żadnych opóźnień, wszystko o czasie.

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •