Pokaż wyniki od 1 do 1 z 1
  1. #1
    Administrator Senior Screener
    Awatar meschiash

    Dołączył
    Nov 2006
    Wpisów
    52

    Smile Wakacyjnie POZ-WAW-DUB-NYC-PUJ-NYC-DUB-WAW-POZ


    Polecamy

    Ostatnimi czasy miałem sporo na głowie i przyznam, że w samej głowie również. Prawię rok temu kupiłem bilety w super promocji Aer Lingusa na rodzinny wyjazd do US i A. W planach było troszkę zwiedzania i troszkę opalania na Florce ale te palny runęły gdy się okazało, że siostra i szwagier nie polecą z nami. Myśl o cyklicznym przemieszczaniu się po USA z dwójką małych dzieci, 3 walizkami po 20 kg każda, dwoma plecakami, walizeczką na zabawki i wózkiem dla infanta kompletnie do mnie nie przemawia, więc czas na decyzję i zmianę planów.
    Szybkie poszukiwanie ofert i składamy następujący wyjazd:

    * 8/03 WAW-DUB Aer Lingus A320
    * 8/03 DUB-JFK Aer Lingus A332
    * 9/03 JFK-PUJ American Airlines B757
    * 20/03 PUJ-JFK American Airlines B757
    * 23-24/03 DUB-JFK Aer Lingus A332
    * 24/03 WAW-DUB Aer Lingus A320

    Szybkie podliczenie kasy i na jedno wyjdzie.

    Podróż rozpoczyna się autkiem z POZ do WAW. Żeby było ciekawiej dodam, że na 3 dni przed wyjazdem jedna baba nie widziała mnie na głównej i postanowiła przyjąć moje auto w swoim lewym boku. Diagnoza: autem moim nie pojadę bo ta nieobecność warta jest naprawy. Szybka kombinacja i biorę auto ojca....

    Jazda do WAW to na zupełnym luziku z korkiem w Jankach 3,5h. Odstawiam auto na parking i już się denerwuję. Stoją przede mną 4 auta a cała procedura wpuszczania na parking zajęła 20 minut. To jakiś absurd i skandal. Ale ok. Jadę na urlop i nie będę się denerwował.

    Pojawiam się przy stanowisku EI i odprawiamy się z rodzinką na lot. Miła Pani w check-in ze zdziwieniem daje nam bilety na całą trasę. Ok. Teraz prześwietlenie i kierunek Gate A27. Świetlenie mega szybkie i bez kolejki. Po drugiej stronie miłe zjawisko a mianowicie plac zabaw gdzie pół godzinki dzieci mają dla siebie. To super sprawa i wielki plus dla portu w WAW.

    Sprawdzam nasz FlightStatus w telefonie i widzę, że samolot przyleci do DUB 30 minut szybciej niż planowany czas przylotu.
    Zamiast A321 stoi pod rękawem A320. Szybki boarding i 5 minut przed czasem już jesteśmy na pasie. Kolejny super plus.



    Obawiałem się startu. Tak jak pisałem na początku sporo miałem ostatnio w głowie. Dosłownie pisząc przez 5 tygodni walczyłem z silnym zapaleniem zatok i uciekałem cały czas od zabiegu otolaryngologicznego. Nasz EI-DER lot EI0363 wzbił się w powietrze jakby ktoś wysłuchał mojej prośby o delikatny start. Cały lot i lądowanie jak po maśle. Tak jak FlightStatus przewidywał wylądowaliśmy 35 minut wcześniej a to przy tylko 1h15min czasu w DUB daje szansę na wypicie normalnej kawy

    Bardzo fajnie, że "nasi" spotterzy są czujni bo dzięki temu mam fotki ze startu

    Fotograf:

    K.Kozakowski


    Szybkie pytanie w DUB czy konfiguracja miejsc może być zmieniona i okazuje się, że pomimo iż dostaliśmy w WAW bilety na cały lot to i tak trzeba je wymienić na takie z kodem kreskowym. Miło i przyjemnie przechodzimy kolejne macanko i udajemy się na kawę. Nasz maluch przy okazji dostaje obiadek, który podgrzewała miła polka pracująca w jednym z barów na lotnisku.

    Po 30 minutowej labie idziemy do Gate 303. Tam wypisujemy papiery potrzebne na imigracyjny i stajemy do kolejki boardingu. Kolejka powstała przez dodatkowe środki bezpieczeństwa. Każdy podręczny bagaż ponownie był sprawdzony (otwarcie każdej przegródki) i każdy ponownie obmacany. Wsiadamy do EI-LAX na lot EI109. FlightStatus znów pokazuje miłe wiadomości. Przylot przed czasem 55 minut Siadamy i lecimy. Miło, przyjemnie i zgodnie z przewidywaniem kapitan ogłasza planowany szybszy przelot.
    Podczas lotu 1x zimne napoje, 2x ciepłe, 1x obiadek, 1x słodka przekąska. Załoga kabinowa miła. Normalny lot.

    Oto nasz A332:




    Po wylądowaniu lecimy na imigracyjny i tam znów miły widok. Zero kolejki (ostatnio stałem 1,5h). Szybka odprawa, walizeczki i taxą do hotelu. Nie mogłem spać więc troszkę przy kompie spędziłem i pierwszą część relacji napisałem.

    Kolejnego dnia ok 5 rano pobudka i czas na dalszą podróż. Tym razem trasa z JFK do PUJ. O godzinie 6 rano hotelowym transportem trafiamy na lotnisko. Szybko udajemy się nadać bagaż i dokonać odprawę check-in. Miła kobitka proponuje, że da nam dla naszego infanta miejsce, które mu się nie należy. Bardzo miłe to było z jej strony tym bardziej, że sama z siebie wyskoczyła z propozycją. Nadajemy co mamy i udajemy się na śniadanie. Po drodze w terminalu 8 napotykamy McD gdzie z zaskoczenia kupuję omlet ! Następnie udajemy się do GATE46 gdzie stoi nasz B757 N177AN.




    Znów zaglądam do mojego mądrego telefonu i znów widzę, że będziemy wcześniej. Moje wiadomości potwierdza również kapitan ale na końcu dodaje, że troszkę postoimy po wypchnięciu bo nie może zająć taxi.



    Po 17 minutach czekania ruszamy na taxi i z woleya startujemy prosto na PUJ gdzie lądujemy 41 minut szybciej niż miało to być planowo. Lot miły i przyjemy ale bez możliwości kupienia jedzenia co mnie osobiście zdziwiło.
    Po wypakowaniu biznesu czas na nas Wychodzimy a tam .... 30 st ciepła. Szybka fotka na wejściu do terminala, wszędzie leci meregne (nie wiem jak się pisze ). Normalnie raj na ziemi. Przed lotniskiem czeka mój ojciec, który zabiera nas do hotelu.

    No i tak na Dominikanie spędzamy 11 dni. Jesteśmy w Hotelu RIU Taino. Cieszyłem się bardzo na ten hotel ponieważ mam z nim związane szczególne wspomnienia. 8 lat wstecz obyłem właśnie w tym hotelu podróż poślubną więc chętnie tu wracam.
    Z dnia na dzień jednak uważam, że przez te 8 lat nic się w hotelu nie zmieniło. Jest normalnie zniszczony. Wychodzę na plażę aby zrobić spacer a tu "Międzyzdroje". Kurcze co się dzieje ? Nie dajemy z żoną za wygraną. Idziemy tam gdzie żywej duszy nigdy nie było i co mamy ? Kurcze.... kolejne hotele i jak w Mielnie leżak przy leżaku ...

    Gdzie jest ten raj na ziemi ?? Gdyby nie kolor wody i miękki piasek bym ewidentnie pomyślał, że wylądowałem nie na tej wyspie.
    Do wszystkiego się człowiek przyzwyczaja więc i do tego jakoś przywykłem. Poniżej parę fotek z "raju na ziemi"...















    No i przyszedł czas na powrót. Zanim jednak wrócimy do kraju czeka nas 3 dniowa wizyta w Nowym Jorku. Na JFK wracamy znów AA 757 lot AA1774. Na lotnisku pojawiamy się na 3h przed odlotem i rozpoczynamy całą procedurę. Facet w check-in sprawia wrażenie jakby nie umiał czytać lub jest to jego pierwszy dzień w pracy. Stałem 10 minut przy stanowisku bo gość nie wiedział jak wydrukować bilet dla infanta, nie potrafił policzyć jego wieku (w paszporcie jest data urodzenia), no i generalnie sprawiał wrażenie Kubańczyka a nie uśmiechniętego Dominikańczyka. Po nadaniu bagaży udajemy się do terminala nr 2 (ale idziemy przez 1). Tam szczegółowa kontrola bo to lot do US i A. Po wszystkich świetleniach kupujemy fotkę z naszego przylotu (ale bledzizny ) i udajemy się podziwiać ruch lotniska w PUJ. Dla miłośników 757 super gratka bo cały czas min. 3 na płycie + co 15 minut wymiana (coś przyleci, coś odleci).

    Z otwartego terminala zrobiłem parę fotek, które zamieszczam poniżej. Na pierwszej widać, że pokolenie spotterów rośnie








    Lot z PUJ do JFK znów szybszy. Ale fajowo... Pod terminalem 46 minut wcześniej niż planowano. Jak widać ostatnie loty nam sprzyjają. To ważne ponieważ najmłodsza nie ma swojego miejsca i im krócej w samolocie tym dla nas lepiej.



    No i nasz 757 .....

    Znów imigracyjny szybko no i śmigamy po bagaże. Tam odbieramy jedną walizkę totalnie zmasakrowaną. Cała powduszana, popękana, pourywane rączki a zamknięcie wygląda na próbę otwarcia - łomem...

    Udajemy się więc do AA z reklamacją. Babeczka wypisuje nam kwit i informuje, że w ciągu 1 miesiąca mamy dostarczyć im walizkę a oni ją "naprawią" i odeślą na domowy adres. Poniżej fotki walizki, którą AA chce naprawiać








    No to czas na kolejne podbicie Nowego Jorku.
    Pierwszy dzionek zaczynamy od Empire State, potem wsiadamy w autobus z City Tour i jedziemy do WTC. Zwiedzamy na szybko ground 0, Wall St., heliport i dalej busem w kierunku Central Park-u. Wysiadamy od strony zachodniej i spacerkiem idziemy na stronę wschodnią. Po drodze zabawiamy na placu zabaw aby finalnie zobaczyć muzeum Gugenheima czy jakoś mu tam. Znów czekamy na CityTourBusa ale niebieska maszyna się nie zjawia (powinna co 10 minut). Mija 40 minut i mówię do żony: "taxi ?", odp. "yhmy". Ok. Więc zatrzymuję jedną z nich, pakujemy się (dzieciaki, wózek itd.), ruszamy, mówię gdzie chcemy jechać i na to abdul mówi, że to w sumie on kończy pracę i nie jest mu po drodze. Przeprasza za zajście i wysadza nas przy kolejnym przystanku CityTourBus. Tak się składa, że jak wsiadaliśmy do taxy to niebieski przyjechał więc finalnie po paru minutach byliśmy już na pokładzie. Jazda na Time Square i tam na kawusie do Starbucks Coffe. Ciepła kawa i gorąca czekolada po przemarznięciu na dachu widokowej maszyny do zwiedzania są jak manna z nieba. Następnie z bucika przemierzamy 10 przecznic i kończymy dzionek w hotelu.














    Drugi dzień zaczynamy od ulubionej części czyli wizyty w sklepie B&H Photo Video http://www.bhphotovideo.com/ .
    Przyznam, że od dawna się paliłem na zakup nowego szkła ale stwierdziłem, że poczekam jeszcze na lepsze czasy (czyli jak złoty się bardziej umocni w stosunku do dolara) bo wydać 4600 USD na nowe szkło to spory wydatek. Pozostaje mi powiedzieć: Canon EF 300mm 2.8f L itd.... miej się na baczności
    Wizyta w sklepie nie była stracona bo kupiłem kamerkę cyfrową a tym też można się w spotting pobawić W drodze powrotnej kupujemy walizkę aby przepakować zniszczoną przez AA i całość lokujemy w pokoju hotelowym.
    Dalej już w ulewnym deszczu zaliczaliśmy sklepy i sklepy i sklepy .... przerwa na kawę i kolejne sklepy.... Z bardziej znanych Levi's, GAP, H&M, M&M's i coś tam jeszcze. Dzionek zakończyliśmy na t-bone steak u Teda. Co mam napisać ? No kurde był wyśmienity aż mi ślina do tyłka ucieka jak to piszę.... A z resztą sami zobaczcie






    Po obiadku powrót do hotelu ponieważ w butach mokro zaczęło się robić. Resztę dnia spędziliśmy na robieniu czynności zwanej "nic"
    Trzeci dzień to dzień wyjazdu. Czasu sporo ponieważ lot mamy parę minut przed 19. Od rana szybkie pakowanko, potem zakupy butów i wczesny obiad u znów Teda
    O 13 wyruszamy taxą na JFK. W terminalu 4 odprawiamy bagaż i znów miło się na sercu zrobiło. Miła babeczka z check-in sama z siebie zaproponowała, że zablokuje jedno miejsce aby nikt nie mógł go przydzielić dzięki czemu nasz infant będzie miał "swój" fotel. To właśnie mi się podoba w US i A. Chcemy Tobie pomóc z uśmiechem na twarzy. Tego brak u nas i wielu innych krajach. Po nadaniu bagaży gnamy AirTrain-em do terminala 8 aby zostawić w AA zniszczoną walizkę. Wracamy do T4 i zwiedzamy sobie terminal. Czasu mamy sporo bo aż 4h. Po 2h przechodzimy do strefy bez wyjścia i tam dla dzieciaków i dla mnie raj Same duże i tłuste 777, 747, A340, A330 itd... i....


    Niestety tak jak ostatnio jak tylko pojawiła się kamera i aparat wraz z nimi pojawiła się ochrona z prośbą o schowanie. Szkoda bo kondensacja na skrzydłach była tak spora, że fotki były by na TOP1 lub SC.

    Pod GATE5 stoi nasz A330 ale w wersji 300 a nie 200. REG: EI-DUZ. Maszynka z końca 2007 roku a w środku ? Miło Normalnie nówka.



    Z terminala wypychają nas 7 minut wcześniej ale zanim zajęliśmy taxi minęło 15 minut. Kolejne ponad 30 minut to kolejka do statu. Lot miły. Z początku turbulencje ale dzięki nim szybciej zasnąłem. Jedzonko smaczne a ciastko wyśmienite. Lot szybszy niż planowany ale ze względu na dela na JFK przylecieliśmy prawie o czasie.

    W DUB mięliśmy 2h czasu. Po drodze do GATE 207 wstępujemy na kawę do Starbucks Coffe. Wstawiamy się na boarding i tam znów widzę podmiankę z A321 na A320 EI-DEK. Mamy przedostatni rząd. Kapitan zapowiada szybszy niż planowy przelot Kurcze, znów dobre wieści.


    Pomimo startu z 5 minutowym delem w WAW jesteśmy 13 minut wcześniej przy GATE. Wypakowanie z samolotu troszkę zajęło ponieważ przedostatni rząd wychodzi na końcu. Teraz moja krytyczna uwaga dla portu EPWA. Kto wymyślił wejście z poziomu 0 na poziom +2, przejście całego terminala i zejście na poziom 0 do karuzeli ?
    Nie wiem ale ten gość miał skomplikowany pomysł na życie.

    Nasze bagaże, tym razem całe już się "kręciły" więc szybko skoczyłem po auto i zapakowałem familię. Trasa do POZ 3,5h z dużym luzikiem.

    Podróż się zakończyła, wszyscy cali i zdrowi. Kasa przerąbana, humory pozostały. Całość trwała 16 dni więc jest to dla nas sporo.

    Dostępu do forum się nie pozbawiałem i dzień w dzień na nim bywałem

    Komentuj wpisu na moim blogu ...
    Ostatnio edytowane przez meschiash ; 24-03-2010 o 19:37
    POZDRAWIAM TOMASZ

    "Mniej znaczy więcej" - Ludwig Mies van der Rohe
    "Nobody is perfect, I'm nobody..."

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •