Pokaż wyniki od 1 do 7 z 7
  1. #1

    Dołączył
    Nov 2009
    Mieszka w
    EPWA, choć bliżej do EPMO

    Domyślnie WAW-FRA-ATL-CLT-MUC-WAW by LO/LH/UA


    Polecamy

    Witam wszystkich. To moja pierwsza relacja z trasy, więc z góry proszę o wyrozumiałość . Dotyczy to też fotek - których z pierwszego kawałka trasy niestety - nie mam, aparat jechał spokojnie w bagażu, a o wykorzystaniu komórki nie pomyślałem. Biję się w piersi i obiecuję poprawę.

    Trasa: WAW-FRA-ATL, powrót ATL-CLT-MUC-WAW. Segmenty nad Atlantykiem pokonuję w C, coś od życia się czasem należy .

    Na początek - WAW-FRA, poranny LOT, jeden z pierwszych po przejściu chmury pyłów. LF na oko poniżej 50%, co mnie akurat wcale nie martwi - koło mnie puste miejsce. Zapewne ten lot padł ofiarą zablokowania możliwości robienia rezerwacji, a po odwieszeniu nie wszyscy się połapali.

    Sam lot – punktualnie, bez przygód, stresów i opóźnień. 737-500, boarding z rękawa (staje się to regułą, co jest bardzo pozytywne). Przemiłe Panie z załogi. Baaardzo lubię też LOTowskie przekąski - tym razem tortilla z kurczakiem + Prince Polo. Wolę wprawdzie "stare" kanapki ze schabem, ale i tortilla jest pierwsza klasa, moim zdaniem o te przekąski są o niebo smaczniejsze od znanej mi konkurencji ze Stara.
    O 8:30 jesteśmy już we FRA, jeszcze tylko 10 minut oczekiwania na schody, drugie 10 minut telepania się do terminalu - i pierwszy kawałek podróży mam za sobą. Szybko przedarłem się przez wszelkie kontrole i skierowałem się do Business Lounge.

    Tower Lounge we Frankfurcie - to klasa sama w sobie. Dostępna niestety tylko niektórym z niektórych, z gate'ów Axx, za kontrolą paszportową. Wybrańcom oferuje rewelacyjny widok na dużą część płyty postojowej (jakieś 270 stopni), dwa pasy startowe i trzeci w oddali. Z wysokości piątego piętra. Większość czasu spędziłem siedząc, lub stojąc w oknie.
    Trzeba też przyznać, że mają tam dość duży wybór jedzenia, w tym kanapki na ciepło, jedyne znane mi miejsce . Dwie godziny mijają szybko i czas do samolotu.

    FRA-ATL. Po raz pierwszy lecę A340-300, LH. Do gate'u tłum, sporo Amerykanów i Hindusów. Jakoś nie mogę się przyzwyczaić do myśli, że trasę Indie-USA jest najłatwiej pokonać przez Europę. Wśród pasażerów dwoje Hindusów w baaardzo podeszłym wieku na wózkach w otoczeniu gigantycznej rodziny, naliczyłem z 10 osób. Trudna podróż dla wszystkich, lecieli w Y jak się okazało, zawsze zastanawiam się co ludzi "gna" po świecie, nawet w tak podeszłym wieku.
    Ja miałem miejsce 1A, może być, choć nie lubię osobiście rozkładanych ekranów (nie można z nich korzystać przy starcie/lądowaniu). Co ciekawe, druga z kabin C – prawie pusta.

    Start o czasie, przez dobre 15 minut po starcie trzęsło, za to potem cały lot - bez żadnego stresu. Jedzenie - bez podniet, troszkę się zawiodłem. Smakowo - raczej bez zastrzeżeń, choć drugi posiłek był mikroskopijny. Kawałek galaretki z mięsem wielkości topserka, jeden kawałek śledzia i ciasteczko. W zamian, bardzo dobre toskańskie wino, z sąsiadką z 1B wysączyliśmy całą butelkę
    Miłym elementem było "specjalne" powitanie i pożegnanie mnie na pokładzie przez szefową pokładu (SEN jestem). Sympatyczne. Aż zacząłem żałować, że nie leciałem w urodziny, a blisko były

    Program rozrywkowy - urozmaicony, do wyboru chyba ze 100 płyt, kilka gier, kilkadziesiąt filmów. Przynajmniej jeden z nich - w polskiej wersji językowej. Jest z czego wybierać. Nie sprawdziłem natomiast, czy w A340-300 są indywidualne ekrany w Y. Ktoś wie jak to jest ?

    Lądowanie w ATL punktualnie. Od razu widać, że to największe na świecie lotnisko – z dwóch równoległych pasów które widziałem, praktycznie non stop szły starty i lądowania. Dłuższą chwilę czekaliśmy na możliwość przecięcia jednego z nich – ale udało się i parę minut po 16 dobijamy do rękawa.


    Lotnisko w Atlancie - to rzecz na osobną opowieść, w końcu to największe lotnisko na świecie. Generalnie, lecąc do Atlanty przez FRA, a nie na przykład przez ORD, kierowałem się chęcią uniknięcia przesiadek na lotniskach w USA. Liczyłem też na nieco krótszy postój w kolejcie do Immigration Plan był niezły, ale rzeczywistość przerosła oczekiwania...
    Do kolejki w immigration byłem wprawdzie pierwszy i przeszedłem przez nią migiem, ale potem poległem, czyli:
    - najpierw - 25 minut oczekiwania na bagaż. Co jeszcze od biedy ujdzie, poza tym, że bagaż przyjeżdża na dwa osobne taśmociągi, bez żadnej logiki Kluczem do sukcesu jest znalezienie miejsca z którego można obserwować oba. To, że poza lotniskami niemieckimi wszyscy mają w tzw. poważaniu labelki 'Priority' i mój bagaż przyjechał jako jeden z ostatnich, pominę jako nieistotny drobiazg.
    - po szczęśliwym odbiorze bagażu - przeprawa przez celników - i ODDAJEMY ponownie bagaż. To nic, że Atlanta jest portem docelowym. W Atlancie z bagażem się nie chodzi.
    - Po oddaniu bagażu - udajemy się do kontroli bezpieczeństwa. Takiej, jak przy odprawie, ze zdejmowaniem butów, pasków, zegarków i innymi pieszczotami. Pierwszy raz w życiu trafiłem na coś takiego, gdzieś czytałem, że kontrole na wejściu trafiają się też we Frankfurcie, ale pisali to Amerykanie Więc ta Atlanta to najpewniej ich zemsta za Frankfurt.
    - potem ponad 10 minut jazdy pociągiem (SkyLink, czy jak on tam się nazywa)... z teminalu E (przez D,C,B,A,T) do terminalu północnego...
    - ... i drugie oczekiwanie na bagaż. Już ostateczne.

    Jak ta burza, po ponad godzinie od wyjścia z samolotu, wsiadłem do taksówki. Następnym razem głównym kryterium wyboru portu docelowego w USA będzie jego rozmiar. Jak najmniejszy


    To tyle, wkrótce napiszę słów kilka z trasy powrotnej.
    -----
    Nienawidzę polskiego malkontenctwa.



  2. #2
    Awatar Katowiczanin

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Katowice

    Domyślnie

    Bardzo ciekawa relacja, zainteresowało mnie to oddanie bagażu w Atlancie czekam na relację z powrotu!
    ..::WizzAir::..
    Now We Can All Fly :)

  3. #3
    ModTeam
    Awatar egon.olsen

    Dołączył
    Mar 2007
    Mieszka w
    EPWA
    Wpisów
    46

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez mastah Zobacz posta
    Ja miałem miejsce 1A, może być, choć nie lubię osobiście rozkładanych ekranów (nie można z nich korzystać przy starcie/lądowaniu). Co ciekawe, druga z kabin C – prawie pusta.
    Wersja A343 dwuklasowa? Jak pamiętam z wcześniejszego lotu, to pierwszy rząd w C był nr 3.
    Pozdrawiam
    Krzysztof Moczulski


  4. #4

    Dołączył
    Jun 2008
    Mieszka w
    wawa

    Domyślnie

    Sa wersje 2 klasowe 343 LH

  5. #5
    Awatar Cody

    Dołączył
    Apr 2009
    Mieszka w
    EPLU/Lubin

    Domyślnie

    Ja ATL zaliczyłem podczas mojej pierwszej podróży lotniczej więc nic mnie nie dziwiło tylko w lekkim amoku byłem. Ale fakt, jak się rozlatałem to zastanawiało mnie to odbieranie i oddawanie bagażu. USA to generalnie dziwny kraj :-)
    Cody

  6. #6

    Dołączył
    Dec 2008
    Mieszka w
    górach

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez mastah Zobacz posta
    Jak ta burza, po ponad godzinie od wyjścia z samolotu, wsiadłem do taksówki. Następnym razem głównym kryterium wyboru portu docelowego w USA będzie jego rozmiar. Jak najmniejszy
    Sugeruję chociażby wspomniane Charlotte (CLT). Nigdy nie czekałem na Immigration dłużej niż 30min.

  7. #7

    Dołączył
    Nov 2009
    Mieszka w
    EPWA, choć bliżej do EPMO

    Domyślnie


    Polecamy

    No to obiecana relacja z powrotu. Zdjęcia wrzucę później, zaliczyłem pad kompa i dochodzę jeszcze po tym do siebie.

    Lecimy ATL-CLT-MUC-WAW.
    Wylot z Atlanty. Na lotnisko jadę dużo wcześniej, ostrzegany przed korkami na autostradzie, tudzież do odprawy. W końcu to największe lotnisko na świecie (swoją drogą czy ktoś wie, dlaczego?). Oczywiście, zero korków, więc na lotnisku jestem dobre 2:30h przed czasem. I - jak się okazało - dobrze.
    Odprawa US Airways - samoobsługowa. Teoretycznie. W praktyce - przy stanowiskach kręciło się z 5 osób z obsługi ciągle w czymś pomagając pasażerom. Normalnie byłyby ze trzy
    Schody zaczęły się szybko: w automacie odprawiłem się tylko na pierwszy segment, W dodatku bez bagażu (a miałem 2 walizy). Zwróciłem się po pomoc do obsługi, panie coś tam poczarowały i po chwili otagowany bagaż zniknął w czeluściach lotniska. Wręczają mi karty pokładowe... dwie. Tylko do Monachium. Bagaż pojechał też tylko do Monachium. Sugestię bym odebra w MUC bagaż i jeszcze raz z nim się odprawił odrzuciłem
    Pani z checkinu wydrukowała zatem nowe tagi bagażowe i osobiście pofatygowała się "na dół" by je podmienic. Udało się, choć checkin opusczałem z pewnymi wątpliwościami, czy zobaczę się w Warszawie z moimi walizkami Muszę tylko w CLT odprawić się u agenta LH na ostatni segment.

    Migiem przeprawa przez security (zero kolejki), wsiadam do pociągu łączącego terminale ('Concourse') i po 10 minutach jestem w "moim" Concourse D. Krótki test lounge Contintental - mikry, z widokiem na Concourse C.

    Po chwili wsiadam w samolot. Lecimy A319, załadowany po sufit, zwłaszcza 'podręcznymi' walizkami. Jak wszystko, co amerykańskie, te walizki są odpowiednio większe. Bez cateringu na pokładzie. Dosłownie 50 minut lotu i jesteśmy w Charlotte.

    Lotnisko w Charlotte robi na mnie jak najbardziej pozytywne wrażenie. Względnie małe, dość przytulne. Oczywiście, nadal jest chyba większe od wszystkich lotnisk w PL razem wziętych - więc nie należy nie doceniać przeciwnika. Ale po kołchozie w np. Atlancie, czy O'Hare - tu jest jak najbardziej ok. I ludzi rzeczywiście mniej.
    Lounge z panoramicznym widokiem na część płyty i pasów, znowu: bez podniet jeśli chodzi o wikt. Duży wybór napojów gorących i zimnych, wzlgędnie mikry - przekąsek. Jest darmowy WiFi, więc jakoś to będzie . Dwie godziny do wylotu mijają jak z bicza strzelił.

    Okazuje się, że wylatuję z USA bez kontroli paszportowej. Lot z Atlanty do Charlotte był krajowy, a w Charlotte nigdzie nie ma śladu po immigration. Świstek imigracyjny zostawiam więc u agentki Lufthansy w lounge, ponoć to standardowa procedura. No nic, na wszelki wypadek wezmę powrotny stempel w paszporcie w Monachium.

    Boarding do Monachium sprawny. BC prawie pełna, choć kilka miejsc jest wolnych, w tym jedno koło mnie. To lubię. Lecimy A340-600, sympatyczny samolot. Kołowanie i start bez przygód. Program rozrywkowy ten sam, co poprzednio. Jedzenie - ciut lepsze.
    Na kolację - wybieram bakłażana faszerowanego i polędwiczki wołowe w sosie musztardowym. Plus dobre toskańskie wino - to samo co poprzednio. Po tym - spać. W środku nocy budzi mnie pokrzykiwanie i gwizdy - Rosjanie (w BC niestety) chyba za bardzo skorzystali z drinków.
    Na śniadanie- trochę owoców, serek, wędlina. Standard, ale smaczny. W MUC lądujemy dokładnie o czasie. Tuż przed nami widzę SP-LDI którym będę lecial do WAW - on też przyleciał o czasie.

    Liczyłem na prysznic w lounge, ale się przeliczyłem. Wysiadamy w H02 - najdalszym gate z możliwych. Żeby przedostać się do strefy Schengen muszę wyjść na zewnątrz i przejść przez kontrolę bezpieczeństwa. Nie wiem, czy jest mądrzejsza droga ? W każdym razie to eliminuje mnie z prysznica, trudno, będę śmierdział przez resztę dnia. Do gate docieram dokładnie na czas.

    Start z Monachium - bez przygód. Wyszynk na pokładzie - kanapka z serem. Zamieniam na jabłko (kolejna miła cecha LOTu). Do gate'u w Warszawie dobijamy punktualnie co do minuty. Wysiadamy przez rękaw - zaczynam się przyzwyczajać
    Oczywiście dojechała tylko część bagażu... Jedna torba utknęła w MUC, 40 minut przesiadki było zbyt agresywnym czasem dla bagażowych Bagaż dociera do mnie po trzech godzinach, kolejnym samolotem.

    To tyle... zdjęcia postaram się dorzucić. Dziękuję za uwagę
    -----
    Nienawidzę polskiego malkontenctwa.



Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •