Pokaż wyniki od 1 do 5 z 5
  1. #1
    Awatar grodek75

    Dołączył
    May 2009
    Mieszka w
    WAW

    Domyślnie WAW-AMS-WAW z KLM


    Polecamy

    Zaczęło się od styczniowego "spamu" z KLM informującego o promocjach. Szczerze powiedziawszy pierwsza rezerwacja jaką klepnąłem to było San Francisco. Niestety po przesłaniu Screen Shota żonie okazalo się, że nie wzbudziła ona zbytniego entuzjazmu (a sama strzeliła mi taki sam numer rok wcześniej rezerwując bez mojej wiedzy lot do NYC i Waszyngtonu). Po burzliwej dyskusji w domu uznałem argumenty mojej lepszej połowy i zgodziłem się, że ten rok nie jest najlepszy na dalekie wyprawy (synek już nie jest na tyle mały żeby było mu wszystko obojętne, ale nie na tyle duży by można było mu wszystko wytłumaczyć i by chciał słuchać bez dyskusji poleceń).
    W związku z powyższym zaczęliśmy z szanowną małżonką negocjować i stanęło na Amsterdamie. Ceny biletów były więcej niż OK (ok. 500zł/osobę), nie bez znaczenia był również fakt utrzymania dzięki tym lotom ładnych kilku tysięcy już zdobytych mil na naszych kontach Flying Blue. Rezerwacja została zrobiona, wylot zaplanowany na 2 czerwca, a powrót na 6-go. Tym sposobem rozwiązaliśmy problem z długim weekendem.
    Na Okęcie przybyliśmy jak zwykle za wcześnie (ile to już razy obiecywaliśmy sobie, że nie będziemy się "napinali", ale zawsze i tak przyjeżdżamy dokładnie na otwarcie check in...)
    Odprawa poszła sprawnie, jedyny mały zgrzyt to próba wmówienia nam, że nasza walizka ważąca 28kg jest za ciężka. Po krótkiej dyskusji z panem z obsługi udało nam się udowodnić, że dla rezerwacji zrobionej w styczniu nie obowiązują ograniczenia wprowadzone w marcu (max. waga 1 sztuki w Air France - KLM to teraz 23kg, kiedyś bylo 32kg). Odebraliśmy karty pokładowe, posiedzieliśmy przy właśnie rozbieranych estakadach dojazdowych do T1 i udaliśmy się do kontroli bezpieczeństwa. Nie wiem czy tylko ja mam takiego pecha na Okęciu, czy wszyscy inni też, ale rytualnie już trafiliśmy na wybitnie nadgorliwych Strażników Granicznych (gwoli ścisłości były to Panie Strażniczki). Wywalono mi dokumentnie wszystko z plecaka i z futerałów by upewnić się, że kamera to kamera, aparat to aparat, a lampa błyskowa to lampa. Żona przeprowadziła dyskusję na temat syropu antywymiotnego syna w butelce o pojemności 150ml (no nie chcą go robić w pojemnościach poniżej 100ml ). Dyskusja trwała ładnych kilka minut, w końcu skończyła się otwarciem (fabrycznie zamkniętej butelki) i napiciem przez żonę (nie można było od razu tego zaproponować tylko tępo udowadniać, że jest się "waaadzą"?)
    Po raz kolejny wściekły przeszedłem przez tą kontrolę. Rok temu podczas lotu do USA (via CDG) strażnik wyrzucił nie tylko butelkę z napojem Kubuś Adasia, ale nawet nie zgodził się byśmy zabrali z niej samą nakrętkę - niekapek od niej i nakręcili na butelkę wody kupioną w wolnocłowym... Ale trudno, jakos udało się przejść. Udaliśmy się do gate`u przy którym stał już nasz niebieski B737-800 o rejestracjach PH-BXM i imieniu Avocet. Boarding przeszedł bardzo sprawnie, dzięki statusowi Flying Blue weszliśmy na poklad razem z pasażerami Biznes klasy. Miejsca mieliśmy w przedostatnim, 29 rzędzie. Samolot przyjemny, bardzo czysty, fotele wygodne (co przy mizernej grubości oparć szczerze powiedziawszy mnie zdziwiło). Push back dokładnie o czasie, kilka minut kołowania i wystartowaliśmy w strone Piaseczna. Muszę przyznać, że był to jeden z ostrzejszych startów jakie przeżyłem (ale w przyjemnym tego słowa znaczeniu). Pilot po prostu jakoś wyjątkowo gwałtownie "dał w palnik". Lot przyjemny, turbulencje minimalne, jedzenie cóż... Dwie "kanapki" w foliowym kondomie. Cudzysłów bardzo zasłużony, bo naprawdę trzeba się postarać żeby wymyślić coś równie niesmacznego. W jednej imitacja salami, w drugiej serek w rodzaju Tartare (tylko znacznie gorszy). Dodatkowo wszystko wyglądało naprawdę mało apetycznie. Napoje dla odmiany OK, pełny wybór soków, cola, piwo (oczywiście) Heineken, oraz białe i czerwone wino. Kawa i herbata też dostępna. FA zrobiły jeszcze drugi kurs już tylko z napojami czym miło mnie zaskoczyły biorąc pod uwagę, że lot trwał zaledwie 2 godziny. Wracając do załogi - obsługę klasy biznes wykonywała jedna stewardessa, ekonomiczną opiekowały się dwie. W tle przemykała się szefowa pokładu. Wszystkie bardzo miłe i profesjonalne. Uroda i wzrost typowo holenderskie . Kapitan podczas całego lotu odezwał się raz, w okolicach Poznania. Podał szczegóły lotu (głośno i wyraźnie) , przewidywany czas lądowania, etc. . Ogólne wrażenie odnośnie załogi bardzo pozytywne. Lot minął szybko, lądowanie łagodne, 5 minut przed czasem. Niestety daleki gate i w związku z tym długi spacer po Schiphol. Samego lotniska opisywał nie będę, było tu już wiele jego opisów. Dość powiedzieć, że podobnie jak większość pasażerów uważam je za jedno z najfajniejszych.
    Podczas 5 dni w Holandii zwiedziliśmy spory kawałek Amsterdamu, zaliczyliśmy słynny targ serowy w Alkmaar, skansen w Koog Zaandijk i dzien plażowania w Zaandvort aan Zee. Ostatni wieczór niestety nie był udany ponieważ potknąłem się na krawężniku i w moim lewym kolanie odnowiła się narciarska kontuzja z zimy. W związku z powyższym niedziela sprowadziła się dla mnie do kuśtykania w okolicy placu Dam opierając się na wózku Adasia ...
    Wylot mieliśmy o 20:20. W związku z deszczem, którym postanowił nas pożegnać Amsterdam i moją kontuzją na Schiphol pojechaliśmy bardzo wcześnie, bo już po 16-tej.
    Jako, że nasza walizka jeszcze bardziej "zmutowała" w stosunku do drogi "tam" (tym razem była pełna serów...) postanowiliśmy się jej "pozbyć" ASAP. Odprawa w automatach KLM poszła bardzo sprawnie (nawet osoba nie znająca żadnego języka obcego powinna sobie bez problemu poradzić). Wydrukowaliśmy karty pokładowe i oddalismy bagaz. Tym razem lecieliśmy Embraerem 190 o rejestracji PH-EZM. Miejsca w 10 i 11 rzędzie, tuż obok skrzydła i silnika i przed wyjściami awaryjnymi. Od dawna uważam Embraery za jedne z najfajniejszych samolotów i tym razem również się nie rozczarowałem. Bardzo wygodne skórzane fotele, bardzo duża ilość miejsca na nogi, ciche i przytulne wnętrze. Czego chcieć więcej? Nie dziwię się, że tak wiele linii wzbogaca swą flotę o brazylijskie samoloty. Boarding odbył się nie przez rękaw, a po schodach. Push back nastąpił 5 minut po czasie. Jeszcze tylko dość długie (jak to na Schiphol) kołowanie na pas i wystartowaliśmy ok. 20:35 (planowo 20:20). Załogę pokładową stanowiły dwie stewardessy, jedna obsługiwała klasę biznes, druga ekonomiczną. Potem połączyły swe siły w ekonomicznej.
    Load Factor znowu 100%, co ciekawe większość pasażerów stanowili Polacy wracający z długiego weekendu. Bardzo jestem ciekaw jak w te dni wyglądał LF na tej trasie w LOT?
    Rejs trwał znowu niespełna 2 godziny, do jedzenia podano niemal takie same kanapki jak w środę (zamiast salami była szynka, a zamiast serka "Tartare" żółty ser). Napoje również w pełnym asortymencie, z tym że przejazd wózkiem nastąpił tylko raz. Kapitan znowu odezwał się w okolicach Poznania żeby potwierdzić, że wylądujemy o czasie, podał wysokość, prędkość i orientacyjną temperaturę na Okęciu. Znowu na uwagę zasługuje fakt, że wypowiedź była głośna i wyraźna, bez jąkania się, etc. Być może mają standartową gadkę, ale brzmi to zdecydowanie lepiej niż niewyraźny bełkot kogoś kto musi coś powiedzieć, a nie bardzo wie co. Podejście do lądowania było dość ostre, wiele osób narzekało na zatkane uszy, jednak samo lądowanie znowu bardzo delikatne. Gdy przelatywaliśmy nad Aleją Krakowską i zobaczyliśmy korek ciągnący się grubo za Janki stwierdziliśmy, że to był bardzo dobry pomysł żeby polecieć gdzieś na ten weekend, a nie tłuc się samochodem...
    Koła dotknęły ziemi zgodnie z rozkładem o 22:15. Podkołowaliśmy do rękawa od strony płyty postojowej na której parkują samoloty rządowe. Obok "zacumował" golden jet LOT-u i szykowany do startu był B737 LOT Charters. Nie bardzo rozumiem dlaczego nasze walizki zostały wyładowane na T1, zapewniło nam to dodatkowy spacer po terminalach. Na plus trzeba zaliczyć fakt, że walizki pojawiły się bardzo szybko. Na minus, że WAS nie oddał nam po raz kolejny wózka Adasia w gate pomimo wyraźnej przywieszki "Gate/Ramp delivery". Kolejnym zgrzytem jest fakt, że pod stary terminal praktycznie w ogóle nie podjeżdżają taksówki. Niemal wszystkie zabierają pasażerów spod T2 i obok T1 jedynie przejeżdżają. Na wolną taksówkę czekaliśmy blisko 20 minut. I na tym zakończyła się nasza wycieczka. Gdyby nie kontuzja kolana zaliczyłbym ją do udanych w 100%. Tak jedynie w 99 .

  2. #2

    Dołączył
    Oct 2009
    Mieszka w
    Iwaniska

    Domyślnie

    Można liczyć na jakieś zdjęcia?

  3. #3
    Awatar grodek75

    Dołączył
    May 2009
    Mieszka w
    WAW

    Domyślnie

    No właśnie z tym jest problem. Tak naprawdę związane z lataniem są jedynie trzy przedstawiające B737, którym lecieliśmy do AMS. Wiem, że to trochę wstyd jak na osobę piszącą na forum lotniczym . Ale lecąc z dwójką dzieci miałem kilka innych spraw ponad fotki. Następnym razem się poprawię, obiecuję .

  4. #4

    Dołączył
    Jan 2010
    Mieszka w
    warszawa

    Domyślnie

    witam.
    mam pytanie, o jakich estakadach dojazdowych piszesz? Byłem dwa dni temu na Okęciu, nic nie widziałem, źadnego demontaźu.
    pozdrawiam serdecznie
    robertkuch

  5. #5
    Awatar grodek75

    Dołączył
    May 2009
    Mieszka w
    WAW

    Domyślnie


    Polecamy

    Pomiędzy T1 (starym) i Marriott`em. Na odloty nie ma już wjazdu ze względu na remont jezdni/estakad.

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •