Pokaż wyniki od 1 do 8 z 8
  1. #1
    Awatar Krf23

    Dołączył
    Aug 2009
    Mieszka w
    Warszawa

    Domyślnie WAW-CDG-JFK-DCA-DFW-GJT, PHX-EWR, JFK-CDG-WAW A380


    Polecamy

    W końcu udało mi się opisać moją wyprawę do Stanów Zjednoczonych.

    Moja trasa to:
    29.04.2010 WAW-CDG Air France A319
    29.04.2010 CDG-JFK Air France A380
    29.04.2010 JFK-DCA Delta Canadair
    01.05.2010 DCA-DFW American Airlines B737
    01.05.2010 DFW-GJT American Airlines E145
    09.05.2010 PHX-EWR Continental Airlines B737
    15.05.2010 JFK-CDG Air France A380
    16.05.2010 CDG-WAW Air France A318

    29.04.2010 WAW-CDG A319


    Na lotnisko Okęcie dojechaliśmy taksówką, cała odprawa obyła się bezproblemowo: udało się nadać bagaże do samego Waszyngtonu. Nawet dostałem boarding na lot Nowy Jork - Waszyngton.

    Lot z Warszawy do Paryża całkiem miły, nawet dostałem do wypełnienia ankietę jak mi się podoba. Jedyne co mnie zaskoczyło to podane śniadanie. Była to jedna muffinka. Nic więcej. Nie była to nawet kanapka. Całe szczęście mieliśmy swoje, które po wylądowaniu w Paryżu zjedliśmy. Okazuje się, że najgorsze na świecie lotnisko CDG posiada przejście między terminalem F a E, z którego startował nasz Airbus 380. Czekając na odlot (planowy miał być o 13.35) zrobiliśmy mu kilka zdjęć i kilku innym AF:




    Nic nie wskazywało na to, że lot się opóźni:


    Do chwili boardingu, czyli 12.50. Wtedy pojawiła się informacja, że lot opóźni się o około 30 minut. Po 30 minutach kolejne przesunięcie. Otrzymaliśmy voucher na kanapki, jednak pracownicy Air France nie potrafili nam powiedzieć kiedy wylecimy. Na nic zdały się nasze żale, że z Nowego Jorku mamy kolejny lot, ale na innym bilecie. Obsługa nie chciała nikogo przerzucić na inny lot. Tak trzymano nas przed bramką do 16.15. Wtedy zaczęto wpuszczać pasażerów do Airbusa 380. Okazało się, że popsuła się jakaś część, którą musieli wymienić. Zastanawiam się co to by było, gdyby ta część popsuła się w trakcie naszego lotu...

    Startowaliśmy z 3,5 godzinnym opóźnieniem - około 17.00.

    29.04.2010 CDG-JFK A380

    Czekałem na lot Airbusem 380 długo. W praktyce okazał się... nieco straszny. Pierwsza sprawa - samolot jakby nie mógł odbić się od pasa startowego. Czuć było jego ciężar i powolne ruchy. To w końcu gigant. Po uzyskaniu odpowiedniej wysokości podano nam obiad i włączono system rozrywki:















    Najlepsze w całym systemie jest to, że prócz filmów, gier czy muzyki A380 posiada także kamery umieszczone pod samolotem, na jego przodzie i na ogonie. Podczas całej podróży można zatem obserwować to wszystko co się dzieje pod spodem czy z przodu:





    W trakcie lotu zrobiłem sobie spacer po A380. Wiele osób robiło mu zdjęcia. Ja również. My siedzieliśmy w ekonomy na "upper Deck":


    Postanowiłem zajrzeć na "lower deck". Tam było dużo ciaśniej niż u nas. Zatem rada dla wszystkich - jeśli będziecie lecieć A380 z Air France rezerwujcie miejsca na górze.

    W trakcie lotu można też na bieżąco podglądać parametry lotu:










    I jeszcze kilka fotek z okna:




    I widok na Cape Cod:


    Podczas lądowania wszystkie ekrany pokazywały widok z kamerki na ogonie. Było to nieco przerażające - widać było całą płytę lotniska i pas na którym mieliśmy lądować. Dziwne, bo lądowaliśmy nieco krzywo, co przyprawiło mi trochę strachu. Ale wylądowaliśmy szczęśliwie. Cały lot trwał około 8 godzin. Odebraliśmy bagaże o 19.30 (nowojorskiego czasu). O tej właśnie porze miała odlatywać nasza Delta do Waszyngtonu. Zrezygnowani nawet nie zatrzymaliśmy się na "Tranzycie", a poszliśmy od razu do biura Delty. Zostaliśmy jednak odesłani do biura Air France. A następnie zostaliśmy odesłani jednak do stanowiska transferu. Okazało się, że Delta do Waszyngtonu jeszcze nie odleciała i dziś odleci z opóźnieniem.

    Dostaliśmy nowe boardingi i ruszyliśmy do bramki odlotu samolotu do Waszyngtonu. Było tuż przed 20.00, a dla nas była to już 2.00 w nocy. Samolot odleciał jednak dopiero o 23.00 (5.00 w Polsce).

    29.04.2010 JFK-DCA Canadair

    Samolocik Canadair był bardzo nieduży - sprawiał wrażenie takiego komara lecącego nad miastami. Dziwne to było uczucie - z giganta przesiąść się do mikrusa. W samolocie była tylko jedna stewardessa. Nie było podawane żadne jedzenie ani picie. Ja przespałem cały lot.

    Wysiedliśmy w Waszyngtonie. Całe szczęście czekał już tam kolega, który przyjechał po nas samochodem. Pojechaliśmy do niego i niemal od razu poszliśmy spać.

    01.05.2010 DCA-DFW B737

    Wstaliśmy bardzo wcześnie rano, by po 5.00 wyruszyć taksówką w stronę lotniska. Tam odprawiliśmy bagaż (15 USD za sztukę) i siebie na lot American Airlines do Dallas:





    Chwilę czekaliśmy przed bramką i rozpoczął się boarding. Niemal punktualnie o 7.05 wzbiliśmy się w powietrze. W trakcie lotu podawano jedynie napoje. Kilka fotek:





    Lot trwał prawie 3 godziny - przylecieliśmy do Dallas przed 9.00. Miedzy Waszyngtonem a Dallas jest godzina różnicy. Dla nas było to już 7 godzin w stosunku do czasu polskiego.

    Na lotnisku zjedliśmy małe śniadanie i wypiliśmy kawę. Podczas czekania przed bramką widzieliśmy Mary Steenburgen - aktorkę znaną nam z widzenia. Kilka osób nawet się z nią fotografowało - nie sprawiała wrażenia zarozumiałej, raczej była bardzo miła.

    01.05.2010 DFW-GJT E145

    Lot do Grand Junction nieco się opóźnił. Samolot okazał się być liliputem - z jednej strony był tylko jeden rząd siedzeń, a z drugiej dwa rzędy. Znów podano tylko napoje. Lecieliśmy około 2 godzin. Pilot poinformował nas, że w Grand Junction jest około 7 stopni Celsjusza (oczywiście podawał Fahrenheity, ale ja szybko sobie przeliczyłem).

    Pod nami roztaczały się przepiękne widoki - ośnieżone góry San Juan:








    Jednak informacja o temperaturze nieco nas przeraziła. Z ciepłych ubrań mieliśmy jedynie polary. Choć to i tak nieźle, bo zastanawialiśmy się by ich w ogóle nie brać.

    Po wylądowaniu odebraliśmy bagaże i znaleźliśmy Budget - wypożyczalnię samochodów, w której mieliśmy zarezerwowany tzw. 4WD (Four Wheel Drive) i ruszyliśmy na podbój Utah i Arizony.

    09.05.2010 PHX-EWR B737

    Po ponad tygodniu wylatywaliśmy z Phoenix. Na lotnisku przy odprawie poinformowano nas, że samolot... odleci z ponad 2 godzinnym opóźnieniem. Kurde - my mamy szczęście do opóźnionych samolotów. Potem, już przy bramce, poinformowano nas, że może odleci o czasie. W międzyczasie zrobiłem kilka zdjęć na płycie lotniska:



    Alaska Airways na tle centrum Phoenix:




    Jak się jednak okazało - nie odleciał o czasie (10.50), tylko o 13.15. W związku z tym w Nowym Jorku mieliśmy być nie na 17.50, a na 20.15.

    Wzbiliśmy się w powietrze. Cały lot był bardzo miły, chyba głównie dlatego, że bez dopłacania dano nam miejsca przy wyjściu awaryjnym - więc mieliśmy więcej miejsca na nogi. W samolocie był też indywidualny system rozrywki - każdy miał swój ekran. Ja chciałem obejrzeć sobie Forresta Gumpa - głównie ze względu na to, że w filmie było pokazanych sporo miejsc, które właśnie widzieliśmy. Zacząłem oglądać film, ale zaczęto podawać lunch (hamburger i napoje bezalkoholowe), więc przerwałem oglądanie. W międzyczasie starszy pan siedzący obok mnie o coś mnie zapytał (chyba skąd jestem) i tak zaczęła się nasza rozmowa. Rozmawialiśmy o zwiedzaniu USA, świata, o sobie, o zawodzie, wykształceniu, potem o Nowym Jorku i różnicach między innymi stanami, różnicach między USA a Polską, różnicach między Polską a innymi krajami Unii Europejskiej, o czasach przed 1989 rokiem w Polsce i w innych krajach... Generalnie nim się obejrzałem... lądowaliśmy w Nowym Jorku, a właściwie w Newark... Przy lądowaniu było widać cały Manhattan... Była 20.15

    Po wylądowaniu czekaliśmy jeszcze na plecaki i wyszliśmy, aby złapać autobus na Manhattan. Strasznie wiało - w Phoenix było ponad 30 stopni ciepła, tu... zaledwie 12 i wiatr. Była 20.45. Wyciągnęliśmy nasze kurteczki przeciwdeszczowe, by choć trochę się ogrzać. Jak na złość autobusy, które mają kursować co 20 minut nie jadą. Czekaliśmy ponad 1,5 godziny na autobus... W końcu jakiś nadjechał, wkurzeni wsiedliśmy do niego... Niestety autobus nie odjechał od razu tylko po kolejnych 15-20 minutach oczekiwania... Nie mieliśmy już sił się kłócić... Ruszyliśmy... Nareszcie - było już po 22.00. Dojechaliśmy na miejsce w okolicach 23.00. Kupiliśmy karty tygodniowe na metro (28 USD) i ruszyliśmy dalej metrem.

    15.05.2010 JFK-CDG A380

    Po tygodniu zwiedzania Big Apple wracamy do domu. Odprawa Air France na lotnisku JFK bardzo się dłużyła. Rozumiem, że jest to ogromny samolot, ale musieliśmy stać w 3 kolejkach: do samodzielnej odprawy przy automatach, potem do oddania bagażu (niestety tam tylko naklejono nam naklejkę, zatem bagaż musieliśmy samodzielnie zanieść) i do oddania bagażu.

    Samolot ruszył nieco spóźniony (wyleciał o 19.45 zamiast o 19.00), ale to nic w porównaniu z drogą z Paryża do Nowego Jorku. Przyznam się, że teraz czułem się nieco lepiej niż poprzednio - być może wiedziałem już czego oczekiwać po Airbusie A380. Znów siedzieliśmy na Upper Deck (rezerwowany zaraz po kupnie biletów). Serwis podobny jak poprzednio. Tym razem nie zaproponowano nam niestety koniaku, ale i tak było całkiem przyjemnie. Obejrzałem sobie 2 filmy, odwiedziłem Lower Deck, podano nam śniadanie i lądowaliśmy w Paryżu. Cały lot trwał łącznie tylko 6,5 godziny. W Paryżu była 8.50.

    Jednak strasznie nie lubię lotniska CDG w Paryżu. I chyba się do niego nigdy nie przekonam. Nasz lot do Warszawy mieliśmy o 9.25. Po wyjściu z A380 biegliśmy w kierunku naszej bramki. Dotarliśmy tam o... 9.15. Lecz bramka była już zamknięta. Poszliśmy więc do okienka Air France i tam dostaliśmy boardingi na lot na 13.10.



    16.05.2010 CDG-WAW A318


    Czekając na samolot do Warszawy próbowaliśmy coś czytać, ale byliśmy tak wykończeni, że chcieliśmy już dotrzeć do domu. W końcu nadeszła 12.40 i rozpoczął się boarding.

    Sam lot do Warszawy - bardzo przyjemny. Tzn. przespany.

  2. #2

    Dołączył
    May 2010
    Mieszka w
    EPWR

    Domyślnie

    Relacja ciekawa, widzę że A380 to nie takie cudo jak wszyscy mówią... No cóż, najlepiej samemu się przekonać

  3. #3
    Awatar Dawid26

    Dołączył
    Jun 2008
    Mieszka w
    Biłgoraj

    Domyślnie

    Świetna relacja! Marzy mi się podróż podobna do twojej

  4. #4
    Awatar Krf23

    Dołączył
    Aug 2009
    Mieszka w
    Warszawa

    Domyślnie

    Udało mi się uporządkować już te 5500 zdjęć z wyprawy. Zdjęcia lotnicze są w relacji, a kilka pozostałych zamieszczam poniżej.

    Waszyngton:


    Arches National Park:


    Canyonlands:


    Dead Horse:


    Monument Valley:


    Horseshoe:


    Antelope Canyon:


    Wielki Kanion:


    Saguaro National Park:


    Alaska Airlines nad Saguaro National Park (8 maja 2010, 15:00):


    Dla zainteresowanych - więcej Geoblog.pl_

  5. #5
    ModTeam
    Awatar egon.olsen

    Dołączył
    Mar 2007
    Mieszka w
    EPWA
    Wpisów
    46

    Domyślnie

    No to jest relacja na prawdziwym wypasie - moje najszczersze! Plus do tego naprawdę bardzo fajne zdjęcia.
    Pozdrawiam
    Krzysztof Moczulski


  6. #6
    Skyfighter
    Goście

    Domyślnie

    Relacja miodzio. Gratuluję relacji i podróży
    Też mam w myślach podróż do Stanów, ale to za kilka lat

  7. #7
    Awatar clmisiu

    Dołączył
    Jan 2007
    Mieszka w
    Kraków, Gorce

    Domyślnie

    Dobrze napisana relacja, swietne zdjecia (szczegolnie te nielotnicze). Dzieki za opublikowanie!

  8. #8
    Awatar Krf23

    Dołączył
    Aug 2009
    Mieszka w
    Warszawa

    Domyślnie


    Polecamy

    Dzięki za miłe słowa. Im dłużej jestem na forum - tym więcej lotniczych zdjęć robię. Mam zatem nadzieję, że z następnej wyprawy (październik br.) będzie jeszcze więcej fotek.


Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •