Pokaż wyniki od 1 do 9 z 9
  1. #1

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie GDN-HHN-BGY-POZ 7-8.05.2010 by Craviec


    Polecamy

    Kiedy rezerwowałem to kółeczko, plan był prosty. W piątek 7. maja po zajęciach na uczelni wsiadam w pociąg z Poznania do Gdańska (jak się potem okazało musiałem jechać do Gdyni, bo żadnego bezpośredniego pociągu z Poznania do Gdańska przed południem tego dnia nie było), a wieczorem lecę do Hahn, gdzie dołączam do Banana i krzysia121 oraz jego siostry i jej koleżanki. Ekipa ta leciała na trasie POZ-BGY-HHN-BGY-POZ, po drodze jeszcze zaliczając FRA w dzień mojego przylotu do HHN. Ruszali dzień wcześniej niż ja (czyli we czwartek), a ja wolałem nie ryzykować kolejnej nieobecności na zajęciach, dlatego wymyśliliśmy ten mój dolot do nich z GDN. Miała to być wycieczka zupełnie "rutynowa", nastawiona wyłącznie na towarzyszenie reszcie ekipy, spotting miał być tylko dodatkiem, a i przecież wszystkie lotniska miałem odwiedzone już wcześniej, a więc miał być chillout i nic nie zapowiadało takich emocji jakie przeżyłem w tych dwóch dniach. Niedługo po rezerwacji (nie pamiętam czy godzinę, czy parę dni po) spojrzałem sobie na radar i co zobaczyłem? Lot z HHN do GDN został przekierowany tego dnia do POZ, jak się później okazało przez mgłę. Coś mnie tknęło, bo w końcu za parę tygodni miał to być samolot transportujący mnie do HHN...

    Czarny scenariusz zaczął realizować się wieczorem dnia poprzedzającego mój wylot. Podczas gry w kosza skręciłem kostkę. Bolała jak diabli, spuchła, ledwo chodziłem, w nocy nic nie spałem. Jednak byłbym idiotą, gdybym zrezygnował z trzech lotów z takiego powodu. Nadszedł piątkowy poranek. Udałem się na zajęcia, z których części i tak musiałem się chwilę zwolnić, żeby w takim stanie zdążyć dojść na Główny w Poznaniu. Udało się, wsiadłem do pociągu i ruszyliśmy. Pogoda była marna, ale przecież do Gdańska i do odlotu było sporo czasu. Niedługo później moje obawy co do pogody zaczęły się jednak potwierdzać. Od krzysia121 (chyba sprawdzili w necie) dostałem smsa, że lot z Alicante do GDN właśnie przekierował się do POZ przez... mgłę. Od tej pory zacząłem bacznie obserwować pogodę za oknem. Z kilometra na kilometr stawałem się coraz mniejszym optymistą. Chmury na całej trasie były naprawdę nisko, a na dodatek kostka sfioletowiała. Kiedy dojechałem do Gdyni, szanse na to, że polecę oceniałem naprawdę nisko. Poinformowałem o tym fakcie resztę ekipy, ale postanowiłem, że dopiero na lotnisku podejmę ostateczną decyzję co dalej. Podróż SKM do Gdańska Głównego, następnie na Rębiechowo autobusem przyprawiła mnie o jeszcze większą dawkę pesymizmu. Chrzanić już to czy polecę, czy nie (ze względu na bół stało się to dla mnie obojętne), ale nie uśmiechało mi się wracać teraz pociągiem do Poznania przez kilka godzin. Pełen obaw wszedłem do terminala. Tylko jeden lot był przekierowany (SAS), reszta - chyba dwa Wizzy i AMC - opóźnione, w holdingu najpewniej. Mgła piekielna, wykonałem dwa telefony - do krzysia121 (poinformowałem, że raczej nie przylecę) i do domu (żeby mi pociągi powrotne sprawdzili). Do mojego odlotu było jednak 2,5h, dlatego postanowiłem czekać. Psychicznie byłem wykończony (fizycznie zresztą też). Po jakimś czasie przy moim locie na tablicy odlotów pojawiło się "ON TIME". Ok, fajnie, ale RYR to RYR, to, że inni mogą lądować, nie znaczy, że oni wylądują. Nagle spojrzałem na pas - lampy były zapalone. Ciekawe po co... Ku mojemu zdziwieniu po chwili siadł jeden Wizz - szacun pomyślałem - ładnie nagięli pewnie. Ale po kolejnej chwili siadł też AMC, promyk nadziei pojawił się w moim sercu, ale pas zgaszono... Czas biegł nieubłaganie, jednak po niedługim czasie pas się zapalił i siadł drugi Wizz, a ten pierwszy wystartował. Czyli jednak da się! Łzy pojawiły mi się w oczach... Od przybycia na lotnisko spoglądałem na flagi przed terminalem, które powiewały coraz mocniej i w tej chwili już zupełnie mocno Ponadto zaczął padać deszcz - nadzieja wzrastała! Zaczął się wyłaniać pas (do tej pory było widać tylko światełka). Ponadto spotkałem pewnych państwa, którzy podróżowali tym samym lotem i od nich dodatkowo zaczerpnąłem optymizmu - oni wyglądali na zupełnie nieobawiających się odwołania. Pogoda zdecydowanie się poprawiała - wykonałem kolejne dwa telefony odkręcające poprzednia dwa i udałem się do kontroli bezpieczeństwa. Po niej byłem już prawie optymistą - wszystko wyglądało bardzo dobrze, tzn. mgły nie było, za to lało...

    Na szczęście nie przeszkodziło to w lądowaniu mojemu samolotowi z Hahn. Przepełniła mnie niesamowita radość. Nie zmienił tego nawet fakt, iż mój lot miał wykonać EI-DWR (chyba on, już teraz dobrze nie pamiętam ), którego upolowałem już w zeszłym roku na LTN:


    Niesamowitym uczuciem było zobaczenie go na płycie... Nie życzę nikomu przeżywania tych katuszy, które stały się tego dnia moim udziałem. I jeszcze ta noga

    Lot bez najmniejszych rewelacji, jako że nocny to nawet nie było na co popatrzeć. Byłem też piekielnie wykończony więc nawet aparatu nie wyciągałem. Po lądowaniu transfer do hotelu (tego samego, w którym spaliśmy z Krzychem będąc w HHN w lutym - wspominaliśmy o tym w relacji), gdzie czekali na mnie (śpiący już, bo następnego dnia wylot mieliśmy ok. 6 rano, a ja do hotelu dotarłem ok. północy) Banan i Krzyś oraz w drugim pokoju reszta ekipy

    Sobota 8.05. Wstałem przed 4 rano (ku rozpaczy Banana), bo chciałem jeszcze wziąć prysznic, na który nie miałem sił bezpośrednio po przyjeździe. Przez te trzy godziny noga nawet bardzo nie dawała się we znaki, więc w miarę spałem, ale fioletowa była wciąż i chodzić nadal mogłem ledwo. Przed 5 hotelowym busem ruszyliśmy na lotnisko. Co niektórzy spożyli śniadanie, a następnie bez problemu przeszliśmy kontrolę bezpieczeństwa. Przy boardingu nie było już tak kolorowo. W Hahn odbywa się on w ten sposób, że wszyscy pasażerowie idą na pieszo do swoich samolotów. Muszą przy tym patrzeć na strzałki z lotniskami docelowymi, żeby trafić do właściwego. Kiedy weszliśmy do naszego EI-DAR, okazało się, że mamy kilku pasażerów extra - ktoś pomylił samoloty, a załoga dała ciała sprawdzając boarding passy przy wejściu do samolotu! Wezwania po nazwiskach nic nie dały, dlatego postanowiono, że karty pokładowe zostaną jeszcze raz sprawdzone przez załogę. Na szczęście poszło to w miarę sprawnie i wyproszono zagubionych pasażerów

    Kołowanie - jak zwykle ciekawe cargo na HHN:


    Chwilę po starcie:


    Trochę dłużej po starcie:


    Zniżanie:


    Przyziemienie:


    Po lądowaniu jak zwykle spytałem o możliwość sfotografowania kokpitu. Sprzedano mi jednak kit o 11. września i, że tak brzydko powiem, %^*# strzelił wszystkie moje argumenty. "But asking never hurts" jak to powiedział steward - oczywiście, że tak! Zawsze będę próbował

    Następnie udaliśmy się na poszukiwania Chudego, który wraz ze swoim tatą, dzień wcześniej przyleciał z WRO i nockę spędził na lotnisku. Swój lot zarezerwowali, w którejś z późniejszych promocji Ryana, a do Polski wracali razem z nami tego samego dnia później. Znaleźliśmy się szybko i postanowiliśmy ruszyć do Bergamo. Jako, że Krzyś z Bananem w Bergamo wylądowali już we czwartek i mieli tam wtedy nocleg, wiedzieliśmy już, że w mieście odbywa się wielka impreza. Chłopaki opowiadali o gigantycznej liczbie ludzi z piórkami na głowach - tak, tak, mi też się zdawało to surrealistyczne dopóki sam nie zobaczyłem kilku takich osobników na lotnisku. Na głowach mieli oni dokładnie takie coś:


    Musiało to być naprawdę poważne święto, ponieważ nawet komunikacja miejska była z tej okazji za darmo. Wsiedliśmy do autobusu i w drogę na Bergamo. Im bliżej centrum, tym ludzi z piórkami więcej. Na ulicach porozbijane namioty, niektóre ulice pozamykane. Odbyliśmy spacer po mieście (moja noga!!! :/), a następnie postanowiliśmy wrócić na lotnisko celem spottingowym. Udaliśmy się na stację kolejową skąd chcieliśmy złapać autobus. Tam posililiśmy się w pobliskim McDonald's. Tak się złożyło, że znaleźliśmy się na głównej ulicy miasta wraz z tysiącami (tłumem!) ludzi z piórkami na głowach. Chwilę postaliśmy i popatrzyliśmy. Nagle nad naszymi głowami wzdłuż głównej ulicy przemknął jeden z Frecce Tricolori. Wrażenie super, tym bardziej, że z zaskoczenia. Postanowiliśmy poczekać na kolejne przeloty - doczekaliśmy się! Przeleciał kilka razy w tę i z powrotem, i w poprzek Jak by miał ktoś pomysł skąd wziąć rega, to byłbym wdzięczny





    Nasyceni widokiem śmigającego nisko Aermacchi, postanowiliśmy zrobić to, po co przyszliśmy na stację kolejową, czyli złapać autobus na lotnisko. Okazało się to trudnym zadaniem. W mieście panował niesamowity chaos, pytaliśmy kilka osób, każda wskazywała inne miejsce, z którego odjeżdża autobus (w weekend podczas tej imprezy komunikacja była totalnie zdezogranizowana). Podobny problem mieli napotkani steward i stewardessa Ryana. Nagle dorwaliśmy kogoś, kogo można było nazwać dyspozytorem ruchu. Podjechał jakiś autobus, a ten, gdy usłyszał, że jest kilka osób chętnych na jazdę na lotnisko, nakazał kierowcy obrać właśnie ten kierunek (przynajmniej tak to wyglądało) - totalna paranoja! Z autobusu wysiedliśmy na przystanek przed lotniskiem. Ja postanowiłem od razu udać się na parking samochodowy na spotting. Reszta podążyła do słynnego Orio Center na drobne zakupy. Banan, Krzyś i Chudy dołączyli do mnie na parkingu po jakimś czasie, a resztę spotkaliśmy już na lotnisku. Oto moje efekty spottingu z parkingu:





    To moje aktualnie drugie najpopularniejsze zdjęcie na jp Nieskromnie powiem, że mi się udało




    Po spottingu udaliśmy się do terminala, żeby przejść odprawę. Jak zwykle poszło to bez problemu. Ale oczywiście na tym wyjeździe godzina bez niestandardowego zdarzenia byłaby godziną straconą. I tak podeszliśmy pod naszą bramkę, żeby po kilku(nastu?) minutach zobaczyć, że nasz lot do Poznania jest opóźniony o 40 minut. Wydedukowaliśmy, że chodzi o pył - wtedy jeszcze Ejafjalajokul (sorry, że fonetycznie) dawał popalić lotnictwu. Nasz samolot robił rotację na Ibizę. Dla mnie to, że ma coś pójść nie tak na tym wyjeździe to był standard, ale reszta wycieczki obawiała się, że lot może zostać nawet odwołany. Ale na szczęście tak się nie stało, choć po pewnym czasie już zacząłem się oswajać z myślą, że odwołanie jest całkiem prawdopodobne. Jednak nasz EI-DHK dziarsko stawił czoła chmurze pyłu. Podczas oczekiwania na boarding udało się pofocić co nieco przez szyby:







    Boarding bezproblemowy i w drogę!

    Kołowanie, wieża + DHL:


    Start (zwróćcie uwagę ile samolotów tu widać i jak je upchali):


    Kabina w czasie lotu:


    Po drodze minęliśmy Leszno (punkt "Dom" na komórce) - rodzinne miasto krzysia121 (Krzychu, ale Ty masz wielkie paaalce! ):


    Prosta na 29 w POZ, widoczny Okrąglak:


    Na dobrą sprawę nie pamiętam co było z wizytą w kokpicie. Na pewno nie udało się wejść, ale ewentualnego wyjaśnienia stewarda albo stewardessy nie pamiętam Być może odpuściłem ze względu na opóźnienie.

    Jeszcze w ramach ciekawostki - tym samym samolotem, ale w kierunku przeciwnym podróżowali moi koledzy.



    Zaznaczam, że przedstawiona przeze mnie kolejność wydarzeń na EPGD, może się trochę różnić od rzeczywistej, piszę to z perspektywy ponad dwóch miesięcy i (być może) nie wszystkie fakty odtwarzam poprawnie. Zapewniam jednak, że wszystko, co zostało opisane, wydarzyło się naprawdę, łącznie z targającymi mną emocjami O "ludziach z piórkami na głowie" z Bergamo poczytałem trochę w sieci:

    Alpini - Wikipedia, the free encyclopedia

    Oficjalna strona: Ana: sito ufficiale Associazione Nazionale Alpini :: sito ufficiale Associazione Nazionale Alpini

    Morał z tego wypadu jest taki - ilość przygód podczas danego wyjazdu jest odwrotnie proporcjonalna do oczekiwań wobec tego wyjazdu Dzięki za lekturę, jak zwykle wyszedł mi przydługi esej...
    Ostatnio edytowane przez Craviec ; 19-07-2010 o 23:45

  2. #2
    Moderator
    Awatar lucasmadi

    Dołączył
    Aug 2007
    Mieszka w
    EPKK

    Domyślnie

    'Esej' jak to nazwałeś ^^ Zawsze na poziomie!

    Fajnie się czytało. Jak tam noga? :>

  3. #3

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Cholera, wiedziałem, że o czymś zapomniałem na końcu! Miało być coś w ten deseń: "Jeżeli chodzi o nogę, to wszystko wróciło do normy - opuchlizna zeszła, fioletowa barwa również, chodzę bez problemu, nawet biegam już za piłką czy to nożną, czy koszykową (czasem tylko, gdy mocniej przyłożę na bramkę to zaboli, ale ogólnie nie narzekam). Żeby zminimalizować ryzyko powtórki z rozrywki, gram w opasce usztywniającej "

    Dzięki za opinię i troskę

  4. #4
    Awatar Mateusz Janiec

    Dołączył
    Aug 2007
    Mieszka w
    Rzeszów

    Domyślnie

    Craviec - jak zwykle ciekawa, poprawna i upiększona bardzo ładnymi zdjęciami relacja! Tak trzymać!
    Audi RS7 '16 4.0 TFSI 720KM/800NM.
    Aer Lingus - Simply unbeatable!
    Aer Lingus - This is not just an airline, this is Aer Lingus!
    Aer Lingus - Reaching for new heights!

  5. #5

    Dołączył
    May 2010
    Mieszka w
    Gdynia

    Domyślnie Pociąg

    Fajna relacja ale mam jedno pytanko z innego podwórka - co to za pociąg z Poznania, który nie zatrzymuje się w Gdańsku?
    Piotr

  6. #6

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Z Katowic do Gdyni. Jechał na około - z tego, co pamiętam np. przez Koszalin, o Gdańsk nawet nie zahaczał, nazwy nie pamiętam

  7. #7

    Dołączył
    May 2010
    Mieszka w
    Gdynia

    Domyślnie

    Faktycznie coś takiego jedzie, przez Koszalin, Słupsk. Dodatkowy szacunek za część naziemną

  8. #8
    Awatar Krzysztof.May

    Dołączył
    Jan 2007
    Mieszka w
    Leszno/Poznań

    Domyślnie

    Relacja, tak jak i cały wyjazd, wyśmienita . W uzupełnieniu wrzucam kilka nielotniczych zdjęć z tej wyprawy:

    To o tych tłumach ludzi z piórkiem w kapeluszu pisał mój imiennik:




    Od lewej: Craviec, ja i moja siostra w Bergamo:


    Polowanie na Frecce Tricolori(zdjęcie autorstwa siostry):


    Spotting na BGY (Banan, Craviec, Chudy):

  9. #9

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie


    Polecamy

    I drobne uzupełnienie relacji.
    DHL kołujący bliziutko nas, podczas boardingu na lot do Poznania:

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •