Pokaż wyniki od 1 do 17 z 17
  1. #1
    Awatar michelle77

    Dołączył
    Sep 2010

    Domyślnie WAW-AMS-JFK & EWR-AMS-WAW


    Polecamy

    Witajcie,
    chciałabym opisać swoją podróż do USA, która miała miejsce całkiem niedawno, bo 17 września do NY i 24 z powrotem...
    Podróż tę planowałam już od jakiegoś czasu. Przeglądałam oferty linii lotniczych i zawsze coś było "nie halo". A to termin a to kasa ;-) Poza tym ograniczał mnie urlop z pracy, co było dodatkowym utrudnieniem. Jako, że podróż LOT'em miałam wątpliwą przyjemność kiedyś odbyć (kwiecień 2006) to od razu tę linię skreśliłam z listy kandydatów
    Ostatecznie padło na KLM. Nie jestem fanką unoszenia się w przestworzach (akurat nie takiego ) i średnio w mojej głowie oswajała się wizja podwójnego startu i lądowania.
    No, ale wyjścia nie było.
    Wylot z Wawy miałam o godz. 13.35 (KL 1364)
    Dobre wrażenie zrobiło na mnie Okęcie. Czysto i widno. Jak na "dworzec" to ok.
    Autobus wyrzucił mnie pod same drzwi, więc problemu z dotarciem nie miałam.
    Ponieważ na tablicy nie był jeszcze wyświetlany mój lot to podeszłam do informacji.
    Dwie miłe dziewczyny poinformowały mnie gdzie mam się udać.
    Po drodze natknęłam się na K. Cichopek z Rodziną, która odprawiała się do Paryża.
    Pomyślałam, dobry to czy zły omen, bo fanką "M jak mdłości nie jestem"
    Boarding Pass przygotowałam sobie w domu, żeby przyspieszyć procedurę.
    Miałam tylko jedną małą walizeczkę i żeby nie pewna butla kosmetyku w środku mogłabym wziąć ją ze sobą na pokład. Tym samym poszła jako rejestrowany.
    Dalej kontrola dokumentów, sprawdzanie rzeczy osobistych, prześwietlenie i adios.
    Pochodziłam po tej lepszej stronie. Mnóstwo sklepów z niczym, dużo ludzi, ceny kosmiczne a toalet jak na receptę. Kto to wymyślał. Najbardziej rozwaliła mnie Pani z serwisu sprzątającego, która zabroniła korzystać z toalety dla niepełnosprawnych, BO WŁAŚNIE UMYŁA PODŁOGĘ!! Stała z mopem i zagrodziła wejście. A ile się przy tym nagadała. Matko Boska, dawno takiego lamentu nie słyszałam. I nic to, że kolejka sięgała za zakręt, laski przeskakiwały z nogi na nogę (całe dwie kabiny wewnątrz) Pani się uparła i ch** No i musiała akurat wtedy zmyć podłogę, gdy było tam tak wiele osób.
    No to stałyśmy jak te durne ci*y poganiając się wzajemnie w myślach (u Panów było zdecydowanie luźniej ;-) ) W końcu się udało.
    Czasu już nie było za wiele, więc udałam się wprost pod wskazany Gate i czekałam na Boarding. W końcu zaczęto nas wpuszczać. Szłam rękawem z kluchą w gardle i myślałam sobie "fajnie byłoby mieć to już za sobą".
    Samolot był nieduży, ale pachniało "nowością". Spodziewałam się jakiegoś syfu prawdę mówiąc. Stewardesy miłe i pomocne (zawsze zadaję sobie pytanie: kto wybiera taki zawód na własne życzenie?) Wystartowaliśmy dość sprawnie, ale jako mega cykor miałam mokre ze strachu dłonie i stan przedzawałowy Samolotem trochę trzęsło, ale znośnie.
    Podano kanapki, ale odmówiłam. Napiłam się tylko soku i kawy. Stresowałam się czy zdążę dolecieć i bez problemu się przesiąść. Zdążyłam. Lotnisko Schiphol mimo, iż rozległe jest dobrze oznakowane. Do tego skanery znacznie ułatwiają zlokalizowanie Gate'u.
    Droga do celu była dość długa (kolejne sprawdzanie dokumentów i bagażu podręcznego) Po drodze kilka fotek na pamiątek:















    Boarding poszedł sprawnie i wpuszczono nas na pokład. Zarezerwowane miałam miejsce 39D, skrajne w środkowym rzędzie. Dobrego miałam czuja, bo ciasno tam było jak cholera.
    Od połowy lotu drętwiały mi nogi i bolała kość ogonowa. Jestem średniego wzrostu a się ostro namęczyłam. Współczuję osobom wysokim czy otyłym. Jedzenie było dobre. Miałam fajnego kompana obok to nieco wyluzowałam i zjadłam. Dostaliśmy rybę, chyba, że mam sklerozę. Dużo dodatków, picia, wszystkiego. Naprawdę ok. Stewardesy miłe i nie sprawiające wrażenia przepracowanych jak to było w LOT'ie. Uczynne, uśmiechnięte. Jedna z nich obsługiwała lot z Wawy. Przeskoczyła na mój kolejny. W sumie chyba to może tak funkcjonować,prawda? Z proponowanych na displayu flmów zaczęłam oglądać "Księcia Persji", ale po 10 minutach wymiękłam. Obejrzałam zamiast tego film Clinta Eastwooda "Gran Torino" (rewelka), przymknęłam nieco oko, pogadałam z sąsiadem i zaczeliśmy się przygotowywać do lądowania. Osobiście wolę lądowania aniżeli starty. To akurat było sprawne i zdecydowane. Żadnego raptownego schodzenia z wysokości. Wszystko płynnie i nieodczuwalnie. Kolega obok miał akurat moment na dowcip o Smoleńsku (cóż )
    Jak już dotknęliśmy pasa to nami zabujało na prawo i lewo, ale pilot dał radę :-)
    Zrobiłam jedno wielkie "uffff" i nie moglam doczekać się wyjścia.
    Załoga miło pożegnała nas w drzwiach i ruszyliśmy do przodu. Długo szłam korytarzami aż w końcu trafiliśmy do odprawy. Kolejka dla turystów była ogromna. Hindus jako mistrz ceremonii dyrygował co i jak. Dumny był przy tym jak paw ;-) Nie miałam żadnych problemów z przekroczeniem granicy. Mnie odprawiono dość szybko i bez kolejki.
    Ruszyłam po bagaż. Zawsze mam stracha, że mi walizkę zagubią i zostanę jak stoję. Bez czystych ubrań, bielizny i całej reszty "bardzoważnychrzeczy" Na ich szczęście walizka trafiła do mych rąk. Przy wyjściu oddałam świstek do deklaracji celnej, usłyszałam pytanie czy wiozę polską kiełbasę. Powiedziałam zgodnie z prawdą, że nie.
    Zeszłam do AirTrain w kierunku Howard Beach i po niedługim czasie byłam już na stacji metra. W samolocie mówiono nam, że AirTrain jest darmowy. Guzik prawda, trzeba płacić $5 niezależnie od wieku.Ale warto nim jechać, bo widok zapiera dech. Wszystko oświetlone i jak na dłoni. Wagoniki jadą dość szybko i to super frajda.
    W końcu dotarłam do metra i tam już w spokoju sobie czekałam ;-)
    (resztę dopiszę jutro, bo padam ze zmęczenia ;-) )
    "Be a Pavlov, not the dog" ;-)

  2. #2
    Awatar pablo2208

    Dołączył
    Sep 2007

    Domyślnie

    szkoda że tak mało fotek, ale ogólnie bardzo spoko relacja.
    I witamy na forum dobre wejście
    Pozdrawiam Pablo



  3. #3
    Awatar michelle77

    Dołączył
    Sep 2010

    Domyślnie

    C.D.
    Wracając do AirTrain to sytuacja jest o tyle kłopotliwa, że mając np: banknot $20 nie ma możliwości zapłacenia w automacie. Rozmienić stojące tam Murzynki nie mają (lub nie chcą) więc najlepiej mieć po prostu banknot $5 albo kartę płatniczą..
    Czekając na metro przy Howard Beach wpatrywałam się w niebo, było już ciemno i co kilka sekund przelatywały samoloty. Huk ogromny, ale wrażenie niesamowite.
    Z zupełnie ludzkiego punktu nadziwić się nie mogę jak te kolosy dają radę wzbijać się w powietrze ;-) Niewyobrażalne i niesamowicie fascynujące.
    Z drogi do mieszkania kumpeli najbardziej utkwiła mi przesiadka na inny numer metra na stacji Broadway Junction. Dzi, ale klimat. Człowiek się czuje jak w Brudnym Harrym i ma ochotę rzucić cytat z "Psów" - "o w mordę, jakie towarzystwo". Afroamerykanie (tak, tak..staram się być poprawna politycznie ;-) ) z pończochami na głowami podpierający ściany, zamroczone acz czujne spojrzenie i w tym wszystkim biała doopa, czyli ja z walizką. Na horyzoncie miałam kolesia, który ze mną jechał z lotniska, więc gdyby co miałam się kogo uczepić. Na końcu przejścia podziemnego pojawiły się też chłopaki z NYPD..To była już ostatnia prosta do celu.
    Dalej miałam szalony tydzień w Wielkim Jabłku (uwielbiam to miasto) a potem już tylko planowanie powrotu.
    Wylot tym razem z EWR o godz.18.35 (KL 6014 operated by Delta) Rozważałam różne opcje, ale najlepszą wydawało się połączenie pociągiem z Manhattanu (z Penn Station) NJ Transit i dalej AirTrainem na właściwy Terminal. Tak też zrobiłam. Kupiłam dwa dni wcześniej bilet na pociąg, kosztował $12.50 (przejazd AirTrain wliczony w cenę) Odprawiłam się online, ale do końca nie miałam pewności czy dobrze to zrobiłam (znalezienie kafejki z netem i drukarką tam gdzie mieszkałam było nie lada wyczynem) Delta ma nieczytelny interfejs. Postępowałam intuicyjnie, ale do końca nie byłam pewna ocb.
    Wydrukowałam coś co poważnie nie wyglądało. Na wszelki wypadek wzięłam sobie poprawkę i dodałam do podróży czas na odprawę na lotnisku.
    Dotarcie do Penn Station zajęło mi jakieś 45 minut. Tam odstałam sobie pod tablicą aż wyświetlili tor, z którego odjeżdzał pociąg w kierunku lotniska.
    Przyjemnie było wejść do czystego pociągu z klimatyzacją. Według rozkładu do stacji Newark Int Airport mieliśmy dotrzeć w 30 minut. Tak też było.
    Dalej windą do AirTrain, wsunięcie biletu z pociągu w dziurkę, otwarcie wrót i do wagonu. AirTrain jest malutki, ale kursuje co 4 minuty. W środku opisane są wszystkie Terminale i jakie z nich odprawiane są linie. Ulżyło mi, bo na wydruku check-in tak istotnej informacji nie było :-D
    Zauważyłam, że na Newark jest jakby większy spokój i więcej przestrzeni. Mniej nerwowo. Podeszłam do stanowiska Delty, pokazałam papier, podotykałam ekran odpowiadając na pytania typu ile sztuk bagażu, zeskanowałam paszport, oddałam bagaż i dalej pod C42. Kupiłam sobie kawę już pod Gate'em (całe $4.25) i czekałam na Boarding. Tu już było bardziej tłoczno. Planowano Boarding na 17:40, ale mieli poślizg 15 minutowy. Co chwilę wywoływali jakichś ludzi z paszportem do siebie.
    W końcu nas wpuszczono. Miałam miejsce 35C, też skrajne w środkowym rzędzie. Obok mnie usiadlo żydowskie małżeństwo lecące do Budapesztu. Akurat czytałam nową książkę W. Bartoszewskiego o krzykliwym tytule "Mój Auschwitz" więc państwo od razu się ujawnili. Nie lubię pytam "Jakie Polacy dzisiaj mają podejście do Żydów" :-/ Przede mną Holendrzy, za mną Holendrzy. Była ich większość na pokładzie. Leciała jakaś grupka znajomków i zachowywała się głośno. Ich język sam w sobie jest twardy a jeszcze jak się czymś ekscytują to człowiek ma wrażenie, że dzieje się jakaś straszna rzecz. Tak było podczas startu, gdy jedna z Holenderek podniecała się widokiem z okna a brzmiało to jak "boshe, skrzydło się urywa" Miałam ochotę wstać i strzelić Pani "trzy szybkie" Małżeństwo obok czytało książki i zasnęło jeszcze zanim samolot się rozpędził. Maszyna była czysta, fotele skórzane-granatowe. Doskwierał brak monitorów w siedzeniach. Panowie Stewardzi + jedna kobieta Stewardesa (Afroamerykanka o ogromnych gabarytach) Szczerze to sympatyczniej leciało mi się KLM'em. Tu miałam wrażenie, że jestem w lokalnym PKS'ie. I albo Ci Stewardzi byli już tak znudzeni, albo sam KLM to wyższa liga. Niby byli mili, zagadywali, ale wszystko to takie jakieś nijakie. Znów odczuwałam brak miejsca na nogi. Jeszcze jak się lala rozłożyła przede mną to masakra. Duży wybór soków, napojów, piwa i wina. Po raz pierwszy zdoiłam się alkoholem na pokładzie, Steward polewał mi szklankami półwytrawne Chardonnay :-D
    I o ile było mi fajnie na początku tej impry to później niekoniecznie. Jedzenie średnie z tendencją do żadne. Podali płat filetu z kurczaka polany sosem pieczeniowym, do tego niby puree, ale brązowe, krakersy, sałatka z tartym żółtym serem, kawał żółtego sera. Część porcji oddałam Państwu obok. Zawiedziona też byłam dwoma filmami jakie nam zapodali. Pierwszy to jakaś głupawa komedia z Jackie Chan'em i młodym murzynkiem jako mistrz kung-fu a druga równie inteligentna propozycja to komedia romantyczna z Jennifer Aniston. Ogólnie jedzenie pasowało do repertuaru filmowego :-D
    Do Amsterdamu dotarliśmy o czasie mimo nieco późniejszego startu. Trochę się zakręciłam w którą stronę pójść i pobłądziłam, ale sprzedawczyni z pobliskiego sklepu mnie właściwie pokierowała. Odstałam kolejkę do odprawy paszportowej i prześwietlenia bagażu i dalej już pod odpowiedni Gate. Tym razem lot ten obsługiwany był przez sam KLM. Wylecieliśmy o 09.35 punktualnie. Na pokładzie było ciasno, mało miejsca na bagaże podręczne i Stewardesy upychały pozostałości gdzie tylko się dało. Miejscówkę miałam świetną, bo przy samym oknie-22F. Na początku się nieco zdenerwowałam, ale teraz z perspektywy czasu cieszę się, że siedziałam przy oknie.
    Tak wspaniałej pogody nie miałam nigdy dotąd podczas lotu. Niebo było bezchmurne. Widziałam wszystko w dole. Widoczność rewelacja. Kolorowe kwadraciki i słońce odbijające się w wodzie. Turbulencji nie było. Kanapki , które otrzymałam schowałam na później do pociągu (czarne bułki z ziarnami i serem + krakersy) Napiłam się kawki.
    Lądowanie jak w masełko. Zero raptownego schodzenia, wszystko delikatnie i sympatycznie. Gdyby to był mój pierwszy lot to byłabym zachwycona i nakręcona pozytywnie :-) Dalej autobusem do hali lotniska. Szybka odprawa, krótkie czekanie na walizkę i w zasadzie 2 minuty później autobus 175 na Centralny.
    Tam już tylko kwadrans do pociągu i powrót do LDZ. Zmęczona byłam bardzo. Odpływałam w pociągu i poprosiłam Panią siedzącą obok, by zerkała na mój bagaż. Drzemałam krótkimi setami wybudzając się na poszczególnych stacjach..Najważniejsze, że dałam radę i wróciłam cała i zdrowa..
    Reasumując bardzo dobrze oceniam KLM: profesjonalizm, punktualność, miła obsługa, dobre jedzenie, estetyczne wnętrza samolotów. Delta:kiepskie jedzenie, głupawe filmy, obsługa nijaka...
    "Be a Pavlov, not the dog" ;-)

  4. #4
    Awatar Expat

    Dołączył
    Apr 2007
    Mieszka w
    EGTK \ EPLL

    Domyślnie

    Świetny raport ! . Rzadko kiedy ( o ile w ogóle ) można poczytać jak to wygląda z damskiego punktu widzenia .
    Gratuluję debiutu !

  5. #5

    Dołączył
    Jun 2008
    Mieszka w
    wawa

    Domyślnie

    Bardzo dobry opis. Na przyszlosc czytaj forum, bedziesz wiedziala jakich linii unikac

  6. #6

    Dołączył
    Aug 2009

    Domyślnie

    Ja trochę dziwie się temu zachwalaniu KLMu na koszt LOTu.
    Kilka razy LOTtem latałem i nie widzę różnic w kulturze. Za to w KLMie jak leciałem do Indii i spowrotem to najpierw mi nie podali obiadu omijając mnie a potem sąsiadowi. Poszedłem zareagować to bez wzruszenia przyniosła z łaską. Dodam, że nie spaliśmy a wręcz czekaliśmy na jedzenie.

  7. #7

    Dołączył
    Jun 2008
    Mieszka w
    Łódź

    Domyślnie

    Hej,
    To ja tylko wtrącę swoje trzy grosze na temat dojazdu na Newark z Manhattanu, bo jeszcze niedawno robiłem to przez okrągły tydzień:-) Najtańszą (choć niekoniecznie najszybszą;-P) opcją jest pojechanie kolejką PATH. Na Manhattanie jest kilka stacji, przy WTC można wsiąść w bezpośredni pociąg do Newark Penn Station, z środkowego Manhattanu też dojedziemy, tylko trzeba się przesiąść. Bilet w jedną stronę kosztuje $1.75. Dojeżdżamy do Penn Station w Newark i tam wsiadamy w autobus 62, który to kosztuje $1.50 i dowozi nas na lotnisko. Zatrzymuje się przy każdym z terminali:-) Cała podróż wynosi $3.25;-)
    Pozdrawiam

  8. #8

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    BWIADCADW

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez michelle77 Zobacz posta

    Stewardesy miłe i nie sprawiające wrażenia przepracowanych jak to było w LOT'ie. Uczynne, uśmiechnięte. Jedna z nich obsługiwała lot z Wawy. Przeskoczyła na mój kolejny. W sumie chyba to może tak funkcjonować,prawda?
    Raczej nie mialas tej samej pani na locie z AMS-JFK ktora oblsugiwala WAW-AMS.
    Prawo pracy tego zabrania.

  9. #9

    Dołączył
    Jan 2010
    Mieszka w
    warszawa

    Domyślnie Super wspomnienia

    Witam serdecznie. Bardzo fajne wspomnienia. Ja natomiast mam tylko jedno pytanie przy okazji, do Ciebie, lub do innych forumowiczow, ktorzy mieli przyjemnosc miedzyladowania w Amsterdamie. Bylem wlasnie na tym lotnisku kilka lat temu lecac do Lizbony, i uslyszalem komunikat, chyba jakis automat, ktory powtarzal sie co kilka minut. W zaden sposob nie moglem go rozszyfrowac. Moze ktos lepiej poinformowany moglby mi wyjasnic. Komunikat ten powtarza sie z glosnikow w ciagach pasazerskich. Ja tylko moglem rozpoznac ostatnie slowo ktore brzmialo albo stop, albo step. ............. cos tam cos tam...... stop.

    O co to chodzi???
    pozdrawiam wszystkich

  10. #10
    KZ
    KZ jest nieaktywny
    Awatar KZ

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Ambush Country

    Domyślnie

    A nie jakiś (dawno nie byłem w AMS - to jedyne lotnisko na ponad ~120 lotów gdzie zgubili mi bagaż) "Watch your step" jak się kończą takie taśmociągi w korytarzach ?
    KZ

  11. #11

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    WAW/KRK

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez KZ
    A nie jakiś (...) "Watch your step" jak się kończą takie taśmociągi w korytarzach ?
    O tym samym pomyslalem - ze to komunikat-ostrzezenie przed koncem kazdego chodnika ruchomego (moze ew. "mind your/the step").

    Cytat Zamieszczone przez michelle77
    Pani się uparła i ch**
    (...) No to stałyśmy jak te durne ci*y
    (...) Spodziewałam się jakiegoś syfu
    (...) Miałam ochotę wstać i strzelić Pani "trzy szybkie"
    Naprawde jestes dziewczyną/kobietą?... (No tak, wiem, rownouprawnienie teraz mamy...)

    A sama relacja rzeczywiscie ciekawa.

    PS. Ciekawe, ze jakos nie mowi sie (a moze jestem nie na biezaco?) "Afroamerykanin" na mieszkajacego w Stanach Tunezyjczyka czy Algierczyka.

  12. #12

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    BWIADCADW

    Domyślnie

    Na wiekszosci lotnisk w kolko puszczaja dwa nagrania:
    - Jezeli zobaczysz cos podejzanego to zglos to natychmiast. Lub zeby nie zostawiac bagazu bez opieki itd.
    - Lotnisko jest terenem niepalacym. Prosze nie palic w terminalu. Prosze palic tylko w wyznaczonych miejscach do palenia itd.

    Pozdrawiam,
    Rafal

  13. #13

    Dołączył
    Jan 2010
    Mieszka w
    warszawa

    Domyślnie

    wlasnie o to, wlasnie tak
    super dziekuje ogromnie
    tak to wlasnie brzmialo
    jak zwykle moge liczyc na forumowiczow
    dziekuje serdecznie
    watch your step
    dokladnie
    pozdrawiam serdecznie
    robertkuch

  14. #14
    Awatar czopan

    Dołączył
    Apr 2008
    Mieszka w
    LLJR / EPKK

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Rafaldca Zobacz posta
    Na wiekszosci lotnisk w kolko puszczaja dwa nagrania:
    - Jezeli zobaczysz cos podejzanego to zglos to natychmiast. Lub zeby nie zostawiac bagazu bez opieki itd.
    - Lotnisko jest terenem niepalacym. Prosze nie palic w terminalu. Prosze palic tylko w wyznaczonych miejscach do palenia itd.
    W Tel Awiwie (TLV) w Terminalu 3 jest puszczany jeszcze taki komunikat: "Carrying weapons is prohibited in all the terminal halls" (""Noszenie broni jest zakazane we wszystkich pomieszczeniach terminala")

  15. #15

    Dołączył
    Jan 2010
    Mieszka w
    warszawa

    Domyślnie

    Wielkie dzieki.. Ale moja noga w Tel Awiwie nie postanie nigdy. Nie chce miec nic wspolnego z tym krajem.

  16. #16
    Awatar michelle77

    Dołączył
    Sep 2010

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Rafaldca Zobacz posta
    Raczej nie mialas tej samej pani na locie z AMS-JFK ktora oblsugiwala WAW-AMS.
    Prawo pracy tego zabrania.
    Poważnie? Dałabym sobie głowę uciąć że przywitała mnie ponownie
    Nie wydało mi się to dziwne zważywszy, że lot do AMS to tylko 2 godziny ;-)

    Cytat Zamieszczone przez robertkuch Zobacz posta
    i uslyszalem komunikat, chyba jakis automat, ktory powtarzal sie co kilka minut. W zaden sposob nie moglem go rozszyfrowac.
    albo step. ............. cos tam cos tam...... stop.

    Rozbawiłeś mnie od samego rana I mówię to z czystą sympatią


    Cytat Zamieszczone przez Czterosilnik Zobacz posta
    Naprawde jestes dziewczyną/kobietą?... (No tak, wiem, rownouprawnienie teraz mamy...)
    Teraz to już sama powątpiewam. Może jestem dwupłciowa?
    Następnym razem nie będę używać akcentów, za to zaleję post zdrobnieniami oraz znaczkami typu "banan","buźka" wyrażenia typu "cmok" "cmok"i "papatki"
    Będzie subtelnie i słodziuchno
    Ciekawe, ze jakos nie mowi sie (a moze jestem nie na biezaco?) "Afroamerykanin" na mieszkajacego w Stanach Tunezyjczyka czy Algierczyka.
    Tam się mówi "szmaciany łeb" ;-)
    "Be a Pavlov, not the dog" ;-)

  17. #17

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    BWIADCADW

    Domyślnie


    Polecamy

    Cytat Zamieszczone przez michelle77 Zobacz posta
    Poważnie? Dałabym sobie głowę uciąć że przywitała mnie ponownie Nie wydało mi się to dziwne zważywszy, że lot do AMS to tylko 2 godziny ;-)
    W lini lotniczej jak KLM stewardesy maja do wyboru dwa rodzaje lotow. Po Europie lub dlugi dystans.
    Po Europie - Obsluguja krotkie trasy przez 3 dni (do 9 godzin dziennie) i maja 4 dni wolnego.
    Dlugi dystans - Obsluguja jeden lot (do 11 godzin, jezeli lot jest dluzszy niz 11 godzin to wszystko extra to nadgodziny), pozniej maja 2 dni wolnego (np. w Los Angeles), dwa dni pozniej obsluguja powrotny lot do Amsterdamu i maja 3 dni wolnego.

    Te dlugie loty sa popularne wsrod zalog poniewaz stawka na takich lotach jest wieksza niz na lotach wewnetrznych w Europie.
    Zaloga pokladowa na taki lot w KLM to zazwyczaj 11 stewardes/ow wysoko na liscie seniority oraz 2 lub 3 mlodych (ktorzy nabieraja doswiadczenia pracujac u boku bardziej doswiadczonej zalogi). Ilosc czlonkow zalogi pokladowej oczywiscie zalezy od typu samolotu.
    W LOTcie jezeli znajdziesz kogos przed 35tym rokiem zycia na locie do USA to znaczy ze ktos z "wiarusow" byl chory i wyslali zastepstwo

    Pozdrawiam,
    Rafal

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •