Pokaż wyniki od 1 do 9 z 9
  1. #1

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    EPWA

    Domyślnie Niskobudżetowy weekend, KRK-NRN-RYG-KRK


    Polecamy

    Uwaga! Pragnę poinformować, iż jest to pierwsza w moim życiu relacja (na która dość długo się zbierałem) oraz, że mój styl jest miejscami dość rozlewny. Urażonych odchodzeniem od tematu przepraszam zakomunikowując zarazem – inaczej nie potrafię.


    Jak tanio i ciekawie spędzić weekend? W domu, na imprezie albo z Ryanairem! I tak oto po odpowiedzi na to pytanie na chwilę przed końcem kolejnej, niestety coraz rzadszej, Ryanowej oferty darmowych lotów wykupiłem weekend dla 3 osób na niemieckiej wsi. 3 euro/lot. Nie ma co, burżuazja pełną parą!



    25.09.2010
    Zbiórka grupy o 04:30 na nowosądeckim pekaesie, a że godzina była godzina marna toteż w drodze do Krakowa szczęśliwie dosypialiśmy. Z RDA udajemy się na peron pierwszy gdzie dosłownie dopadamy pociąg na Balice tuż przed odjazdem. Na lotnisku dość tłumnie jako, że za 2 godziny był odlot za odlotem, w tym i nasz: FR 6437 o 09:10 do Dusseldorf-Weeze. Ot, takie jedno z wielu Ryanairowych lotnisk w polu. Tym razem dosłownie, z tym, że w lesie. Ale o tym za chwilę bo teraz udajemy się do kontroli bezpieczeństwa, przed którą ustawiona jest naprawdę pokaźna i różnorodna kolekcja butelek – od wody przez wino po drinki. Co do kontroli, jedna uwaga. Koleżanka zapomniała wyjąć z podręcznego soczek w butelce a’la granat ręczny (model: Tymbark Duo Fruo) o pojemności 200ml, który przeszedł niezauważony. A za kontrolą, TŁUM (i standardowo Kropla Beskidu za 6zł – duty free)! Istny dziki tłum pasażerów tłoczących się w niewielkiej przestrzeni gateów 4,6,7,8 w oczekiwaniu na odloty do Stavanger, Bergen, Kopenhagi i Oslo. Więc jeśli ktoś chce lecieć gdzieś niewiadomo gdzie do Norwegii, Balice zapraszają go w sobotnie poranki.



    My wybieramy bramkę nr 8! Zonka nie było, ale zwyczajowa kolejka na długo przed boardingiem oraz monotonne już sceny pasażerów mających ochotę na awanturę ze złą obsługą, która to egzekwuje limity Ryanair dotyczące podręcznego, czyli 55x40x20x10kg – zdolny jestem to wyrecytować w środku nocy. Dużo nie latam, ale co jak co, z dzieckiem Michael’a O’Leariego zapoznany jestem dość dobrze. A już na pewno mogę to powiedzieć po zeszłorocznym tourné na pokładach samolotów z harfą (KRK-TRP-STN-DUB-CRK-DUB-MAN-DUB-STN-NRN-KRK + kilka zwyczajnych lotów na trasie KRK-DUB-KRK + coś tam jeszcze). Dyskutując o Ryanairze, trzeba zachować dystans. Bowiem jest to linia specyficzna na tyle, że ciężko ją porównać do innych a łatwiej do ‘latającego PKS-u’. Z punktu A do punktu B, tanio, o czasie, przyjemnie, będąc zasypywanym spamem przez pokładowe głośniki krzyczące w wielu językach i z wieloma akcentami. Tak przynajmniej lata się mi. Nie wiem, może jestem szczęściarzem skoro nigdy nie miałem opóźnienia >30min, odwołania lotu ani jakichkolwiek problemów z Francą poza jedną nieciekawą sytuacją. Otóż na locie do Stansted zostałem w sprytny sposób, przez jedną z czeskich stewardess, okradziony! Używam tego słowa świadomie ponieważ mojej matce na locie KRK-CIA przytrafiła się identyczna sytuacja, z tą różnicą że zdążyła się upomnieć. Sytuacja polega na tym, że CC nie mając jak wydać reszty przy zakupie przeprasza i mówi, że doniesie później. Ale nie donosi, przynajmniej czasami. Jeśli człowiek się nie upomni to tego nie odzyska – tak też było ze mną, bardziej się zainteresowałem ekstremalnie szybkim schodzeniem i naprawdę bolesnym lądowaniem połączonym z wyrywającym z pasów hamowanie aniżeli moim 15euro… Przeminęło ono z wiatrem, a raczej z załogą – cóż, człowiek uczy się na błędach a ja od tego czasu pilnuję się bardziej.


    /zdjęcie z lotu DUB-CRK, 03.08.2009/

    A skoro już tak dość bardzo mi się od tematu przewodniego odbiegło, pozwolę sobie jeszcze nawiązać do pewnego filmu, dokumentu brytyjskiego – kto nie oglądał polecam ale zdecydowanie radzę podejść z dystansem http://www.youtube.com/watch?v=ZkKPirksymQ . Ten film narodził we mnie taki dziwny nawyk sprawdzania ciśnienia w zjeżdżalni drzwi L1 lub L4 (Uwaga, zawsze było na zielonym!) Na pokładzie wielkiego syfu nigdy nie doświadczyłem, z toalet wieczorem nie śmierdziało, nigdy mnie jeszcze nie uwięzili bez wody i pożywienia, załoga niemal zawsze była miła, starała się jak mogła. Ale trudno im jednak to wszystko ogarnąć mając (teoretycznie) 25 minutowy turnaround. Podczas lotów będącym tematem tej relacji za każdym razem wyglądał on w ten sposób, że wychodzą przylatujący, autobusy z nimi odjeżdżają, kilka minut, stewardessa wynosi wór ze śmieciami, minuta, wchodzimy na pokład. Dla wszystkich oburzonych papierkiem na podłodze i nie ułożonymi w krzyżyk pasami bezpieczeństwa – jeśli to się wam nie podoba, nie latajcie Ryanairem i nie wyżalajcie się na ten temat kiedy tylko jest okazja. Najczęściej jednak trudno coś mu zarzucić bowiem mimo takiej a nie innej polityki firmy, jest okej. A że jak się zdarzy wtopa… Cóż, bywa. Porównam sobie w tym momencie moje doświadczenie FR, z LH, na których to pokładzie gościłem w kwietniu RZE-FRA-DUB-FRA-RZE. Ale rozróżnię LH właściwą do/z DUB a CityLine do/z RZE. Jedno i drugie to niebo a ziemia – a POMIĘDZY nimi, Ryanair. Lufthansa (A320) – okropna załoga, paskudny catering, czyste maszyny, siedzenie wygodne aczkolwiek bez rewelacji (oczywiście economy). Ryanair (B738) – miła załoga, znośny catering, znośna czystość, siedzenia ekonomiczne ale mimo moich 195cm nie mam problemów z przeżyciem lotu z nimi, jeśli to jest jeden z kilku (+spam i ‘bydło’) powodów mega niskich cen to nie można narzekać . City Line (CRJ700) – miła załoga, pyszny catering, czyste maszyny, wygodne siedzenia, ogólnie mega na plus! 2 loty z City Line to najlepsze moje wspomnienia z pokładu, jeśli o sam przelot chodzi.
    Dobrze, koniec porównań i wróćmy do podróży właściwej. Cała nasza trójka radośnie przechodzi przez kontrolę domowych boarding passów i dokumentów. I do autobusu, który podwozi nas pod rocznego EI-EBT, który to zapełniony niemal całkowicie podrzuci nas do Weeze (czytać Witce jak to poinstruowała nas kierowca autobusu, już na miejscu) . Przy wejściu rzut oka na emergency slide, ‘good morning’ i 3 czerwone kółeczka długopisu stewardessy na karcie. Potem pozostaje jeszcze tylko przedrzeć się przez pasażerów, którzy to jak zwykle postanawiają zablokować przejście zajmując pierwsze wolne miejsce i wpychając swoje rzeczy do schowka. Po wygraniu bitwy dochodzę do swojego ulubionego rzędu 23 i zajmuję miejsce A. Takie kolejne moje zboczenie, zawsze w FR latam na 23A, 23F (z uwagi na dobre warunki do zdjęć) lub w klasie biznes – czyli 1A. Znajomi siadają przede mną, strzelamy sobie słit focie na fejsbuka po czym polski steward nerwowo wywołuje pasażerkę, której to karty nie pokreślił grożąc że sprawdzą wszystkim raz jeszcze. Do rękoczynów nie doszło toteż chwile po planowym czasie wypychamy aby wystartować w mocnym porannym słońcu z pasa 25. Atrakcją kołowania jest oczywiście nowo budowany kawałek krakowskiej płyty wraz z drugim łącznikiem. Sam lot bez przygód a godne poświęcenia uwagi są boskie wręcz widoki – kilka minut po starcie tonące w chmurach Sudety a przed lądowaniem niemieckie żeglowne barki pełniące tą samą funkcje co polskie tysiące tirów na drogach.





    Pogoda zapowiada się fantastyczna wieć lądujemy w środku lasu z optymistycznym nastawieniem na najbliższe 23 godziny w Niemczech. Samo lotnisko to była baza RAF. Wokół pełno obiektów wojskowych oraz funkcjonuje małe muzeum RAFu, którego nie zdążyłem tym razem odwiedzić.



    Niestety, mimo pięknego słońca, chłodniej niż w Krakowie. Kiedy poprzednim razem lądowałem w Weeze zaserwowali nam spory spacer z samolotu do terminalu a teraz ten sam dystans pokonaliśmy autobusem. Plus. Lotnisko w środku jest na finale remontu, który trwa tu już dłuższy czas i ma za zadanie zrobić lotnisko przyjaźniejszym dla pasażera. Plus. Zbieramy sobie różne foldery turystyczne regionu lecz niestety o język angielski trudno. Minus. Nieocenioną pomocą okazał się Google i jego Street View, który pozwolił mi odwiedzić wiele miejsc w okolicy dzień wcześniej. Aby dostać się do miasteczka można skorzystać z przejażdżki autobusem za 2,30e lub wybrać spacer ścieżką rowerową prowadzącą od samego lotnisko do centrum Weeze Ścieżki rowerowe nad Renem są rzeczą niezwykle powszechną - nie ma najmniejszego problemu z wypożyczeniem roweru a w dodatku samo lotnisko jest fantastyczną bazą wypadową na Nadrenię i wschodnią Holandię bowiem leży tuż przy niemiecko-holenderskiej granicy. No ale dobrze, w nieco dłuższym niż oczekiwanym czasie pokonaliśmy wyznaczoną trasę i jesteśmy na miejscu. No dobrze, ale… Czy to miasto duchów? Nikt mnie nie przekona, że te 10 000 mieszkańców z Wikipedii ma jakieś odzwierciedlenie w rzeczywistości. O tysiąc też bym się kłócił! Na przedmieściach opuszczone domy i bloki, na ulicach było maksymalnie kilka osób, ristorrante pozamykane, pub też. Ojej, no to problem, co my tu robić cały dzień będziemy.









    Po przejściu mieściny wzdłuż i wszerz, co nam dużo czasu nie zajęło, zaopatrzeniu się w jedynym otwartym sklepie, ustaliliśmy kilka faktów. W okolicy można jeździć na rowerach, popływać kajakiem, pobawić się na placu zabaw koło brzegu rzeki, urządzić piknik nad brzegiem rzeki… Słowem wszystkie lokalne rozrywki kręcą się wokół rzeki a wszystko co do nich potrzebne można wypożyczyć w Kevins Pub. Ciekawostką jest oferta, która zawiera nawet nocleg na sianie



    Dzień spędziliśmy na urządzeniu pikniku, spacerze po uroczych ceglanych alejkach Weeze, chowaniu się przed deszczem oraz pysznej pizzy w lokalnym american-style barze. Około 19 wróciliśmy na lotnisko autobusem (odjeżdża spod dworca kolejowego i jest skomunikowany z pociągami DB), w którym wesoło leciała skoczna bawarska muzyka Dotarliśmy na lotnisko i mieliśmy jeszcze tylko 12 godzin do odlotu. Ten typowy dla Ryanair, niskokosztowy sposób noclegu był o dziwo dla poniektórych całkiem znośny. W terminalu, na dolnym piętrze koło schodów do Cafe, znajduje się około 10 ławek bez podłokietników, na których śpią najwcześniej przybyli a wokół rozkłada się wiele śpiworów. Ba, byli nawet (ale to już rano, na chwilę) tacy co postanowili rozłożyć się na gazetach. W nocy światła w części noclegowej zostały zgaszone a co jakiś czas puszczano z automatu głośne „Achtung!...” dotyczące niepozostawiania bagażu bez opieki. W terminalu panowała cisza – może z wyłączeniem grupki Polaków, którzy dość głośno spędzali noc na antresoli – aż do okolic godziny 4 kiedy to zaczęły się pierwsze odprawy. Serdecznie polecam naprawdę dobrą kawę z automatu za 1,80 euro









    26.09.2010
    Jako tako się wyspaliśmy i na godzinę przed odlotem udaliśmy się do sprawnego security, dla którego przygotowaliśmy test skuteczności. Jako, że soczek w Krakowie przeszedł bez problemu, tutaj też był w bagażu – z tym że celowo. Przeszedł. Coraz więcej wątpliwości mieliśmy co do całego tego cyrku z kontrolą bezpieczeństwa i jego skuteczności… Tutejsza strefa odlotów to 1 sklep i 10 gateów natomiast loty to LCC, GA oraz wiele charterów, nic ponadto. Sam Ryanair bazuje tutaj 6 czy 7 maszyn! Jedną z nich, którą w środku nocy uchwyciłem na płycie, jest półroczny EI-EKI. Wykonał on poranne Stansted po czym wrócił o czasie aby zabrać nas do Oslo-Rygge w locie FR 6234 o 9:50. Jedziemy, wsiadamy, pośpieszają nas, witają, pośpieszają, witają, drzwi zamknięte, kołujemy. Prezentacja safety demo po angielsku a następnie nagrane po niemiecku i norwesku. Moment po starcie zaczęło się spamowanie. Było oczywiście o J20 jedynym słusznym napoju, pysznym specjalnie dla nas cateringu, wybornym wyborze gorących dań, niezastąpionych bezdymnych papierosach, charytatywnych zdrapkach i pewnie jeszcze coś. Ja, na 23F, oddałem się matematyce Właśnie tak, powtórka przedsprawdzianowa z funkcji kwadratowej na 38 000 stóp! Wrażenia doprawdy niezapomniane.
    Podczas lotu wreszcie doczekałem się atrakcji w postaci nieco większych, upragnionych turbulencji. Kapitan kilkukrotnie się odezwał informując gdzie lecimy, jak lecimy, o pogodzie w Rygge. Podejście od strony wschodniej niezwykle przyjemne dla oka gdyż pas zaczynał się zaraz przy brzegu jeziora Vannsjo.





    Tyle o tym locie w pigułce. Do odlotu do Krakowa mieliśmy trzy godziny z hakiem ale było na tyle zimno, że nosa z lotniska niemal nie wystawiliśmy. Mimo to szybko stwierdziłem, że Norweskie prowincje to coś co dołączy do mojej listy must-see z wysokim priorytetem Lotnisko jest niewielkie. Kilka stanowisk odpraw, sklep, informacja, Hertz, EuropCar, ławeczki, toalety i to właściwie wszystko. Piętro wyżej znajduje się kontrola bezpieczeństwa i strefa airside – soczek oczywiście przeszedł niezauważony!
    Lot FR 8503 o 15:15 do Krakowa bez historii. Dwuletnia maszyna EI-DWP (już kiedyś nią leciałem STN-DUB) po raz kolejny niemal pełna, piękne widoki po starcie, ładna nieuchwycona mijanka z SASowym Canadairem, pochmurne podejście na krakowski 07, lądowanie kilkanaście minut przed czasem… No nie ma o czym pisać, przespałem resztę lotu



    Do Nowego Sącza dotarliśmy przed godziną 21, zmęczeni, zmęczeni i jeszcze raz zmęczeni. Jednak satysfakcja z udanego weekendu była tego wszystkiego warta.


    Tym, którzy dotarli w relacji do końca, serdecznie dziękuję, i z całego serca gratuluję wytrwałości

  2. #2
    Awatar KyFrUn

    Dołączył
    Dec 2007
    Mieszka w
    Bochnia

    Domyślnie

    Bardzo fajna relacja Pozdrowienia

  3. #3
    Photo Screener
    Awatar Canon

    Dołączył
    May 2007
    Mieszka w
    WAW

    Domyślnie

    Spaliście tam gdzie my w ubiegłym roku Też przy tej karuzeli

    Super raport, pisz więcej

  4. #4
    Awatar incorrect_optymist

    Dołączył
    May 2010
    Mieszka w
    Wrocław

    Domyślnie

    Fajny raport ! Gratuluję odbycia fajnej wycieczki Pozdrawiam

  5. #5
    b3
    b3 jest nieaktywny
    Awatar b3

    Dołączył
    Nov 2008
    Mieszka w
    Nowy Sącz

    Domyślnie

    Rozpisałeś się mocno, ale relacja fajna. Weekendu zazdroszczę i też taki chcę

  6. #6

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    EPWA

    Domyślnie

    Jak ja się cieszę, że nie skomentowałaś tego pod kątem poprawności językowej...
    Dzięki wszystkim! Jeśli będzie o czym pisać to obiecuję się postarać nie mniej niż przy tej relacji

  7. #7
    Awatar tigga

    Dołączył
    Jan 2010
    Mieszka w
    GDN

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez kondziu Zobacz posta
    Potem pozostaje jeszcze tylko przedrzeć się przez pasażerów, którzy to jak zwykle postanawiają zablokować przejście zajmując pierwsze wolne miejsce i wpychając swoje rzeczy do schowka.
    Hmmm, a może po prostu posłuchali grzecznie załogi "please take the nearest seats, as quickly as possible"?

    Cytat Zamieszczone przez kondziu Zobacz posta
    Samo lotnisko to była baza RAF. Wokół pełno obiektów wojskowych oraz funkcjonuje małe muzeum RAFu, którego nie zdążyłem tym razem odwiedzić.
    A to się zdziwiłem, wiedziałem że to lotnisko wojskowe (byłe) - co zresztą widać jak się doń wjeżdża, ale myślałem że amerykańskie

    Cytat Zamieszczone przez kondziu Zobacz posta
    Ojej, no to problem, co my tu robić cały dzień będziemy.
    Ja mogę polecić wypad do Kevelaer. Czasem jest on niezbędny jak się nie chce spać na lotnisku a w Weeze wszystkie 3 noclegi zajęte. W Kevelaer jest kilka katedr i kilkanaście kościołów i bardzo sympatyczne centrum miasta. Polecam szczególnie w grudniu - czas adwentu w Niemczech to ciekawe doświadczenie - gluhwein, zawsze coś się dzieje, doprawdy fajna atmosfera.

  8. #8

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    EPWA

    Domyślnie

    Oj nie nie nie, tam jeszcze jest formułka ''Please move to the centre of the cabin and take any available seat asap'' czy coś takiego

  9. #9
    b3
    b3 jest nieaktywny
    Awatar b3

    Dołączył
    Nov 2008
    Mieszka w
    Nowy Sącz

    Domyślnie


    Polecamy

    Czekam na następną relację i obiecuję, że też nie będę jej komentować pod względem poprawności językowej

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •