Pokaż wyniki od 1 do 9 z 9
  1. #1

    Dołączył
    Aug 2008
    Mieszka w
    Mountain View, CA

    Domyślnie TLH-ATL-LAX-SYD-MEL-ADL-SYD-CGK-YOG-DPS-HGK-DTW-ATL-TLH w sierpniu


    Polecamy

    TLH-ATL-LAX-SYD-MEL-ADL-SYD-CGK-YOG-DPS-HGK-DTW-ATL-TLH

    (w 3 tygodnie)


    Nic nie pominalem? Nie, wszystko sie zgadza. 13 segmentow, 4 linie lotnicze.

    Zaczelo sie od tego, ze wzgledy zawodowe wymagaly mojej obecnosci w miescie Adelaide w Australii. A ze nigdy nie bylem w tamtych stronach swiata, wiec polaczylem te wymagania z wakacjami w Indonezji. A wiec po kolei:

    (1) TLH-ATL, czyli zabi skok, srednio 30-40 minut lotu. Canadair 200 Delty. Wylot o czasie wczesnym popoludniem, nie ma o czym pisac. „Regional jets” zawladnely juz calkowicie rynek krotkich polaczen. Na tej konkretnej trasie, 10 lotow dziennie malymi jetami i jeden przy uzyciu MD88.

    (2) ATL-LAX. Troche dluzszy lot, ok. 4.5 godzin. B767 Delty, klasa ekonomiczna. Samolot pelen; nie udalo sie dostac „upgrade’u” do pierwszej. Nie szkodzi, to dopiero poczatek podrozy. Poniewaz w ekonomiku juz od dawna nie karmia, kupilem kanapke na lotnisku i zrealizowalem kuponik na wino, ktore to kuponiki Delta co pewien czas rozsyla na pocieszenie swym wiernym klientom. W sumie wiec bylo niezle. Samolot z monitorkami w siedzeniach, ale filmy platne. Przez chwile zastanawialem sie, czy nie zaplacic US $6.00 za „Ghostwritera” Polanskiego, ktorego wczesniej nie widzialem, ale (a) jest to sprzeczne z zasada, zeby nie placic, poza tym (b) spac mi sie zachcialo, wiec wolalem sie zdrzemnac. W Los Angeles bylismy o czasie, tuz przed zachodem slonca.

    4 godziny do zabicia w LAX; jakos sie dalo zniesc. Wykupilem internet, usiadlem w barze i jakos te godziny przeszly.

    (3) LAX-SYD. Dosc nowe polaczenie Delty, uruchomione chyba rok-dwa temu. B777-200LR, tym razem upgrade do biznesu. Pierwszy raz w tzw. „herringbone” czyli szkieleciku od sledzia, bo tak sa ustawione siedzenia. Troche glupie wrazenie podczas startu, bo siedzi sie pod katem w stosunku do kierunku lotu, ale u gory po rozlozeniu fotela w plaskie lozko, jest super. A, jeszcze inny efekt uboczny: niedmiennie sie patrzy w oczy wchodzacych do samolotu pasazerow ekonomii. Troche poczucia winy jednak na dnie duszy sie zachowalo, zwlaszcza ze sam za biznes nie zaplacilem.

    No tak, biznes-klasa Delty lata sie inaczej niz ekonomia. Powitalny drink przed startem, a jakze. Potem wina do wyboru i koloru i to naprawde niezle. Trzy posilki na pokladzie: bardzo elegancko podane i autentycznie smaczne. Najpierw kolacja okolo polnocy czasu kalifornijskiego, potem przekaska w srodku nocy gdzies nad Pacyfikiem, a na koniec sniadanie przed ladowaniem w Sydney. Fotel super wygodny, po kolacji, wspomozony dobrymi winami rozlozylem do pozycji plaskiej, przytulilem sie do poduszki, przykrylem koldra, bo taka tez daja i udalem w objecia Morfeusza. Spalem moze 5-6 godzin, ale jak sie ocknalem byl dalej srodek nocy i my gdzies w okolicy Tahiti. Co tu robic o tej porze? Zjadlem ofiarowana przekaske, posluchalem muzyki, popilem winkiem i wrocilem do Morfeusza. Chyba pobilem swoj rekord: dobre 9-10 godzin snu podczas prawie 15-godzinnego lotu.

    Ladowalismy w Sydney wczesnym rankiem, w pieknej choc chlodnej pogodzie (byl to sierpien, czyli zima). Odprawa graniczna i celna sprawna, bagaz juz czekal i teraz co dalej?

    Wykupilem bylem osobny bilet z Sydney do Melbourne na linie Virgin Blue, czyli ichniejszy low-cost. Bilet wiazany byl absurdalnie drogi; uznalem, ze nawet jak sie lot z LAX spozni, to strata bedzie niewielka. Oplacilem z gory jedna walizke, ale i tak kazali mi przy odprawie zaplacic ekstra $15 za cos, do dzis nie wiem za co. Moze za check-in, ktorego nie moglem z oczywistych powodow zrobic on-line? W kazdym razie oplata ta objela rowniez transfer autobusem z terminala miedzynarodowego na krajowy po drugiej stronie lotniska.

    (4) SYD-MEL. Virgin Blue, Embraer 170. Jak na low-cost, wrazenia pozytywne. Samolot nowy i schludny, obsluga mila i na poziomie. Za wszystko sie oczywiscie placi, ale o tym juz kazde dziecko wie.

    W Melbourne pogoda dla odmiany deszczowa. Troche nas potrzymali w holdingu, tak ze opoznienie wynioslo ok. 40 minut, ale to juz byl koniec podrozy, wiec nie mialo to znaczenia. Autobus do centrum miasta, potem taksowka do hotelu i koniec tego etapu podrozy, ok. 36 godzin ciurkiem. Wieczorem spotkanie ze znajomymi, ktorzy nie mogli sie nadziwic, ze w ogole funkcjonuje. Nastepnego zas dnia pelen rozklad pracy. No tak, ale gdyby nie Delta i jej upgrade system, byloby duzo, duzo gorzej.

    (5) MEL-ADL. Virgin Blue, B737. Wrazenia podobne, jak powyzej. Tym razem zrobilem check-in on-line, wiec nic nie kazali doplacac. Miedzy Melbourne a Adelaide polgodzinna roznica miedzy strefami czasu. Troche to dziwne, dlaczego akurat pol godziny?

    (6) ADL-SYD Virgin Blue, B737. Tym razem lot opozniony o dobre poltorej godziny, ale to bez znaczenia. Ladowanie w dosc paskudnej, mzystej pogodzie, ale bezproblemowe. Pociag do srodmiescia i hotel. Z wyjscia na miasto zrezygnowalem z powodu pogody. Nadrobilem nastepnego dnia: Sydney zdecydowanie najbardziej mi sie podobalo z trzech zaliczonych australijskich miast.

    Album ze zdjeciami z Australii:

    http://home.comcast.net/~jurek_k/travels/Australia_2010.html

    c.d. nastapi

    jrk

  2. #2

    Dołączył
    Aug 2008
    Mieszka w
    Mountain View, CA

    Domyślnie TLH-ATL-LAX-SYD-MEL-ADL-SYD-CGK-YOG-DPS-HGK-DTW-ATL-TLH cz. 2

    Cz. 2.


    (7) SYD-CGK (Dzakarta), Garuda, A330. Byl okres, kiedy Garuda miala zakaz ladowan w Unii Europejskiej, ale to zdaje sie juz miniona historia. Odprawa na lotnisku Kingsford OK, ale musialem czyms podpasc groznie wygladajacej Indonezyjce, bo wyladowalem w ostatnim rzedzie pierwszej kabiny, gdzie siedzenia sie ledwo pochylaja. Poza tym jednak na pokladzie wszystko bylo w porzadku i sam lot, nie taki znowu krotki, bo prawie 8-godzinny, dalo sie zniesc. Jedzenie OK, wino dolewane na zyczenie. IFE dzialalo i udalo mi sie w koncu obejrzec „Ghostwritera”, gratis! W Dzakarcie trzeba najpierw wykupic wize, a potem odstac swoje w kolejce do kontroli paszportow, gdzie panuje lekki bajzel, ale nie przesadzajmy, wiemy gdzie jestesmy i nie mamy zbyt wygorowanych oczekiwan. Potem szybki marsz do krajowej czesci lotniska i kontrola bezpieczenstwa w wersji indonezyjskiej. Poniewaz w ostatniej chwili kupilem w Sydney w duty-free butelke wina, bylem prawie pewien, ze mi ja zabiora, ale gdzie tam! Dwoch obslugujacych maszyne tubylcow bylo zbyt zajetych konwersacja miedzy soba. Mysle, ze i kalasznikow w bagazu by przeszedl.

    (8) CKG-YOG (Dzokdzakarta). Kiedys dawno temu myslalem, ze Dzakarta i Dzokdzakarta to to samo miasto. Nieco pozniej sie dowiedzialem, ze jednak nie. Pierwszy okolo godzinny lot krajowy Garuda calkowicie w porzadku i o czasie. B737 czysty, schludny, stewardessy usmiechniete i sympatyczne.

    (9) YOG-DPS (Denpasar, Bali). Garuda, B737. Te same wrazenia co powyzej, z wyjatkiem prawie godzinnego opoznienia, co bylo bez znaczenia, jako ze czasu bylo mnostwo. Przyloty w DPS raczej ciasne i chaotyczne, zwazywszy liczbe lotow miedzynarodowych obslugiwanych szerokokadlubowymi samolotami, przypomnialo mi Okecie w minionych czasach.

    A tutaj widoczek z tego lotu: jeden z wulkanow na Jawie, prawdopodobnie Mt. Serapu.

    http://tiny.pl/h9bcd

    (10) DPS-HGK, Cathay Pacific, A330. Juz tu raz opisalem ten lot, ale niech tam, wywnetrze sie jeszcze raz. Mialem kilka wersji powrotu do USA, m.in. China Airlines przez Taipei, Garuda przez Nagoje, ale wybralem Cathay, bo tyle dobrego o nich slyszalem. Klopoty zaczely sie jeszcze przed lotem, kiedy probowalem wybrac sobie miejsce w samolocie. Internetowy system nie rozpoznawal rezerwacji. Przez telefon udalo sie ustalic, ze rezerwacja jest jak najbardziej, ale poniewaz bilet jest zbyt tani, wiec mi miejsca przed lotem nie przydziela. Bilet byl wiazany na Cathay i Delta, sprzedany przez Orbitz za calkiem przyzwoita sume; nic nie bylo o ograniczeniach. Ale OK, odprawa w DPS i znow musialem komus podpasc, bo miejsce w tym samym ostatnim rzedzie, co w Garudzie, z nieodchylanymi fotelami. Zaraz po wejsciu do samolotu dwoch Chinczykow omal sie pobilo, nie wiem o co. Okrzyki i gesty jak w filmach z Brucem Lee. Personel zniknal i nie interweniowal. W koncu jakos sie tam uspokoili. W kabinie zimno jak na Syberii. Prosze stewarda o koc. „Nie ma. Mamy za malo kocow.” Kolacja chyba najbardziej chaotyczna, jaka widzialem w ostatnich latach. Wozek co chwile wracal do przodu kabiny, nie wiadomo dlaczego. W rezultacie ostatnie 2 rzedy kabiny, w tym moj, w ogole nie zostaly obsluzone. Na szczescie zareagowali na dzwonek i kolacje doniesli. Jakosc jedzenia zupelnie przecietna. Hmmm, i to jest ten wspanialy Cathay? Zeby dopelnic wrazenia, obok mnie, po drugiej stronie przejscia, siedzial ciezko chory mezczyzna. Nie wiem, co mu bylo, ale byl ledwo przytomny. Opiekowala sie nim mloda kobieta, chyba corka. Owze nastawal, aby swa bosa stope trzymac na podlokietniku kobiety, ktora siedziala przed nim, co tej sie specjalnie nie podobalo. Nie dziwie sie jej. Kolejny konflikt. Niby to juz nie wina Cathaya, ale w sumie gdybym nie przespal ok. 3 godzin z tego 5-godzinnego, nocnego lotu, bylby on raczej koszmarny. Z ulga wysiadalem w Hong Kongu.

    Nowe (stosunkowo, ile to juz lat?) lotnisko w HGK imponujace. Ustawilem sie w kolejce do transferu, ale nie mam karty wstepu na nastepny lot, wiec trzeba szukac stanowiska transferowego Delty. Coz, kiedy takiego stanowiska nie ma. Trzeba wyjsc na zewnatrz, do odprawy. Nikt mnie o tym nie uprzedzil. Ciekawe, ja by sobie poradzil ktos, od kogo Chinczycy wymagaja wizy? Na szczescie stanowiska odprawy granicznej byly puste, urzednicy chlodni ale uprzejmi i mnie bez slowa wypuscili.

    (11) HGK-DTW. Delta, B777-200LR. Najnowsze polaczenie Delty, pierwszy lot chyba miesiac przede mna. Stad zapewne brak stanowiska tranzytowego tej firmy; jest to jedyny jej lot z i do HGK. Odprawa sprawna i kompetentna; dostaje upgrade do biznesu, wiec znowu przyzwoite lozko.

    Fotel przed rozlozeniem:

    http://tiny.pl/h9bws

    I po rozlozeniu jako lozko:

    http://tiny.pl/h9bw6

    Przyda sie po poprzedniej nocy jak znalazl. Dostaje, juz na pokladzie, nowy kwit bagazowy na swoja walizke nadana w DPS. Nie wiem po co, ale nie mam co protestowac. Grunt, ze walizka w koncu doleciala ze mna (ani jednego problemu z bagazem w ciagu calej podrozy!). Jakos nie dotarlo do mnie wczesniej, ze trasa z Hong Kongu do Detroit nie wiedzie nad Pacyfikiem. I rzeczywiscie, zaraz po starcie samolot skrecil ostro na polnoc, nad Chiny a potem nad Syberie. Niestety, tamze niebo sie zachmurzylo, wiec z trasy polarnej niewiele widzialem (a ciekawilo mnie, ile jest wody wzdluz wybrzeza Syberii), zreszta trzeba bylo wyrownac deficyt snu. Trzy posilki na trasie, wszystkie smaczne i elegancko podane. Lozko znakomite (patrz nizej). Gniazdko do ladowania laptopa trudno bylo znalezc, ale bylo. Wejscie USB tez, choc nie bardzo wiem, po co ono. Filmow i muzyki na IFE bez liku i dobre. W sumie jeszcze wyzszy standard, niz rok temu z Tokio do Atlanty na pokladzie B747 Delty, rowniez w biznesie. Az dziw, ze linia niezbyt znana w wysokiego standardu, trzyma klase i to w sposob powtarzajacy sie, a wiec nie przez przypadek. Jedyny moze wyjatek, to stewardessy, dla ktorych usmiech jest zjawiskiem nieznanym. Juz predzej mozna takie usmiechniete spotkac na trasach krajowych, choc tez rzadko. Ale kompetentne byly i nas nie zaniedbywaly. Gdy obudzilem sie w nocy i poprosilem o przekaske, zaraz ja dostalem wraz z oferta napoju. Wzialem wode, ale pomyslalem sobie, ze jeszcze tyle godzin lotu, ze moze jednak cos innego. „Czy o takiej porze pije sie wino?” zapytalem stewardessy. „Na tym locie, jak najbardziej, o kazdej porze.” Po czym mi przyniosla. Ladowalismy w Detroit o czasie. Pierwszy raz w DTW; calkiem ladne i funkcjonalne lotnisko, choc samo miasto ma w USA jak najgorsza opinie. Duzy ruch B747 Delty, wszystkie juz przemalowane z dawnych barw Nothwestu; w Atlancie spotkac takiego to rzadkosc.

    (12) DTW-ATL. Delta, B737. Po takim locie, jak powyzszy, kazdy lot krajowy bedzie nieciekawy. Ale to tylko poltorej godziny i w Atlancie dosc czasu na przesiadke, zeby zaabsorbowac godzinne spoznienie. Bez wiekszych wrazen.

    (13) ATL-TLH. Delta, MD88. Jedyny lot dziennie na tej trasie obslugiwany nie przez regional jet. Zdecydowanie wole MD od CRJ. Poza tym jest pierwsza klasa, a Delta, zeby zrobic juz ostatnia przyjemnos tej podrozy, zafundowala mi znowu upgrade. Jestem pod wrazeniem; tak sie dba o lojalnych klientow.

    Ponizej album zdjec z Jawy i Bali:

    http://tiny.pl/h9bwz

    jrk

  3. #3
    Awatar voyager747

    Dołączył
    Jan 2007
    Mieszka w
    WAW

    Domyślnie

    będą jakieś zdjęcia z samolotami ?

  4. #4
    Awatar cart

    Dołączył
    Aug 2008
    Mieszka w
    Warszawa

    Domyślnie

    W jaki sposób dostajesz te upgrade do C?
    Moje podróże - http://www.piotrwasil.com


  5. #5
    Awatar maniekklb

    Dołączył
    Mar 2008
    Mieszka w
    Ponta Delgada

    Domyślnie

    Fajna relacja, ciekawa podróż, tylko szkoda, że brak zdjęć samolotów.

    Nowy port w Hong Kongu został otwarty w 1998 roku.
    Kod IATA dla lotniska w HK jest HKG, a nie HGK, tak jak pisałeś.
    Pozdrawiam, miłośnik awiacji :)


  6. #6

    Dołączył
    Aug 2008
    Mieszka w
    Mountain View, CA

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez cart Zobacz posta
    W jaki sposób dostajesz te upgrade do C?
    Udaje mi sie utrzymywac status "gold". Na trasach krajowych upgrade'y sie urzedowo naleza (o ile sa miejsca). Na transoceanicznych sie w zasadzie nie naleza, wiec usmiech do odprawiajacej mnie pani/panienki. Dziala czesciej niz nie. Na trasach transatlantyckich mam gorszy "record", ale tez loty krotsze. Nastepny raz w grudniu; zobaczymy co wtedy ;-)

    jrk

  7. #7
    Awatar cart

    Dołączył
    Aug 2008
    Mieszka w
    Warszawa

    Domyślnie

    Dziś wróciłem z Chicago i 2 gości ode mnie z firmy też dostali upgrade do C, ale w SWISS (obaj *G). Co ciekawe, dwa miejsca w Y byly puste - jedno obok mnie przy awaryjnym i za mną.
    Ciekawe, kiedyś myślałem, że upgrade dają tylko przy pełnym Y.
    Moje podróże - http://www.piotrwasil.com


  8. #8

    Dołączył
    Aug 2008
    Mieszka w
    Mountain View, CA

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez maniekklb Zobacz posta
    Fajna relacja, ciekawa podróż, tylko szkoda, że brak zdjęć samolotów.

    No tak, wiem, ze nie spelniam oczekiwan :-( ale z zasady zdjec w kabinie nie robie. Na zewnatz zas, wszystko i tak juz obfotografowali lepsi ode mnie.

    Po namysle, sa jednak wyjatki od tej reguly, jesli stewardessa atrakcyjna, ma ladny usmiech i nie ma nic przeciwko:




    (W tym przypadku: Thai Airlines, A300-600 Bangkok-Bangalore, 2004).

    Nowy port w Hong Kongu został otwarty w 1998 roku.
    Kod IATA dla lotniska w HK jest HKG, a nie HGK, tak jak pisałeś.
    Dysleksja, przepraszam.

    jrk

  9. #9
    Awatar pawi81

    Dołączył
    Apr 2009
    Mieszka w
    EPPL

    Domyślnie


    Polecamy

    Mimo iż zdjęć nie ma, ciekawie się czytało
    Dzięki za obszerną relację
    Pozdrawiam, PAWi / www.lubiepodroze.eu - blog o podróżach i turystyce

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •