Pokaż wyniki od 1 do 10 z 10
Like Tree4Likes
  • 4 Post By Asta

Wątek: 02.2011 POZ – BGY – MAD – OPO – VLC – MAD – PMI – MAD – BGY – POZ

  1. #1
    Awatar Asta

    Dołączył
    Jan 2007
    Mieszka w
    Bydgoszcz

    Domyślnie 02.2011 POZ – BGY – MAD – OPO – VLC – MAD – PMI – MAD – BGY – POZ


    Polecamy

    Wszystko zaczęło się od pomysłu babci i dziadka, abyśmy w ferie polecieli gdzieś na 5-6 dni. Szukając lotów udało mi się znaleźć w promocyjnej cenie POZ – BGY – MAD – BGY – POZ na 6 dni. Jednak korzystając z bogatej siatki połączeń Ryana z Madrytu dodałem do tego dwie wycieczki – jednego dnia do Porto i Walencji, a drugiego na piękną Majorkę. Pomysł został zaakceptowany i pod koniec 2010 roku zabookowałem bilety dla babci, cioci, kuzyna i siebie.

    1. POZ – BGY
    05.02.2011
    14:30 – 16:15
    FR8843, EI-DHH, 1A

    Dla mnie podróż rozpoczęła się dzień wcześniej, gdy przyjechałem z Bydgoszczy do Inowrocławia. Po spakowaniu wszystkiego w bagaż podręczny (co oczywiście najtrudniejsze było dla babci oraz cioci) ruszyliśmy następnego dnia do Poznania. Po spokojnej, ponad dwugodzinnej drodze dotarliśmy na Ławicę, która z racji małej oferty Portu Lotniczego w Bydgoszczy stała się moim głównym lotniskiem i z niej ostatnio najczęściej korzystam. Po dojechaniu do Poznania i wysadzeniu dwóch pasażerek na lotnisku wybrałem się do Quantasa, aby u niego zostawić samochód. Po dojechaniu na lotnisko już jego samochodem, pogadaliśmy sobie jeszcze z 15 min co tam słychać w świecie lotniczym i po pożegnaniu, razem z resztą wycieczki przekąsiliśmy coś jeszcze w barze i ruszyliśmy do kontroli bezpieczeństwa. Nie było praktycznie żadnej kolejki i szybko dostaliśmy się do hali odlotów, która na poznańskim lotnisku nie robi zbyt dużego wrażenia. Wziąłem sobie magazyn lotniskowy „Ławica” i zacząłem w nim szukać swojego zdjęcia przedstawiającego samolot, który przyleciał do Poznania z najlepszą piłkarską włoską drużyną – Juventusem. Akurat w tym czasie wylądował prawie sześcioletni samolot z Bergamo i rozpoczął się szalony bieg ludzi do bramki. Siedziałem w takim miejscu, że ustawiłem się praktycznie na końcu kolejki, co jednak spowodowało, że z autobusu wysiadałem jako pierwszy. Przy gate'cie była kontrola bagażu, jednak gdy złapali 2 osoby znad przepisowym bagażem to odpuścili sobie dalszą kontrolę. Po wyjściu z autobusu spotkałem kolejnego członka Wlkp_Spotters, tym razem był to Kawa, który akurat opiekował się naszym lotem. Z racji obowiązków Piotrka czasu na rozmowę było zdecydowanie mniej. W samolocie zająłem miejsce 1A, aby mieć dużo miejsca na nogi i porobić zdjęcia Alp w czasie podejścia do Bergamo. Po safety demo i krótkim kołowaniu do pasa 29 wystartowaliśmy w kierunku Włoch. Mimo bardzo silnego wiatru, nie było to praktycznie odczuwalne podczas startu i cały lot był bardzo spokojny. Krótko po starcie rozpoczęły się wszystkie serwisy – na pierwszy ogień poszedł wózek z jedzeniem i piciem, a potem zdrapki, perfumy i pełno różnych rzeczy jak e-papierosy i jakieś karty do telefonów. Kilka zdjęć z lotu:







    "Latające góry"



    Po ładnym lądowaniu deboarding odbył się przez autobusy. Na płycie oprócz Ryanów stał Fokker-50 z włoskim regiem i dwa DHLy. Po wyjściu z hali odlotów kupiliśmy 4 bilety do Bergamo na autobus, który miał nas zawieźć do stacji kolejki i ruszyliśmy na przystanek. A tam czekaliśmy, czekaliśmy, czekaliśmy i autobusu dalej nie było… Po raz kolejny okazało się, że rozkłady jazdy we Włoszech nie mają dużo wspólnego z rzeczywistością i gdy w końcu autobus zbliżał się do przystanku, zobaczyłem kilka osób w dresach piłkarskiej drużyny AC Bari, które wychodziły z terminala. Szybko skojarzyłem tą drużynę z dwoma zawodnikami – Sergio Almironem (byłym zawodnikiem Juventusu) i Kamilem Glikiem (nadzieją polskiej reprezentacji na pozycji środkowego obrońcy). Po chwili wyszli obaj zawodnicy i chętnie (Alimiron) oraz mniej chętnie (Glik) zgodzili się na zdjęcia. Oprócz nich złapałem jeszcze Okakę (były zawodnik Romy) i rozpoczęliśmy czekanie na kolejny autobus. Tym razem pojawił się szybciej i ruszyliśmy do Bergamo.

    Sergio Almiron



    Kamil Glik



    Okaka



    W Bergamo standard, czyli autobusem pojechaliśmy na stację kolejki, którą wjechaliśmy do citta alta i potem wybraliśmy się na krótki spacer po tym bardzo urokliwym miejscu. Naszym pierwszym celem była moja ulubiona pizzernia, ale niestety tak jak większość miejsc tego dnia była zamknięta z powodu urlopu. Ostatecznie trafiliśmy do innego miejsca, gdzie zjedliśmy bardzo dobre włoskie przysmaki. W całym Bergamo było dużo włoskich flag z powodu okrągłej rocznicy zjednoczenia Włoch. Niestety czas szybko minął i wróciliśmy kolejką w dół, aby wrócić na lotnisko. W informacji przy kolejce dowiedziałem się, że następny autobus jest spodziewany za prawie godzinę, jednak na szczęście przyjechał po 5 minutach. Kilka zdjęć z Bergamo:









    2. BGY – MAD
    05.02.2011
    21:25 – 23:55
    FR 5996, EI-DCP, 17F

    Na lotnisku byliśmy ponad dwie godziny przed odlotem, więc mieliśmy naprawdę dużo czasu do odlotu. Po przyjeździe na lotnisko kupiłem w kiosku magazyn „Hurra Juventus” i poszliśmy w stronę kontroli bezpieczeństwa. Tutaj jak zwykle była kontrola tego, czy bagaż jest ok, ale na szczęście wszyscy ponownie ją przeszliśmy bez żadnych problemów. Hala odlotów po remoncie w Bergamo prezentuje się bardzo dobrze i naprawdę można tam miło spędzić czas czekając na odlot. Poszliśmy do McDonaldsa, a tam kolejna spotkana tego dnia piłkarska drużyna, występująca w serie b Pescara Calcio. Szybki telefon do znajomego kibica Juve, żeby sprawdził w necie czy jakiś gracz Juve jest tam wypożyczony, ale ostatecznie okazało się, że niestety żadnego ex-Juventino tam nie ma. Gdy siedziałem na lotnisku, akurat w bydgoskiej telewizji był materiał o bydgoskich spotterach w którym był wywiad ze mną. Na szczęście dzięki YT mogłem zobaczyć go po powrocie do Bydgoszczy:



    Po wypiciu obrzydliwej Fanty (zdecydowanie najgorsza jaką piłem w życiu) ruszyliśmy do bramki. Czekał już na nas ponad sześcioletni samolot, do którego dostaliśmy się na nogach. Tym razem zająłem miejsce 17F. Ten lot również okazał się bardzo spokojny, a z racji tego, że do Madrytu był bardzo późny przylot to kolację zjadłem w samolocie – wybór padł na makaron z serem. Dosyć dobre, ale takie jakieś bez szczególnego wyrazu. Lot był ciekawy przez jednego ze stewardów, który miał ogromną przyjemność ze swojej pracy i podczas serwisów robił „show” poprzez różne miny i śmieszne zachowanie. Bardzo pozytywna rzecz. Lądowanie ponownie było bardzo spokojne i 40 min przed planowanym przylotem wylądowaliśmy w Madrycie. Jednak czekało nas jeszcze 20 minutowe kołowanie i ostatecznie w terminalu byliśmy o planowej godzinie przylotu. Tym razem udało mi się zrobić zdjęcie w kokpicie, a co ciekawe do deboardingu dostępne były tylko tylne drzwi, a przy wyjściu bardzo pozytywny steward życzył mi miłego pobytu w Madrycie i podał mi rękę.



    Do terminalu dojechaliśmy autobusami. Od bramek w Terminalu 4 do metra jest dosyć długi kawałek, na szczęście cały czas są ruchome chodniki co znacznie przyspiesza drogę. Bilet na metro kosztuje 1 euro, ale jadąc z albo na lotnisko trzeba dokupić dodatkowy specjalny bilet za kolejne 1 euro. Do hostelu w sumie jechaliśmy z 2 przesiadkami i w końcu po małych problemach ze znalezieniem wejścia do hostelu trafiliśmy po 2 w nocy. Czekała nas tam niespodzianka, ponieważ według hotelworld.com łazienka miała być wspólna, a jednak była w naszym pokoju.

    06.02 Madryt


    Naszym pierwszym celem był Estadio Santiago Bernabeu, aby zwiedzić stadion i kupić bilety na wieczorny mecz. Dojechaliśmy tam metrem, które w Madrycie jest ogromne – ma ponad 260 stacji! Sam stadion robi wielkie wrażenie, obiekt otwarty w 1947 roku mieści ponad 80 000 kibiców. Za 16 euro można wykupić zwiedzanie stadionu, czyli wejście na trybuny, przejście koło murawy, aby następnie zobaczyć jak to jest być Jerzym Dudkiem i można usiąść na ławce rezerwowych. Później jest loża VIP, szatnie (jeśli nie jest to dzień meczowy, a niestety u mnie był) oraz muzea Realu. Ogólnie dla kibica piłki nożnej pozycja pt. „trzeba zobaczyć” w Madrycie.







    Na brak wygody Dudek narzekać nie może.



    Po zwiedzaniu, wizycie w sklepie Realu (niesamowitego zwłaszcza dla kuzyna, kibica Realu) i zakupieniu biletu, tego dnia czasu wystarczyło już tylko na dworzec kolejowy Atocha, który jest na pewno najbardziej niesamowitym dworcem kolejowym, jaki widziałem w życiu. Znajduje się tutaj około 400 typów roślin oraz żółwie. Robi to wszystko ogromne wrażenie. To właśnie na tym dworcu w 2004 roku były zamachy terrorystyczne.









    Po krótkim odpoczynku w hostelu ruszyliśmy na mecz, który co tu dużo mówić… był wielkim przeżyciem. Choć na trybunach atmosfera mocno piknikowa, to jednak ciężko jest opisać to, co się działo na boisku. Ilość pięknych zagrań i niesamowitych akcji była równa ilości takich zagrań w kilku kolejkach polskiej ekstraklasy. Ostatecznie mecz zakończył się bardzo efektownym zwycięstwem Realu 4-1, a dziennikarze po meczu zgodnie przyznali, że było to najlepsze spotkanie Realu w 2011 roku.



    Po meczu przyszedł czas na kolację i talerz najbardziej tradycyjnej madryckiej potrawy, czyli jamon. Tutaj są nawet muzea tej szynki!

    07.02 Madryt

    Drugi dzień w Madrycie przeznaczyliśmy na długi spacer, podczas którego zobaczyliśmy najważniejsze atrakcje turystyczne Madrytu. Jak później wyliczyłem w Google Earth tego dnia przeszliśmy w sumie prawie 12 km, zaliczając wszystkie wcześniej ustalone punkty wycieczki. Zaczęliśmy od Palacio Real, który jest pałacem królewskim. Największe wrażenie robią bogato zdobione wnętrza, w których niestety jest zakaz fotografowania.









    Później wybraliśmy się na spacer w kierunku dwóch głównych placów Madrytu – bardziej efektownego plaza major i drugiego, który mnie trochę zawiódł, czyli plaza sol. Skręciliśmy na moment w handlową dzielnicę i następnie kontynuowaliśmy nasz spacer w kierunku parku retiro, mijając przy okazji imponujący budynek hiszpańskiej poczty.








    Poczta główna:





    Sam park retiro zajmuje powierzchnię 120 hektarów i stanowi fantastyczne miejsce na wypoczynek w środku zatłoczonego Madrytu. W parku znajdowały się tysiące ludzi, a większość z nich uprawiły jakieś sporty z bieganiem i jazdą na rolkach lub rowerze na czele. Po zregenerowaniu sił w parku wybraliśmy się do muzeum Prado, zapominając, że był poniedziałek…









    Trochę rozczarowani ruszyliśmy w drogę powrotną do hotelu, zatrzymując się tylko na obiad (w moim przypadku padło na seefood paellę, która była naprawdę dobra). Na tym zakończyliśmy zwiedzanie Madrytu, szykując się do kolejnych lotów…

    3. MAD – OPO
    08.02.2011
    09:15 – 09:30
    FR5482, EI-DPJ, 17A

    Tym lotem rozpoczęliśmy maraton, czyli w sumie 7 lotów w 3 dni. Na pierwszy ogień został rzucony lot 5482 do Porto. Z racji tego, że nie wiedzieliśmy jak dużo czasu zajmie nam dostanie się na lotnisko w godzinach porannych, wzięliśmy bardzo duży zapas czasu, aby dostać się na Barajas i na lotnisku zameldowaliśmy się ponad 2 godziny przed planowanym odlotem. Do security kolejka była mała i szybko dostaliśmy się do strefy odlotów, która na lotnisku w Madrycie jest POTĘŻNA. Na szczęście nasz gate był dosyć blisko i po dokładnym zlokalizowaniu jego położenia, wybraliśmy się do jedynego otwartego w tym momencie baru, aby zjeść śniadanie i wypić gorącą czekoladę. Po ponad godzinie poszliśmy do naszej bramki i zobaczyliśmy już dosyć dużą kolejkę pasażerów naszego lotu. Zgodnie ze zwyczajem w Madrycie, pracownik lotniska przechodził przez kolejkę jeszcze przed boardingiem, aby przedrzeć kartę pokładową, co znacznie przyspiesza cały proces wchodzenia na pokład. Do samolotu dostaliśmy się z rękawa. Zająłem miejsce po lewej stronie samolotu w drugim rzędzie wyjść awaryjnych przy skrzydle. Po około 10 minutowym kołowaniu znaleźliśmy się na pasie i po krótkim rozbiegu - w powietrzu.



    Sam lot był bardzo spokojny, choć niestety zawiodłem się trochę podejściem do Porto, ponieważ liczyłem na podziwianie widoków miasta oraz oceanu. Niestety podeszliśmy od strony północnej.



    Terminal w Porto jest nowoczesny, wygląda na oddany do użytku przed Euro2004. Również z powodu tej imprezy z lotniska do miasta (oraz na stadion) można dostać się metrem. Nazwa metro jest użyte trochę na wyrost, ponieważ w Polsce taki środek transportu nazywa się tramwajem. Pojechaliśmy tym tram..yyy metrem na stację Trindade i poszliśmy na główną ulicę Avenida dos Aliados, która przypomina praskie Vaclavske Namesti. Niestety, pogoda była daleka od spodziewanej i trochę marzliśmy. Spodziewaliśmy się temperatury zdecydowanie cieplejszej, jednak na szczęście później słońce wyszło i było całkiem przyjemnie. Po głównej ulicy ruszyliśmy na imponujący most, przez którego przejście robi wrażenie. Można z niego podziwiać piękną panoramę Porto, które jest bardzo klimatycznym miastem.



    Po przejściu mostu zeszliśmy na brzeg rzeki urokliwą dzielnicą, niestety trwał tam właśnie remont, co trochę psuło atmosferę tego miejsca.







    Po krótkim spacerze i odpoczynku w okolicach miejsca produkcji słynnego na całym świecie wina Porto i winiarni Calem, wróciliśmy na drugą stronę rzeki Duomo w celu zjedzenia obiadu i wypicia Porto. Trafiliśmy bardzo dobrze, ponieważ zjadłem tam jedną z najlepszych ryb w życiu, której nazwy niestety nie pamiętam.

    Porto w Porto.



    Po obiedzie przyszedł czas na krótki spacer w stronę stacji metra Trindade i tym samym nasz czas w Porto dobiegł końca. Choć spędziłem tutaj tylko kilka godzin to bardzo cieszę się, że mogłem wrócić do miasta, w którym zakochałem się podczas wizyty w 2009 roku. Na stacji metra był monitor z tablicą odlotów lotniska, razem z temperaturą w miejscu docelowym. Mała rzecz, a naprawdę bardzo pomocna.

    4. OPO – VLC
    08.02.2011
    15:20 – 17:55
    FR4594, EI-DPJ, 20DEF

    Na lotnisku byliśmy niewiele ponad godzinę przed odlotem. Tak samo jak po przylocie, tak jak i przy odlocie terminal w Porto robi naprawdę dobre wrażenie. Krótko po przejściu kontroli rozpoczął się boarding, tym razem byłem praktycznie na końcu kolejki ,co niestety spowodowało , że nie udało mi się zrobić zdjęcia kołującego EasyJet’a dosyć blisko osób, którzy byli na początku kolejki. Ku mojemu zaskoczeniu drugi lot tego dnia odbył się tym samym samolotem, ale już z inną załogą. Tym razem zająłem 3 miejsca w 20 rzędzie i cały godzinny lot przespałem, budząc się krótko przed lądowaniem w VLC.

    YouTube - Ryanair departure from Porto to Valencia

    Udało mi się też wejść do kokpitu, jednak F/O powiedział, żebym nie publikował zdjęć na YouTubie. Nie wiem czy związku z tym mogę na JetPhotos? Terminal w Walencji jest stary i pewnie to jest powód tego, że obok buduje już się nowy. Ponieważ mieliśmy w Walencji tylko 3-4 godziny to jak najszybciej poszliśmy na metro, aby pojechać do centrum. Tym razem już prawdziwym metrem jechaliśmy około 20 minut i wyszliśmy w samym centrum miasta, niedaleko dworca kolejowego. Ruszyliśmy w jakąś ulicę i przeżyliśmy szok – niesamowite miasto! Przepiękne, zadbane kamienice i szerokie ulice robiły bardzo pozytywne wrażenie.







    Zrobiliśmy dosyć duży spacer po centrum, ja zjadłem jeszcze bardzo dobre churros i wróciliśmy do metra, aby wrócić na lotnisko.
    5. VLC – MAD
    08.02.2011
    21:15 – 22:10
    FR5304, EI-EKO, 17F

    Na lotnisku byliśmy lekko ponad godzinę przed odlotem i po przejściu kontroli zjedliśmy coś w barze i ustawiliśmy się w kolejce do bramki. Co ciekawe, zaczęli wpuszczać do samolotu już około 40 minut przed odlotem i przez 20 min ktoś jeszcze wchodził. Ostatecznie LF wyniósł około 40% i po krótkim i mało ciekawym locie wylądowaliśmy w Madrycie. Jak najszybciej pojechaliśmy do hotelu, aby wyspać się przed kolejnym dniem. Tym razem naszym celem była Majorka.

    6. MAD – PMI
    09.02.2011
    09:45 – 11:05
    FR2051, EI-DYC, 15F

    Na lotnisku zameldowaliśmy się około godzinę przed odlotem i mimo moich rad o odpuszczeniu sobie jedzenia z powodu braku czasu, poszliśmy jeszcze do baru. Gdy z niego wyszliśmy ciocia oraz babcia poszły do toalety, ignorując moje uwagi, że gdy pójdą, to Majorkę zobaczymy, ale na jakimś filmiku na YouTubie… Gdy doszedłem do bramki właśnie trwała końcówka boardingu i po chwili pan z obsługi lotniska zaczął zamykać gate i pakować wszystkie dokumenty (faktycznie były już 3 minuty po „zamknięciu bramki”, więc miał do tego pełne prawo). Na szczęście był bardzo wyrozumiały i po mojej prośbie poczekał jeszcze chwilę i gdy reszta wycieczki w końcu przyszła, nie robił żadnych problemów z wejściem do rękawa. Mieliśmy naprawdę dużo szczęścia, że znaleźliśmy się w samolocie. Zająłem miejsce 16F i gdy czekaliśmy długo przy rękawie na slota, wykorzystałem fakt, że przede mną były 3 wolne miejsca i szybko tam przeskoczyłem i przespałem cały lot. Obudziłem się krótko przed bardzo twardym lądowaniem na Majorce. Podejście do lotniska trochę mnie rozczarowało, ponieważ było dużo chmur i same widoki nie robiły wrażenia. Po przylocie poszliśmy do informacji turystycznej, aby wziąć mapę Palmy. Następnie skierowaliśmy się na przystanek autobusowy, skąd autobusem numer 1 pojechaliśmy na plac hiszpański. Znajduje się tam przystanek czerwonego piętrowego autobusu, który jest bardzo dobrą opcją na zwiedzanie miasta, w którym nie mamy zbyt dużo czasu. Koszt jednego biletu to 15 euro, autobus ma w sumie 16 przystanków i najlepsze w nim jest to, że bilet jest ważny 24 godziny, więc można na dowolnym przystanku wysiąść, zwiedzić dane miejsce i pojechać następnym autobusem.



    Najpierw przejechaliśmy wzdłuż wybrzeża oraz przystani jachtowej, w której znajduje się ogromna ilość jachtów, a następnie wjechaliśmy na górę, na której znajduje się zamek. Tutaj też zrobiliśmy sobie pierwszy przystanek, ponieważ z zamku można podziwiać fantastyczną panoramę Palmy. Miejsce i widoki bardzo podobne do tych w Alicante i Setubal, w których miałem przyjemność być wcześniej.





    Trochę wygrzaliśmy się na słońcu, które tego dnia dawało dużo ciepła i ruszyliśmy w dalszą drogę autobusem, tym razem do handlowej dzielnicy Porto Pi, gdzie zjedliśmy obiad.





    Po bardzo smacznym obiedzie pojechaliśmy nad morze i tam długą promenadą, a później plażą spacerowaliśmy wzdłuż morza, aby po 2-3 kilometrach zjeść lody. Niestety czas na Majorce zleciał bardzo szybko i po obejrzeniu pięknego zachodu słońca, musieliśmy kierować się w stronę przystanku autobusowego, co zajęło nam około 30 minut.







    Choć ciocia chciała iść na lotnisko na piechotę (grubo ponad 10 km, 3 h do odlotu) to udało mi się ją przekonać, że autobus jest najlepszym środkiem transportu. Ogólnie Palma zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie i mam nadzieję, że niedługo tam wrócę i będę mógł również poznać Majorkę poza tym pięknym miastem.
    7. PMI – MAD
    09.02.2011
    20:45 – 22:05
    FR8843, EI-DPV, 17F

    Sam lot byłby bardzo rutynowy, gdyby nie fakt, że miałem bardzo miłe towarzystwo. Był to Polak, który jest aktualnie na Erasmusie w Madrycie i korzystając z bogatej siatki Ryana poznaje Hiszpanię. Cały lot przegadaliśmy o wielu ciekawych lotniczych i nie tylko tematów. Lot upłynął bardzo szybko i po ponad godzinie wylądowaliśmy w Madrycie. Ponownie bardzo długie kołowanie i byliśmy ponownie w Madrycie. Tym razem deboarding odbył się przez autobusy. Ruszyliśmy szybko na metro, ponieważ od lądowania do odlotu do Bergamo mieliśmy około 8 godzin, a jeszcze czekała nas długa droga do hotelu oraz pakowanie, które przy lotach Ryanair’em jest wyjątkowo trudne.

    8. MAD – BGY
    10.02.2011
    06:00 – 08:15
    FR5991, EI-EKG, 15F

    Pobudka przed 4, o 4:15 przyjechał taksówkarz, który kierunkowskazy w swoim samochodzie uważał za zbędny gadżet oraz nie przejmował się pasami na drodze i jadąc na autostradzie śmiało korzystał ze wszystkich pasów. Po kontroli (w której jak to się stało tradycją babcia miała problemy i zawsze miała jakieś dodatkowe kontrole) usiedliśmy przed samym gatem i wyczekiwaliśmy wejścia na pokład, aby przespać lot. Krótko po starcie zasnąłem i obudziłem się, gdy zniżaliśmy do Bergamo i z coraz większym niepokojem obserwowałem fakt, że widoczna była mgła i przez pewien moment zacząłem obawiać się divertu (swoją drogą gdzie idą samoloty z BGY? Do TRN czy może MXP?), ale na szczęście mimo kiepskiej widoczności udało się wylądować. Po wyjściu ze samolotu ruszyliśmy do Orio Center na zakupy, co ciekawe byliśmy jednymi z pierwszych klientów, a wszystkie sklepy były jeszcze zamknięte. Na szczęście już o 9 zostały otwarte i zacząłem poszukiwania rzeczy Juventusu, zakończone pełnym sukcesem.

    9. BGY – POZ
    10.02.2011
    12:20 – 14:05
    FR8842, EI-DYM, 17F

    Po bardzo udanych zakupach wróciliśmy na lotnisko i po przejściu kontroli w 3 koszulkach i 2 bluzach zakupiłem swoje ulubione pesto o smaku pomarańczowo-tuńczykowym, które jest dostępne w pierwszym sklepie po lewej po wejściu do strefy odlotów. Po zjedzeniu czegoś w McDonald's przeszliśmy do gate i po krótkich problemach ze znalezieniem babci i cioci znaleźliśmy się w samolocie, którym po 1h 30 minutach dolecieliśmy do Poznania. Podejście do Poznania było ciekawe, ponieważ lądowaliśmy na pasie 11, co mi się zdarzyło chyba po raz pierwszy. Po przylocie czekał już na nas Quantas, który zawiózł nas pod samochód i następnie ruszyliśmy do Inowrocławia. W Inowrocławiu byłem około 17, zgrałem zdjęcia, chwilę jeszcze poopowiadałem dziadkowi jak było i około 20 wróciłem do domu z ogromną ilością wspomnień i niewiele mniejszą ilością zdjęć.

    Podziękowania dla babci i dziadka za tak fantastyczną podróż. Dziękuję również Quantasowi za pomoc w Poznaniu oraz wszystkim, którzy doczytali do końca.
    Ostatnio edytowane przez Witek ; 18-02-2011 o 11:31 Powód: :)

  2. #2
    Awatar Corsarz

    Dołączył
    Jan 2007
    Mieszka w
    Bydgoszcz

    Domyślnie

    Very good job my son
    Bardzo fajnie się czytało, akcja wartka i momenty dramatyczne były też (wylot na Majorkę chociażby)
    „Amator martwi się o sprzęt, profesjonalista o kompozycje, a artysta o światło.”

  3. #3

    Dołączył
    Mar 2008

    Domyślnie

    Świetna relacja ! przypomnial mi się od razu dawny wypa ddo madrytu !

  4. #4
    Awatar incorrect_optymist

    Dołączył
    May 2010
    Mieszka w
    Wrocław

    Domyślnie

    Fajna relacja i fajna podróż



    Cytat Zamieszczone przez Asta Zobacz posta
    ...Do security kontrola była mała i szybko dostaliśmy się do strefy odlotów, która na lotnisku w Madrycie jest POTĘŻNA...
    Jak mniemam, wkradł się tutaj mały błąd, i chodziło o kolejkę

  5. #5
    Awatar Canon

    Dołączył
    May 2007
    Mieszka w
    WAW

    Domyślnie

    Relacja super Wspomnienia ożyły

  6. #6

    Dołączył
    Oct 2010
    Mieszka w
    Czestochowa

    Domyślnie

    Świetna relacja, bardzo fajne zdjęcia i wplatane filmiki. A oprócz tego super zagospodarowane 5 dni no i takiej mobilnej babci to tylko pozazdrościć
    A tam na marginesie ile Ty masz wzrostu? Bo jak zobaczyłem zdjęcia z piłkarzami to pierwsza myśl - "niezłe karły". Po czym patrze w wikipedii a tu Kamil Glik ma 190 cm wzrostu. Strzelam, że masz jakieś 210 cm. Jak się mieścisz w Ryanairze?
    PZDR

  7. #7
    Awatar Asta

    Dołączył
    Jan 2007
    Mieszka w
    Bydgoszcz

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Corsarz Zobacz posta
    Very good job my son
    Bardzo fajnie się czytało, akcja wartka i momenty dramatyczne były też (wylot na Majorkę chociażby)
    Hehe, dzięki.

    Cytat Zamieszczone przez Binko Zobacz posta
    Świetna relacja ! przypomnial mi się od razu dawny wypa ddo madrytu !
    Wtedy mieliśmy lepsze zwiedzanie, bo zaliczyliśmy jeszcze szatnię, które teraz były zamknięte.

    Cytat Zamieszczone przez incorrect_optymist Zobacz posta
    Fajna relacja i fajna podróż

    Jak mniemam, wkradł się tutaj mały błąd, i chodziło o kolejkę
    Dzięki. Błąd był i został już poprawiony.

    Cytat Zamieszczone przez Canon Zobacz posta
    Relacja super Wspomnienia ożyły
    Dzięki

    Cytat Zamieszczone przez tomsik Zobacz posta
    Świetna relacja, bardzo fajne zdjęcia i wplatane filmiki. A oprócz tego super zagospodarowane 5 dni no i takiej mobilnej babci to tylko pozazdrościć
    A tam na marginesie ile Ty masz wzrostu? Bo jak zobaczyłem zdjęcia z piłkarzami to pierwsza myśl - "niezłe karły". Po czym patrze w wikipedii a tu Kamil Glik ma 190 cm wzrostu. Strzelam, że masz jakieś 210 cm. Jak się mieścisz w Ryanairze?
    PZDR
    Dzięki za opinię. Wzrostu mam dokładnie 218 cm. W Ryanairze z pomocą przychodzą mi miejsca w rzędach 16 i 17, gdzie jest zdecydowanie więcej miejsca na nogi.

    Pozdrawiam

  8. #8

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Asta jest jedną z dwóch osób, które znam, które są ode mnie wyższe o głowę lub więcej (mam 190 cm wzrostu)

  9. #9
    Awatar vader

    Dołączył
    Mar 2008
    Mieszka w
    Kraków

    Domyślnie

    Aż znów człowiek chce się poszwendać po Europie. Super opis!
    N 10" 'Simon II' + SCT 5", EOS 70D, Intek AR-109, PlanePlotter: mo i vo

  10. #10
    Awatar SkyGuy

    Dołączył
    Jan 2011
    Mieszka w
    Berlin, Germany, Germany

    Domyślnie


    Polecamy

    Fajny wypadzik, mile mi sie ogladalo, ech...jak ja bym chcial teraz poszwedzac sie po uliczkach Palmy

LinkBacks (?)

  1. 22-12-2011, 18:25

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •