Pokaż wyniki od 1 do 16 z 16
Like Tree1Likes
  • 1 Post By Grzesq

Wątek: WAW-FRA-BOG-CCS-PMV-CCS-FRA-WAW czyli zimowa podróż w ciepłe klimaty

  1. #1

    Dołączył
    Jan 2008
    Mieszka w
    Warszawa

    Domyślnie WAW-FRA-BOG-CCS-PMV-CCS-FRA-WAW czyli zimowa podróż w ciepłe klimaty


    Polecamy

    13.02.2011-24.02.2011r.

    Zanim zaczniemy opisywać naszą relację, kilka słów wyjaśnienia… W związku z tym, że jakiś czas temu nieświadom niczego, pokazałem tą stronkę mojej żonie, która jak się później okazało, zapałała wielką sympatią do czytania relacji z podróży, więc w związku z tym, naszą podróż opiszemy wspólnie.
    Witam, na początku wypadałoby się przedstawić. Mam na imię Agnieszka i zapraszam Was w naszą zimową podróż w ciepłe klimaty Nasz urlop zaczęliśmy wczesną pobudką, w niedzielę o godz. 6.30. Poranek choć mroźny -7C, przywitał nas ładnym słońcem. Po porannej toalecie i wypiciu szybkiej kawy o 8.00 (z lekkim opóźnieniem) wyjechaliśmy na Okęcie. Dzięki temu, że w niedzielę rano wszyscy a przynajmniej zdecydowana większość odsypia i ruch minimalny, to po 20 minutach dotarliśmy na lotnisko. Odprawa przebiegła szybko i sprawnie. O tej porze Okęcie mało zaludnione. Szybki rzut okiem na tablicę odlotów i tu okazało się, że nasz lot Lufthansą do Frankfurtu jest opóźniony z godz. 9.40 na 10.10. Czas na lotnisku minął nam szybko dzięki porannemu śniadanku w Buisness Shark i oczywiście zakupom w Duty Free. Boarding na nasz lot rozpoczął się o g.9.45 i po chwili siedzieliśmy już w naszym A 320-200 (miejsca 15A, 15B).



    LF na poziomie ok. 80%. Cierpliwa obserwacja mojego męża tuż po starcie zaowocowała uchwyceniem na zdjęciu, naszego miejsca zamieszkania. Ale… wracając do lotu. Start standardowy, obsługa ok. Poczęstowano nas słodkim muffinem i napojami (w tym darmowe alkohole) do wyboru.



    We Frankfurcie wylądowaliśmy o g.11.40. Aha, w gwoli być może ciekawostki – nie było 13 rzędu.



    Gdyby nie holding bylibyśmy o czasie (11.30). We Frankfurcie szybki Passport Control i udaliśmy się do naszej bramki B28.



    Nasz samolot do Bogoty Airbus 340-600 był już pod rękawem.





    Boarding przebiegł sprawnie i bezproblemowo. Nasz Airbus okazał się całkiem przyjemnym samolotem. Miejsca mieliśmy prawie na samym końcu bo 54H, 54K. Nawet miejsca na nogi było względnie zważywszy na to, że oboje jesteśmy wysocy. Przy samym starcie miłe zaskoczenie bo cały czas była włączona przyjemna relaksacyjna muzyka, która została wyłączona dopiero po osiągnięciu wysokości przelotowej.



    Po niespełna godzinie stewardesy zaczęły roznosić napoje + krakers mix a za chwilkę podano ciepły posiłek który składał się z zapiekanego makaronu z serem, sałatki, serka i brownie.



    Po sprzątnięciu jedzenia kapitan ostrzegł, że niebawem czekają nas ,,strong turbulences” i faktycznie gdzieś po godzinie trochę nami potrzęsło. Podczas całego lotu stewardesy często roznosiły wodę i soki oraz częstowały Marsami. Entertainment System z bogatą ofertą. Kilka nowości filmowych, 100 CD do wyboru, oferta dla dzieci i standardowo Flight Info. LF ok. 90%.



    Jako ciekawostka – toalety znajdowały się mniej więcej po środku samolotu piętro niżej, do których schodziło się schodami w dół.







    Na dwie godziny przed lądowaniem podano drugi ciepły posiłek. Tym razem do wyboru: kurczak po azjatycku lub serowe canneloni ze szpinakiem. Smaczne:-)





    Po 10 godzinach podróży dolatywaliśmy do wybrzeży Ameryki Płd.



    Lądowanie przebiegło płynnie i o czasie, z widocznymi na horyzoncie błyskawicami. Odprawiając się w Warszawie bagaż mogliśmy już nadać do Caracas ale niestety nie dostaliśmy kart pokładowych z Bogoty do Caracas. Ku naszemu zaskoczeniu, tuż przy wyjściu z rękawa czekała na nas niepozorna pani z naszymi kartami pokładowymi. Samo lotnisko w Bogocie raczej skromne i do tego np. w Singapurze (moje ulubione) raczej mu daleko Zaraz najbardziej rzuciło nam się w oczy to, że po strefie Duty Free spacerują żołnierze z psami, ślicznymi biszkoptowymi labradorami. Wiadomo w jakim celu. Lotnisko raczej niewielkie i bez problemu znaleźliśmy naszą bramkę nr 6.



    Do Caracas lecieliśmy liniami Avianca, nowiutkim Airbusem A 319.





    Niestety nie bardzo można było robić zdjęcia bo było już ciemno a poza tym zwracali uwagę, że nie wolno… Wrażenia niesamowite jak czekając na boarding dosiadło się do nas trzech żołnierzy i jeden policjant. Wylot planowo o 21.40. Samolot chyba nówka sztuka. Pierwszy raz widzieliśmy w tak małym samolocie PTV w każdym siedzeniu.



    Start w nocy, bez wyłączania świateł w kabinie podczas startu i lądowania. Samolot wypełniony na maxa, a my dostaliśmy miejsca w dwóch różnych miejscach, na szczęście pasażer obok mnie sam zaproponował zamianę, więc dalsza podróż przebiegała obok siebie. Na lotnisku w Bogocie spotkaliśmy trójkę polaków i o dziwo oni też odprawiali się na w automacie na Okęciu ale od razu dostali boarding pass do Caracas. Jak szliśmy do naszego gate’u widzieliśmy kontrole narkotykowe, robią wrażenie. Ale wracając do lotu. O Aviance nie słyszeliśmy wcześniej ale bardzo pozytywnie się zaskoczyliśmy. Oprócz tego, że samolot nowiutki, miła obsługa to jeszcze na tak krótkim locie dostaliśmy tortillę z kurczakiem, słodką bułeczkę i jakieś ciasteczka. Wybaczcie brak zdjęć ale zmęczenie już tak dawało o sobie znać, że ledwo patrzyliśmy na oczy. Przed startem długie kołowanie po płycie. Start opóźniony o pół godziny, przez kontrolę antynarkotykową (ludzi z innego samolotu, sprawdzali rozłożony na części rower jakiejś kobiecie). W Caracas wylądowaliśmy ok. 0.30 czasu wenezuelskiego. Terminal międzynarodowy skromny ale spory. Dolary najlepiej wymieniać u „cinkciarzy” jak u nas podobno bo nie pamiętam tych czasów za PRL’u. Kurs rządowy boliwara jest odgórnie narzucony i płacą za 1 dolara amerykańskiego 4 boliwary - u cinkciarzy za 1 USA 7-8 boliwarów. Mieliśmy wcześniej znaleziony z Internetu hotel ok. 5km od lotniska aby chwilę się przespać. Taksówkarz nie mówił nic po angielsku, pokazaliśmy mu nazwę hotelu i adres na kartce. Nic się nie odzywał tylko machnął ręką by za nim iść. Nie ukrywam, że lekko się baliśmy, gdyż o tej porze nie było na ulicach żywej duszy a kierowca jechał chyba po największych dziurach. Zwłaszcza, że wyobraźnia zaczęła pracować gdyż wcześniej naczytaliśmy się sporo o Caracas i jak tu jest „bezpiecznie”. Jednak szczęśliwie dotarliśmy. Nazajutrz rano , poprosiliśmy o pobudkę na 8.00 i po szybkim śniadaniu w hotelu (dodatkowo płatne ale niewiele) z bagażami udaliśmy się na dół na recepcję. Hotel zapewniał darmowy dojazd busem na lotnisko. Zapytaliśmy panią na recepcji o możliwość wymiany dolarów na boliwary ale pani nie znała angielskiego. I tu chyba mieliśmy największe szczęście Naszej rozmowie przysłuchiwał się sympatyczny pan, który powiedział (tym razem normalną angielszczyzną) , że mamy wielkie szczęście bo on pracuje na lotnisku, właśnie na nie jedzie i nam pomoże. Okazało się , że Louis (nazwisko pominę) pracuje od ponad 25 lat jako steward w krajowych liniach Conviasa. Na lotnisku znał wszystkich , począwszy od witania się z pilotami a skończywszy na panu sprzątającym toalety Najpierw udaliśmy się na terminal międzynarodowy ale po chwili stwierdził, że idziemy na krajowy (ok. 300-400metrów dalej).





    Tam po kilku rozmowach okazało się, że musimy poczekać na pieniądze z miasta W między czasie Louis opowiedział, że leciał razem z naszym Papieżem jak wracał z Wenezueli, pokazał nam nawet krzyżyk który otrzymał od Papieża oraz , że ceni naszą polską literaturę a zwłaszcza gustuje w W. Szymborskiej. SZOK! Gdy pieniądze dotarły Luis z moim mężem udali się do toalety na przeliczenie gotówki bo tylko tam nie było kamer Kolega z Wenezueli oprócz tego, że pomagał nam ciągnąć nasze walizki, pomógł nam także zakupić bilety na Margaritę (w kasach biletowych nikt nie mówi po angielsku!), pokazał , gdzie opłacić podatek , pożegnał, przytulił, i dał nam nawet swój nr telefonu , że jakby co do zawsze możemy śmiało do niego zadzwonić. Louis wymienił nam dolary po kursie 1 do 8 Oczywiście też się mu za taką pomoc odwdzięczyliśmy
    Ostatni lot Na Margaritę trwał 35 minut, lecieliśmy liniami Aeropostal , samolotem DC-9.



    Sprawiał wrażenie bardzo wyeksploatowanego. W środku nawet farba ze ścian odpadała.



    Ostatni rzut oka na wenezuelskie wybrzeże.



    Ale szczęśliwie udało się dolecieć, nie, nie biliśmy braw;-)
    Boarding pass wyglądał jak wydruk z kasy fiskalnej.



    Jak tylko wyszliśmy na płytę lotniska od razu uderzyło nas cudowne , ciepłe powietrze







    Szybki rzut oka na lotnisko, kilka fotek, odbiór bagażu, taksówka i jazda do hotelu. Nasz Hotel Hesperia Playa de Agua znajdował się ok.. 40 minut drogi od lotniska i naprawdę każdemu możemy go polecić kto ceni komfort, wygodę, piękną okolicę:-)



















    Oczywiście sam pobyt rewelacyjny, na terenie naszego hotelu znajdowało się kilka basenów, nieziemska roślinność, palmy, kaktusy, iguany i inne jaszczurki















    Sam kompleks hotelowy olbrzymi w długości 500m (dobrze widać na Google Earth). Z ciekawostek benzyna na Margaricie i chyba w ogóle w Wenezueli jest najtańsza na świecie! Dwukrotnie wypożyczaliśmy samochód, objechaliśmy całą wyspę, i za cały bak benzyny zapłaciliśmy po przeliczeniu na nasze pieniądze 80 groszy! Tak 80 groszy za cały bak!





    Niestety wszystko co dobre szybko się kończy także i na nas przyszła pora by wracać do domu. Lot powrotny mieliśmy do Caracas, z Caracas do Frankfurtu i do Warszawy. Do Caracas wracaliśmy tak samo Aeropostalem, na tak krótkim locie miło , że częstowali napojami i babeczkami. Samolot optycznie w środku w o wiele lepszym stanie. Czysto, pomalowany na biało, ale niestety farbą olejną ;-)
    Tuż przed lądowaniem w CCS.



    W Caracas po zmianie terminalu z krajowego na międzynarodowy udaliśmy się do odprawy 7 godzin przed wylotem, który planowo był na 17.50. Mimo, że byliśmy w kolejce do odprawy może piąci, staliśmy ze dwie godziny. Odprawiała tylko jedna osoba z Lufthansy na zmianę wywołując raz business raz economy class. Jak przyszła nasza kolej, okazało się, że mamy nadbagaż. Oczywiście, nie pierwszy raz ale pierwszy raz tak szczegółowo sprawdzali. Okazało się, ze w jednej walizce mamy 24kg a w drugiej 26kg (można 23kg). Nie chcąc już kombinować, przepakowywać się etc. dopłaciliśmy 600 boliwarów czyli ok. 150 dolarów. Następnie musieliśmy jeszcze zapłacić podatek wylotowy , z tego co pamiętam chyba ok. 160 boliwarów od osoby. Do naszych kart pokładowych otrzymaliśmy informacje, że w każdej chwili mogą przez megafon wywołać pasażerów w celu sprawdzenia już nadanych bagaży. I faktycznie co chwilę kogoś wywoływali na kontrolę antynarkotykową. Czekaliśmy tylko czy nas nie „zaproszą” bo nasze kawy i kakao mogły im się wydać podejrzanymi paczuszkami;-) Gdy już czekaliśmy przy naszej bramce, przez szybę widzieliśmy jak coś majstrują w silniku naszego samolotu. Najpierw dwóch panów z drabinką coś kombinowali, potem przyszło jeszcze trzech specjalistów i zaczęli coś spawać. Wszystko się przedłużało, w między czasie wyszedł do nich nawet pilot i podczas tej „naprawy” nic nie pakowali do samolotu (bagaże etc.) a żeby było jeszcze ciekawiej zaczęło strasznie padać. Gdy rozpoczął się boarding do rękawa przed wejście do samego samolotu weszło czterech funkcjonariuszy policji antynarkotykowej. Poproszono pasażerów o ustawienie się w dwóch kolejkach. Panie po prawej stronie a panowie na lewo. Oczywiście każdego bardzo dokładnie sprawdzali... Jak już wszyscy pasażerowie zajęli swoje miejsca, (my siedzieliśmy w ostatnim rzędzie po lewej stronie przy oknie) odezwał się kapitan, że niestety musimy poczekać godzinę, gdyż lotnisko nie potrafi poradzić sobie z takim deszczem i wysiadł prąd a tym samym oświetlenie naszego pasa. Także zanim wystartowaliśmy czekaliśmy ponad 1,5h w samolocie na płycie lotniska. Na szczęście w tym czasie stewardesy roznosiły napoje i jakieś paluszki. Jak już wystartowaliśmy podano jedzenie i za chwilę wszyscy poszli spać. Obudziły nas potężne turbulencje jak byliśmy gdzieś mniej więcej pośrodku oceanu, tak potężne , że osobiście siedziałam z torebką papierową w ręku na wszelki wypadek, a do wypadku naprawdę niewiele brakowało.. Turbulencje nie są nam obce a te naprawdę były konkretne i trwały nieprzerwalnie ponad godzinę.
    Na dwie godziny przed lądowaniem we FRA podano śniadanie. Jajecznica z bekonem, jakieś pieczywo i napoje. Ja nie tknęłam już niczego Lądowanie spokojne które niemal przypłaciliśmy lekką depresją gdyż Frankfurt powitał nas pochmurnym niebem i śnieżycą:-( Po dwóch godzinach powrót do Wawy i naszej jakże uroczej zimy Ale…. oby do wiosny

    I tym samym przedostatni kontynent zaliczony – została Antarktyda ale zważywszy na to, że oboje jesteśmy zdecydowanie ciepłolubni raczej prędko tam się nie wybierzemy, choć kto wie…?

    Mam nadzieję, że Was nie zanudziliśmy naszą pierwszą relacją na forum i zapraszamy do wymiany opinii

    Pozdrawiamy serdecznie
    A & G
    Mateusz Janiec likes this.

  2. #2
    Awatar Rainbow95

    Dołączył
    Dec 2008
    Mieszka w
    Ze wsi

    Domyślnie

    Bardzo fajna relacja, dobrze się czyta i miło ogląda zdjęcia. Zazdroszczę wam takiej wyprawy
    Sprzedam: Sigma 120-400 APO DG OS HSM! Pół roku gwarancji
    CANON!

  3. #3
    Awatar voyager747

    Dołączył
    Jan 2007
    Mieszka w
    WAW

    Domyślnie

    Na Margaritę nie latają czartery z Europy ? W sumie więcej lotów fajniej jeśli ktoś lubi

  4. #4
    Skyfighter
    Goście

    Domyślnie

    A ja bardzo zazdroszczę tych temperatur...
    Ta Polska zima już się nudzi

  5. #5

    Dołączył
    Jan 2008
    Mieszka w
    Warszawa

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez voyager747 Zobacz posta
    Na Margaritę nie latają czartery z Europy ? W sumie więcej lotów fajniej jeśli ktoś lubi
    Latają z Europy, nawet z Polski, więcej lotów = więcej wrażeń, ale jest ważnejszy aspekt : koszty i elastyczność czasowa przy takich "kombinowanych" połączeniach

  6. #6

    Dołączył
    Aug 2010

    Domyślnie

    Napiszcie coś o tych kosztach... Świetna relacja!

  7. #7

    Dołączył
    Jan 2008
    Mieszka w
    Warszawa

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez shiver Zobacz posta
    Napiszcie coś o tych kosztach... Świetna relacja!
    Dzięki Odnośnie kosztów biletów: WAW-CCS RT ok. 1.800zł za jedną osobę i lot na Margaritę z Caracas ok. 200zł (za osobę w dwie strony).

  8. #8
    Awatar voyager747

    Dołączył
    Jan 2007
    Mieszka w
    WAW

    Domyślnie

    to całkiem tanio za bilety wyszło

  9. #9

    Dołączył
    Apr 2010

    Domyślnie

    piękny samolot lufthansy do Bogoty, ja nie mam siły na długie podróże, nogi bolą łącznie z podwoziem, nawet krótki spacer nie wiele daje. Podziwiam. Świetne zdjęcia

  10. #10

    Dołączył
    Jan 2008
    Mieszka w
    Warszawa

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez elza030 Zobacz posta
    piękny samolot lufthansy do Bogoty, ja nie mam siły na długie podróże, nogi bolą łącznie z podwoziem, nawet krótki spacer nie wiele daje. Podziwiam. Świetne zdjęcia
    Dzięki Wiesz, i do długich lotów można się przyzwyczaić jak ktoś to lubi. Choć niestety nogi i kręgosłup czasem dają o sobie znać. A może ktoś ma jakiś patent na tego typu dolegliwości w samolotach? Cenne rady mile widziane

  11. #11
    Awatar voyager747

    Dołączył
    Jan 2007
    Mieszka w
    WAW

    Domyślnie

    Oprócz pierwszej klasy, to chyba nie ma za bardzo jakichś mądrych rad Ja staram się zawsze trochę pochodzić, postać, żeby nie siedzieć cały czas. Spać raczej nie potrafię w samolocie, tak żeby mi się urwał film. W sumie gdzieś tak po 7u godzinach już mi się zaczyna dłużyć.

  12. #12
    Awatar Kac_r

    Dołączył
    May 2010
    Mieszka w
    Gdynia

    Domyślnie

    świetna relacja. gratuluje fajnego wypadu .

  13. #13
    Awatar PeZet_WAW

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    EPWA

    Domyślnie

    Super relacja. kiedy kolejny wypad?
    Pozdrawiam,
    Piotr


  14. #14

    Dołączył
    Jan 2008
    Mieszka w
    Warszawa

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez PeZet_WAW Zobacz posta
    Super relacja. kiedy kolejny wypad?
    Hej, pewnie w wakacje, choć kto wie czy na weekend majowy nie trafi się jakaś super oferta

  15. #15
    Awatar Awerik

    Dołączył
    Apr 2008
    Mieszka w
    EPWR

    Domyślnie

    Widzę ładnie waluta potaniała, byłem w Wenezueli w 2008 r. - u cinkciarzy dało się wyciągnąć max. 5 bolivarów za dolara, rządowy kurs oscylował w okolicach 2...

  16. #16

    Dołączył
    Jan 2008
    Mieszka w
    Warszawa

    Domyślnie


    Polecamy

    Cytat Zamieszczone przez Awerik Zobacz posta
    Widzę ładnie waluta potaniała, byłem w Wenezueli w 2008 r. - u cinkciarzy dało się wyciągnąć max. 5 bolivarów za dolara, rządowy kurs oscylował w okolicach 2...
    Pewnie tak niską wartość bolivara wenezuelczycy zawdzięczają rządom H.Chavez'owi.


Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •