Pokaż wyniki od 1 do 6 z 6

Wątek: SXF-BRU-SXF

  1. #1

    Dołączył
    Sep 2010
    Mieszka w
    Słubice

    Domyślnie SXF-BRU-SXF


    Polecamy

    Witam, wszystkich i na początku proszę o wyrozumiałość.
    Chciałbym opisać wrażenia z mojego pierwszego lotu, jakim był lot na trasie Berlin Schoenefeld - Bruksela Zaventem. (od razu przepraszam, bo po 1. leciałem po ciemku i wracałem po ciemku, wiec zdjęć z lotu prawie nie mam, a po 2 to nie mam zielonego pojęcia jak je wstawić, chyba że się uda).
    Więc zacznę od początku: wszystko zaczęło się od tego, że miałem pojechać na jakieś tam seminarium, które miało się odbyć w budynku Komisji Europejskiej. Akurat byłem jedyną osobą, która w tym okresie mogla polecieć, był to 27.10.2010 r. Na początku pomysł: ''Polecisz rano, wieczorem wrócisz'', myślę sobie ok. Po sprawdzeniu jak z biletami wyszło, że lot 27 tam i z powrotem z TXL Brussels Airlines kosztuje coś koło 2000 PLN, a z SXF EazyJet ok 650 PLN, z tym że Eazy... trzeba lecieć dzień wcześniej no i trzeba Hotel. Na szczęście organizator całego przedsięwzięcia wynegocjował z Hotelem dosyć przystępną cenę 115 Euro, gdzie dodając 650 PLN, to prawie o połowę wychodziło taniej niż lecieć rano i wieczorem wracać i jeszcze ten komfort - nie musiałem się rano zrywać żeby na TXL dojechać. Ale wracając do meritum. Na to samo jechał mój niemiecki kolega, który miał już zakupiony bilet na EazyJet, więc wręcz naciskałem żeby lecieć z noclegiem. Wiem zaraz ktoś napisze, że to nielogiczne, że pracodawca chce żeby wszystko obrócić w jeden dzień, pomimo, że z noclegiem wychodzi taniej. Był taki myk, że organizator refundował przelot, a za Hotel trzeba było płacić samu - W tym przypadku pracodawca. No ale po moich naciskach wyszła opcja że mogę nocować.
    Bilet zarezerwowałem przez jedno z biur podróży. Wylot był 26.10.2011 o ile się nie mylę to o 19:15, albo 19:30. Moja podróż rozpoczęła się oczywiście w Polsce. Zona była jeszcze w pracy, więc poprosiłem rodziców żeby podwieźli mnie na dworzec we Frankfurcie, pociągi do Berlina jeżdżą co 30 minut, wiec jeśli na jakiś bym nie zdążył zawsze jest następny. Po 10 minutach od wyjścia z domu byłem już na dworcu, chwila konsternacji przy automacie z biletami (niby jest język polski, ale jakoś opornie napisane) i mam bilet kolejowy na trasie Frankfurt Oder - Berlin Schoenefeld za całe 9,10 Euro. Na Berlin Ostbanhof przesiadka i dalej Regional Express na Schoenefeld (zapchany był na maxa). I tak oto po niespełna 2 godz. od wyjścia z domu byłem już na Schoenefeld.



    Ze znajomym umówiłem się na SXF, z racje, że mieszka on w Berlinie miał być jakoś przed 18. Poszedłem do środka obcykałem wszystko jak i co i czekałem na kolege. Przed 18 telefon ''słuchaj nie wiem czy zdążę, bo są korki, postaram się do 18:30 być''. Mała panika się włączyła, bo w sumie lece pierwszy raz, a w Brukseli nikt nie będzie na mnie czekał. No ale nic, trzeba jakoś radzić. Nadałem bagaż i zaraz poszedłem do kontroli bezpieczeństwa. Przebiegła ona szybko i zaraz poszedłem pozwiedzać sklepy. ok. 18:20 zadzwonił kumpel i powiedział, że już jest uffffffff, zrobiło się spokojniej. Spiliśmy jeszcze browarka i poszliśmy do naszego Gate na sam koniec terminala. Po drodze kolega gdzieś dzwoni i się o coś wypytuje, po chwili mówi mi, że pilot nazywa się Pan X, a steward Pan Y i jedna stewardesa to ma Na imię Ania, czy jakoś tak - w każdym bądź razie Polska. Przed wejściem na pokład powiedział mi, że do Brukseli będzie ok. 60 % obłożenia, ale na jutrzejszy powrót tylko 3 wolne miejsca. Skąd on to wie????No ale nic. Poczekaliśmy jeszcze ze 20 min. bo samolot miał opóźnienie - miał przylecieć z Barcelony.
    Szybkie sprzątanie i do samolotu.



    Miłe powitanie przez obsługę i szukamy miejsca, znalazło się wolne przy wyjściu awaryjnym siadłem przy oknie, obok wolne i kolega.
    Przed startem przyszedł do na steeward i powitał po raz kolejny od razu pytając co chcemy po stracie. Jak popatrzyłem na menu kanapka 5 Euro, kawa 3, mowie ze raczek nie. Na to kolega ze wszystko spoko. Po oderwaniu się od ziemi rozpoczęła się praca personelu pokładowego. Jako pierwsi na pokładzie otrzymaliśmy kanapki i kawę (jeszcze z wózkiem nie zaczęli jeździć), w trakcie lotu przynieśli jeszcze jakieś ciasteczka i mentosy, oczywiście wszystko za free.
    Lot do BRU krótki - coś koło godzinki, za oknem ciemno i nic nie widać, będąc dosyć nisko dało się z oddali zauważyć światła w Brukseli. Lądowanie, hmmm co powiedzieć jak pierwszy raz się lądowało??? Powiem tak: nic nie czułem. Na lotnisku w BRU dobiliśmy do rękawa, chyba przedostatni, podziękowaliśmy za ''opiekę'' stewardom i stewardesie i udaliśmy się po nasze bagaże. W międzyczasie znajomy wykonał jeszcze raz tajemniczy telefon, jak się domyśliłem do EazyJet.



    Terminal A długi jak nie wiem co, dobrze ze są jeżdżące chodniki. Po kilku minutach mieliśmy już nasze bagaże i teraz na autobus i do centrum.
    Autobus był jakoś o 21:20, w automacie kupiłem bilet 3 Euro, kolega u kierowcy za 5 Euro. Automat nie przyjmuje papierków. zonk.
    Wysiedliśmy na stacji Schumanna i dalej do metra i tu kolejny zonk. Miałem w bilonie tylko 2 Euro - mi na bilet wystarczyło, ale kumplowi nie (próbował dwiema kartami, tez nie mógł za bilet zapłacić). Jeszcze tylko jedna przesiadka i już w Hotelu, było przed 23, wiec postanowiliśmy wyskoczyć na piwko, ja miałem tam jakiegoś 4 paka, ale chciałem napić się belgijskiego. Niedaleko hotelu był mały lokal tam ze 2 piwka i wracamy. Powiedziałem do kolegi, żeby zajść do sklepu i kupić jeszcze coś. Wchodzimy do sklepu, tam dwóch Hindusów, mowie do kolegi po polsku, zobacz polskie piwo stoi, a Hindus do mnie: ''Ooooo Pan o polska jezyka mowic'' - zamurowało mnie!
    Rano pobudka i o 9 czeka na nas autokar. Dobrze, że jechaliśmy oznakowany (Belgian Federal Police), to przynajmniej w korkach nie staliśmy. W Berlaymont cały dzień blablania



    ohydny obiad i o 18 odwiezienie na lotnisko. Lot powrotny mieliśmy o 21:20, wiec byliśmy dużo przed czasem, najpierw mały rekonesans po lotnisku, gdzie zdać bagaże i takie chodzenie bez celu. Po jakimś tam czasie postanowiliśmy iść do naszego Gate, kontrola bezpieczeństwa ogromna, ale szło dosyć sprawnie. Znajomy trochę zgłodniał i poszedł do a'la Burger Kinga, za zdechłego hamburgera, frytki i cole zapłacił 9 Euro! Ceny w sklepach kosmos! Odlatywaliśmy z A 75 - ostatni rękaw na terminalu. Jeszcze tajemniczy telefon znajomego do EazyJet i potwierdzenie, że lecimy w prawie 100% u kompletowaniu. Mowie do niego, dawaj idziemy miejsce zając dobre do ''startu'', żeby na pokład wejść zaraz po tych z pierwszeństwem. Nasz samolot spóźnił się około 30 min. Czekaliśmy dzielnie kiedy zaczęli wpuszczać do samolotu ludzie biegli jakby były jakieś zawody. My sobie odpuściliśmy. Kiedy weszliśmy na pokład było już tak ze 40 %, szliśmy w stronę wyjścia awaryjnego. Przy wyjściu awaryjnym na skrzydle stał steward, za którym były wolne 3 siedzenia. Kiedy podchodziłem do niego on ustąpił ja siadłem koło okna, środkowe było wolne, a na tym z brzegu siadł kolega, w tym momencie steewart jakby nas ''zastawił'' i nie dopuszczał żeby ktoś do nas się dosiadł. Magia, los, czy tajemnicze telefony????



    Jeszcze przed startem dostaliśmy po butelce wody. A jak tylko wystartowaliśmy, steward przyniósł nam kanepkę i kawę - najlepsze w tym wszystkim jest to że nawet o to nie prosiliśmy. Z uwagi że obiad w Brukseli był do d...y, to zimna kanapka nawet smakowała.
    Lot przebiegł bardzo szybko, jeszcze dobrze nie wystartowaliśmy, ja kapitan mówił że jesteśmy w okolicach Lipska i powoli obniżamy.



    Po wylądowaniu szybko bagaże i na pociąg (S-bahn), było już po 23, a z lotniska do centrum w nocy za często S-ki nie jeżdżą(Jeśli nie zdążyłbym na pociąg o 00:40 z Ostabanhof, to następny był dopiero o 4:30. S-bahnem na Ostkreuz, tam szybki kebab i dalej na Ostbanhof. Stamtąd pociągiem do Franfurtu (jechało może 10 pasażerów, z czego 7-8 pijanych albo pijących, więc oczy dookoła głowy). z Frankfurtu do domu i tak koło 2:15 byłem na miejscu. Od wyjazdu z KE minęło ok. 8 godz. i 15 min. myślę, że w tym czasie dałoby się spokojnie samochodem.....
    I na koniec wielki szacun dla EazyJet i za ich obsługę, naprawdę nie mogę powiedzieć złego słowa.
    Po wyjściu z samolotu na SXF tez był telefon do Eazy...., na moje pytanie dlaczego tak nas ''traktowali'', odpowiedział krótko - współpraca z Policją!!!
    Jeśli ktoś wytrwał do końca to wielkie dzięki, pozdrawiam.

  2. #2

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    EasyJet

  3. #3

    Dołączył
    Apr 2010
    Mieszka w
    EPWR

    Domyślnie

    te tajemnicze telefony działają cuda ;D jak widać;p

  4. #4
    Awatar 6182

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Szczecin

    Domyślnie

    Ooo a podałbyś numer tego telefonu na PW? Obiecuję że nie będę nadużywał


    Nikon D50,Nikkor 18-55 ED i 55-300 VR
    Maycom AR-108

    Pozdrawiam
    Daniel

  5. #5

    Dołączył
    Sep 2010
    Mieszka w
    Słubice

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez 6182 Zobacz posta
    Ooo a podałbyś numer tego telefonu na PW? Obiecuję że nie będę nadużywał
    nr tel. hmmmmmmmmmm??? Nie znam

    Możliwe, że potraktowano nas jako tzw. ''ochronę na pokładzie statku powietrznego'', czy jak się to nazywa.
    Tylko, że my lecieliśmy w innym celu, ale może przy okazji.... linia pomyślała, że z mundurowymi bezpieczniej???

  6. #6

    Dołączył
    Apr 2010

    Domyślnie


    Polecamy

    bardzo dokładna relacja.... ach te telefony, faktycznie cuda. Możesz sobie wgrać gpsa i śledzić lot. Ciekawa relacja z krótkiej podróży. Ja pierwszy raz leciałam sama do Tunezji, stres był nie powiem.

LinkBacks (?)

  1. 28-11-2011, 23:17

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •