Pokaż wyniki od 1 do 13 z 13
  1. #1
    Awatar ygryy

    Dołączył
    Feb 2011

    Domyślnie KTW-NYO-BVA-GRO-PSA-HHN-GDN


    Polecamy

    Witam!

    To moja pierwsza relacja tutaj :-) Proszę o wyrozumiałość i... ciepłe słowa :-)

    Round-trip rozpoczęty :-) W planie trasa Katowice – Sztokholm Skavsta – Paryż Beauvais – Barcelona Girona – Pisa – Frankfurt Hahn – Gdańsk. Całość to w sumie mniej więcej 53 godziny. Krótkie postoje, aczkolwiek powinno starczyć czasu na zwiedzenie Nykoping, Beauvais, Girony i Pizy ze swoją słynną Krzywą Wieżą.

    Pobudka 5:30. Teraz polskie, najlepsze na świecie ;-) TLK. Właśnie przemierzam trasę Warszawa – Zawiercie (i nawet mobilny net jakoś działa, czego dowodem są te słowa) w drodze na lotnisko Katowice Pyrzowice. Czemu tak, a nie bezpośrednio do Katowic. Po pierwsze, żeby było ciekawiej, a po drugie taniej. Lotnisko w Pyrzowicach jest oddalone o ok. 40 km na północ od Katowic. Pociąg TLK Warszawa – Katowice to 54 PLN + autobus z dworca na lotnisko za 23 PLN = 77 PLN.
    Z kolei w/g mojej wersji pociąg Warszawa – Zawiercie 48 PLN + bus Zawiercie – Siewierz 6 PLN + autobus Siewierz – Pyrzowice 4 PLN = 58 PLN. A przy okazji poznam kawałek Polski.



    Dzisiaj nocleg na Skavscie. Codziennie wieczorem będę starał się opisywać miniony dzień tripu.

  2. #2

    Dołączył
    Aug 2010

    Domyślnie

    Relacja na żywo! Yay!

  3. #3
    Awatar charli91

    Dołączył
    Nov 2010
    Mieszka w
    Gdańsk

    Domyślnie

    Mam dokładnie podobny plan na najbliższy czas:
    12 Marzec- Nykoping
    1 kwietnia- Beauvais
    9 kwietnia- Piza
    Więc czekamy na info
    a Piza w planie na kilka godzin czy nocleg?

  4. #4
    Awatar Kac_r

    Dołączył
    May 2010
    Mieszka w
    Gdynia

    Domyślnie

    relacje na żywo zaczynają robić się modne - i bardzo dobrze ! : ) .... czekam z niecierpliwością na kolejne posty.

    pozdrawiam

  5. #5

    Dołączył
    Jan 2011
    Mieszka w
    Siewierz

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez ygryy Zobacz posta
    Witam!

    To moja pierwsza relacja tutaj :-) Proszę o wyrozumiałość i... ciepłe słowa :-)

    Round-trip rozpoczęty :-) W planie trasa Katowice – Sztokholm Skavsta – Paryż Beauvais – Barcelona Girona – Pisa – Frankfurt Hahn – Gdańsk. Całość to w sumie mniej więcej 53 godziny. Krótkie postoje, aczkolwiek powinno starczyć czasu na zwiedzenie Nykoping, Beauvais, Girony i Pizy ze swoją słynną Krzywą Wieżą.

    Pobudka 5:30. Teraz polskie, najlepsze na świecie ;-) TLK. Właśnie przemierzam trasę Warszawa – Zawiercie (i nawet mobilny net jakoś działa, czego dowodem są te słowa) w drodze na lotnisko Katowice Pyrzowice. Czemu tak, a nie bezpośrednio do Katowic. Po pierwsze, żeby było ciekawiej, a po drugie taniej. Lotnisko w Pyrzowicach jest oddalone o ok. 40 km na północ od Katowic. Pociąg TLK Warszawa – Katowice to 54 PLN + autobus z dworca na lotnisko za 23 PLN = 77 PLN.
    Z kolei w/g mojej wersji pociąg Warszawa – Zawiercie 48 PLN + bus Zawiercie – Siewierz 6 PLN + autobus Siewierz – Pyrzowice 4 PLN = 58 PLN. A przy okazji poznam kawałek Polski.


    Dzisiaj nocleg na Skavscie. Codziennie wieczorem będę starał się opisywać miniony dzień tripu.
    [/CENTER]

    Hah, tak się składa, że mieszkam w Siewierzu .

  6. #6

    Dołączył
    Apr 2010

    Domyślnie

    laptop+mobilny net powodują,że możemy więcej

  7. #7
    Awatar ygryy

    Dołączył
    Feb 2011

    Domyślnie

    Właśnie wylądowałem w Gdańsku. Trip super udany, gdyby nie... brak dostępu do internetu.

    Jedynie w Nykoping w McDonalds free wifi, ale sam mac czynny do... 20 i po niespelna godzinie zostalem wyautowany. Jacys niedzisiejsi Ci Szwedzi. Ponadto na lotniskach io w centrach miast wifi platny tyle za 2-3h, ze ja w Polsce za miesiac place mniej.

    Z relacji na zywo nici. Na nastepny trip musze cos z tym netem wymyslec.

    Tymczasem w ciagu kilkudziesieciu godzin opisze wszystko jak bylo.

    P.S. W Pizie bylem dokladnie 4h, ale wystarczylo czasu, aby podeprzec wieze :-)

  8. #8
    Awatar ygryy

    Dołączył
    Feb 2011

    Domyślnie

    Plan był taki, że trip opisuję <em>live</em>, ale z powodu problemów z dostępem do internetu będzie retransmisja :-) Posfactum, ale dzień po dniu.

    Bezprzewodowy internet na Skavscie jest, ale... płatny 90 SEK (ok, 45 PLN) za 3 godziny. Dziękuję. W domu za miesiąc płacę mniej. Zanim jednak dotarłem do Szwecji musiałem wysiąść z polskich kolei w Zawierciu.

    Tu spacerek, by wsiąść w Omegabus do Siewierza (połączenie via rozklady.com.pl). W Siewierzu wysiadka i kilkanaście minut oczekiwania na miejsko-gminny autobus linii 738, który dociera bezpośrednio na lotnisko Katowice Pyrzowice. Przechadzając się po siewierskim rynku podchodzi do mnie jakiś gość i mówi: „Szukam dużego fiata na taksówkę. Nie ma Pan? Pan popyta”... :-)

    Na lotnisku jestem 2 godziny przed czasem i ku mojemu zdziwieniu już po kilkunastu minutach z megafonów słyszę zapowiedzi proszące pasażerów odlatujących do Sztokholmu o udawanie się do security check. Coś im się spieszy.



    Mam pewne obawy o swój plecak. Wymiary ma na styk, a szerokość nawet ponad. „Przymierzam” go do koszyków Ryana i Wizza. O dziwo, teoretycznie tych samych rozmiarów, ale do Ryana wchodzi raczej gładko, a do Wizza musiałem się trochę nagimnastykować.




    OK. Coś zjeść, siusiu i do odprawy. Funkcjonariuszki Straży Granicznej mają dobry humor, bo odprawiając mnie specjalnie się tym nie interesują, za to jedna drugiej opowiada jak to dzisiejszej nocy wstała o czwartej, bo musiała zjeść ogórka :-)
    Podpowiem wszystkim, że jak ktoś przed odlotem chciałby skosztować jeszcze jakiegoś, niekoniecznie alkoholowego napoju to radzę kupić i wypić przed security. Za kontrolą bezpieczeństwa taka przyjemność w saloniku Relay kosztuje 5 PLN za puszkę Coca Coli 0,33 l.



    „Mój” fioletowo-różowy Airbus A320 już stoi i czeka. Za chwilę jeden po drugim lądują kolejne Wizzy (z Malmo i Dortmundu). Ryanów jakoś brak. Przewija się jeszcze jakaś Lufthansa do Monachium. W końcu czas do gate'u. Ludzi sporo. Podejrzewam, że będzie maksymalne obłożenie. Sporo Szwedów. Człowiek z Wizza prosi najpierw tych co wykupili pierwszeństwo wejścia na pokład. Postał tak chwilę, po czym dał sobie spokój, bo jakoś nikt nie odpowiedział na jego wołania. Co niektórzy mają, tak na oko sądząc bagaż ze dwa razy większy niż mój. Wszyscy jednak głądko przechodzą.

    Samolot bez kilku miejsc w całości zajęty. Ciekawe, czy to tak zawsze, czy akurat teraz, kiedy loty do Skavsty z Łodzi są wstrzymane...? Szybki start, piękne poderwanie się do lotu i... nie wiem, bo usnąłem. Obudziłem się po ponad godzinie, kiedy byłem już na Bałtykiem. Lądowanie (na Skavscie, nie na Bałtyku) bardzo delikatne, prawie nie było czuć jak siada. 20 minut przed czasem.



    Samo lotnisko i terminal bardzo małe. Mniejsze niż te w Katowicach. Skavsta położona jest 7 km od Nyk&ouml;ping i ok. 60 km od Sztokholmu. Aby dostać się do Szwedzkiej stolicy najłatwiej, co nie znaczy najtaniej jest wsiąść do autobusu flygbussarna i udać się do samego centrum. Taki transfer kosztuje 99 SEK w jedną i 199 SEK w dwie strony (odpowiednio ok. 50 i 100 PLN). Tańszym sposobem jest dotarcie do wspomnianego Nyk&ouml;ping miejskim autobusem 515 lub 715 (bilet w jedną stronę 23 SEK), a stamtąd pociągiem SJ za 50 SEK (aby uzyskać taką cenę trzeba rezerwować przez internet z co najmniej miesięcznym wyprzedzeniem).

    Jako, że na Sztokholm nie miałem czasu, a poza tym kiedyś już tam byłem wybieram się do Nyk&ouml;ping. Jak podaje Wikipedia w tym mieście w 1285 r. odbył się ślub per procura królewny szwedzkiej Ryksy z księciem wielkopolskim Przemysłem II. Miasteczko nie za duże, ale ładne, ze starówką itd. Jest nawet jakiś zamek, ale jest już ciemno, zimno i jakoś niespecjalnie mam ochotę go poszukiwać. Jest też McDonald's, a w nim bezpłatne wifi.



    Niewiele się nim jednak nacieszyłem, bo o 20:00 zostałem wyproszony. Zamykają. W ogóle jakoś tak dziwnie – wszystko inne już o 17 zamknięte. W jednym natomiast jest podobnie do tego co u nas – co drugi lokal to jakiś bank.

    Muszę też przyznać, że jakoś tak prysł mi, bynajmniej na chwilę mit pięknej i czystej Skandynawii. Ulice nie poodśnieżane, zaspy śniegu, lodu, błota. Może burmistrzem jest jakiś Polak...?



    Pora wracać na Skavstę. Jednak ta Szwecja to musi być bogaty kraj. Lokalnych autobusów mnóstwo. Z busterminala co chwilę jakiś odjeżdża. Na Skavstę co 20 min. I zawsze wożą po 2-3 pasażerów. To jest dobre. I żeby nie było, że to jakieś busiki. Nie, formalne 50-ileś tam miejscowe autobusy.

    Na lotnisku ostatnie przyloty. Wizz z Budapesztu spóźniony ponad godzinę. Reszta on time. Sporo młodych ludzi. Zmęczeni, zaczynają spać zwieszeni głowami na stołach. Ja ze swoją samopompującą karimatą i śpiworem pewnie wzbudzę co najmniej zdziwienie. Ale jeszcze siądę do kompa. Za internet nie będę płacił. Poklepię różne takie tam „na sucho”. Gniazdek elektrycznych mało. Obszedłem dookoła terminal i zauważyłem na hali odlotów przy automacie telefonicznym oraz na półpiętrze w barze pomiędzy arrival i departure. Konkretnie przy „jednorękich bandytach”.

    75 m od lotniska jest hotel Connect. Nie wiem jakie są tam ceny noclegów, ale nie chcę sobie psuć humoru i nawet nie chcę wiedzieć. Komu lulu temu spać. Jutro, a w zasadzie już dzisiaj (minęła północ) o 7:25 lot do Paryża Beauvais.

    Ze spaniem na Skavscie nie jest źle. Przy czym trzeba się zastanowić gdzie się położyć. Można w barze pomiędzy departure i arrival metodą „na studenta”, czyli z głową zwieszoną na stole, lub zsuwając ze sobą drewniane krzesełka barowe. Żaden komfort. Można w hali odlotów, przy czym pod ścianą jest długa deska, a na niej przymocowane okrągłe siedziska. Raz, że niewygodnie, a dwa, że jak się położą powiedzmy cztery osoby to zabraknie miejsca.

    Dobrym rozwiązaniem jest karimata samopompująca + śpiwór. Ja sobie takie sprawiłem na Allegro i nie żałuję :-). Z tym, że na Skavscie trudno o dobre miejsce strategiczne. Dobre, tzn. takie w pobliżu toalet, aby w razie czego nie biegać po całym terminalu. Na tym lotnisku takie miejsce znajduje się w pobliżu drzwi wejściowych...
    Co jakiś czas ktoś wchodzi i wychodzi, a ponadto lotnisko zaczyna pracować pełną parą (otwierają się wszystkie stanowiska itd.) już o 4:30. Do tego pech chciał, że tuż po czwartej na lotnisko zawitała jakaś bardzo z siebie i z życia zadowolona grupa (okazywała to) – jakiś zjazd, rajd czy coś w tym stylu. Lecieli do Dublina.

    Na dwie godziny przed startem mojego samolotu do Paryża przy security ogromna kolejka. Szok. Faktem jest, że loty w tym czasie są co kilkanaście minut, ale tak czy inaczej – duża.

    Z tymi wymiarami bagażu podręcznego to jakaś lipa. Ludzie wchodzą z takimi, że moje trzy by się zmieściły i przechodzą. A może dlatego tak się dzieje, że jest 5:30 rano, a kolejka taka, że końca nie widać...?
    Już w samolocie. Boeing 737. Zdecydowanie mniej komfortowy od wizzowskiego Airbusa. Po prostu ciasny. Stewardesy jakieś ładniejsze niż w Wizzie – bynajmniej na tym odcinku ;-) Startujemy z 5 minutowym opóźnieniem. W trakcie lotu praktycznie cały czas wznosimy się nad chmurami. Nic nie widać. Kilka minut przed lądowaniem dopiero jak się zniżyliśmy widać Francję. Pierwsze co rzuca się w oczy to... brak śniegu. Kurczę, jak ja się stęskniłem za widokiem bez śniegu... Lądowanie twarde. Nieźle rzuciło. Raptem 2 minuty przed czasem, ale ryanowskie fanfary musiały być :-)

  9. #9
    Awatar ygryy

    Dołączył
    Feb 2011

    Domyślnie

    Kolejny dzień tripu. W planie Paryż Beuavais i Barcelona Girona.

    Zaraz na arrivalu ustawia się kolejka po bilety na shuttle busy do Paryża. Taki bilet to wydatek 15 EUR w jedną i 30 EUR w dwie strony. I półtorej godziny jazdy w jednym kierunku.

    Za 3 godziny kolejny samolot do Barcelony Girony. W planach mam zwiedzenie pobliskiego Beauvais. Dostać się tam można na pieszo (8 km) lub lokalnym autobusem linii 12. Bilet w jedną stronę za 0,9 EUR. Studiuję rozkład jazdy (inny, niż ten z www lotniska) i stwierdzam, że powrotny autobus z miasteczka dostarczy mnie na lotnisko pół godziny przed startem. I to przy założeniu, że przyjedzie o czasie. Zbyt duże ryzyko. Beauvais musi na mnie poczekać. Idę pozwiedzać lotnisko. Pierwsze co rzuca się w oczy to dwa terminale (dużo destynacji) i... godziny otwarcia 6:00 – 23:15. Widziałem te info już w internecie, ale jakoś inaczej do mnie trafiło przeczytane na drzwiach wejściowych. Szkoda, że lotnisko z dwoma terminalami, obsługujące mnóstwo połączeń nie tylko Ryana i Wizza, ale także rumuńskiego BlueAir, na noc zamyka się na turystów, przez co nie mogą oni przy planowaniu tras brać pod uwagę nocnego stopovera.



    Kolejny minus to brak wifi. Na całym lotnisku. Niedobrze. Ponadto przyglądam się odprawie security do Barcelony ElPrat na terminalu pierwszym. Tu zdziwienie. Bardzo dokładna kontrola. Każdy, kto ma na oko zbyt duży bagaż podręczny proszony jest grzecznie, ale stanowczo o włożenie go do ryanowskiego koszyka. Wiele osób musi wyjmować poszczególne części garderoby i... nakładać ją na siebie, aby zmniejszyć wymiary plecaka/walizki.
    Mój lot odbywa się z terminala drugiego. Ciekawe jak tam będzie wyglądała odprawa... A tam zupełnie na odwrót. Nikt nawet nie spojrzał na bagaże. Może mają taki system: dzisiaj tu, jutro tam :-)

    Kolejny „plastikowy” Boeing 737. Plastikowy, bo fotele z tyłu mają taki toporny plastik i dodając wspomnianą wcześniej ciasnotę, że mimowolnie budzi takie skojarzenia. Płynny start, lot ponownie ponad chmurami i znowu fanfary – tym razem bardziej zasłużone – 10 min. przed czasem.

    Pierwsze, co po wyjściu z samolotu powoduje, że człowiekowi chce się żyć to... pogoda. Pięknie, zielono i słonecznie. Niby tylko 12 stopni, a odczuwalnie myślę, że z 20. Rewelacja. Lotnisko spore. Duża hala odlotów. Boarding na piętrze. Już widzę, że o ciekawe miejsce na nocleg powinno być łatwiej niż na Skavscie. Mamy godzinę 15. Na wypad do Barcelony (90 km) przyjdzie czas innym razem. A może po prostu polecę bezpośrednio na ElPrat, aby nie dofinansowywać zdzierających przewoźników autobusowych... Transfer do Barcelony i z powrotem to kieszenie luźniejsze o 21 EUR.

    Taniej, bo raptem 4,8 EUR kosztuje rundka do Girony (13 km). Jadę. Po drodze słońce tak grzeje, że dodając do tego jeszcze mijane widoczki czuję się jakbym właśnie przyjechał na plaże Costa Brava. Dojeżdżam do dworca autobusowego w centrum. Tuż obok mieści się kolejowy. Komuś, komu 4-5 EUR robi różnicę do Barcelony może się wybrać pociągiem z tego dworca. Ja wybieram się na starówkę. Ma swój klimat. Takich wąskich i krętych uliczek nie widziałem ani w Krakowie, ani w Pradze. Do tego katedra z XI wieku. Jako, że jednak jakimś specjalnym fanem katedr nie jestem, zaoszczędziłem kilka EUR i podziwiałem ją jedynie z zewnątrz.




    I nigdzie nie ma darmowego wifi. Wyszukuje otwarte sieci, ale dostępna jest tylko strona operatora, gdzie w centralnych miejscach widoczne są znaki Visa, Mastercard etc. jasno sugerujące co należy zrobić, aby posurfować. Nawet na drzwiach lokali naklejki z info, że internet owszem jest, ale za 2 EUR – 40 min. Dziwne podejście. Do tej pory spotykałem się raczej z sytuacjami, że klienta przyciąga się do lokalu oferując mu jakąś wartość dodaną, np. darmowy internet. Widocznie jednak mało wiemy o życiu... :-)

    Na lotnisku tak samo. Chcesz internet to płać. Taniej niż w Szwecji, bo 10 EUR za 24h, ale tym razem również się obejdę. Pisząc te słowa jest 22:10. Pora spać. Jutro ostatni dzień tripu. O 7:30 lot do włoskiej Pizy.

  10. #10

    Dołączył
    Apr 2010

    Domyślnie

    podzowiam, wszystko zgrane w czasie kiedy spałam na Okęciu też widziałam dobrze przygotowanych ludzi do snu w ekstremalnych warunkach

  11. #11
    Awatar PolishAir42

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Ft. Lauderdale/Miami, FL - USA
    Wpisów
    110

    Domyślnie

    Bezprzewodowy internet na Skavscie jest, ale... płatny 90 SEK (ok, 45 PLN) za 3 godziny. Dziękuję. W domu za miesiąc płacę mniej. Zanim jednak dotarłem do Szwecji musiałem wysiąść z polskich kolei w Zawierciu.
    Jak sam zobaczylem te ceny to sie tylko puknalem w glowe zeby taki barak jeszcze tak zdzieral z ludzi.
    Ostatnio w Blogu: Easy in AUA

    Pics - www.nonreving.com


  12. #12

    Dołączył
    Apr 2010

    Domyślnie

    należy przyjąć,że oni więcej zarabiają i jest to generalnie inny świat. W Danii ceny też,że uhuhu 1,5l cola = 11zł. Kolega zrobił 1 dniowy wypad do Malmo i też mówił ,że one way ticket na nasze 40zł

  13. #13
    Awatar ygryy

    Dołączył
    Feb 2011

    Domyślnie


    Polecamy

    Lotnisko w Gironie jest większe niż te na Skavscie. Więcej przestrzeni. Na hali odlotów znajduje się food bar, w którym można posilić się ciepłym posiłkiem, a rano zjeść śniadanko. Kto woli jednak zachować parę EUR w portfelu, a jednocześnie postanowił zwiedzić Gironę – podpowiadam wizytę w miejscowym Lidlu (500 m od dworca autobusowego). Zaopatrzyłem się tam w dużą bagietkę, kiełbaski, ciasteczka na deser i napój 2,5-litrowy. Wystarczyło mi to na kolację i śniadanie, a zapłaciłem niecałe... 6 EUR.


    Na znajdujących się na departure filarach (nie wszystkich) są umiejscowione kontakty elektryczne. Trzeba się jednak odpowiednio wcześniej przy nich zadomowić, ponieważ jak tego nie zrobimy to pozostanie nam jedynie stwierdzenie, że są już okupowane :-) Tym razem pod jednym leżał sobie gość i oglądał film na laptopie, a pod kolejnym jakaś dziewczyna rozłożyła się z czajnikiem elektrycznym, lokówką do włosów i jeszcze kilkoma urządzeniami, których przeznaczenia nie znam ja i podejrzewam, że zna niewielu mężczyzn...



    Po godz. 22 pod jednym z filarów rozłożyłem swoją matę samopompującą, plecak pod głowę, śpiwór na siebie. Aby zapewnić sobie nieco spokoju przysunąłem stend reklamowy Ryana. Zasnąłem bardzo szybko. Ok. 2 obudził mnie jakiś hałas. Otwieram oczy i widzę pracownika lotniska jeżdżącego wózkiem elektrycznym i sprzątającym podłogę. Tu się nieco zaskoczyłem (pozytywnie), bo wielokrotnie czytałem na forach i blogach, że np. w Bergamo na czas sprzątania wszyscy bacpackersi są stłaczani w jednym rogu lotniska na kilka godzin, aż zostanie ono posprzątane. Tymczasem w Gironie pan sprzątał całą halę metr po metrze, podjeżdżał do mnie i... po prostu mnie omijał. Objeżdżał dookoła i jechał dalej. Nice :-)


    Ok. 4 zaczęli schodzić się ludzie na poranne odloty. Pora wstawać. Poczułem się strasznie nieświeżo. Czas coś z tym zrobić. Toalet sporo, ale wszystkie całkiem często odwiedzane. Zamknąłem się więc w toalecie dla niepełnosprawnych. Tu spokojnie się umyłem, jednak prysznic to to nie był... Check in bez problemu. Za security tyle miejsca, że wcisnąłem się na jakąś ławkę (miękkie obicia) przy mało uczęszczanym gate i... jeszcze 1,5 godz. pospałem. Obudziłem się jak zaczęli nawoływać pasażerów mojego samolotu do wyjścia. Ładnie. Ja tu spałem, a kolejka całkiem, całkiem. Małe zdziwienie, bo przy wyjściu na płytę lotniska akcja „koszyk”. Żal mi się zrobiło dziewczyny, która przyszła z torbą o takich gabarytach, że chyba nawet na rejestrowany była by za duża. Kobieta z obsługi lotniska poleciła włożyć torbę do koszyka, a ta dziewczyna usiadła i się chyba załamała... Minę miała nieciekawą.



    Na zewnątrz mgła. Jak te samoloty lądują? Musi być chyba system ILS. Mimo jednych z ostatnich pozycji zajmuję miejsce przy oknie. Start. Po osiągnięciu wysokości przelotowej ponownie zasypiam. Jednak takie tanie podróżowanie jest męczące ;-) Budzę się jak schodzimy do lądowania. Siadamy mięciutko, a po chwili już idę w stronę terminala. Piza. Italia. Pogoda cudowna. Ciepło i słonecznie. Rewelacja. Lotnisko raczej małe, ale oblegane. Oprócz Ryana lata tu EasyJet, tradycyjne linie i jeszcze kilka lowcostów. Po terminalu biegają goście w garniturkach i wciskają karty kredytowe Citi... Skąd ja to znam :-)






    Na zewnątrz jeszcze bardziej mi się podoba. Ile zieleni. Extra! Mam 4 godz. stop overa. Później kolejny lot do Frankfurtu Hahn. Powinno wystarczyć czasu na na największą atrakcję Pizy i jedną z największych całych Włoch. Krzywa Wieża. Z lotniska to jakieś 4-5 km. Można sobie zrobić spacerek, ale ze względu na niewielką ilość czasu i dwa dni drogi za sobą decyduję się na przejażdżkę komunikacją miejską. Do samej Krzywej Wieży spod samego terminala kursuje autobus linii czerwonej (Lam Rossa). Bilet 4-godzinny (na wiele przejazdów w tym czasie) kosztuje 1,75 EUR i można go nabyć w automacie na przystanku. Co mnie nieco zaskoczyło to bardzo duża liczba przystanków po drodze. Autobus zatrzymuje się praktycznie co 200-300 m. Mijamy dworzec kolejowy. Stąd pociągami możemy dostać się w inne ciekawe miejsca w okolicy, np. do Florencji.


    Dojeżdżam do Krzywej Wieży. Na tabliczce z trasą kursu, która jest zawieszona w autobusie – przy odpowiednim przystanku jest narysowana ów wieża. Nie sposób nie wiedzieć gdzie wysiąść :-) Sama wieża w istocie jest dzwonnicą katedralną i należy do kompleksu zabudowań w stylu romańskim na Campo dei Mir&#224;coli. Ze względu na niestabilne podłoże wieża zaczęła się odchylać jeszcze w trakcie budowy rozpoczętej w 1174 r. Przez całą swoją historię wieża mniej lub bardziej się odchyla/odchylała od pionu. Od 2001 r. (wcześniej zamknięta) otwarta dla turystów.


    Widok naprawdę niesamowity. Do tej pory widziałem ją tylko na zdjęciach i w telewizji. A słyszałem o niej już chyba w przedszkolu jak mama opowiadała mi, że takie cuda na świecie się zdarzają :-) Jak zwykle najwięcej turystów z Japonii, chociaż nie tylko – słyszałem i polski język. Każdy robi sobie zdjęcie trzymając wyprostowane do pionu dłonie. Ot taka ciekawostka :-) Mnóstwo straganów z pamiątkami i wbrew pozorom nie są takie drogie. Samo wejście na wieżę już trochę kosztuje. 15 EUR. Ja dziękuję. Jak na budżetowego turystę przystało zadowolę się jedynie jej pięknem zewnętrznym ;-)








    Pora wracać. Te autobusy Lam Rossa to fajna sprawa. Kursują dosłownie co 10 min. Okazuje się, że mam jeszcze trochę czasu do odlotu. Wysiadam po drodze przy pomniku Galileusza (urodzony w Pizie włoski astronom z XVI w.) To starówka. Idę na spacer i w poszukiwaniu prawdziwej, włoskiej pizzy. Jeszcze przed podróżą założyłem sobie, wielokrotnie słysząc tu i ówdzie jak to nasza, polska odmiana pizzy różni się od oryginału, że muszę właśnie ten oryginał sprawdzić. I nie sprawdziłem. Godz. 12 w południe, w tu wszystko pozamykane. Część lokali dopiero się otwiera. Te co są otwarte serwują jedynie kawę, napoje i cista/ciastka. Pizza jest dostępna jedynie w kawałkach, odgrzewana i na wynos. Nie tak to sobie wyobrażałem. Ostatecznie skosztowałem czegoś, czego niestety nie pamiętam jak się nazywało. Obrazowo rzecz ujmując wyglądało to tak, jakby ktoś dwie pizze nałożył na siebie i tak upiekł. Smak nawet znośny, ale ogólnie jestem rozczarowany.


    Na lotnisku jestem godzinę przed odlotem. Bardzo duża kolejka do security. Największa z dotychczas widzianych i odstanych. Porusza się jednak sprawnie. Co większe plecaki lądują (lub nie, bo się nie mieszczą) w koszyku. Mój łaskawie nie musiał. Znowu siadam przy oknie. Startujemy z blisko godzinnym opóźnieniem. Jestem nieco zaniepokojony, ponieważ w Hahn mam przesiadkę na samolot do Gdańska z jedynie 2-godzinnym, planowym stop overem. Przelatujemy nad Alpami – niesamowity widok.






    Frankfurt Hahn wita nas brakiem śniegu (dobrze), ale zimną i wietrzną aurą (niedobrze). Godzina do kolejnego lotu. Całe szczęście kolejki do security nie ma wcale. Jeszcze krótki rekonesans po lotnisku i wokół, a następnie do odprawy. Ta bezproblemowa. Na lotnisku jeszcze nieduża kanapeczka ze słynnym niemieckim wurstem i do gate'u. W samolocie miła niespodzianka – stewardesa po sprawdzeniu kart pokładowej życzy mi czystą polszczyzną „miłej podróży”. Polska załoga. Fajnie.






    Ostatnia prosta. Jestem wyczerpany. Ale też niesamowicie zadowolony. Taki ciekawy trip za tak niewielkie pieniądze! Po 1,5-godzinie zniżamy się nad Gdańskiem. Miękkie lądowanie i z powrotem na polskiej ziemi. Jeszcze tylko miejski autobus linii 210 do centrum (bilet 3 PLN) i pociąg/autobus do Warszawy.


    3 dni w podróży. 6 lotów. 7 odwiedzonych miast i lotnisk. Koszt biletów to... 151 PLN. Całość tripu zamknęła się w kwocie 300 PLN. Czas na planowanie kolejnego...

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •