Strona 1 z 2 1 2 OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 1 do 20 z 21
  1. #1
    Awatar piciuuu

    Dołączył
    Jul 2010
    Mieszka w
    POZ

    Domyślnie POZ-TRF-POZ by W6 czyli urodzinowe latanie bez celu w celu latania


    Polecamy

    Na początku uprzedzam, że osoby zainteresowane zdjęciami nie będą zadowolone, tak i ja nie byłem po wieczornej wyprawie. Ale do rzeczy:

    Relacja miała powstać na świeżo, zaraz po powrocie, ale jak to zwykle bywa, nie powstała… Teraz kolano dochodzi do siebie po spotkaniu ze skalpelem, czyli i mobilność ograniczona, tak więc ponad 2 tygodnie po fakcie relacja jest.

    p.s. o dziwo na początku: relacja okazała się dłuższa niż sam wypad



    Po trzech lotach FRancą jakoś tak ciągnęło mnie do powrotu na stare śmieci na pokład W!zz’a. Wizyta na ich stronie, znajomy kierunek, interesująca cena i już wiedziałem, że urodzinowy wieczór będzie wyglądał trochę inaczej. Oczywiście system rezerwacji protestował, że to niet niet nie nada, jednak kupując 2 razy OW dało się to obejść. Jakby nie patrzeć poznańska pyra ze mnie, ale na Ławicy często nie gościłem, co jednak i tym razem się zmieniło. Plan był taki:
    Odlot 19:10, w Oslo Torp 20:45, tam aż 30 minut przerwy i o 22:50 Welcome back in Poznań. Teoretycznie. Lotnisko w Torpie znałem bardzo dobrze i wiedziałem, że wchodząc do terminalu stanę w cztery oczy z wychodzącymi z niego, ale niech coś nie wypali i będę musiał zdmuchiwać świeczki na krzesełkach w hali odlotów, prawie jak Tom Hanks w Terminalu, a służba zdrowia już na mnie czeka? Tak więc plan B jak BRAK i plan C jak Credit Card Gorzej było przebrnąć przez te wszystkie rozmowy, a każda z nich była w sumie identyczna:
    - To co robisz z urodzinami?
    - Lecę do Norwegii.
    - Ooo, fajnie. Na cały weekend?
    - Nie.
    - Znowu na cztery godziny?
    - Nie, to już przeżytek, teraz na pół godziny.
    - ?!?!?!?!?!?!?!?!
    Tym oto sposobem, nie trafiając nawet na szczyptę zrozumienia, przyszło mi spędzać lot w samotności…

    No i przyszedł dzień „wyprawy”. Przed wyjściem z domu kontrola METARu dla ENTO dla minimalizacji ryzyka, CAVOK, tak więc aparat na szyję i do boju. Na lotnisku byłem godzinę przed odlotem więc zaraz poszedłem do security control. W oddali było widać jakiś różowy punkt, na tablicy odlotów był tylko jeden W6, i to mój, czyli pierwszą część planu mogłem uważać za zrealizowaną. Pasażerów było całkiem sporo, jak się później okazało LF ok. 90%. Potem słychać było obowiązkowe teksty w stylu „to tylu nas dzisiaj zginie?” no i ruszyli do autobusu (patrząc na te sceny KMN mógłby odświeżyć swój kabaret). Na płycie czekała jedna z najnowszych landryn - HA-LWC.



    Tradycyjnie zająłem miejsce przy silniku, tym razem trafiło na 8F i zaraz zapytałem stewardessy o możliwość wizyty w kokpicie po lądowaniu. Powiedziała, że nie powinno być problemu, po czym, gdy już się wygodnie rozsiadłem, zapytała czy nie wolałbym jednak usiąść przy wyjściu awaryjnym? Pewnie że tak! Chyba było widać po mnie, że mam urodziny Potem już tradycyjnie: safety demo (zawsze mnie fascynuje ta synchronizacja), start-up silników, taxi do 29, ready for take-off, no i start z zatrzymanego, tak jak lubię, i szybkie wznoszenie na FL360. Lot był spokojny (bardziej trzęsie gdy sąsiad włączy pralkę lub bardziej brutalna wersja: gdy się spłukuje wodę we wiadomym miejscu), kapitan przemówił dwa razy: o wysokości itp. oraz o widocznej Kopenhadze po lewej stronie. Wstawiłbym jakieś jej zdjęcie, ale niestety żadne się nie nadaje. Dla wyjaśnienia zamknijcie na chwilę oczy i ta ciemność to będzie właśnie Kopenhaga z moich fotek. Żadnych mijanek też nie będzie, bo ich nie było (przynajmniej nie widziałem), a nawet jakby były to patrz sytuacja z Kopenhagą. Następnie zniżanie, na zewnątrz zrobiło się jaśniej, w środku trochę ciemniej, miękkie lądowanie na 36 no i gromkie oklaski. Już się cieszyłem na widok DC-3 przy jednym z hangarów, ale się zawiodłem… Naliczyłem za to chyba 4 Dash’8 Wideroe. Zaparkowaliśmy przy Gate 12 i jeszcze nie wyłączono sygnalizacji zapięcia pasów, a już kolejka do wyjścia ustawiła się taka, jakby ktoś chciał przebiec pierwszy przez finisz i dostać co najmniej złoty medal. Potem zapytałem tą samą stewkę o możliwość rezerwacji miejsca na powrót, bo zaraz tu wrócę, na co po krótkim, ale jakże wymownym zdziwieniu, zgodnie przytaknęła. Wizyta w kokpicie była dosyć krótka, gdyż pani z handlingu niecierpliwiła się, ale gdy zakomunikowałem o moich powrotnych planach, po kolejnym zdziwieniu dostałem specjalne zaproszenie na dłuższy pobyt w kokpicie po lądowaniu w POZ. Tymczasem w terminalu pasażerowie byli już gotowi do wejścia na pokład.



    Ze względu na brak pieczątek w paszportach/dowodach, stwierdziłem że kupię chociaż jakieś norweskie czekoladki, dla potwierdzenia faktu pobytu w Norwegii. Jakie było moje zdziwienie, gdy siedząc już w samolocie popatrzyłem na nie i co zobaczyłem? Produceret i Kongeriget Danmark… Dosyć, że nie Made in China Potem udałem się do bramki, gdzie tym razem konsternacja dopadła mnie. Pani „w okienku” trzykrotnie skanowała mój boarding pass i nic… Już zawisła nade mną wizja rozbicia namiotu na mroźnym norweskim powietrzu, lecz popatrzeliśmy na ten kawałek papieru i: data i moje dane zgadzały się, departure i arrival też, tyle że… No właśnie, w odwrotnej kolejności… Prawidłowa karta się znalazła no i droga do domu się otworzyła. Spokojnie pospacerowałem do tylnego wejścia, tym razem o dziwo HA-LWC, cyk fotka uwieczniająca:



    Uśmiech FA na powitanie wyglądał w przypadku mojej osoby zupełnie inaczej. Wchodzę, patrzę, co to za prawie że przepychanki na środku samolotu, a tu znajoma już stewardessa jak lwica broniła „mojego” miejsca Jak się okazało, byłem pierwszym znanym Jej przypadkiem, żeby to wracać po tak krótkim czasie tym samym samolotem. Potem to już znajomy schemat i start, ale już z 18. FL370, Kopenhaga tym razem po prawej stronie i znowu spokojny lot, jak niedzielny poranek (też szumiało w głowie, ale teraz to tylko silniki). Gdy snack-bar z przedniej części samolotu dotarł do mojego rzędu, FA patrząc na mnie, powiedziały: „Gdzie się pan podziewał, zajęłyśmy dla pana cały pierwszy rząd”. Po tym zdaniu spojrzenia pasażerów były bezcenne: „kto to w ogóle jest? Wszędzie rezerwacja miejsc?!?”. Później czekał mnie spacer na sam przód i w związku z tym jedno pytanie: skoro zakaz palenia papierosów na pokładzie jest już wszechobecny, to po co w toaletach samolotu (first flight date: 21/05/2010) umieszcza się popielniczki oklejone z 50 razy znaczkami o zakazie palenia? Zważywszy na start z 29 cieszyłem się na pierwsze podejście do lądowania nad Poznaniem, ale jak się potem okazało, warunki pozwoliły na mały skrót, do tego korzystny wiatr w plecy i lądowaliśmy na 11 prawie pół godziny przed czasem. Ponownie tak miękko, że aż zastanawiałem się czy to już. Ale rewersy pracowały. Oczywiście nie zapomniałem o kokpicie, jednak okazało się, że autobus już na mnie czeka… Jednak krótkie negocjacje z obsługą lotniska i wstawiennictwo crew sprawiło, że autobus odjechał a ja zostałem. Wizyta za sterami była raczej merytoryczna, więc zdjęć z kokpitu nie będzie. Po przekazaniu samolotu obsłudze technicznej kapitan poprosił o sprawdzenie lewego amortyzatora, bo arbuz trochę bardziej po tej stronie przysiadał przy lądowaniu, jednak wszystko mieściło się w normie. Po dobrych 20 minutach nie chciałem już bardziej zawracać głowy po całym dniu pracy i zacząłem się zastanawiać, jak tu opuścić płytę lotniska. Z pomocą przyszedł znowu kapitan, który eskortował mnie przez General Aviation aż do wyjścia, z honorami, bo który to pasażer tędy wychodzi I tak oto zakończyła się moja, krótka bo krótka, ale jednak wyprawa.



    Tutaj chciałbym podziękować cpt. Markowi Kołodko i całemu CC z dn. 26.03 za te urodzinowe loty i wszystkie przywileje!

    A dla zastanawiających się nad celem takich wypadów kilka moich argumentów „za”:
    - widok tego cuda techniki
    - dźwięk silnika, szczególnie przy start-up i spool-up
    - to jedyne w swoim rodzaju „ping” zaraz po starcie
    - wciskanie w fotel
    - szczególna atmosfera lekkiego niepokoju na pokładzie
    - uczucie wolności, odłączenia się od świata zewnętrznego
    - widoki za oknem
    - głuche uderzenie przy wypuszczaniu podwozia, od którego przechodzą mnie ciarki
    - zapach kerozyny po wyłączeniu silników
    - i… i... i...
    Tego wszystkiego można doświadczyć tylko i wyłącznie na pokładzie samolotu.

    A najlepiej podsumowała to moja znajoma (oponentka wypadów dla samego lotu) po swojej inicjacji lotniczej parę dni temu: „już widzę ideę w lataniu do Oslo na 3h”.

    Na koniec małe porównanie moich, póki co nie za wielu, lotów W6 i FR:

    Zdecydowana wygrana Wizz Air!!! Dlaczego?
    - uroda Cabin Crew
    - maszyny (Airbus i IAE z genami RR)
    - lepsza organizacja obsługi
    - czystość
    - nawet dzieci są spokojniejsze na pokładzie

    No a Ryanair
    - lepsza siatka połączeń
    - a poza tym uczucie bycia na jakimś miejskim targowisku (nieraz nawet zapachy podobne), ciągłe loterie, wciskanie produktów no i te „kubraczki”, niczym pożyczone od pań z Poczty Polskiej, jednak w uboższej wersji.

    Mam nadzieję, że nie zanudziłem. Teraz zbliżają się imieniny i w planach misja Embrion i WiATRak by PLL LOT (póki jeszcze istnieją)

    Pozdrawiam
    Piotrek

    p.s. tym razem w prawidłowym miejscu: są to tylko moje domysły, ale po lekturze, znaczy się obejrzeniu obrazków lotniskowego magazynu Torp „Take Off”, doszedłem do wniosku, że powrót tym samym samolotem zaraz po wyjściu z niego jest możliwy na każdym norweskim lotnisku (korzystanie ze sklepu wolnocłowego jest możliwe zarówno dla osób odlatujących jak i przylatujących).



  2. #2
    Awatar charli91

    Dołączył
    Nov 2010
    Mieszka w
    Gdańsk

    Domyślnie

    Bardzo miła relacja, Torp jest świetny pod tym względem.
    Sam miałem okazję w marcu spędzić kilka godzin na lotnisku.
    Musisz zaszaleć teraz z Malmo, polecam. Leciałem jeszcze w zeszłym miesiącu jak była możliwość spędzenia kilka godzin na lotnisku. W maju z kolei z racji już wyczerpanych wszystkich ciekawych fajnych lotów, a że czasem trzeba naładować sobie baterię (polatać) to lecę do MMX, i też z pół godzinną przesiadką.

  3. #3
    Awatar piciuuu

    Dołączył
    Jul 2010
    Mieszka w
    POZ

    Domyślnie

    Jeżeli chodzi o latanie dla przyjemności, to Gdańsk zdecydowanie przebija Poznań siatką połączeń. Dlatego też goszczę tam częściej niż na "swoim"



  4. #4
    Awatar Boguś

    Dołączył
    Oct 2008
    Mieszka w
    Warszawa/Łowicz

    Domyślnie

    Nie zanudziłeś! Wręcz przeciwnie, bardzo miło się czytało. Kto by pomyślał, że taka krótka wyprawa może przynieść tyle ciekawych przygód i niezapomnianych wspomnień.

  5. #5
    Awatar Canon

    Dołączył
    May 2007
    Mieszka w
    WAW

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez piciuuu Zobacz posta
    Jednak krótkie negocjacje z obsługą lotniska i wstawiennictwo crew sprawiło, że autobus odjechał a ja zostałem. Wizyta za sterami była raczej merytoryczna, więc zdjęć z kokpitu nie będzie.(...) Po dobrych 20 minutach nie chciałem już bardziej zawracać głowy po całym dniu pracy i zacząłem się zastanawiać, jak tu opuścić płytę lotniska. Z pomocą przyszedł znowu kapitan, który eskortował mnie przez General Aviation aż do wyjścia, z honorami, bo który to pasażer tędy wychodzi.
    Miałem identyczną sytuację po locie WAW-POZ. Zostałem do końca, żeby zrobić fotkę, stewka puściła paxów, a ja po pół godziny wróciłem autobusem do terminala z załogą.

    Poza tym mimo, że relacja dotyczy bardzo krótkiej podróży, to sprzedałeś to ciekawie

  6. #6

    Dołączył
    Aug 2010

    Domyślnie

    Dobrze mi się czytało, fajna wycieczka, szkoda że po ciemku. Dobrze wiedzieć, że w Oslo Torp da się też zrobić taki numer typu "tam i z powrotem". Jest to raczej bezbolesne, czy jest jakieś ryzyko?

  7. #7
    Awatar piciuuu

    Dołączył
    Jul 2010
    Mieszka w
    POZ

    Domyślnie

    Moim zdaniem ryzyka brak, pomijając oczywiście opóźnienia, przekierowania czy też warunki pogodowe.



  8. #8
    Awatar master2007cdi

    Dołączył
    Dec 2009
    Mieszka w
    EPLL

    Domyślnie

    Super tekst,ale jesli to nie tajemnica to powiedz jaki koszt takich urodzin

  9. #9
    Awatar momopoznan

    Dołączył
    Apr 2010
    Mieszka w
    EPPO

    Domyślnie

    Uwaga strzelam albo 4+4=30 albo 19+4=45 czy też 19+19=60 ja stawiam że były to urodziny więc ta pierwsza opcja.

  10. #10
    Awatar piciuuu

    Dołączył
    Jul 2010
    Mieszka w
    POZ

    Domyślnie

    Hehehe blisko, blisko Tak więc 4+69=32,25.
    TRF-POZ to był OW przeliczany z NOKów, na wizz'owe odpowiadał PROMO, czyli 15 zł.



  11. #11
    Awatar michastrain

    Dołączył
    Jan 2010
    Mieszka w
    Suwałki / Warszawa

    Domyślnie

    Chyba też sobie zafunduję taki prezent na urodziny

  12. #12
    Awatar piciuuu

    Dołączył
    Jul 2010
    Mieszka w
    POZ

    Domyślnie

    Wróóóóóóć!!! Przy tej całej matematyce, co tu uprawiamy, aż się pogubiłem... Tak więc małe sprostowanie: 4+69=15+32,25=47,25



  13. #13
    Awatar master2007cdi

    Dołączył
    Dec 2009
    Mieszka w
    EPLL

    Domyślnie

    A ja nadal nic nie wiem na temat kosztów...

  14. #14
    Awatar piciuuu

    Dołączył
    Jul 2010
    Mieszka w
    POZ

    Domyślnie

    Kończąc te zawiłości 47,25 PLN.



  15. #15
    Awatar master2007cdi

    Dołączył
    Dec 2009
    Mieszka w
    EPLL

    Domyślnie

    W takim razie pozazdrościć.Może kiedyś i mi się uda...

  16. #16
    Awatar Gladki

    Dołączył
    May 2010
    Mieszka w
    -

    Domyślnie

    Bardzo miło się czytało, ciekawie przedstawione wydarzenia .


    Gorzej było przebrnąć przez te wszystkie rozmowy, a każda z nich była w sumie identyczna:
    - To co robisz z urodzinami?
    - Lecę do Norwegii.
    - Ooo, fajnie. Na cały weekend?
    - Nie.
    - Znowu na cztery godziny?
    - Nie, to już przeżytek, teraz na pół godziny.
    - ?!?!?!?!?!?!?!?!
    Tym oto sposobem, nie trafiając nawet na szczyptę zrozumienia, przyszło mi spędzać lot w samotności…


    wyobraź sobie, że też jestem tak traktowany przez swoich znajomych nie jesteś sam.

  17. #17
    Awatar anthony

    Dołączył
    Apr 2007

    Domyślnie

    Super pomysł. Idąc Twoimi śladami właśnie kupiłem WAW-MMX-WAW za 100PLN mam nadzieję, że mnie wpuszczą z powrotem na ten sam samolot

  18. #18

    Dołączył
    Apr 2009

    Domyślnie Nic dodać

    A dla zastanawiających się nad celem takich wypadów kilka moich argumentów „za”:
    - widok tego cuda techniki
    - dźwięk silnika, szczególnie przy start-up i spool-up
    - to jedyne w swoim rodzaju „ping” zaraz po starcie
    - wciskanie w fotel
    - szczególna atmosfera lekkiego niepokoju na pokładzie
    - uczucie wolności, odłączenia się od świata zewnętrznego
    - widoki za oknem
    - głuche uderzenie przy wypuszczaniu podwozia, od którego przechodzą mnie ciarki
    - zapach kerozyny po wyłączeniu silników
    - i… i... i...
    Tego wszystkiego można doświadczyć tylko i wyłącznie na pokładzie samolotu.

    Nic dodać nic ująć. Po za tym szybko i bezpiecznie i czasem tanio.

  19. #19
    Awatar anthony

    Dołączył
    Apr 2007

    Domyślnie

    Mam pytanie, czy w takim przypadku podczas odprawy w POZ drukują kartę od razu na powrót z TRF ?
    EDIT:
    Głupi ja, przecież będę odprawiony przez internet.
    Ostatnio edytowane przez anthony ; 15-04-2011 o 15:23

  20. #20
    ModTeam
    Awatar Quantas

    Dołączył
    Jan 2007
    Mieszka w
    Pyrlandia

    Domyślnie


    Polecamy

    Jak ja lubię takich świrów
    My w Sandefjord jednak 4h spędziliśmy

    P.S. podróż nasza z 2008 roku była o tyle pamiętna że przypomniałem sobie lecąc tam że mam w plecaku scyzoryk. Sądziłem że w Torp powinienem go wywalić do śmieci bo Norwegowie, w przeciwieństwie do Polaków mi go zabiorą i zrobią aferę, ale... oni też byle jak patrzą na to co im skanery pokazują, i kozik wrócił ze mną do POZ.
    http://img178.imageshack.us/img178/4793/nozykue5.jpg



Strona 1 z 2 1 2 OstatniOstatni

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •