Strona 1 z 2 1 2 OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 1 do 20 z 21
Like Tree1Likes

Wątek: WAW-MUC-GRU-CWB-IGU-CWB | NVT-GIG-GRU-MUC-WAW - Lufthansa, Avianca i Gol

  1. #1

    Dołączył
    Oct 2009
    Mieszka w
    MAD

    Domyślnie WAW-MUC-GRU-CWB-IGU-CWB | NVT-GIG-GRU-MUC-WAW - Lufthansa, Avianca i Gol


    Polecamy

    Witajcie!

    Na przełomie lutego i marca tego roku wybrałem się z rodziną do Brazylii. Łącznie wyszło 9 odcinków, 4 linie lotnicze, 4 typy samolotów i helikopter. Relacja długa, bo pisana na bieżąco, a jak wiadomo, trudniej wtedy o dyscyplinę. Miłej lektury!

    24/02 WAW-MUC LH1615 ERJ195 (D-AEMA) obsługiwany przez Augsburg Airways

    Na lotnisku spotkaliśmy się na ok 2 godziny przed odlotem. Czas na duże cappuccino i małe zaskoczenie. Gdy podszedłem do stanowiska LH, zapytać czy można się już odprawiać, poinformowano mnie, że NIEe - tylko pasażerowie biznes mogę to zrobić, reszta przez maszyny do selfcheckingu. Trochę to dziwne, ale OK (tym bardziej, że oprócz nas nikogo jeszcze nie było). Jedna osoba i tak nie mogła się odprawić, bez i z pomocą pracownika lufy, więc i tak skończyło się tradycyjnie. Mały zgrzyt był jeszcze przy nadawaniu bagażu. Mieliśmy 46 kg limitu na osobę. Mimo, że każdy miał po jednej sztuce rejestrowego, jedna walizka ważyła 24 kg - czyli za dużo. Niestety Pani z LH zamiast najpierw sprawdzić nasze limity, w sposób mało przyjemny zaproponowała dopłatę za nadbagaż, ew. przepakowanie lub wyrzucenie tego jednego kilo. Spokojnie wytłumaczyłem jej, że w nasz limit to 46 kg i poprosiłem o sprawdzenie tego. W między czasie przepakowałem nadprogramowy kg, problem znikł, na twarzy Pani z LH pojawił się uśmiech i super uprzejmym tonem zaczęła, że w sumie to przepakowywać nie było trzeba i życzyła miłego lotu! Bezproblemowa i sprawna kontrola bezpieczeństwa, drobne zakupy i spacerem pod gate 7. Boarding z rękawa, zająłem miejsce 25D w nowiutkim Emb195. Start o czasie z voleya z 33. LF na oko w 95%. Po jakiś 20 min bardzo ładne stefki rozpoczęły serwis. Nie jestem entuzjastą zimnych kanapek rozdawanych w lufie, w związku z tym odpuściłem sobie i poprosiłem o piwo. No problem, i za chwile idealnie zimna zawartość butelki Warfteinera towarzyszyła mi przez pozostałą część bardzo spokojnego lotu. Już na prostej, równolegle z nami lądował jakaś inny samolot LH. Lekki kangur przy przyziemieniu i taxi pod czekające autobusy.
    Na przesiadkę mieliśmy około 3h, więc na pełnym luzie, odwiedzając po drodze kolejne sklepy doszliśmy do kontroli paszportowej, potem mijając B777, A340, A330 i 2xAvro Swiss długi i spacer do gate’u H48 (ostatni gate w skrzydle H). MUC jest jednym z najbardziej przyjaznych lotnisk, które miałem okazję dotychczas odwiedzić. Trzeba naprawdę mocno się starać żeby nie trafić do celu. Przesiadki to czysta przyjemność! Za szybą nasz 14-letni Airbus A340-300 Goerlitz (D-AIGM). Planowo o 20:45 rozpoczął się boarding.

    24/02 MUC-GRU LH504 A343 (D-AIGM)

    Tym razem 36K. W Y ludzi full, naprawdę nie widziałem ani jednego wolnego miejsca. Po przylocie do GRU, wychodząc z samolotu przez C - ta sama sytuacja, wszystkie miejsca były zajęte. W sumie to nie ma się czemu dziwić - w końcu w Brazylii rozkręcał się na dobre karnawał. Pushback, odpalenie silników i kołowanie do pasa. Demo na PTV, przywitanie i kilka słów o locie od kapitana. Jakoś nie mogę przyzwyczaić się do startu dużych, ciężkich samolotów. Zawsze - chcą nie chcą - uśmiecham się do siebie i zastanawiam, czy te 400 ton blachy, wachy, ludzi i wszystkiego innego nie zrobi jakiegoś głupiego numeru i oderwie się w końcu od ziemi . Starty to bezdyskusyjnie najfajniejsza część lotu. W połączeniu z jakimś dobrym kawałkiem muzyki są w stanie poprawić najbardziej popsuty humor. Szybko włączam PTV, wybieram flightinfo i obserwuje jak powoli rośnie liczba stóp wysokości. Jest super! Nad Alpy wlatujemy z 17000ft wys. Po drodze przelatujemy nad Marsylią, Barcelonę mijamy po prawej, dalej interiorem Hiszpanii, nad ocean wlatujemy na wysokości Kadyksu. W tym mniej więcej momencie odpływam. W międzyczasie, ok 30 min po starcie, rozpoczął się serwis przekąsek i napoi. Tradycyjnie na dobry początek gin-tonic, jakieś krakerso-paluszki, potem poprosiłem jeszcze o kolejnego tego dnia Warfteinera. No problem, wszystko z uśmiechem i bez kręcenia nosem. Mniej więcej po kolejnej godzinie lotu rozpoczął się serwis "dania głównego". Do wyboru był makaron i wołowina. Wybrałem to drugie. Jedzenie jak to w samolocie w Y - bez rewelacji, ale co najważniejsze zjadliwe i ciepłe. Wybrany przez resztę makaron i speacal meal (seafood - kawałek pieczonego łososia) też były ok.

    Dla fanów podniebnych uczt foto .


    Obsługa pokładowa w porządku: sympatyczna i pomocna, sprawnie zajmowała się paxami. Po głównym serwisie jeszcze raz pojawiła się z wózkami. Z pokładowego systemu rozrywki jakoś specjalnie nie korzystałem, ale wydał mi się uboższy niż np. w Qatarze. Z ciekawostek Social Network był z polskim lektorem. Coś tam jeszcze poszperałem w muzyce, popatrzyłem trochę na ostatnią kolejkę Bundesligi i... obudziły mnie turbulencje. Rzut oka na mapkę, jesteśmy nad Kanarami, a dokładnie, nad bliską memu sercu Fuertaventurą. Poprosiłem przechodzącą akurat stefkę o jeszcze jedno piwko - ostatnie, na sen . Znów bez problemów - minutę poźniej popijałem zimnego i ostatniego Warfstaingera wspominając spędzone na Fuercie, beztroskie 2 miesiące wakacji. Potem zęby, dresik i w kimę. Wstałem w dobrym momencie - co prawda było jeszcze ciemno, ale ruch paxów zwiastował koniec podróży. Jak tylko zaświtało, rozpoczął się serwis śniadania (omlet?!? ze szpinakiem i ryżem + dodatki) – za dużo niespodzianek jak na 5ta rano. Skończyło się na jogurcie, obowiązkowym soku pomidorowym i kawie! Najwyższy czas lądować. Już nad samym miastem zaczęliśmy kręcić kółka, odezwał się kapitan i poinformował, że musimy trochę poczekać w holdzie, ponieważ jakiś inny samolot zgłosił sytuację awaryjną i ma pierwszeństwo. Trwało to mniej więcej 10 min, po których kontynuowaliśmy naprawdę niesamowite podejście. Leci się dosłownie nad morzem zabudowań, po horyzont miasto, a raczej przedmieścia Sao Paulo. Samo lądowanie (lekko przed 6 rano, czyli kilka minut przed czasem) - co tu dużo mówić - twarde przyziemienie, kangur i kolejny raz twardo. Ostre hamowanie, rewersy, zjazd z pasa. Zaraz za nami ląduje B744 lufy z FRA, a na mijanym "poboczu" między innymi (chyba już nieloty): DC8 i kilka B727 cargo.
    Jeśli ktoś kiedyś będzie leciał tym lotem, to polecam szybko opuścić samolot i "lecieć" do immigration. Problem polega na tym, że mniej więcej w tym samym czasie oprócz dwóch samolotów lufy przylatują na ten sam terminal m.in. KLM, LX, AF, BA i coś tam jeszcze. Robi się gigant kolejka, w której przez nasze ociągactwo, spędziliśmy ponad godzinę. Po przejściu przez kontrolę paszportową okazało się, że bagaże z naszego lotu zostały już dawno rozdane. Nikt nic nie wie, nikt nie mówi po hiszpańsku/angielsku, full ludzi i generalny bałagan. W końcu przez przypadek wpadłem na jakiegoś gościa z lotniska i zapytałem, gdzie mogą być bagaże z MUC. A on - "tu", i pokazał stertę za sobą. Okazało się, że rano zawsze mają tu taki sajgon i specjalnie oddelegowane osoby pilnują bagażu osób, które jeszcze nie przeszły przez paszporty. Przy wyjściu moja siostra została skontrolowana pod kątem kontrabandy, kabanosów itp - luźna gatka, prośba o otwarcie torby i witamy w Brazylii.
    Następny i zarazem ostatni lot tego dnia (do Curitiby), mieliśmy dopiero o 16.45. Pomimo, że było kilka lotów wcześniej, ze względu na podróżujące z nami Panie, postanowiliśmy zrobić sobie odpoczynek. Na lotnisku Guarulhos w Sao Paulo są 2 czy nawet 3 "hotele" FastSleep. Rewelacja dla osób chcących odpocząć po locie lub mających kilka godzin na przesiadkę!!! Malutkie pokoiki z łazienką, TV, klima, free wifi - wszystko super czyste i pachnące. Istnieje możliwość wynajęcia na godziny, pół dnia lub dobę (ew. sam prysznic). Na miejscu jest jeszcze siłownia, minispa i salon kosmetyczno-fryzjerski. A wszystko to w samym środku terminala T2, skrzydło D, poziom 0 (najniższy) przy przylotach.



    Ceny przystępne, chyba 130 R$/2 os. (ok 250 zł) za 8 h. Można rezerwować przez internet. Obsługa sympatyczna, biegle mówiąca po hiszpańsku i ang, bez problemu pozwoliła mi wziąć szybki prysznic i zostawić bety, chociaż nie byłem gościem "hotelowym".
    Reszta, w tym ja mieliśmy parę godzin na załatwienie kilku spraw oraz na pozwiedzanie lotniska i okolic. Najważniejsze było opłacenie zarezerwowanych jeszcze w PL biletów na kolejne odcinki naszej podróży. Problem w kupowaniu biletów brazylijskich linii lotniczych (z tego co ja doświadczyłem, dotyczy to linii: WebJet, Azul i GOL) przez internet polega na tym, że poza AmExem, nie honorują żadnych innych kart kredytowych wydanych poza ich krajem. W związku z tym, po kilku bezskutecznych próbach różnych linii, połowicznie udało tylko na stronie GOL’a (systemy typu expedia, kayak znajdowały jakieś dziwne loty, w jeszcze dziwniejszych cenach, więc odpuściłem sobie). Po zrobieniu rezerwacji, dostałem potwierdzenie na maila, a potem jeszcze informację, że nie udało się ściągnąć kasy z konta i mam 72h na uregulowanie należności. Szybko skontaktowałem się z obsługą klienta via chat i udało mi się odroczyć płatność aż do naszego przylotu do Brazylii (z 72h na prawie 2 tygodni). Zapłaciliśmy bez żadnych problemów w biurze Gola, Duży plus dla nich!
    Samo lotnisko robi raczej słabe wrażenie. Na pierwszy rzut oka wygląda tak, jakby nic od 1985 roku nie zmieniło się. Nie mniej jest dobrze oznakowane i sensownie rozplanowane, tzn. każde skrzydło T1 i T2 (a jest ich 4 - A,B,C,E) jest przypisane konkretnym liniom. O tyle jest to wygodne, że mówisz taksówkarzowi jaką linią lecisz, a on wysadza przed wejściem konkretnego przewoźnika. Na lotnisku jest dużo sklepów, barów, restauracji i innych mniej lub bardziej potrzebnych przybytków. Polecam Cafe Brasilia (obok McD), kanapkę Big Boss i oczywiście kokosa. Lotnisko jest jakieś 25 km od centrum Sao Paulo, więc nie ryzykowaliśmy wycieczki. W informacji turystycznej dowiedzieliśmy się, że alternatywnie możemy np. pojechać do International Shoping Center (kilka km od lotniska), do którego dowożą z lotniska darmowe busy (wszystkie hotelowe i inne busy, taxi i inne odjeżdżają z poziomu 0 w skrzydle D). Nie chcąc czekać ponad h (sklepowe busy kursują co ok. 1,5 h), pytamy czy jest jakaś inna opcja i już po chwili jedziemy (co prawda za 10 $) jakimś hotelowym busem, który podrzuca nas pod samo wejście. Centrum handlowe monstrum. Na środku całkiem spore wesołe miasteczko z milionem maszyn do gry.



    Mnóstwo sklepów, całe piętro (takie 2xboisko do piłki nożnej) najróżniejszej gastronomii. Powrót za free, firmowym busem, z lekkim dreszczykiem, bo droga była totalnie zakorkowana. O 15.00 spotykamy się z resztą wycieczki, idziemy odprawić się na kolejny lot.

    25/02 GRU-CWB AV6385 Fokker 100 Avianca Brazil

    Wybór padł na brazylijski odłam kubańskiej Avianci z dwóch powodów. Godzina odlotu była idealna i dla nas, i dla naszych brazylijskich przyjaciół, którzy mieli nas odebrać z Lotniska w Curitibie. Poza tym mogłem bezproblemowo zapłacić kartą przez internet. Cena porównywalna z TAMem, który był późniejszą alternatywą.
    Lot na trasie GRU - POA, ze stopem w Curitibie obsługiwany był przez wysłużonego już, ale za to bardzo wygodnego Fokkera 100 (MK28 wg. Avianki). Boarding autobusem, kilka minut czekamy na paxów z innego lotu. Zająłem 15F, i mimo że miejsca na nogi było naprawdę dużo, zapytałem stewarda czy mogę przesiąść się do rzędu przy wyjściu awaryjnym. Nie ma problemów, krótka instrukcja i pyt. czy podołam w razie potrzeby.
    Teraz mogłem wyciągnąć nogi do woli. Zdziwiło mnie to, że siedzisko było ewidentnie krótsze od pozostałych, ale w locie trwającym 45 min nie miało to większego wpływu. FL jakieś 70%.

    A teraz pytanie do fachowców: czy normalnym jest, że tym typem samolotu startuje się bez klap. Siedząc na skrzydle nie widziałem nawet najmniejszego ich wysunięcia przy starcie. Przy lądowaniu wszystko odbyło się normalnie.
    Zaraz po oderwaniu się od ziemi zgasła sygnalizacja "zapiąć pasy", kapitan przywitał się po portugalsku i angielsku, lot wężykiem między CBkami, trochę turbuli, obsługa zaczyna serwować bardzo smaczną, ciepłą kanapkę z zimnym napojem do wyboru. Mimo uciekających minut, pod nami ciągle Sao Paulo. Zanim na dobre rozsiadłem się w fotelu, rozpoczęliśmy zniżanie. Lądowanie - jak cały lot - bardzo przyjemne. Co mnie zdziwiło, wszyscy pasażerowie wysiedli, najwidoczniej nikt z GRU nie leciał do Porto Alegre via CWB. Na deser pozwolono nam wejść do kokpitu. Wybaczcie za jakość tego i innych zdjęć, ale częściowo były robione telefonem, na dodatek coś mi zabrudziło osłonę obiektywu (stąd ten szary duch na zdjęciach), zaraz po pierwszej próbie w kokpicie rozładował mi się telefon.



    Wysiadka przez rękaw (w CWB jest ich łącznie 6), na płycie (ERJ145 i ERJ190, A320, B733, B738, kilka Bizjetów i nielotów - znów B727). Lotnisko w Curitibie jest średniej wielkości, idealnie wpisuje się standard konstrukcyjny pewnie większości światowych, a na pewno brazylijskich lotnisk (poziom 0 - przyloty, 1 - odloty, 2 - knajpy i sklepy). Czysto, schludnie, z głową.



    Kolejne 3 dni spędziliśmy na licznych ucztach, zwiedzaniu miasta i okolic. Sama Curitiba jest mało ciekawym, dużym miastem, zamieszkanym m.in. przez największe skupisko Polonii w Ameryce Pd. Niestety w pierwszej kolejności rzucają się w oczy wysokie mury, kraty w oknach i zasieki z drutu kolczastego, w większości przypadków - pod prądem (jak się później okazało podobnie jest w pozostałych miejscach odwiedzonych przeze mnie w Brazylii).



    Chociaż ani razu nie czułem się jakoś specjalnie zagrożony, to wg. naszych przyjaciół nie należy zapuszczać się w nieznane rejony. Tak jak wszędzie, trzeba po prostu uważać! Z mało zabawnych ciekawostek, to 2 na 3 samochody zostały skradzione... w ten sposób, że do stojącego na światłach samochodu podszedł typ z bronią wycelowaną w głowę kierowcy i "poprosił" o oddanie auta!
    Do "zobaczenia" miasta polecam przejażdżkę turystycznym piętrusem. Bilet ważny jest 3 dni, na trasie jest 25 przystanków, zlokalizowanych w najciekawszych miejscach, na których można wsiadać/wysiadać w ramach biletu. Koszt 20 R$. Autobusy kursują co pół godziny, do 7 po południu. Ceny komunikacji miejskiej podobne jak w Polsce, taxi sporo tańsze.

    Wszędobylski ogórek (tutaj na służbie ):


    Muzeum sztuki współczesnej zaprojektowane przez Niemeyera.


    Ostatniego dnia lutego szybkie, poranne pakowanie, w taxi i na lotnisko. Lecimy na 3 dni do oddalonych o godzinę lotu wodospadów Iguacu. Wyjazd zorganizowany przez lokalne biuro podróży. Podaliśmy, formę transportu, ilość dni, które chcemy tam spędzić, standard hotelu itp. Transfery, przejazdy busem, hotel (w naszym przypadku był to Rafain Palace Hotel & Convention Center – na wyrost 4*, kilka basenów, park, tenis, płatne wifi, bardzo dobre jedzenie, fajna obsługa – generalnie OK, ale bez zachwytów) przewodnik załatwione przez biuro i w cenie. Wszystkie wejściówki na własny koszt.

    28/02 CWB-IGU G31850 B738 (PR-GTA) GOL

    Odlot o 12.20, w związku z czym na lotnisku zjawiliśmy się z godzinnym wyprzedzeniem. Checkin, chwila na pokręcenie się po terminalu, bezproblemowa i szybka kontrola bezp., kawa i boarding rękawem. Tym razem, nasz lot miał swój początek w Rio de Janeiro (GIG) - Curitiba była tylko stopem. Z tego co zauważyłem, wiele lotów GOL'a ma międzylądowanie/a. Nasz ostatni lot tą linią (GIG-GRU), był pierwszym segmentem lotu GIG-SCL (stopy w GRU i EZE).
    Samolot wypełniony prawie w całości, safetydemo po portugalsku, kołując mijamy lądującego B767F Lan'u.

    Fajny strat: pełna moc i dopiero chwilę potem zwolnienie hamulców. Sam lot super przyjemny. Kilka chwil po starcie tradycyjnie zgasła sygnalizacja "zapiąć pasy", rozpoczął się serwis przekąsek i zimnych napoi. Mile zaskoczyła mnie spora ilość miejsca na nogi - kolejny duży plus!

    Po niecałej godzinie lotu rozpoczęliśmy zniżanie do IGU. Na prostej mijaliśmy drugą pod względem wielkości na świecie elektrownię wodną na świecie - Itaipu, dalej wijącą się rzekę Iguacu, dookoła miliony hektarów lasu.



    Samo przyziemienie wydało mi się dosyć daleko od progu pasa, twarde ale bez skakania. Max hamowanie (pas 2,2 km), i nawrotka na końcu pasa, taxi pod terminal i spacer po odbiór bagażu. Pierwsze szok: +40 st. C, drugi: co tu robi ten ukraiński B767?



    Foz de Iguacu to spore miasto na granicy brazylisko - argentyno - paragajskiej. Oprócz wodospadów i elektrowni, które koniecznie trzeba odwiedzić, dużo hoteli i niewiele atrakcji (w mieście). Wrażeń z wodospadów i Itaipu opisywał nie będę, powiem tylko - naprawdę warto tam być i zobaczyć wszystko dookoła.

    Kilka zdjęć z Itaipu.











    Wodospady z ziemi:




    Moją uwagę zwróciła reklama lotu śmigłem nad wodospadami, z której naturalnie skorzystałem. Mój pierwszy lot helikopterem (Bell 407) był fantastycznym przeżyciem. Do pięknych widoków, swoje 3 grosze dorzucił Pilot, który był - w pozytywnym tego słowa znaczeniu - wariatem! 2 razy zrobił coś w rodzaju świecy z przepadnięciem na prawą/lewą burtę. A wszystko to nad główną gardzielą! Wypas, brak słów!

    Nasze śmigło:


    Wodospady z powietrza :


    W drodze powrotnej - po prawej widać próg pasa (IGU).


    Te kilka fotek, nie oddaje nawet 1% jaki mieliśmy fun! Osobiście polecam też wypad do oddalonej o kilkanaście km Argentyny, np. na kolację. Z polecenia trafiliśmy do restauracji „El Quincho del tio querido”. Fantastyczne steki, rewelacyjne wina, które tam kosztowały mniej, niż w polskich sklepach, klimat, muzyka i obsługa pierwszorzędne, ceny też ok. Byliśmy też w Ciudad Del Este - przygranicznym paragwajskim mieście. Ponoć kiedyś było jednym z większych centrów handlowych na świecie. Teraz, oprócz rolexów i ray banów za $5, średnio czterech osób podróżujących na jednym motorze i totalnego chaosu, gorąca, krzyków i tłumów sporo niższe ceny elektroniki i kosmetyków. Pytając o cenę pendriva, pan wyjął dwa identyczne sandiski i z rozbrajającą szczerością powiedział, że oryginalny kosztuje 20$, podróba 12$... Poza tym sama granica to jeden z głównych szlaków przerzutu nielegalnych towarów, w związku z czym oba miasta należą do jednych z najniebezpieczniejszych w swoich krajach. Po małych zakupach i większych problemach na granicy (celnik najpierw postraszył naszego kierowcę mandatem na 200$ za nieprawidłowe zaparkowanie naszego busa na wyimaginowanym miejscu tylko dla samochodów osobowych, a po chwili zażyczył sobie 20$ łapówki), potem bezpośrednio po rzeczy do hotelu i gazu na lotnisko.

    Granica brazylijsko - argentyńska.



    Moto taxi w Paragwaju.



    Zaleski Trans



    01/03 IGU-CWB G31851 B738

    Terminal lotniska w Foz de Iguacu jest mały, ale przytulny i dobrze zorganizowany. Poziom 0 to przyloty i odloty, poziom 1 - sklepy i knajpy z widokiem na płytę.



    Było trochę późno, więc wszystko w biegu. Jedna osoba z naszego grupki, zapomniała przepakować, kupionego kilka h wcześniej kompletu noży do bagażu rejestrowego, co lekko zaskoczyło ekipę skanującą przy kontroli bezp. Mimo to, ich reakcja była... rewelacyjna. Od razu zawołali kogoś z GOL'a, który zatrzymał wózek z bagażami, udało się szybko odnaleźć naszą torbę i po problemie. Całą akcja trwała max 5 minut. Tym razem prawie nie czekamy na boarding. Bardzo fajne w Brazylii jest wpuszczanie w pierwszej kolejności osób starszych / z dziećmi itp. Sprawa tyczy się również sklepów, w których często są dla takich osób przygotowane specjalne kasy. Nasz rejs obsługiwał znów B738, trasa IGU-CWB-GIG. FL w 100%. W samolocie zająłem swoje miejsce, tym razem w rzędzie 23, przy oknie. Dużo miejsca na nogi, samolot zadbany, miłe przywitanie przez kapitana (również po angielsku) i kołowanie po pasie do startu. Start podobnie jak z CWB: pełna moc a i dopiero później hamulce. Praktycznie cały lot przespałem, budząc się na coś do picia, potem już przed samą Curitibą. Lądowanie ciekawe o tyle, że tuż przed przyziemieniem, pilot dwukrotnie dodał dużo mocy, na tyle dużo, że pomyślałem o odejściu na 2 krąg. Nic z tego, lądowanie normalne. Wysiadka przez rękaw, na bagaże czekaliśmy chwilę. Wszystko i wszyscy w komplecie, wróciliśmy do domu naszych przyjaciół na kolejne ucztowanie.

    Następnego dnia wybraliśmy się na jednodniową wycieczkę koleją wąskotorową do małego i ładnego miasteczka Morretes (poza muzeum Niemeyera i ogrodu botanicznego, chyba ostatnia atrakcja Curitiby). Wybitnie górska trasa wiedzie przez liczne mosty, tunele, pokonuje się strome podjazdy, zjazdy, mija urwiska. Ponoć widoki są niesamowite, niestety nie było ich dane nam podziwiać ze względu na chmury. Niecałe 100 km jedzie się przez prawie 4 h, cena w 2 strony, w wagonie eco 48 R$/os RT. Można zaszaleć i szarpnąć się na "jedyną taką w Ameryce Pd salonkę”. Koszty przedziału liczone tyś złotych, oczywiście all incl w klimacie orient expressu. Kilka zdjęć z przejażdżki i samego Morretes.



    Morretes



    Chwila ładnej pogody.



    Jungle





    Na następnych kilkanaście dni przemieściliśmy się busem do znanego, nadmorskiego kurortu – Camboriu Balneario. Drogi w Brazylii są ok, oczywiście w lepszym stanie niż polskie. Kierowcy poza światłami, olewają wszystkie inne znaki, jeżdżą szybko ale dobrze. Normą jest np. mijanie na autostradzie pickupa, którego kierowca popija sobie browarka.

    Veiculo super longo .



    Camboriu Balneario to w skrócie - 7 km pięknej plaży, przy niej Avenida Atlantica i ściana kilkudziesięciopiętrowych apartamentowców i hoteli. Wyglądało to tak:



    Itaipava (wg. mnie najlepsze, brazylijskie piwo), argentyńskie rieslingi + świeże ostrygi. Like it!



    Po raz pierwszy byłem w czymś takim i mimo swoich początkowych wątpliwości, było naprawdę OK. Spędziliśmy tam najgorętszy okres karnawału. Jak na prawdziwy kurort przystało, w Camboriu trudno o nudę - plaże, knajpy, bary, cluby (w tym sezonie jeden z nich odwiedził m.in. Fat Boy Slim), loty śmigłem, paralotnią...! Karnawał na ulicy to coś fantastycznego. Oczywiście nikt nie robi problemów z piciem na ulicy czy na plaży. Bardzo bezstresowe i imprezowe miejsce.
    Po prawie dwóch tygodniach imprez, słoneczka i ciepłego oceanu, nadszedł czas zwijać się do następnego punktu naszej brazylijskiej wycieczki. 14/03, o 8.30 rano czekały na nas 2 zamówione taksówki - 2 x chevy corsa 4 d, 1.0 Taksówkarze tam to szaleńcy. Przez 20 min jazdy na oddalone o 20 km lotnisko w Navegantes, średnia prędkość to jakieś 120 km/h, średnia odległość od samochodu przed nami - 15 m, średni czas obserwowania drogi - 50%. A propos motoryzacji. 1. W Brazylii bardzo mało jest samochodów ekskluzywnych. Nie bez znaczenia jest fakt, że 63% ceny samochodu to podatek... 2. W Brazylii nie można kupić samochodu osob. z silnikiem diesla, ponieważ ropa jest zarezerwowana wyłącznie dla ciężarówek (stąd mnóstwo wypasionych pickupów i terenówek). 3. Cena benzyny wyższa niż w PL, ale... większość i tak tankuje etanol za ok 3,5 zł/l.

    14/03 NVT-GIG G31084 B737 (PR-VBQ)

    Lotnisko w Navegantes jest małym, regionalnym, podobnym do IGU portem lotniczym. Identyczna architektura terminala, wszystko czytelne ludzie przyjaźni i uśmiechnięci. Kolejny raz odniosłem wrażenie, że wszystko odbywa się tutaj sprawniej i wyjątkowo szybko.





    Niby niepozorne i małe, ale kilkanaście lotów dziennie obsługuje.



    Na płycie, kilka helikopterów, KingAir, C172 i jakieś 2 jety. Tym razem przyleciał po nas B733-700 w malowaniu Varig. Znów w pierwszej kolejności wpuszczone zostały osoby wymagające więcej uwagi, potem reszta. Zajmuję miejsce 19A, taxi pasem do progu, pełna moc, hamulce, rozbieg po prawie całej długości 1,7 kilometrowego pasa i wyjątkowe strome wznoszenie.

    Nasz 737





    Po lewej żegnamy plaże i wieżowce Camboriu i kierujemy się na północ do Rio de Janeiro. Tym razem zostało kilka miejsc wolnych, zauważalnie mniej miejsca na nogi i trochę bardziej przechodzone wnętrze. Tradycyjnie drobny poczęstunek, lot przyjemny, dopiero już w okolicach Rio zaczęło się chmurzyć i robić dość turbulentnie. Lądowanie przyjemne, potem długie kołowanie do rękawa i jesteśmy w sławnym Rio.

    W pokładowym magazynie polski akcent



    Przed lądowaniem w GIG.


    Jeszcze w airside hali przylotów, znajduje się agencja sprzedająca kursy taksówek. Jest to o tyle dobre, że płaci się u nich, pani przez walkie-talkie łączy się z panem, który czeka na paxa przed wyjściem i pakuje do taxi. Bardzo wygodne i bezpieczne rozwiązanie. Kwota z cennika (przykładowo: centrum - 60 R$, Copacabana/Ipanema - 90 R$) od razu spadła o 10% jak tylko odwróciłem na chwilę. Obsługa po ang/esp/fr, z tego co się dowiedziałem, w każdym z terminali w strefie odbioru bagażów jest taka agencja. Po półgodzinnej podróży jesteśmy na miejscu, tzn. pod Apa Hotel przy Copacabanie (3*, czysto, dobre śniadania, dość przechodzony, stosunkowo niedrogi, świetnie zlokalizowany, z miłą obsługą i darmowym wifi). Po zalogowaniu się, spacer i kolacja. Następnego dnia umówiliśmy się, z poleconym przez konslula RP, przewodnikiem. Jest nim fantastyczny człowiek, który w latach 60tych zamienił, jako inż. serwisowy przy okazji przeprowadzki statku, Gdynię na Rio de Janeiro. Pan Ignacy jest emerytowanym kapitanem, którego znajomość miasta i liczne anegdoty z życia po prostu powalały. W wolnych chwilach zajmuje się oprowadzaniem takich jak my turystów! Jeśli ktoś ma zamiar odwiedzić Rio, z wielką radością mogę go Wam polecić i dać namiary. Zwiedzanie wszystkiego w 1 dzień jest awykonalne, więc w naszym wydaniu polegało na zaliczaniu największych atrakcji miasta (m.in. Corcovado na Cristo Redentor w chmurach, Pao de Acucar z super widokiem m.in. na lotnisko miejskie SDU, Maracana w budiowie, Samborom już po karnawale, katedra Sao Sebastiao, Santa Teresa, plaże itp). Do dyspozycji mieliśmy busa z kierowcą.

    Widok z Pao de Acucar na Santos Dumont Airport (SDU)



    Widok z Pao de Acucar na Copacabane



    Tzw. pech - symbol Rio w chmurach



    no to..., wracamy do hotelu



    Następnego dnia postanowiłem zaliczyć Museu Naval (muzeum wojenne, wraz ze stałą ekspozycją w porcie) oraz podejść jak się tylko najbliżej da pasa Santos Dumont Airport (SDU). Z Copacabany najszybciej dostać się tam metrem. Samo muzeum Naval e Oceanográfico polecam modelarzom - jest tam duża ilość modeli okrętów wojskowych, samolotów itp.





    Jakieś 300 m dalej, w porcie jest stała ekspozycja marynarki wojennej. Gdyńska ORP Błyskawica... hmmm, sami sobie odpowiedzcie czy ma sens porównywać ją do okrętu podwodnego, Sea Kinga, repliki okrętu z XVII w i kilku innych okrętów wojskowych. Oczywiście na wszystko można wchodzić, za free.

    Łódź podwodna



    Sea King



    Z pokładu jednego z okrętów można focić podchodzące/startujące samoloty z SDU. Brak mi umiejętności i sprzętu, zatem zdjęcia poglądowe.







    Potem, szybki obiad w okolicy i wycieczka pod "płot" SDU. Samą miejscówkę znalazłem na długo przed podróżą do Brazylii, z nudów bawiąc się streetview'em googla. Tutaj link jak to wszystko pięknie wygląda: Google Maps
    Niestety strażnik zwrócił na nas uwagę i nie pozwolił iść dalej. Pewnie gdybyśmy nie reagowali, przeszlibyśmy na drugą stronę lotniska, na której znajduje się akademia marynarki wojennej. Na nas strażnik miał oko (potem nawet zagadywał), ale na tłumy lokalsów już nie. Oczywiście fakt startu czy lądowania, w przechodzeniu/przejeżdzaniu przez próg pasa w niczym im nie przeszkadzał. Kilka zdjęć spod płotu.

    A319



    A319 i tłumy w kokpicie:



    EMB145



    A319



    PC12



    B738 (największe co startowało/lądowało)



    Kadeci



    Ruch bardzo duży, praktycznie na zakładkę; gdy jeden samolot lądował, drugi kołował do startu. Lotnisko SDU, tworzy z most lotniczy między Rio i CGH w Sao Paulo. Lotnisko ma 2 równoległe pasy 02/20, o dłudościach 1323 i 1260 m!!! Zaczęło się chmurzyć, więc po godzinie stania pod płotem przenieśliśmy się do pobliskiego baru, skąd właściciele teleobiektywów spokojnie mogą focić przy piwku albo kokosku, albo jednym i drugim.



    Ostatniego dnia w Rio część pojechała na 2 godzinny rejs statkiem po porcie (jedną z atrakcji jest m.in. podpłynięcie pod próg pasa SDU) - 40$R, ale z biletem z Corcovado przysługuje 50% zniżka. Ja poszedłem coś zjeść i pospacerować po Ipanemie.

    Niespodziewany gość na niebie - Chinook



    I widoki z baru przy Ipanemie



    O 15 zbiórka w hotelu, pod którym czekały już na nas zamówione przez hotel 2 taksówki (ze względów bezpieczeństwa, jadąc na lotnisko rekomenduje się zamawianie teletaxi, a nie łapania z ulicy. Takie dmuchanie na zimne, ale to rozwiązanie zasugerował nam Pan Ignacy).

    17/03 GIG-GRU G37456 B738

    Na lotnisko jechaliśmy około godziny. System ten sam co w GRU, mówisz linię lotniczą i taksówkarz podwozi Cię pod odpowiednie wejście. Miejsca wybraliśmy podczas rezerwacji więc tylko drukowanie kart pokładowych (które przypominają sklepowy paragon) i nadanie bagaży. Poszedłem jeszcze na poziom 2 popatrzeć na płytę, potem przejście przez kontrolę paszportową (nasz lot, o czym pisałem na początku, leciał przez GRU i EZE do Santiago w Chile).




    Tym razem w samolocie sporo wolnych miejsc, LF +/- 70%. Lot trwał ok 45 minut, bardzo przyjemny bo o zachodzie słońca. Mimo tak krótkiego lotu, załodze udało się rozdać coś do picia. Niestety nad Sao Paulo niebo było zachmurzone, w związku z tym niewiele było widać. Lądowanie kilka minut przed czasem (19:00), podkołowaliśmy pod rękaw i "do widzenia" bardzo przyjemna linio lotnicza GOL. Wychodząc pożegnaliśmy mniej więcej połowę paxów lecących dalej. Na bagaże czekaliśmy moment.
    Już wcześniej postanowiliśmy, że zwiedzanie Sao Paulo zostawiamy sobie na następny raz. Priorytetem większości było wyspanie się przed podróżą powrotną do Polski i zrobienie zakupów. Lot mieliśmy o 18:00 następnego dnia, wiec znów nie było zbyt wiele casu na przemieszczenie się do centrum. Tym razem padło na przylotniskowego Ibisa, do którego kursują darmowe busy.

    Tego wieczora poszliśmy jeszcze na zakupy, czyli po klapki havaianas, kilogramy kawy i litry cachacy . Następnego dnia po późnym śniadaniu, pakowanie, checkout i czekanie na busa, który się bardzo brzydko spóźnił i jeszcze skasowali nas po 5R$ od osoby! Z lotniska nikomu nigdzie już ruszać się nie chciało, w związku z czym po dobrowolnym checkinie w maszynie (tu mieliśmy wybór) i wydrukowaniu kart pokładowych do WAW, nadaliśmy bagaż i poszliśmy coś zjeść, wysłać ostatnie kartki itp. Przez przypadek trafiłem na radar zbliżania, małe a cieszy



    Powrót do MUC tym samym samolotem, którym 3 tyg wcześniej przylecieliśmy. Obok naszego stał zaparkowany 744 LH do FRA, trochę dalej IB na A346.







    18/02 GRU-MUC LH505 A340-300 (D-AIGM)

    Boarding bardzo sprawny, miejsce 35K, znów przy oknie. Chwilę poczekaliśmy na dopakowanie cargo, pushback, smutek i pustka, bye bye Brazil. Powitanie przez FO i info o turbulach po starcie. Start z kilkuminutowym opóźnieniem (6.20), w oddali i w powoli zapadającej ciemności widać było błyskawice. Turbulencje, mniejsze lub większe towarzyszyły nam przez większość podróży nad terytorium Brazylii. Nie przeszkadzało to serwisie: standardowo w pierwszej kolejności podano napoje i przekąski, po pół godzinie główny posiłek. Tym razem, wołowinka z warzywami. Już nawet nie pamiętam, co było do wyboru. Kolejny raz zjadliwe i ciepłe. Tradycyjnie piwko, a potem już tylko ząbki, kocyk i dobranoc.

    Ostatni posiłek w Brazylii



    Jakoś udało mi się przespać praktycznie cały lot. Rano klimaty iście schroniskowe – cały samolot ze szczoteczkami w kolejce do WC . Zaraz po śniadaniu – tym razem omlet?!?, szpinak, sos pomidorowy…, kawka i musowo sok pomidorowy, rozpoczęło się zniżanie do MUC.





    Cała reszta, wraz z lądowaniem (o czasie) - normalna. Na przesiadkę mieliśmy 50 min. Akurat. Paszporty bardzo sprawnie, natomiast kontrola bezpieczeństwa przeprowadzona wyjątkowo skrupulatnie (łącznie z otwieraniem laptopa, odpalaniem aparatu i pokazywaniem zdjęć). Odlot do WAW mieliśmy z G82, a więc z ostatnich "dolnych" gate’ów G. Gdy doszliśmy, akurat zaczął się boardig via autobus do naszego Embraera 195.

    19/03 MUC-WAW ERJ195 Lufthansa CityLine

    Tym razem usiadłem na miejscu 26F, przytuliłem się do szyby i obserwowałem jak, gość nieudolnie wrzuca bagaże na taśmę do luku. Ciągle mu coś spadało, narty ustawiały się w poprzek... Poczekaliśmy jeszcze na przesiadkowiczów, LF wydawał się bliski 100%. Zaraz po starcie, zasnąłem więc nawet nie wiem czy coś podano czy nie. Obudziłem się przed samym lądowaniem. Widoki za oknem, w południe deszczowego, marcowego dnia raczej mało optymistyczne. Lądowanie gładkie. Miałem nadzieję, że załapię się na A380, ale poleciał planowo. Taxi na płytę, potem autobus, wszyscy i wszystko w komplecie, w taxi i do domu. Koniec.

    Cały wyjazd udany i wyjątkowy bo… bezprzypałowy. Niestety już po powrocie wyszła niemiła kukiełka. Jeszcze w Brazylii, prawdopodobnie w Rio podczas płacenia jakaś męta zeskanowała mi kartę płatniczą, podpatrzyła (albo w jakiś inny sposób – elektroniczny – skopiowała PIN) i dwa dni po przylocie do PL wypłaciła w Sao Paulo 2 x limit dzienny. Na szczęście w banku w porę wychwycono, że tą samą kartą w przeciągu godziny wypłacono z bankomatu kilka k reali w Brazylii, a chwilę poźniej zapłacono za bułki w Polsce, zadzwonili do mnie, a ja natychmiast zablokowałem kartę . Szczęście w nieszczęściu, że kartę zeskanowali mi pod koniec wyjazdu. Z info w banku przy składaniu reklamacji, dowiedziałem się o coraz popularniejszym w naszym kraju tego typu procederze – więc drodzy Forumowicze, uważajcie jak i gdzie płacicie kartami, a przede wszystkim nie dajcie „przeciągać” paskiem magnetycznym kart z chipem (to wtedy dochodzi do zeskanowania danych z karty).

    Podsumowując: południowa Brazylia to bardzo przyjazne miejsce, które zamieszkują przesympatyczni i wyluzowani ludzie. Transport lotniczy jest naprawdę na wysokim poziomie. Jest trochę drożej niż w Polsce, ale przeżyte tam emocje i wspomnienia z nawiązką rekompensują wydaną kasę. Brazylijski karnawał trzeba przeżyć i zobaczyć na własne oczy, nie da się tego opisać.

    To tyle! Dzięki za wytrwałość i pozdrawiam, Błażej.
    Ostatnio edytowane przez polozy ; 02-05-2011 o 18:47 Powód: linki
    Mateusz Janiec likes this.

  2. #2
    Awatar Canon

    Dołączył
    May 2007
    Mieszka w
    WAW

    Domyślnie

    Rewelacja. Rozbudowany akcent lotniczy jak i turystyczny. To lubię najbardziej!

  3. #3
    Awatar piciuuu

    Dołączył
    Jul 2010
    Mieszka w
    POZ

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Canon Zobacz posta
    Tzw. pech - symbol Rio w chmurach
    Już myślałem, że to owy ze Świebodzina
    Świetna relacja, pozazdrościć miejsca, widoków, form transportu, tego nam najbliższego i tego bardziej przyziemnego kolejowego.



  4. #4
    Awatar damian1982

    Dołączył
    Jul 2009
    Mieszka w
    SKAVI

    Domyślnie

    Super!

  5. #5
    Awatar Gabec

    Dołączył
    Jan 2007
    Mieszka w
    KRK

    Domyślnie

    Wow, dawno tak dobrej relacji nie czytałem. Super, planując wypad w tamte strony już wiem do kogo udam się po info.
    no risk, no fun ;D


  6. #6
    Awatar aliant

    Dołączył
    Mar 2010
    Mieszka w
    Jaktorów

    Domyślnie

    Świetna relacja. Odpowiadając na twoje pytanie Fokkery z rodziny 70/100 startują bez klap.

  7. #7

    Dołączył
    Oct 2009
    Mieszka w
    MAD

    Domyślnie

    Dzięki wszystkim za miłe słowa. Jeśli macie jakieś pytania - śmiało, chętnie odpowiem.

    @aliant - dzięki za odpowiedź. Już w trakcie rozbiegu przypomniałem sobie wypadek Spanair'a z 2008 roku w MAD (z tego co pamiętam jedną z przyczyn był brak wysuniętych klap) - no i kilka chwil niepewności zaliczyłem!

  8. #8
    Awatar 6182

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Szczecin

    Domyślnie

    Bardzo ciekawa relacja,długa,ale fajnie się czytało.Duża dawka wiedzy praktycznej,która mam nadzieję przyda mi się kiedyś,gdy pojadę tam kupic sobie:

    Cytat Zamieszczone przez polozy Zobacz posta
    Wszędobylski ogórek (tutaj na służbie ):

    Oni jeszcze je produkują,niestety tylko w wersji furgon z silnikiem chłodzonym cieczą-ale dobre i to


    Nikon D50,Nikkor 18-55 ED i 55-300 VR
    Maycom AR-108

    Pozdrawiam
    Daniel

  9. #9
    Awatar avda

    Dołączył
    Apr 2010

    Domyślnie

    Wracaliśmy razem z MUC do WAW. Też liczyłem na A380 no ale nie wyszło.

  10. #10
    Awatar first

    Dołączył
    Jun 2009
    Mieszka w
    Warszawa

    Domyślnie

    Ciekawa relacja. Chyba zdopingowałeś mnie do napisania swojej z podróży do Brazylii i Argentyny
    pasażer


  11. #11

    Dołączył
    Apr 2010

    Domyślnie

    Bardzo fajna relacja, uwielbiam takie dalekie zakątki i jeszcze opisane w taki ciekawy sposób jak twój. Zdjęcia też ekstra.

  12. #12
    Awatar Pawel_EPWR

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    EPWR

    Domyślnie

    Fajna relacja, super się czytało.

  13. #13
    Awatar Cani

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    EPOD/EPSY/EPGD

    Domyślnie

    polozy, mam nadzieję, ze nie obrazisz się, że wetnę się w Twoją relejszyn, ale akurat rok temu miałem podobną wyprawę. Powiem tak spędziłem w Kurytybie, lub jak mawiają Brazylijczycy w Ciuuuuriciiiibie dwa tygodnie i troszkę się z Tobą nie zgodzę, miasto jest całkiem fajne, trzeba tylko do niego trochę się przyzwyczaić.
    Fakt, jest to drugie największe na świecie skupisko Polonii po Chicago, jest to pierwsza emigracja, rozbiorowa. Jakkolwiek ludzi mówiących po polsku w Kurytybie szukac, jak igły w stogu siana. Jest polska wioseczka taka, z polskimi starymi chatami, miejsce, które wizytował kiedyś nasz papież, tam spotkałem tylko ludzi mówiących po polsku i to w liczbie ... 2. Nawet w restauracji polskiej, która tam jest, nikt po polsku nie mówił, a i potrawy niby polskie, a zupełnie inne. Większość Polonii, to jak ja to mówię, 200 lat historii i tylko polskie nazwiska widać w tłumie, nic więcej.
    Co do Foz de Iguacu, to bajka, choć wodospady cudniejsze niż zapora, choć i ona robi wrażenie. Wodospady moim zdaniem po argentyńskiej stronie fajniejsze i znacznie większe, ale dość pisania, dorzucam parę fotek od siebie.

    Kurytyba

    [IMG=http://img101.imageshack.us/img101/6185/44189652.jpg][/IMG]









    Wodospady







    Antonina, dla mnie najcudniejsze miejsce w Brazylii





    Morretes



    Caioba



    Uploaded with ImageShack.us




  14. #14

    Dołączył
    Oct 2009
    Mieszka w
    MAD

    Domyślnie

    Jeszcze raz dzięki, to jest moja pierwsza relacja, tym bardziej cieszę się, że mogłem umilić komuś kilka chwil np. w pracy !!!

    @First - pisz koniecznie, Twój avatar mówi sam za siebie!!!

    @Cani - fajne zdjęcia, ale z obrażaniem to przegiąłeś... . W "Ciuuuuriciiiibie" - jak pisałem - byłem tylko 3 dni z czego większość czasu spędziłem na imprezach, super imprezach! Takie, a nie inne mam zdanie o tym mieście, bo po prostu mi się nie podobało. Oczywiście miejsca tworzą ludzie i pod tym kątem czułem się tam fantastycznie. Nie mniej, architektoniczno-urbanistyczno-klimatyczno-relaksowo samo miasto nie należy do najfajniejszych. Owszem dzielnice włoska, niemiecka czy polska sprawiają pozytywne wrażenie, ale są to tylko małe punkty w na mapie wielkiego miasta, które pomieszało ze sobą przedmieścia (te biedne i bogate) z wieżowcami, przy czym całość otoczona jest drutem kolczastym pod prądem. Jasne, że wodospady zrobiły na mnie dużo większe wrażenie niż Itaipu, zwłaszcza z perspektywy lotu!!!

    Pozdrawiam
    Błażej

  15. #15
    Awatar mapa

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    WRO

    Domyślnie

    Świetna relacja i zdjęcia, tylko pozazdrościć Pamiętam tego Airbusa A 340-300 Goerlitz, kilka latek temu miałem okazję lecieć nim z MUC do DXB ale wtedy nie było w nim PTVek

  16. #16
    Awatar Cani

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    EPOD/EPSY/EPGD

    Domyślnie

    Hahaha, ten D-AIGM Goerlitz to chyba dedykowany na tę trasę jest, bo ja 21.05.2010 tez nim leciałem na trasie MUC-GRU , a wracałem już do FRA dżambo D-ABVO Mulheim a.d. Ruhr.

  17. #17
    Awatar SkyGuy

    Dołączył
    Jan 2011
    Mieszka w
    Berlin, Germany, Germany

    Domyślnie

    Milo mi ogladalo sie Twoj trip report, odzyly jakies wspomnienia, pozatym uwielbiam Brazylie czy halasliwy i zakurzony Paragwaj,
    fajne fotki i bardzo ciekawie wszystko opisane. Widze, ze Varig lata tylko juz jako Gol, ja bardzo lubilem ta linie, a szczegolnie ich Md11 i szkoda, ze tak skonczyli.

  18. #18
    Awatar michastrain

    Dołączył
    Jan 2010
    Mieszka w
    Suwałki / Warszawa

    Domyślnie

    Chyba nieco podniosłeś moją opinię o Brazylii. Byłem tam raptem kilka dni i czułem się tam tak niebezpiecznie, że Kolumbia to był pikuś! Zazdroszczę też Iguacu, które jest zdecydowanie w czołówce najlepszych miejsc, jakie widziałem!

    Jedna rzecz tylko zwróciła moją uwagę - Avianca jest kolumbijska, nie kubańska

  19. #19

    Dołączył
    Nov 2010
    Mieszka w
    Bytom

    Domyślnie

    Co do Twojego pytania - Fokkery serii 70/100 startują na schowanych klapach/

  20. #20

    Dołączył
    Oct 2009
    Mieszka w
    MAD

    Domyślnie


    Polecamy

    Cytat Zamieszczone przez michastrain Zobacz posta
    Jedna rzecz tylko zwróciła moją uwagę - Avianca jest kolumbijska, nie kubańska
    ... musiało mnie zamroczyć - oczywiście, że kolumbijska!!!

    Marcinie - Aliant już mi to wytłumaczył, ale dzięki

Strona 1 z 2 1 2 OstatniOstatni

LinkBacks (?)


Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •