Pokaż wyniki od 1 do 9 z 9
  1. #1

    Dołączył
    Aug 2010

    Domyślnie Tour the Baltic Sea - czyli do Gdańska nietypowo


    Polecamy

    W euforii spowodowanej poprzednimi lotami zacząłem kilka miesięcy temu bardzo aktywnie szukać tanich europejskich tras, które tym razem zaprowadzą mnie w jakieś konkretne miejsce. Jako pewnego rodzaju „sprawdzian” pakowania do podręcznego zafundowałem sobie „weekend” w Gdańsku. Weekend w cudzysłowie, ponieważ tanie loty znalazłem na termin czwartek – sobota, konkretnie 9-11 czerwca. Żeby jednak nie było nudno, trasa (z Katowic) nie wiodła przez Warszawę, a przez... Skandynawię. Zapraszam do lektury.

    W czwartek zjawiłem się w Pyrzowicach (KTW) minimalnie później niż bym chciał, mianowicie ok. 10:00. Pierwszym zadaniem było zdobycie przeźroczystego worka na płyny przewożone w bagażu podręcznym... Szczerze mówiąc nie spodziewałem się, że są to zwykłe worki strunowe – poszło więc łatwo. Na kontroli bezpieczeństwa wzięli mnie w kleszcze turyści podróżujący na Teneryfę, ale jakoś to poszło. W hali odlotów posiedziałem dosłownie 20 minut po czym spokojnym krokiem udałem się pod właśnie ogłoszoną bramkę 11. Nie spodziewałem się, że będzie tam już na mnie czekał długi wężyk pasażerów.

    Tymczasem na płycie w KTW tacy goście.





    Przyleciał po nas HA-LWJ, co oznaczało, że po raz pierwszy będzie mi dane zakosztować wygód nowych siedzeń Wizza. Na szczęście do samolotów, jak się okazuje, mało kto wsiada tylnymi drzwiami. Dzięki temu bez problemu zająłem 29A. No i niestety – w porównaniu z serią HA-LP* to na czym było mi dane siedzieć to kicha straszna. Nie wiem jakim cudem, mieszcząc w takim samym samolocie, taką samą liczbę rzędów, korzystając z teoretycznie cieńszych, zajmujących mniej miejsca foteli udało się uzyskać tak fatalny efekt. Po pierwsze „poddupek” jest krótki, po drugie, brak jest jakiejkolwiek półeczki w siedzeniu przed nami – nie da się schować niczego! Siedzieć się da, od biedy, i to wszystko. Było mi jednak ciasno, a mam tylko 175 cm – więc jestem zdecydowanie na nie!

    Lot do Malmo trwał godzinę, jako że cała Europa Centralna była pod chmurami, widoki były żadne. Nie zobaczyłem też w związku z tym szwedzkiego wybrzeża, a dopiero ostatnie drzewa przed pasem startowym (naprawdę niski pułap chmur).

    MMX bardzo mi się podoba, a to za sprawą swoich rękawów, niezbyt wielkiego ruchu lotniczego i przestronnej często pustej hali przylotów / odlotów. Na płycie zaś, obok stałych gości, tzn. Avro z Malmo Aviation oraz 735(?) SASa, takie widoki:















    W MMX nie wychodzę więc z hali odlotów / przylotów i w niej spędzam 4 godziny, umilając sobie czas książką, którą udało się wcisnąć do bagażu Kiedy zbliża się czas rozpoczęcia boardingu na lot do Gdańska, dowiaduję się z tablicy o ok. półgodzinnym opóźnieniu rejsu. W końcu przylatuje po nas HA-LPM i sprawnie pakujemy się na pokład. Co prawda nie jestem z przodu kolejki, jednak jak się okazuje nikt nie zamierza z rękawa schodzić na płytę by wsiąść do samolotu tylnymi drzwiami, w związku z czym na pokładzie wita mnie widok zupełnie pustej tylnej części samolotu. Siadam tym razem na 27A. Trochę śmiechu wśród pasażerów wzbudza informacja, że ten międzynarodowy lot zajmie jedynie 45 minut.

    Pushback i start, pułap chmur trochę się podniósł, więc widoki lepsze. Lot spokojny i rutynowy. Bałtyku niestety znów prawie nie jest mi dane zobaczyć. Natomiast bardzo dobre pierwsze wrażenie robi na mnie jeszcze z powietrza Gdańsk. Rzędy domków na nowych osiedlach, ładnie ułożone – podoba mi się.




    Lądowanie bez problemów i atrakcji i na płycie ustawiamy się obok drugiego A320 Wizzair. Pierwsze co po wylądowaniu widać przez okno to budowany nowy terminal lotniska.


    W tym momencie jakoś dobre wrażenia z lotniska Lecha Wałęsy zaczynają się kończyć, a ja mam coraz więcej uwag – przede wszystkim co do wszędobylskiego chaosu. Pierwsze jego objawy widać już na płycie. Z samolotu wysiadamy i pieszo idziemy do terminalu – pomiędzy wózkami na bagaże i innymi pojazdami obsługi naziemnej, a także... ludźmi wsiadającymi właśnie do innego samolotu!!! Oczywiście nie idziemy w jakiejś zwartej grupie utartą ścieżką, tylko jak komu wypadnie.

    Wewnątrz natomiast pierwszym co się dostrzega jest niestety ciasnota terminalu. Ludzie kłębiący się przy wyjściu z hali przylotów utrudniają przejście, niektórych powstrzymywać musi niemalże Straż Graniczna.

    Z racji przebudowy parkingu (?) także na zewnątrz panuje chaos, taksówki trąbią na autobusy, autobusy trąbią na busy Wizza, które zajmują im przystanki, a mój 210 do miasta nie przyjeżdża przez godzinę, po czym kiedy już przyjeżdża, okazuje się, że ma dość długą trasę. Także tutaj widać remonty i rozbudowę – konkretnie drogi dojazdowej do GDN. No to jestem w Gdańsku

    Mój pobyt w Trójmieście był bardzo udany, natomiast od strony lotniczej wspomnę tylko tyle, że mieszkałem na ścieżce podejścia do Rębiechowa (chyba połowa Gdańska jest na ścieżce podejścia do GDN?). Stamtąd oraz z wieży Kościoła Mariackiego pochodzą te zdjęcia:






    W sobotę, 11 czerwca zrywam się dość wcześnie, bo 210 na lotnisko kursuje w weekendy aż raz na godzinę, zostawiam sobie więc całą godzinę marginesu na wypadek nie przyjechania jednego. Tym razem jednak z autobusami problemów nie było i miałem ok. 2.5 godziny do odlotu. W tym czasie oprócz lotniskowego, mega drogiego śniadania, spożyłem także posiłek spotterski spędzając czas na tarasie widokowym.







    Okolice godziny 10-12 (mój odlot do NYO 11:35) to czas, kiedy dość sporo samolotów opuszcza GDN, więc kolejka do odprawy bezpieczeństwa była dość spora, a hala odlotów – zatłoczona. Po odprawie niestety musiałem tym razem pakować plecak od nowa, ponieważ został dokładnie opróżniony. Niestety po raz kolejny mój lot jest trochę opóźniony. Mimo podanej od dłuższego czasu informacji „Go to gate”, numer bramki podany nie został, więc 180 osób stoi jak kołki pod tablicą i czeka. Przy boardingu pracownik wyłapuje co cięższe bagaże i widać, że ma do tego oko, bo kilka osób czeka przepakowanie / wyrzucanie rzeczy. Ostatecznie wsiadamy ponownie do HA-LPM (siadam na 30F licząc na widoki na Trójmiasto) i startujemy z 40 minutowym opóźnieniem.

    Widoki po starcie wynagradzają jednak czekanie! Niemal bezchmurne niebo pozwala dostrzec całe Trójmiasto, wybrzeże i Hel. Piękna sprawa, niestety zdjęcia tego nie oddają.







    Jedna fotka ze zniżania do NYO.


    Po 55 minutach lotu jestem ponownie Szwecji, dokładnie na Stockholm Skavsta. Byłem już tam pół roku wcześniej, podczas pierwszej wycieczki Wizzem, jednak tym razem po pierwsze jest lato (upał! dużo cieplej niż w Gdańsku), po drugie jest widno Parkujemy obok Ryanów, szybko wychodzę z terminala i po znalezieniu przystanku komunikacji miejskiej (który od zimy został przeniesiony) udaję się do Nykoping. Tym razem mam aż 10 godzin czasu, ale i plan ambitniejszy. Chcę z pomocą przygotowanej wcześniej mapki znaleźć taki fragment wybrzeża, który pozwoli mi zobaczyć te nadbrzeżne wysepki. Sześciokilometrowy spacer (w jedną stronę) kończy się jednak rozczarowaniem – znajduję tylko krótkie molo, kilka łódek, trzciny i szuwary, które zasłaniają cały widok. No cóż.

    Wracam więc do Nykoping i na NYO, tam wygrzewam się jeszcze trochę w promieniach będącego wciąż wysoko nad horyzontem słońca, by po 20:00 udać się do odprawy bezpieczeństwa. Tym razem wszystko bez problemów, choć musiałem wyjąć kosmetyki i położyć osobno. Mija 21:30 i pakujemy się do HA-LPN a ja siadam na 27A. Obłożenie jest tym razem nieco mniejsze. Kiedy startujemy, przed 22:00, na NYO jest nadal widno, a słońce dopiero zachodzi (niestety gdzieś za ogonem samolotu). Mimo to, niebo wygląda przepięknie.








    Chmury widoczne nad Morzem Bałtyckim zanikają kiedy zbliżamy się do Polski. Dzięki temu trafia mi się jeszcze jedna uczta dla oka – widok Trójmiasta po ciemku – piękna sprawa. W końcu półtoragodzinny lot do Katowic zbliża się do końca, ostatnim ciekawym widokiem jest rozświetlona Częstochowa. Lądowanie bardzo eleganckie i szybko parkujemy na płycie postojowej. Koniec wycieczki

    Podsumowując, za mną kolejne 4 loty, ok. 4 godziny w powietrzu, trochę pięknych widoków w powietrzu i na ziemi. Nieco szkoda przykrytego pierzynką Bałtyku, którego w efekcie prawie nie zobaczyłem z góry, jednak i tak mogę uznać wycieczkę za stuprocentowo udaną.

    Dzięki tym, którzy doczytali, pozdrawiam!

  2. #2
    Awatar Corolla

    Dołączył
    Aug 2008
    Mieszka w
    BZG/BCN

    Domyślnie

    Bardzo przyjemna relacja, konkretnie i szczegółowo zazdroszczę takiej wyprawy. Fajne widoki i miejsca pozdrawiam

    A world without flying is like a world without oxygen...

  3. #3
    Awatar PolishAir42

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Ft. Lauderdale/Miami, FL - USA
    Wpisów
    110

    Domyślnie

    Fajnie sie czyta. Widzialem na swoje oczy taka ruszade pax'ow na plycie w NYO. Jedni ida do samolotu a drudzy do terminala. Kompletny brak organizacji.
    Ostatnio w Blogu: Easy in AUA

    Pics - www.nonreving.com


  4. #4

    Dołączył
    Jun 2011

    Domyślnie

    Fajnie, jakby K2 nie uruchomił lotów z KRK do GDN to byśmy przez Szwecję latali A co do relacji to bardzo ciekawa i fajnie się czyta. Oby więcej takich.
    Pozdrawiam voyagerck ;)


  5. #5

    Dołączył
    Aug 2010

    Domyślnie

    Dzięki za pozytywne recenzje.

    Cała trasa kosztowała mnie dwa razy mniej niż najtańszy bilet KRK-GDN w jedną stronę, więc pomijając względy czasowe nadal wybrałbym Szwecję

  6. #6
    Awatar tigga

    Dołączył
    Jan 2010
    Mieszka w
    GDN

    Domyślnie

    W Reus flota FR była poustawiana na płycie z lekkim przesunięciem, tj. wychodziło się z wyjścia i trzeba było przejść o jedno stanowisko w lewo, pomimo tego że na wprost stał samolot. Efektem były wycieczki CC pomiędzy samolotami i pytania "kto z Państwa do Santiago de Compostella" w samolocie do Sevilli

  7. #7

    Dołączył
    Apr 2011
    Mieszka w
    KRK

    Domyślnie

    Kiedyś też o tym myślałem żeby wybrac się do Gdańska własnie przez Skandynawie, teraz widze że można to fajnie zrealizowac, fajnie się czytało :-)

  8. #8
    Awatar manica

    Dołączył
    Aug 2009
    Mieszka w
    Toruń/Kraków

    Domyślnie

    Bardzo fajna relacja, miła lektura przed pójściem spać
    Ale na tych kontrolach to pecha miałeś, mnie jeszcze nigdy tak nie przetrzepali

    Pzdr!
    Samota je trpká.

  9. #9

    Dołączył
    Apr 2010

    Domyślnie


    Polecamy

    bardzo przyjemna relacja, ja mieszkam i pracuje na ścieżce do lądowania, ale pięknie udało ci się zaliczyć parę miejsc w jeden dzień, podziwiam za organizację


Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •