Pokaż wyniki od 1 do 10 z 10
  1. #1

    Dołączył
    May 2011

    Post DPS-AMI, daleko i bardzo krótko


    Polecamy

    Lot między lotniskami Denpasar na Bali, i Selaparang na Lomboku przydarzył nam się pośrodku wakacyjnej podróży po Azji (którą, jeśli będzie czas, spróbuję na forum opisać).
    Była to chyba pierwsza sytuacja, w której wybraliśmy samolot, mając świadomość że przez to podróż nam się WYDŁUŻY. Bezpośredni rejs szybkim promem z Bali na wyspy Gili, do których zmierzaliśmy, zajmuje niecałe 3 h. Podróż samolotem, łącznie z dojazdem, czekaniem na lotnisku, potem na Lomboku jazdą samochodem i wreszcie przeprawą łódką - to ponad 5 godzin. W zamian można jednak uniknąć przeprawy przez niegościnne wody Cieśniny Lombockiej, którą znajomi nam jednomyślnie odradzali ("dwie godziny piekła").



    Trasa DPS-AMI jest jednym z najkrótszych rejsowych połączeń na świecie. Oba porty w linii prostej dzieli zaledwie 104 km. Jest bardzo popularna; codziennie blisko 10 lotów, ale nazwy przewoźników: TransNusa, Merpati, Trigana, Wings Air - nie budzą zaufania. Jedyne znane mi linie indonezyjskie - Garuda - odpadają, bo na tej trasie mają tylko jeden lot w niedogodnych dla nas godzinach. Wszystkie inne są na blackliście Unii Europejskiej. Ostatecznie skreślamy linie Merpati, których samolot kilka tygodni wcześniej rozbił się w złej pogodzie u wybrzeży Papui. Wybieramy Wings Abadi, które latają na nowych ATR-ach 72. Bilety kupujemy przez indonezyjskiego pośrednika, bo na stronie www nie przyjmowane są polskie karty płatnicze.

    Na lotnisku Ngurah Rai meldujemy się za wcześnie, bo blisko dwie godziny przed odlotem. Mamy więc mnóstwo czasu, aby spokojnie odprawić się, oddać bagaż, zwiedzić pobliskiego Starbucksa, zapłacić opłatę lotniskową (którą w Indonezji płaci się gotówką - w tym przypadku 40 tys. rupii za osobę), zwiedzić dokładnie sklepiki z pamiątkami, postać w tłumie ściśniętym przy gejcie itd. itp. Terminal krajowy lotniska ma wymiary i wdzięk terminalu Etiuda, ale nie jest zbytnio egzotyczny.









    Wbrew krakaniom na forach turystycznych nasz lot jest wywołany bez opóźnień i już po chwili kroczymy w stronę nowiutkiego (a w każdym razie wyglądającego jak nówka) ATR-a.



    Tuż obok wózek bagażowy, a na nim - hurra! - nasza walizka. Nie wiem jak na Was, ale na mnie widok własnego bagażu ładowanego do właściwego samolotu, działa uspokajająco.



    Zmęczone podróżami dzieci pozwalają mi (wyjątkowo) usiąść przy oknie. Samolot również wewnątrz wygląda nowiutko i czyściutko. LF około 80-90%. Obsługa jest bardzo miła, choć nie będzie miała okazji, by się wykazać. Lot jest tak krótki, że nie podają ani napojów, ani nawet wafelka.
    Startujemy. Pas lotniska Ngurah Rai wbija się w morze, więc widok jest bardzo fajny.





    Tuż po starcie pilot skręca gwałtownie na zachód i po półkolu robimy ogromniasty zakręt w sumie o 270 stopni. Z początku więc oddalamy się od celu naszej podróży, lecimy nad Bali, by po zakręcie - na wysokości Sanur pomknąć w stronę Lomboku. Widzimy plażę na której pływaliśmy dzień wcześniej. Cool.




    Lecimy nad wysepką Nusa Penida i nad Cieśniną Lombocką. Nie wiem, jaki jest pułap lotu, zgaduję że ok. 5000 metrów. ATR na pewno nie leci po torze "balistycznym" - szybko wspiął się i trzyma wysokość przez całe 10 minut Samolot generalnie sprawia świetne wrażenie, pilot natomiast, hmmm... ATR-ami latałem dotąd tylko w barwach Eurolotu i nasi piloci nie są w połowie tak "zamaszyści".

    Przed nami Lombok. Po kilku bardzo ostrych skrętach schodzimy do lądowania. Wokół lotniska pola ryżowe.





    Siadamy dość twardo. Patrzę na stoper: od startu 24 minuty. Hamujemy... a potem zawracamy o 180 stopni i bardzo szybko jedziemy w drugą stronę . Przez chwilę mam wrażenie, jakby ATR szykował się do ponownego startu. Na lotnisku nie ma taxiwaya, więc dojazd na stanowisko odbywa się bezpośrednio po pasie.




    Na Selaparangu oprócz naszego ATR-ka parkuje jeszcze jeden turboprop, i to by było na tyle. Wladze Lomboku mają nadzieję, że nowe lotnisko w południowowschodniej części wyspy, które ma zostać otwarte jeszcze w 2011 roku, zwiększy ruch lotniczy i turystyczny. Selaparang zostanie prawdopodobnie zamknięty, chyba że zachodniolombockie lobby turystyczne przewalczy utrzymanie go jako lokalnego portu drugiego wyboru, dla odwiedzających Senggigi i wyspy Gili.

    Do terminala jest 30 metrów. Pilot przyjaźnie macha nam na pożeganie.




    Po krótkiej podróży taksówką, w porcie Teluk Nare czeka na nas kolejna atrakcja lokomocyjna...


  2. #2
    mss
    mss jest nieaktywny
    Awatar mss

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    RZE

    Domyślnie

    104 km i 24 minut lotu to stosunkowo długo trwa ten lot jak na odległość.


    - reklama w podpisie skasowana - REGULAMIN

  3. #3
    Awatar Gabec

    Dołączył
    Jan 2007
    Mieszka w
    KRK

    Domyślnie

    Wrzuć proszę zdjęcie "kapitana" tej łódeczki. Wygląda mi znajomo - być może z nim płynąłem na tej samej trasie rok temu. Na której Gili byliście?
    DPS-AMI B733 którym leciałem trwał 20 min (od zamknięcia do otwarcia drzwi)
    no risk, no fun ;D


  4. #4

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    WAW/KRK

    Domyślnie

    TransNusa, Merpati, Trigana, Wings Air (ciach) są na blackliście Unii Europejskiej
    Co na pewno bardzo mocno w nie uderza, bo dotychczas kazda z tych linii wykonywala po 10 rejsow dziennie do kazdego z hubów polozonych w Unii Europejskiej...

    @Osiolek: bardzo fajna relacja, no i pod wieloma wzgledami (chocby czasu podrozy) egzotyczny lot. Ile to mniej-wiecej jest 40 tys. rupii, i jaki to ulamek wzgledem "pozostalej" ceny za bilet (jesli nie jest to obcesowe pytanie)?

    Aha: czy szybkie promy to podobne do "Bumeranga", ktory swojego czasu plywal ze Swinoujscia do Malmo? Widok byl niesamowity, bo gdy tylko wyszedl za falochron i wlaczyl te swoje dopalacze, to naprawde w oczach znikal za horyzontem. Autentycznie zbieralem szczękę z plaży. Niestety, jak potem uslyszalem, juz stan morza 4 (nie taka przeciez rzadkosc na Baltyku) uniemozliwial mu plywanie (az sie nie chce wierzyc... moze chodzilo o *normalne dla niego* plywanie?). Czy te niespokojne warunki w ciesninie, o ktorej wspominasz, to wlasnie cos takiego: bardzo czesto wysoki stan morza?
    Ostatnio edytowane przez Czterosilnik ; 12-08-2011 o 17:43

  5. #5

    Dołączył
    May 2011

    Domyślnie

    @Gabec: a oto i kapitan naszej łajby



    I jeszcze fotka z wyładunku w "porcie" na Gili Trawangan


  6. #6

    Dołączył
    Aug 2008
    Mieszka w
    Gdańsk

    Domyślnie

    ja lecialem indonesia air transport XD f50 ex-sas

  7. #7

    Dołączył
    May 2011

    Domyślnie

    @Czterosilnik: bilety kosztowały po ok. 300.000 rupii tj. ok. 100 zł.
    40.000 rupii opłaty lotniskowej to niecałe 14 zł. Za loty międzynarodowe opłata jest znacznie wyższa i wynosi (na Bali) 150 tys. rupii.

    Te promy kursujące z Bali na Gili przypominają przerośnięte motorówki.
    Bluewater Safaris | Fleetwww.scootcruise.com - Lembongan,Lombok dan Gili Island Fast Cruises in Bali
    Zabierają po 15-20 pasażerów, których (jeśli tylko morze bardziej faluje) dowożą przestraszonych i przemokniętych. Generalnie przewodniki odradzają podróż łódką, bo morze w Cieśninie Lombockiej potrafi się nieźle rozbujać. Wyczytaliśmy że rok temu jedna z tych łupinek zatonęła tuż po wypłynięciu z Bali, więc zdecydowaliśmy się na samolot

    Pozdrawiam

  8. #8

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    WAW/KRK

    Domyślnie

    Dzieki, Osiolek.

    Cena za bilety bardzo atrakcyjna - nawet jesli na tak krotki lot.

    A te łódki wygladaja calkiem solidnie na zdjeciach pod podanym adresem - no ale, jak to czesto bywa, najwyrazniej wyglad to nie wszystko...

  9. #9
    ols
    ols jest nieaktywny
    Awatar ols

    Dołączył
    Jan 2010

    Domyślnie

    Czytało się świetnie ale wyraźnie brakuje opisów odcinków Polska-DPS i AMI-Polska! Dodasz?

  10. #10
    Awatar latawica

    Dołączył
    Oct 2010
    Mieszka w
    WAW

    Domyślnie


    Polecamy

    fajna relacja i fajnie jest sobie przypomniec znane miejsca. Podobna trasę pokoynwałam z 10 lat temu tyle,ze morzem, które na szczescie wowczas było przyjazne - fakt płynełam zwykłym wiekszym promem pasazersko-towarowym z localsami. Jedyne co było mało przyjazne to warunki na promie. Podroz trwała kilka godzin, mozna było połozyc sie na podłodze na materacu ale w towarzystwie mega karaluchów. Podziekowałam, przycupnełam na waskiej ławeczce i usnełam. Obudziły mnie połozone na mnie obce nogi. Zerkam a tam tambylec sie czesciowo na mnie ulokował.
    Bardziej hardcorowa była przeprawa Lombok-Gili. Łodka pruła jak szalona, a my jak juz wyschlismy zamienilismy sie w słupy soli, po tym jak tony rozbryzgujacej sie na nas wody wyparowały.
    A na dodatek w domku, w ktorym mieszkalismy z dziury w scianie przypominajacej prysznic oczywiscie tez leciała ta słona woda.

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •